Nie – to nie będzie o tym, czy Polska to kolejna Turcja. Szczerze – to nie będzie nawet o rozwijającym się kryzysie finansowym w Turcji 🙂
To będzie o tym, co może zrobić zwykły człowiek, który żyje w peryferyjnym kraju, żeby choć częściowo uchronić swoje oszczędności przed skutkami nagłych lokalnych kryzysów finansowych.
Oczywiście może zawsze wyjechać do jakiegoś stabilniejszego, centralnego kraju. Ale to też nie będzie o tym.
Założenie tego wpisu jest trochę inne – co mogę zrobić bez wyjeżdżania na stałe, żeby w jakimś stopniu uniezależnić się od losów polskiej gospodarki, polskiej waluty, a może nawet polskich instytucji?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ryzyko inwestycyjne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ryzyko inwestycyjne. Pokaż wszystkie posty
środa, 22 sierpnia 2018
niedziela, 6 marca 2016
[szerszy obraz] Czego nauczyłem się o podejmowaniu decyzji z książki „Pułapki myślenia” Daniela Kahnemana?
Fakt pierwszy: w
naszych głowach nie funkcjonuje jeden spójny system podejmowania
decyzji, tylko dwa o zupełnie innych cechach.
Pierwszy podejmuje
szybkie, automatyczne, intuicyjne i emocjonalne decyzje. Jest
ukształtowany przez ewolucję (np. chęć przetrwania) oraz
wypracowane przez lata, głębokie nawyki i przekonania.
Drugi pracuje znacznie
wolniej, świadomiej i w oparciu o analizę. Wymaga uwagi i
skupienia. Włącza się (a przynajmniej powinien), gdy musimy
wykonać jakieś bardziej złożone zadanie, odpowiedzieć na trudne
pytanie lub rozwiązać skomplikowany problem.
Fakt drugi: to ten
pierwszy system (automatyczny, intuicyjny i nieanalityczny) odpowiada
za zdecydowaną większość naszych codziennych i niecodziennych
decyzji. Drugi system (powolny, świadomy i analityczny) to zazwyczaj
niewielki czubek gigantycznej góry lodowej.
Fakt trzeci: z badań
psychologów wiemy, że w intuicyjny system myślenia „wbudowane”
jest mnóstwo systematycznych błędów, które podkopują naszą
zdolność do podejmowania racjonalnych decyzji.
Czy warto przeczytać
książkę „Pułapki myślenia” Daniela Kahnemana? Czego może
się z niej nauczyć ktoś, kto chciałby podejmować lepsze decyzje
w odniesieniu do swoich finansów osobistych?
niedziela, 23 sierpnia 2015
[szerszy obraz] Czego nauczyłem się z książki „Zdrowy rozsądek i fundusze inwestycyjne” Johna Bogle'a?
John Bogle nigdy nie
ulokowałby oszczędności w funduszach inwestycyjnych, jakie znamy w
Polsce. To założyciel amerykańskiej firmy Vanguard zarządzającej
funduszami indeksowymi i ETF. Na świecie są one praktyczną,
niskokosztową alternatywą wobec aktywnie zarządzanych funduszy
inwestycyjnych oraz samodzielnemu nabywaniu dłużnych i udziałowych
papierów wartościowych. W Polsce ten rynek praktycznie nie istnieje
(więcej).
John Bogle to również
autorytet w dziedzinie długoterminowego inwestowania rozmiarów
Warrena Buffeta, Johna Templetona czy Raya Dalio. Reprezentuje jednak
zupełnie inną wizję tego procesu. Książka „Zdrowy rozsądek i
fundusze inwestycyjne” (nigdy nie przetłumaczona na polski)
opisuje w szczegółach jego podejście do budowania majątku w
oparciu o aktywa finansowe. Znajdziemy w niej też bezlitosną
krytykę całej branży finansowej, w szczególności dostawców i
dystrybutorów tradycyjnych funduszy inwestycyjnych.
Co chciałbym
zapamiętać z książki „Zdrowy rozsądek i fundusze inwestycyjne”
Johna Bogle'a? Czy jego podejście da się stosować w praktyce w
Polsce?
Napisał
Michał Sadowski
o
12:39
24
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykietki:
ETF,
fundusze inwestycyjne,
inwestowanie w indeksy,
jak inwestować na emeryturę,
książki o finansach,
opłaty,
ryzyko inwestycyjne,
szerszy obraz
sobota, 18 kwietnia 2015
Jak 12 funduszy polskich akcji poradziło sobie przez ostatnie dziesięć lat z indeksem WIG?
