niedziela, 12 kwietnia 2015

Czy ma znaczenie, gdzie i jak kupuję jednostki funduszy inwestycyjnych?




Dwie osoby mogą ulokować dokładnie takie same oszczędności w jednostki dokładnie tych samych funduszy inwestycyjnych, a po umorzeniu ich po miesiącu, roku czy kilku latach otrzymać od towarzystwa zwrot zupełnie innej kwoty. Różnice mogą być naprawdę znaczące.

Nie będą się brały ze stopy zwrotu aktywów składających się na fundusze. Ta będzie identyczna w każdym przypadku. Będą się brały przede wszystkim z różnych poziomów oraz typów opłat, które pobierane są przez dystrybutorów funduszy inwestycyjnych. Innym ważnym źródłem będzie status podatkowy naszej inwestycji.

Proponuję przeprowadzić następujący eksperyment: sprawdźmy, jak poradziło sobie kilka różnych inwestycji jednorazowych opartych na jednostkach tych samych funduszy, ale zorganizowanych w inny sposób i wykonanych za pośrednictwem innego sprzedawcy. Chcę w ten sposób odpowiedzieć sobie na pytanie, czy ma znaczenie, gdzie i jak kupuję jednostki funduszy inwestycyjnych.

Gdzie najlepiej kupić fundusze inwestycyjne?
Co wpływa na stopę zwrotu z inwestycji?

Rentowność inwestycji na pewno pomniejszą opłaty, przede wszystkim stała opłata za zarządzanie oraz jednorazowa opłata dystrybucyjna, ale także ewentualne opłaty za konwersje, zamiany oraz umorzenie jednostek. Niedawno opisałem w szczegółach, jak to działa na przykładzie mojego ubezpieczenia na życie z funduszami inwestycyjnymi.

Realne stopy zwrotu pomniejszają również koszty podatkowe, np. podatek Belki od zysków (jeśli były) przy konwersji do innego funduszu oraz podatek Belki od zysków (jeśli były) na zakończenie inwestycji.

Wynik inwestycji zależy również od naszych decyzji dotyczących alokacji oszczędności, np. kiedy i co kupujemy, kiedy i co sprzedajemy. Niektórzy pośrednicy udostępniają mniej lub bardziej formalne wsparcie w procesie decyzyjnym, chociaż konsekwencje i odpowiedzialność zawsze ponosi klient. Poza tym nie każdy produkt finansowy daje dostęp do takiej samej liczby funduszy na takich samych zasadach. Większość towarzystw funduszy inwestycyjnych pozwala jednak lokować oszczędności w ramach tzw. funduszy parasolowych z wydzielonymi subfunduszami, np. akcyjnymi, mieszanymi czy dłużnymi. Fundusze parasolowe to bardzo praktyczne (i mocno niedocenione) narzędzie do oszczędzania.

Eksperyment pierwszy – ING TFI (od lipca 2015 NN TFI)

Umówmy się, że w kwietniu 2014 roku pięciu klientów rozpoczęło projekty oszczędnościowe, na które przez ostatni rok składały się (dla ułatwienia) w 100% albo jednostki funduszu ING Obligacji albo funduszu ING (L) Globalny Spółek Dywidendowych. Pierwsza (i jak dotąd jedyna) wpłata wynosiła 10 tysięcy złotych.

Pierwszy nabył jednostki w oddziale ING Banku Śląskiego.

Drugi nabył jednostki w ramach ubezpieczenia na życie i dożycie ze składką jednorazową Compensa FlexiPlus w zakładzie ubezpieczeń Compensa.

Trzeci nabył jednostki przez platformę internetową NN TFI 24.

Czwarty nabył jednostki przez platformę internetową Supermarket Funduszy Inwestycyjnych w mBanku.


Sprawdźmy, jak radzą sobie te na pierwszy rzut oka identyczne inwestycje po roku od startu (na podstawie wycen od 9 kwietnia 2014r do 9 kwietnia 2015r). Pod uwagę musimy wziąć:

a) opłaty dystrybucyjne i inne
b) kategorię jednostek powiązaną z opłatami za zarządzanie
c) obowiązki i ograniczenia dla klienta wynikające z umowy

Na pierwszy ogień proponuję sprawdzić, jak zachował się przez ostatni rok portfel złożony w 100% z jednostek funduszu ING Obligacji u naszych pięciu klientów (kliknij, żeby powiększyć).



Sprawdźmy też, jak zachował się w tym czasie portfel złożony w 100% z jednostek funduszu ING (L) Globalny Spółek Dywidendowych u naszych pięciu klientów (kliknij, żeby powiększyć).


To przykłady zaledwie pięciu różnych „ścieżek”, którymi klienci mogą wchodzić w posiadanie jednostek tych dwóch funduszy. W praktyce może być ich wielokrotnie więcej, np. polisy inwestycyjne innych ubezpieczycieli życiowych z inną strukturą opłat czy pracownicze programy emerytalne z jeszcze niższymi opłatami za zarządzanie niż na IKE Plus i IKZE Plus. Ich końcowy efekt byłby jeszcze inny niż te przedstawione powyżej.

Najważniejsze, co chcę powiedzieć to że ten sam funduszy inwestycyjny kupiony w inny sposób lub w ramach innego produktu finansowego może prowadzić do różnych wyników ze względu na inną strukturę opłat i status podatkowy.

Z drugiej strony warto od początku rozumieć charakterystykę każdego z przedstawionych powyżej „ścieżek” oszczędzania, szczególnie ich ograniczenia. To, że na IKE Plus końcowa wartość inwestycji netto jest (hipotetycznie) najwyższa nie oznacza, że jest to najlepsze rozwiązanie dla każdego.

Jeśli chodzi o IKE, od razu trzeba dodać dwie informacje. Właściciel rachunku jest ograniczony rocznymi limitami wpłat (w 2015 jest to 11 877zł) – nie da się chronić przed podatkiem Belki dowolnej kwoty oszczędności. Druga sprawa jest jeszcze ważniejsza. Wypłaty z IKE nie będą skutkować naliczeniem podatku Belki wyłącznie, jeśli oszczędzaliśmy w ten sposób co najmniej przez pięć lat i skończyliśmy 60 rok życia. Jeśli nie spełnimy tych warunków i zażądamy zwrotu lub częściowego zwrotu środków, towarzystwo standardowo naliczy podatek Belki od zysku.

To sprawia, że IKE Plus kompletnie nie nadaje się do:
  • dużej jednorazowej inwestycji (np. 300 tysięcy złotych)
  • krótkoterminowej inwestycji (np. na pół roku czy dwa lata)
Najlepiej sprawdzi się w przypadku klientów zainteresowanych regularnym oszczędzaniem, przez kilka czy kilkanaście lat, na długofalowe cele, np. prywatną emeryturę czy przyszłość dzieci. Dlatego oprócz zalet związanych z brakiem opłat dystrybucyjnych, niższą opłatą za zarządzanie podwyższającą stopy zwrotu czy też obecnością tarczy podatkowej, trzeba też brać po uwagę charakterystykę indywidualnego konta emerytalnego, np. roczne limity wpłat czy warunki ostatecznego zwolnienia podatkowego. Na jeszcze innych zasadach działa IKZE, z innym rocznym limitem wpłat, możliwością odpisania składki od podstawy opodatkowania z bieżącej pracy oraz opodatkowaniem wypłat 10% ryczałtem.

IKE i IKZE Plus w ING TFI można założyć przez internet.

Jeśli chodzi o oszczędzanie w funduszach inwestycyjnych w ramach ubezpieczenia na życie w stylu Compensa FlexiPlus, rentowność inwestycji pomniejszać będą dodatkowe, stałe opłaty dla zakładu ubezpieczeń. To potężna erozyjna siła – obliczyłem to dla własnej polisy tego typu ze składką regularną. Dodatkowo warto pamiętać o kosztach wcześniejszego wycofania się z umowy. W produkcie Compensa FlexiPlus klient otrzymałby 91,5% wartości polisy, gdyby zamknął ją po pierwszym roku. Na mojej polisie inwestycyjnej byłoby to – uwaga, uwaga – 2% wartości polisy.