Podstawą polskiej branży funduszowej
jest narracja o wyjątkowych zdolnościach zarządzających, np.
umiejętności selekcji spółek, wyczuciu rynku (market timing) czy alokacji między klasy aktywów.
Między innymi za dostęp do tych talentów płacimy wysokie opłaty
stałe za zarządzanie oraz opłaty dystrybucyjne.
W poprzednich wpisach z tej serii
pokazałem, że uczestnik funduszy może nabywać jednostki na wiele różnych sposobów, które różnią się od siebie poziomem opłat, a co za tym idzie końcowym wynikiem. Przyjrzałem się również stałej opłacie za zarządzanie pobieranej przez towarzystwa funduszy inwestycyjnych – od częstych nieporozumień jej
dotyczących po jej erozyjny wpływ na rentowność inwestycji,
szczególnie w długim okresie.
W tym artykule chciałbym sprawdzić,
jak poradziło sobie 12 uniwersalnych funduszy polskich akcji przez
ostatnią dekadę w stosunku do ich najważniejszego punktu
odniesienia, czyli indeksu WIG. Czy wyniki funduszy uzasadniają
wysokie stałe opłaty za zarządzanie dzielone między TFI i
dystrybutorów? Czy zarządzającym udaje się „wygrywać z
rynkiem”?
niedziela, 11 stycznia 2015
[szerszy obraz] Czego nauczyłem się z książki „Głębokie ryzyko” Williama Bernsteina?
William Bernstein to
neurolog, który został badaczem rynków. Jest autorem kilku książek
na temat długoterminowego oszczędzania z naciskiem na rolę
alokacji między różne klasy aktywów. Pisze również o historii gospodarczej świata, np. o tym, jak rozwinął się współczesny
handel, jak ewoluowały standardy życia codziennego czy jak media
stały się jednym z kluczowych elementów rzeczywistości, w której
żyjemy.
Zaczynam czytanie
Bernsteina od książki „Głębokie ryzyko”. Dlaczego? Ponieważ
podejmuje temat, który – moim zdaniem – świadomie lub
nieświadomie frapuje większość osób budujących swoje
oszczędności.
Chodzi o strach przed wszystkim, co może w przyszłości zniweczyć nasz wysiłek. Nawet w komentarzach (nie zawsze publikowanych) na tej stronie z niebywałą regularnością pojawiają się głosy, że nie ma sensu oszczędzać, bo wartość pieniędzy strawi inflacja, podatki, wojna, niewypłacalność państwa, zapaść systemu bankowego i inne kataklizmy. Jestem zaskoczony, jak silne, częste i paraliżujące są te obawy. Zajrzałem do książki „Głębokie ryzyko”, żeby trochę uporządkować swoje myślenie o tego typu scenariuszach w kontekście akumulowania kapitału na odległe cele, np. edukację dzieci czy emeryturę.
Chodzi o strach przed wszystkim, co może w przyszłości zniweczyć nasz wysiłek. Nawet w komentarzach (nie zawsze publikowanych) na tej stronie z niebywałą regularnością pojawiają się głosy, że nie ma sensu oszczędzać, bo wartość pieniędzy strawi inflacja, podatki, wojna, niewypłacalność państwa, zapaść systemu bankowego i inne kataklizmy. Jestem zaskoczony, jak silne, częste i paraliżujące są te obawy. Zajrzałem do książki „Głębokie ryzyko”, żeby trochę uporządkować swoje myślenie o tego typu scenariuszach w kontekście akumulowania kapitału na odległe cele, np. edukację dzieci czy emeryturę.
Jakie jest podejście
Williama Bernsteina? Co warto zapamiętać z książki „Głębokie
ryzyko”?
środa, 31 grudnia 2014
Czego nauczyłem się o finansach i rynkach w 2014? Czego chciałbym się nauczyć w 2015?
„Im więcej się
uczę, tym bardziej rozumiem, jak mało wiem”. Nie ma się co
spierać o to, czy pierwszy powiedział to Konfucjusz, Sokrates, czy
jeszcze ktoś inny. Ktokolwiek to był, ujął w słowa jedną z
najbardziej przewrotnych prawd życiowych, jaką znam. Na zakończenie
2014 roku rozumiem, że wiem o finansach i rynkach jeszcze mniej niż
wtedy, gdy rozliczałem poprzedni rok. Wbrew pozorom to pozytywny
objaw.