Na plus tego typu narzędziom można zapisać to, że dają dostęp do funduszy wielu towarzystw reprezentujących różne klasy aktywów w jednym miejscu, a konwersje między nimi mogą być darmowe i nie skutkują naliczeniem podatku Belki. Niektóre z polis gwarantują również wypłatę (poza wartością jednostek na polisie) niewielkiego świadczenia na wypadek śmierci ubezpieczonego, np. w Compensa FlexiPlus jest to 10% jednorazowej składki. Trudno nazwać to prawdziwą ochroną ubezpieczeniową, ale zaznaczmy, że przy zakupie jednostek w oddziale banku czy przez platformy internetowe (w tym w ramach IKE Plus) nie ma żadnych dodatkowych świadczeń.

Słabo wypada zakup jednostek funduszy w „okienku” bankowym. W niektórych przypadkach może prowadzić do gorszego wyniku niż oszczędzanie na polisie inwestycyjnej. Głównym problemem są jednorazowe opłaty dystrybucyjne, szczególnie przy niewielkich wpłatach do funduszy akcyjnych.

Opłaca się za to nauczyć obsługi platform internetowych samych towarzystw lub innych dystrybutorów. Omijamy w ten sposób opłaty dystrybucyjne, za konwersje, zamiany i umorzenia jednostek. Dla końcowego wyniku naszych hipotetycznych klientów nie będzie miało znaczenia, czy otworzyliśmy zwykły rejestr funduszu przez ING TFI 24 czy przez Supermarket Funduszy Inwestycyjnych mBanku. I tu, i tu będziemy nabywać tę samą kategorię jednostek, z tymi samymi opłatami za zarządzanie, bez opłat dystrybucyjnych i innych, bez górnych limitów wpłat, a na zakończenie inwestycji będziemy musieli bezwzględnie zapłacić podatek Belki od zysku.

Różnica na korzyść NN TFI 24 polega na tym, że oferuje więcej subfunduszy w funduszu parasolowym ING TFI SFIO (niektóre z jakiegoś powodu nie są dostępne w SFI mBanku). Różnica na korzyść SFI mBanku polega na tym, że w jednym miejscu mamy dostęp również do funduszy parasolowych wielu innych towarzystw.

Eksperyment drugi – Aviva Investors TFI

Zmieńmy towarzystwo na Aviva Investors TFI i zwiększmy kwotę jednorazowej inwestycji do 12 tysięcy złotych. Sprawdźmy wyniki trzech klientów.

Pierwszy nabył jednostki funduszu Aviva Investors Polskich Akcji przez platformę banku BGŻ Optima.

Drugi nabył jednostki funduszu Aviva Investors Polskich Akcji w ramach ubezpieczenia na życie Skandia Grand.

Trzeci nabył jednostki funduszu Aviva Investors Polskich Akcji przez platformę BossaFund prowadzoną przez dom maklerski Banku Ochrony Środowiska.


I znowu – nie twierdzę, że oszczędzanie u pośrednika typu BossaFund (czyli na nisko-kosztowej platformie internetowej) jest najlepszym rozwiązaniem dla wszystkich. W BGŻ Optima zdarzają się okresy promocji, kiedy bank nie pobiera opłaty dystrybucyjnej, a na dodatek dodaje możliwość założenia promocyjnej lokaty z wysokim oprocentowaniem wszystkim, którzy zakupią jednostki. Do 29 maja tego roku trwa właśnie taka promocja dla funduszy Aviva Investors TFI (z lokatą na 5,5% w skali roku na trzy miesiące).

Mnie osobiście do nabywania funduszy przez BGŻ Optima zniechęca to, że bank z jakiegoś powodu selekcjonuje subfundusze z oferty różnych towarzystw. O ile w BossaFund dostępne jest wszystkie 15 subfunduszy z funduszu parasolowego Aviva Investors FIO, w BGŻ Optima dostępne jest tylko 10 (nie kupimy tutaj między innymi Aviva Investors Dłużnych Papierów Korporacyjnych).