W poprzednim artykule
przyglądałem się najważniejszym błędom inwestycyjnym, które
popełniłem w mijającym roku i próbowałem wyciągnąć z nich
wnioski. W tym chciałbym podsumować, czego nauczyłem się o
finansach i rynkach w 2014 oraz zastanowić się, czego chciałbym
się nauczyć w 2015.
sobota, 27 grudnia 2014
Jakie błędy inwestycyjne popełniłem w 2014?
W tym roku popełniłem
mnóstwo błędów. Ale żaden z nich nie był na tyle poważny, żeby
zachwiać całokształtem finansów mojej rodziny lub spowodować
ostre, długotrwałe turbulencje. To był nudny, ale udany rok –
praca przynosiła regularne dochody, oszczędności wypracowały
przyzwoitą stopę zwrotu ponad (w tym roku ujemną) inflację, a brak długów
zapewniał przyjemny luz. Nie
miałbym nic przeciwko temu, żeby każdy kolejny rok był tak samo
„nudny”.
Jeśli chodzi o
zarządzanie oszczędnościami, najważniejszymi narzędziami stały
się dla mnie w ostatnich latach alokacja między klasy aktywów,
szeroka dywersyfikacja (również geograficzna) oraz proste strategie inwestycyjne (np.
rebalancing). Pomogły mi opanować chaos w myśleniu i decydowaniu o
oszczędnościach (które lubię wyraźnie – i trochę inaczej niż branża finansowa – odgraniczać od inwestycji). Te proste
narzędzia nie zawiodły w 2014.
A co zawiodło w tym
roku? Jakie błędy inwestycyjne popełniłem w 2014?
Napisał
Michał Sadowski
o
21:59
2
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykietki:
błędy w inwestowaniu,
fundusze inwestycyjne,
fundusze obligacji,
inwestycje,
jak inwestować na emeryturę,
jak oszczędzać na emeryturę,
ryzyko inwestycyjne
poniedziałek, 24 listopada 2014
Czy inwestowanie to hazard?
To pytanie nie daje mi spokoju. Nie mogę też
dojść do jakiegoś porządku z pojęciami inwestowanie oraz
spekulacja. Czym się różnią od siebie? Czym się różnią od
hazardu? Czy te trzy pojęcia kompletnie się wykluczają, czy może
jednak mają ze sobą coś wspólnego? Czy inwestowanie jest „lepsze”
od spekulowania, które z kolei jest „lepsze” od hazardu? A może
takie ostre (i dość powszechne) wartościowanie tych słabo
zdefiniowanych i różnie rozumianych pojęć prowadzi tylko i
wyłącznie do kolejnych nieporozumień i uprzedzeń, które na pewno
nie pomagają się nam poruszać po współczesnych finansach?
Dlaczego mnie to męczy? Ponieważ jeśli chcemy zabezpieczać się z myślą o przyszłych wydatkach, np. związanych z dziećmi lub emeryturą musimy inwestować. Pod pojęciem inwestowanie rozumiem po prostu alokację oszczędności w różne klasy aktywów finansowych, w tym ryzykowne jak akcje czy obligacje długoterminowe. Z drugiej strony większość z nas nie chce traktować swoich długofalowych celów jak losu na loterii czy rozdania kart w kasynie na zasadzie „może się uda, może się nie uda”. Jak mają się do tego popularne opinie, również wśród znanych polityków, ekonomistów czy dziennikarzy, że „giełda to kasyno”, „to, co robią fundusze emerytalne, to forma hazardu”, a „fundusze inwestycyjne to jedna wielka loteria”?
W tym artykule zastanawiam się, czym się różnią się oraz co mają ze sobą wspólnego wspólnego inwestowanie, spekulowanie oraz hazard. To
moje pierwsze podejście do tego gigantycznego tematu – co jakiś
czas mam zamiar do niego wracać.
wtorek, 4 listopada 2014
Jak straciłem 100 tysięcy złotych na giełdzie – rozmowa z inwestorem indywidualnym Markiem
Gdyby ktoś
miał jakieś wątpliwości, ta rozmowa odbyła się naprawdę (mam
nagranie), a Marek to nie jest wymysł mojej wyobraźni. Poznaliśmy
się kilka lat temu, gdy uczyłem angielskiego w jego miejscu pracy.