Wyobrażam sobie, że ktoś może mieć ważne powody, żeby oszczędzać również w formie ubezpieczenia inwestycyjnego. Nie mam z tym problemu, jeśli rozumie, co robi, ile za to płaci i jakie są praktyczne alternatywy dla tego rozwiązania (np. zwykły fundusz parasolowy).

Tak czy inaczej, biorąc pod uwagę koszty każdej z opcji, na najwyższą wartość końcową inwestycji może liczyć klient posiadający jednostki funduszu przez platformę BossaFund. Fundusze Aviva Investors TFI są również dostępne na takich samych zasadach w SFI mBanku.

Eksperyment trzeci – Franklin Templeton

Na koniec spójrzmy na dwie ścieżki, którymi możemy wejść w posiadanie wyróżniającego się funduszu obligacji światowych Templeton Global Total Return PLN hedged (z zabezpieczonym ryzykiem kursowym).

Pierwszy klient nabywa jednostki tego funduszu za pośrednictwem Deutsche Banku.

Drugi klient nabywa jednostki tego funduszu w ramach ubezpieczenia na życie Skandia Grand.


Wartość inwestycji brutto po pierwszym roku jest praktycznie identyczna. Problem z polisą polega na tym, że stałe opłaty dla ubezpieczyciela będą pobierane również w kolejnych latach (2,7% aktywów w drugim roku, potem 1,35% aktywów). Opłata dystrybucyjna w Deutsche Banku została naliczona tylko raz.

Z drugiej strony klient ubezpieczyciela może korzystać z konwersji do wielu innych funduszy. Może też tworzyć portfel złożony z kilku funduszy utrzymując w każdym z nich niewielkie kwoty. W Deutsche Banku takie posunięcia byłyby niemożliwe. O ile mi wiadomo, zagraniczne towarzystwa funduszy inwestycyjnych nie prowadzą funduszy parasolowych (jak ING TFI czy Aviva Investors TFI), więc utrudnione i kosztowne byłoby również zamienianie jednostek wewnątrz funduszy towarzystwa Franklin Templeton.

Podsumowanie

Dystrybutorzy i partnerzy towarzystw funduszy inwestycyjnych mają prawo ustalać i nakładać na klientów dodatkowe warstwy opłat, np. dystrybucyjną czy za administrację polisy inwestycyjnej. To sprawia, że osoby lokujące takie same kwoty w takich samych funduszach mogą zakończyć inwestycję z różnym wynikiem.

Wygodnie i tanio można oszczędzać w funduszach inwestycyjnych przez duże, nisko-kosztowe platformy internetowe, np. Supermarket Funduszy Inwestycyjnych mBanku czy BossaFund, a także platformy internetowe niektórych towarzystw (np. NN TFI, NobleFunds, LeggMason). To prosty sposób, żeby uniknąć opłat dystrybucyjnych, za konwersję, zamianę oraz umorzenie jednostek, które obniżają rentowność inwestycji.

Jeśli dodatkowo możemy i chcemy „opakować” nasze oszczędności funduszowe w IKE lub IKZE (rozumiejąc ich zasady), zyskamy na ochronie inwestycji przed podatkiem Belki od zysków kapitałowych. NN TFI stworzyło specjalną, tańszą kategorię jednostek dla rejestrów IKE i IKZE zakładanych przez internet – to dodatkowo podwyższa rentowność tych typowo długoterminowych inwestycji.

Nie jestem zwolennikiem nabywania jednostek funduszy inwestycyjnych w oddziałach banków i u pośredników finansowych, jeśli wiąże się to z naliczeniem opłaty dystrybucyjnej oraz brakiem dostępu do panelu internetowego. Nie dosyć, że drożej, to jeszcze niewygodnie.