Kiedyś w prywatnej rozmowie wyszło, że obaj jesteśmy drobnymi
inwestorami giełdowymi. Pamiętam, że Marek był niesamowicie
podekscytowany możliwościami i snuł podejrzanie nierealistyczne
plany dotyczące przyszłych stóp zwrotu ze swojej aktywności na
giełdzie. Też miałem wtedy gorącą głowę – wyniki wszystkich przepływów pieniędzy na moich rachunkach maklerskich od 2008r. do października 2014r. podsumowałem w poprzednim artykule.
Po jakichś
dwóch-trzech latach wróciliśmy do tematu przy okazji przypadkowego
spotkania. Marek był w zupełnie innym nastroju – na
krótkoterminowych spekulacjach stracił większość swoich płynnych
oszczędności, a w jego oczach giełda stała się złym,
zmanipulowanym miejscem. Dla mnie najciekawsze było to, że tak
kardynalne błędy w odniesieniu do swoich finansów osobistych
popełnił świetnie wykształcony profesjonalista, inżynier i umysł
ścisły – najwyraźniej znajomość matematyki nie jest kluczem do
sukcesu na rynkach. Do tego Marek jest odpowiedzialny za dużą
rodzinę – wtedy trójkę, teraz już czwórkę małych dzieci. To też nie chroni przed lekkomyślnością w zarządzaniu pieniędzmi.
Od
dłuższego czasu namawiałem go na szczerą rozmowę o jego
poczynaniach na giełdzie i jego podejściu do zarządzania
oszczędnościami. Kilka dni temu się zgodził. Mam nadzieję, że
wszyscy – a przede wszystkim on – się czegoś z niej nauczymy:
Napisał
Michał Sadowski
o
15:29
21
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykietki:
błędy w inwestowaniu,
giełda,
giełda papierów wartościowych,
inwestowanie czy oszczędzanie,
jak inwestować na emeryturę,
ryzyko inwestycyjne
niedziela, 2 listopada 2014
Ile zarobiłem i ile straciłem od początku inwestowania na giełdzie?
Uwaga! Ten artykuł jest wybitnie introwertyczny.
Przyglądam się w nim absolutnie wszystkim transakcjom, które
wykonałem kiedykolwiek na rachunkach inwestycyjnych (poza IKZE) i próbuję
zrozumieć, co chciałem osiągnąć kupując i sprzedając akcje,
obligacje i fundusze ETF. Obliczam również średnioroczną oraz
nominalną stratę (lub zysk) dla każdej poszczególnej inwestycji,
a także dla całej swojej dotychczasowej aktywności. Sprawdzam
także, ile wydałem podczas handlowania na giełdzie na prowizje dla
domów maklerskich oraz ile w tym czasie wpłynęło na moje konto
pieniędzy z dywidend.
Po co zadałem sobie trud zebrania i
uporządkowania tych wszystkich informacji? Ponieważ chcę mieć
pełny obraz swoich poczynań na giełdzie (nie tylko przeczucie czy
wrażenie, jak mi poszło) i na jego podstawie zastanowić się, jak
dostosować swoje zachowanie do moich prawdziwych celów. Krótko
mówiąc – chcę, żeby część moich oszczędności ulokowana
była w udziałowe i dłużne papiery wartościowe, ale nie chcę
działać, jak do tej pory. W szczególności nie chcę wykonywać
częstych transakcji, śledzić bieżących notowań i podejmować
hazardowego ryzyka dokonując przypadkowej selekcji spółek.
Ale najpierw chciałbym rozliczyć się z tym, w jaki sposób działałem na giełdzie do tej pory i jakie to przyniosło rezultaty.
sobota, 2 sierpnia 2014
[szerszy obraz] Czego nauczyłem się z książki „Ślepy traf” Nassima Nicholasa Taleba?
Dwie wcześniejsze
książki Taleba, które opisywałem, były o wpływie nieprzewidywalnych wydarzeń na rzeczywistość („Czarny łabędź”)
oraz korzystaniu na otaczającej nas zmienności („Antykruchość”).
Nassim Taleb stał się dzięki nim autorytetem w dziedzinie ryzyka.
Jego wcześniejsza książka - „Ślepy traf” - jest o roli
przypadku w naszej codzienności, przede wszystkim na rynkach.
Mimo tego że nie ma w
niej zbyt wielu wykresów, obliczeń czy gotowych receptur, książka
stała się bardzo popularna wśród ludzi podejmujących dużą
ilość decyzji w warunkach niepewności, szczególnie w branży
inwestycyjnej oraz wśród ludzi dużego biznesu. Podobnie jak inne
tytuły Taleba, „Ślepy traf” to dość luźny zbiór jego
obserwacji, przemyśleń, anegdot i cytatów, które mają ilustrować
spojrzenie autora na takie kwestie jak niepewność, przypadek,
wiedza czy podejmowanie decyzji.
Jakie jest podejście
Nassima Taleba do tych problemów? Co znajdzie w „Ślepym trafie”
osoba zainteresowana podejmowaniem trafnych decyzji finansowych i
inwestycyjnych? Proponuję cztery najważniejsze wnioski.
niedziela, 27 lipca 2014
Czego warto się nauczyć z wpadek funduszy inwestycyjnych (np. Idea Premium, Copernicus Dłużnych Papierów Korporacyjnych)?
Fundusze
niskiego ryzyka, np. rynku pieniężnego, gotówkowe, pieniężne czy
długu korporacyjnego, cieszą się w Polsce niesłabnącą
popularnością. Dzieje się tak mimo tego, że co kilka lat mamy w
tym segmencie do czynienia z olbrzymimi wpadkami zarządzających,
które ciężko doświadczają klientów i wywołują sensację.
To właśnie
w segmencie funduszy dłużnych mieliśmy najwięcej przypadków
zawieszenia możliwości odkupowania jednostek (Idea Premium, trzy
fundusze dłużne DWS czy Copernicus Dłużnych Papierów
Korporacyjnych), które dla klientów oznaczają tymczasowy brak
dostępu do oszczędności oraz – zazwyczaj – dalszą utratę ich
wartości.
Czego
warto się nauczyć z wpadek funduszy inwestycyjnych niskiego ryzyka?
Czy da się je przewidzieć? Czy mogą się w przyszłości
powtórzyć?
niedziela, 6 lipca 2014
Dlaczego oznaczenia ryzyka funduszy inwestycyjnych są mało użyteczne i co z tym zrobić?
Jednym z obowiązków
informacyjnych funduszy inwestycyjnych jest podawanie w kluczowych
informacjach dla inwestora poziomu ryzyka, z jakim wiąże się
lokowanie oszczędności w jego jednostki. Standardem w branży jest
określanie profilu ryzyka i zysku na siedmiostopniowej skali – im
wyższa liczba, tym wyższego ryzyka (oraz potencjalnych zysków)
możemy się spodziewać po funduszu.
Większość funduszy
polskich akcji, w tym małych i średnich spółek, ma profil ryzyka
na poziomie sześć. Siódemkę otrzymują między innymi fundusze z
dodatkowym ryzykiem walutowym (np. akcji tureckich czy Ameryki
Łacińskiej) czy fundusze oparte o kontrakty terminowe.
Jak nietrudno się
domyślić, na przeciwległym końcu skali znajdują się fundusze rynku pieniężnego i inne fundusze niskiego ryzyka. Środek okupują
fundusze obligacji oraz fundusze mieszane, w tym stabilnego wzrostu oraz zrównoważone.
W tego typu wskaźnikach
ryzyka jest co prawda pewien ładunek informacyjny, ale problem
polega na tym, że nie odzwierciedlają one dynamiki rynków i bywają
błędnie interpretowane przez inwestorów. O co dokładnie chodzi?
Napisał
Michał Sadowski
o
13:19
43
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykietki:
fundusze inwestycyjne,
inwestowanie czy oszczędzanie,
inwestycje,
jak inwestować na emeryturę,
ryzyko inwestycyjne,
strategia inwestycyjna
niedziela, 29 czerwca 2014
Czy fundusze pieniężne, gotówkowe, depozytowe i lokacyjne się od siebie czymś różnią?
Jest sporo zamieszania
wokół funduszy inwestycyjnych niskiego ryzyka. Pierwszy problem
polega na tym, że w ich nazwach przewijają się trochę mylące
przymiotniki – pieniężny, gotówkowy, depozytowy, lokacyjny, itp.
Wbrew pozorom to, że fundusz nazywa się pieniężny nie oznacza, że
jest funduszem rynku pieniężnego. Podobnie jak to, że fundusz
nazywa się gotówkowy nie oznacza, że ma w portfelu gotówkę, a to
że nazywa się lokacyjny, że zakłada za pieniądze swoich
uczestników głównie lokaty bankowe.