Mam też mocno mieszane uczucia co do oszczędzania w ramach ubezpieczeń inwestycyjnych typu unit-linked. To prawda, że dają dostęp do często imponującej liczby funduszy inwestycyjnych, w tym zagranicznych, oraz pozwalają wygodnie zarządzać całą inwestycją. Niektóre z nich mogą być połączone z jakąś formą świadczeń ubezpieczeniowych lub dawać możliwość dokupienia dodatkowej ochrony, np. na wypadek utraty pracy. Dla kogoś, kto chce przede wszystkim gromadzić oszczędności, ich druzgocącą wadą są wysokie koszty utrzymania, które konsekwentnie pomniejszają rentowność inwestycji. Umowy potrafią być skomplikowane i restrykcyjne, co sprawia, że część nieprzygotowanych klientów porzuca je w trakcie, tracąc część pieniędzy.

Moim zdaniem najważniejsze, żeby:
  1. wiedzieć, czego oczekujemy od naszej inwestycji (ile będzie trwać, jaki jest jej cel),
  2. wiedzieć, jak chcemy działać (raczej bierna alokacja między klasy aktywów czy aktywne zarządzanie z dużą ilością zmian, jaka strategia inwestycyjna),
  3. dobrać odpowiednie narzędzie (z olbrzymiej ilości możliwych) do powyższych potrzeb porównując m.in. opłaty, status podatkowy oraz dostępne opcje inwestycyjne
  4. trzymać się swojego planu, ewentualnie go ulepszając

8 komentarzy:

  1. Od dawna wiadomo, że koszty to jest największy wróg w inwestowaniu. W dłuższym horyzoncie czasowym aktywnie zarządzane fundusze inwestycyjne nie są w stanie wygrać z rynkiem, a po odjęciu opłat za zarządzanie są 1,5-2% do tyłu w stosunku do tanich pasywnie zarządzanych funduszy indeksowych. W Polsce to będzie jeszcze więcej bo ze względu na mały rozmiar rynku i niewielką konkurencję opłaty z zarządzanie są u nas dużo wyższe nich w USA czy UK. Jeszcze gorzej jest w przypadku funduszy obligacji bo tam opłaty w rodzaju 1,5% potrafią zjeść większość zysku przy obecnych niskich zwrotach z obligacji na całym świecie. W 25 letniej perspektywie (a więc przy oszczędzaniu na emeryturę) to niby drobne 1,5-2% powoduje, że zysk z inwestycji wyniesie tylko 2/3 ze zwrotu jaki byśmy uzyskali inwestując niskokosztowo w cały rynek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest dokładnie tak, jak Pan / Pani pisze. Pozdrawiam, proszę wracać!

      Usuń
  2. Z góry przepraszam za temat nie do końca związany z artykułem, ale w przypadku oszczędzania w perspektywie 40 lat wydaje mi się co najmniej istotny. Załóżmy, że dzieje się sytuacja taka jak na Cyprze i Państwo kładzie łapę na naszych środkach bankowych / lokatach (co - w perspektywie kilkudziesięciu lat nie jest chyba nieprawdopodobne biorąc chociażby pod uwagę umorzenie obligacji w OFE). Co jednak w przypadku posiadania jednostek funduszy / ETFów w domach maklerskich - czy jest jakaś teoretyczna możliwość, że tak jak w przypadku lokat, rząd będzie w stanie spieniężyć te środki? Wydaje mi się, że posiadanie udziałów w największych funduszach firm takich jak Vanguard czy BlackRock posiadających łącznie aktywa o wartości > 7 trylionów USD jest jednak bezpieczniejsze od lokat, ale chciałbym poznać Twoje zdanie Michale.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za pytanie. Nie wiem, co wydarzy się przez najbliższe 40 lat i jak zmienią się w tym czasie regulacje prawne. Na pewno trzeba być przygotowanym na różne niespodzianki. Jak się nad tym dobrze zastanowić, to cały świat jest bardzo kruchym, niepewnym i wrażliwym miejscem, a ufanie, że jego instytucje przetrwają kolejne 40 lat to przejaw sporego optymizmu. Tylko jaka jest wobec tego optymizmu alternatywa?