Drugi problem polega na
tym, że to właśnie niektóre fundusze niskiego ryzyka zaliczają
obsunięcia kapitału oraz zakłócenia w funkcjonowaniu, których
większość klientów nie spodziewa się po tej klasie funduszy.
Duże wpadki przydarzyły się między innymi funduszowi Idea Premium
(dzisiaj Inventum Premium), DWS Płynna Lokata (dzisiaj Investor
Płynna Lokata) czy ostatnio Copernicus Dłużnych Papierów
Korporacyjnych. Mniejsze wpadki, np. bankructwo emitenta obligacji
korporacyjnych, które skutkuje dzienną stratą na jednostce
funduszu rzędu 1-2%, zdarzają się znacznie częściej.
Czy fundusze
najniższego ryzyka, czyli np. pieniężne, gotówkowe, ochrony
kapitału, depozytowe, lokacyjne, płynnościowe, itp., czymś się
od siebie różnią? Dlaczego większość z nich to nie są fundusze
rynku pieniężnego?
Napisał
Michał Sadowski
o
14:50
6
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykietki:
bezpieczne lokowanie pieniędzy,
bezpieczne oszczędzanie,
fundusze inwestycyjne,
jak inwestować na emeryturę,
jak oszczędzać na emeryturę,
ryzyko inwestycyjne
niedziela, 8 czerwca 2014
Czego można się dowiedzieć ze sprawozdań finansowych funduszy inwestycyjnych?
Mam ambitny plan –
zanim kupię jednostki jakiegokolwiek funduszu inwestycyjnego, będę
co najmniej przeglądać jego najnowsze sprawozdanie finansowe.
Z jednej strony wynika to z tego, że chcę jak najbardziej opóźniać (tak – opóźniać!) swoje decyzje inwestycyjne. Wgryzienie się w dokumenty funduszu czy spółki to jeden ze sposobów, żeby między impulsywnym pomysłem o przekazaniu im pieniędzy w zarządzanie, a jego realizacją, musiało minąć trochę czasu. A głowa musiała trochę popracować nie tylko na poziomie przekazu marketingowego.
Z jednej strony wynika to z tego, że chcę jak najbardziej opóźniać (tak – opóźniać!) swoje decyzje inwestycyjne. Wgryzienie się w dokumenty funduszu czy spółki to jeden ze sposobów, żeby między impulsywnym pomysłem o przekazaniu im pieniędzy w zarządzanie, a jego realizacją, musiało minąć trochę czasu. A głowa musiała trochę popracować nie tylko na poziomie przekazu marketingowego.
Z drugiej strony chodzi
o to, że sprawozdania finansowe zawierają naprawdę duży i ciekawy
ładunek informacyjny. Być może dla osób stawiających pierwsze
kroki nie będzie to najłatwiejsza lektura, ale spójrzmy prawdzie w
oczy: zasady działania
funduszy nie zmienią się tylko dlatego, że nasza wiedza o nich
jest zbyt mała. Zmienić się musi nasza wiedza, żebyśmy poradzili
sobie z obsługą funduszy inwestycyjnych. Sprawozdania finansowe to
lepsze miejsce, że dowiedzieć się więcej o konkretnym funduszu
niż opinie na forach internetowych czy rozmowa z kolegą z pracy,
sąsiadem albo szwagrem.
Jakie informacje
znajdują się w sprawozdaniach funduszy inwestycyjnych? Czego można
się z nich dowiedzieć? Jak wykorzystać w swoim procesie
inwestycyjnym?
niedziela, 25 maja 2014
Czy warto mieć punkt odniesienia (benchmark) w inwestowaniu?
Czy moje wyniki
inwestycyjne są dobre czy słabe w porównaniu z innymi inwestorami?
Czy ryzyko, które podejmuję lokując oszczędności w
niegwarantowane klasy aktywów, jest odpowiednio wynagradzane? Czy
moje aktywne zarządzanie portfelem funduszy lub akcji daje efekt
lepszy niż pasywna alokacja aktywów lub inwestowanie w główne
indeksy? Czy moje decyzje inwestycyjne przyczyniają się do
realizacji moich celów finansowych?