      Uważam, że dywersyfikacja geograficzna to bardzo dobra praktyka, chociaż moją główną motywacją do inwestowania poza granicami Polski nie jest obawa o losy oszczędności w Polsce, tylko chęć uczestniczenia w globalnym rynku oraz szerokiego rozłożenia ryzyka. Polecam wcześniejszy tekst, który być może najlepiej ze wszystkich, które opisałem odnosi się do Twoich obaw http://www.mojaprzyszlaemerytura.pl/2015/01/glebokie-ryzyko-william-bernstein-rezencja.html

      Pozdrawiam, proszę wracać!

      Usuń
  3. Gratuluję ciekawego wpisu.
    Mam jedną uwagę - polisa inwestycyjna (Skandia, Compensa) bardzo nie pasuje do tego porównania.
    Jest oczywiste, że nie służy ona do zakupu jednego funduszu (szczególnie polskiego) i trzymanie w nim środków. Polisa inwestycyjna może być opłacalna, dla osób, które chcą w miarę aktywnie zarządzać portfelem, chcą go zdywersyfikować również zagranicznie, lub na różne TFI polskie.
    I tylko w takiej konkurencji można je oceniać. Na razie ocenił Pan różne samochody osobowe i jeden dostawczy. Który będzie najgorszy na autostradzie??
    Pozdrawiam
    Jarek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyżby do komentowania moich wpisów wrócił niestrudzony "doradca" Jarosław? Miałem nadzieję, że zrozumiał Pan po ostatniej wymianie zdań pod wpisem sprzed ponad roku, że nie przejmę Pana toku myślenia.

      Czy widzi Pan jakiś problem, żeby np. w jakimś funduszu parasolowym Aviva Investors TFI, ING TFI, MetLife TFI, Union Investment TFI, PZU TFI, PKO TFI czy Skarbiec TFI podzielić środki między kilka subfunduszy, w tym aktywów zagranicznych?

      Jeden fundusz został dobrany do obliczeń po to, żeby je ułatwić.Tylko i wyłącznie.

      Oczywiście sprzedawcom tego typu produktów zależy na tym, żeby ich z niczym nie porównywać. Po prostu są jak Ferrari na autostradzie i koniec rozmowy. W szczegóły się nie zagłębiajmy z jakiejkolwiek perspektywy.

      NIe odmawiam Panu i innym sprzedawcom prawa do praktykowania tej formy "doradztwa" finansowego, nie stoję przed Pana biurem lub jakimkolwiek innym miejscem, gdzie "doradza" Pan swoim klientom i nie protestuję. Chciałbym otrzymać od Pana prawo pokazywania i porównywania tych (i innych produktów) z innej perspektywy oraz proponowania swoim czytelnikom alternatywnych sposobów myślenia i rozwiązań.

      Pozdrawiam, proszę wracać.

      PS. Od razu mówię, że jeśli kolejne komentarze będą po prostu odgrzewać stare kawałki i tkwić w tej samej koleinie ideologicznej, nie będę ich publikować.

      Usuń
  4. mocne slowa Michal ale tak trzymaj , a ja mam pytanie czy to prawda zeby zaczac inwestowac w bossafund.pl trzeba sie udac do placowki osobiscie i podpisac umowe o konto ale jakie konto , a pozniej mozna otworzyc reszte przez internet i zaczac inwestowac i wlasnie tu najwazniejsza sprawa czy otwarcie takiej uslugi mam namysli otwarcia konta jest pobierana oplata 200zl jednorazowo za otwarcie konta ktore jest powiazane z bossafund do inwestowania , moze to ktos potwierdzic ze tak jest ze za otwarcie w bossafund zaplace 200zl, bede wdzieczny za odpowiedz i z gory dziekuje i pozdrawiam wszystkich

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem klientem tej platformy - umowę podpisałem w punkcie obsługi klienta domu maklerskiego BOŚ, który jest operatorem BossaFund. To nie jest konto bankowe. To jest konto techniczne wyłącznie do wpłat, które później możemy alokować do wybranych funduszy przez internet. Konto nic nie kosztuje. Podpisanie umowy również jest bezpłatne. Nie wiem, czy można to zrobić w 100% przez internet - wystarczy telefon na ich infolinię i masz odpowiedź.

      Pozdrawiam, proszę wracać!

      Usuń

A co Ty sądzisz?