Jeśli mamy jasny punkt
odniesienia w swoich inwestycjach, dużo łatwiej będzie nam
odpowiedzieć na te i wiele innych ważnych pytań. Dlatego uważam,
że warto mieć dobrze zdefiniowany benchmark (lub kilka benchmarków)
nawet jeśli nikt tego od nas nie wymaga.
Jesteśmy przecież
inwestorami indywidualnymi i teoretycznie możemy robić, co nam się
żywnie podoba (w przeciwieństwie np. do mocno regulowanych funduszy
inwestycyjnych) – nie śledzić precyzyjnie swoich wyników, nie
porównywać się z nikim i ogólnie żyć w przekonaniu, że
jesteśmy wyjątkowi. Mimo tego jestem zdania, że trzymanie się
jasnych punktów odniesienia to super ważny element procesu
inwestycyjnego. Dlaczego?
piątek, 2 maja 2014
[szerszy obraz] Jaką wizję rynków i gospodarki ma Ray Dalio i czego się z niej nauczyłem?
Ray Dalio to znany
amerykański inwestor obecny na rynku od lat 70. Jest założycielem
i zarządzającym funduszy firmy Bridewater Associates, która specjalizuje
się w obsłudze dużych instytucjonalnych inwestorów, np. funduszy
emerytalnych oraz funduszy majątku narodowego (sovereign wealth
funds). Bez bicia przyznaję, że jestem pod sporym wrażeniem jego
spojrzenia na rynki, gospodarkę i wiele innych kwestii.
Dlaczego? Z kilku
powodów. Po pierwsze, jego wizja jest panoramiczna i oparta o
długoterminowe, uniwersalne mechanizmy, które napędzały,
napędzają i będą napędzać cywilizację, a nie krótkoterminowy
szum informacyjny. Po drugie, Dalio ma rzadką umiejętność
rozbijania skomplikowanych zjawisk na ich podstawowe składowe, co
umożliwia trafniejszą i spokojniejszą analizę. Po trzecie, mimo
że jego obserwacje i wnioski dotyczą głównie dużych, trochę
abstrakcyjnych procesów makroekonomicznych, mogą być też z
powodzeniem zastosowane na poziomie finansów osobistych każdego przeciętniaka czy indywidualnego inwestora.
W założeniu chciałem
ten artykuł napisać dopiero po przeczytaniu, obejrzeniu i
przesłuchaniu wszystkiego, co powiedział Ray Dalio (oraz jego
krytycy), ale zadanie przerosło moje zasoby czasu. Skupiłem się
tylko na najważniejszych publikacjach. Jaka wizja rynków i
gospodarki się z nich wyłania?
niedziela, 13 kwietnia 2014
Czy w długim okresie akcje zawsze drożeją?
Jedną z obiegowych
opinii na temat akcji jest to, że w długim terminie przynoszą
wyższe stopy zwrotu niż obligacje skarbowe, obligacje korporacyjne
czy instrumenty rynku pieniężnego. Dzieje się to przy większej
zmienności (które wielu utożsamia z ryzykiem), ale ostatecznie
akcjonariusze zarabiają na swoim kapitale więcej niż
obligatariusze czy deponenci na lokatach w bankach.
Współczesna historia
polskiego rynku finansowego, w tym giełdy, jest na tyle krótka, że
trudno wyciągać z niej zbyt daleko idące wnioski, ale jest sporo
materiałów na temat długoterminowego zachowania się różnych
papierów wartościowych w krajach rozwiniętych. Z tego zestawienia
wynika, że 100 dolarów zainwestowane w 1928 roku w główny indeks amerykańskiej giełdy byłoby dzisiaj warte
jakieś 255 tysięcy dolarów, podczas gdy ta sama kwota inwestowana
w 3-miesięczne bony skarbowe urosłaby do ok. 2 tysięcy dolarów, a
100 dolarów inwestowane w 10-letnie obligacje rządowe zamieniłoby
się w trochę ponad 6 tysięcy dolarów.
Znaczącą przewagę
papierów udziałowych nad dłużnymi w długim okresie na 16 rynkach
całego świata udokumentowało też w ważnej książce „Triumf optymistów” trzech profesorów z London School of Economics. Czy
to oznacza, że w długim okresie akcje zawsze drożeją i są
najlepszą klasą aktywów?
Napisał
Michał Sadowski
o
18:15
7
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykietki:
akcje,
ETF,
fundusze inwestycyjne,
giełda,
giełda papierów wartościowych,
inwestowanie w indeksy,
jak inwestować na emeryturę,
ryzyko inwestycyjne
niedziela, 6 kwietnia 2014
Czy da się stworzyć portfel inwestycyjny, który poradzi sobie w każdych warunkach?
Nikt nie wie, jak dokładnie
rozwinie się przyszłość, ale każdy chciałby się na nią jak
najlepiej przygotować. Jeśli oszczędzam i inwestuję z myślą o
edukacji dzieci, emeryturze czy innych odległych celach,
najważniejsze, czego się obawiam, to duża i nieodwracalna utrata
wartości tych pieniędzy gdzieś w przyszłości, np. na skutek
wysokiej inflacji, dewaluacji złotówki, załamania na rynku obligacji czy dewastacyjnej bessy na rynku akcji.
Dla właściciela
takiego długoterminowego kapitału oznacza to dwie możliwości.
Albo będzie na bieżąco monitorował sytuację, przewidywał
przyszłe trendy na rynkach i reagował na nie wystarczająco szybko,
żeby chronić swój majątek. Albo stworzy zróżnicowany i
zrównoważony portfel aktywów, który jest w stanie poradzić sobie
bez względu na warunki panujące w gospodarce i na rynkach.
Pierwsza propozycja
brzmi naprawdę obiecująco, ale w praktyce systematyczne
przewidywanie przyszłości i reagowanie z wyprzedzeniem na
wydarzenia tak, żeby tylko na nich korzystać, przekracza zdolności
analityczne i poznawcze przeciętnego człowieka. Można próbować,
ale ze świadomością, że szanse na sukces są ograniczone, a całe przedsięwzięcie będzie nas mocno absorbować.
Ale czy da się
stworzyć stabilny, nie angażujący dużych ilości naszej uwagi
portfel inwestycyjny, który poradzi sobie w każdych warunkach i nie
narazi nas na utratę znacznej części majątku?
Napisał
Michał Sadowski
o
21:23
4
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykietki:
fundusze inwestycyjne,
jak inwestować na emeryturę,
ochrona kapitału,
plan inwestycyjny,
prywatna emerytura,
ryzyko inwestycyjne,
strategia inwestycyjna
niedziela, 30 marca 2014
[szerszy obraz] Czego nauczyłem się z książki „Inwestor Dhandho” Mohnisha Pabrai?
Nie pamiętam, gdzie i
kiedy po raz pierwszy zetknąłem się z pomysłami Mohnisha Pabrai
dotyczącymi inwestowania, ale zrobiły na mnie na tyle silne
wrażenie, że szybko przeczytałem jego książkę „Inwestor
Dhandho”. Niedawno przeczytałem ją jeszcze raz.
Kim jest Mohnish
Pabrai? Od kilkunastu lat z sukcesami zarządza własnym funduszem
typu hedge fund, który opiera o autorską koncepcję inwestowania
wzorowaną w dużej mierze na filozofii Warrena Buffeta. Wcześniej
był przedsiębiorcą w branży IT. Jest zwolennikiem inwestowania w
głęboką wartość (deep value investing).
Jak z wszystkimi
książkami amerykańskich inwestorów, warto od początku mieć z
tyłu głowy dwa zastrzeżenia. Po pierwsze, dotyczą one
amerykańskiej giełdy – instytucji o dużo dłuższej tradycji,
dużo większej roli w gospodarce oraz dużo większej skali
działania niż polska, działającej w dużo stabilniejszej
demokracji.
Po drugie –
przeczytanie książki Mohnisha Pabrai czy Warrena Buffetta nie robi
z czytelnika Mohnisha Pabrai czy Warrena Buffetta. Bez względu na
to, jak wielkie wrażenie wywierają na nas ich rady i mądrości,
wdrożenie ich w życie to coś zupełnie innego niż ekscytowanie
się nimi na kartce papieru. Gdyby było inaczej, każdy czytelnik
książek o inwestowaniu byłby milionerem, jeśli nie miliarderem.
Jaka jest propozycja
Mohnisha Pabrai w książce „Inwestor Dhandho”? Czy da się
wykorzystać jego doświadczenia i rady w swoich inwestycjach?
Napisał
Michał Sadowski
o
21:27
2
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykietki:
akcje,
edukacja finansowa,
giełda,
giełda papierów wartościowych,
jak inwestować na emeryturę,
książki o finansach,
ryzyko inwestycyjne,
strategia inwestycyjna,
szerszy obraz
Subskrybuj:
Posty (Atom)
