piątek, 17 kwietnia 2015

Czy opłata za zarządzanie w funduszach inwestycyjnych ma znacznie dla klienta?




Opłaty związane z oszczędzaniem w funduszach inwestycyjnych są mega nieintuicyjne. Jak się do nich ustosunkować? Czy powinniśmy je zignorować i skupić się na możliwościach „aktywnego zarządzania kapitałem”, które oferują fundusze? A może powinniśmy całkowicie unikać tradycyjnych funduszy inwestycyjnych, bo przy tych kosztach jest to „złodziejstwo”?

Nie odpowiada mi ani jedno, ani drugie podejście – wbrew pozorom to skrajności o minimalnej praktycznej przydatności dla kogoś, kto chce utrzymywać swoje oszczędności w rynkowych klasach aktywów.

W poprzednim artykule z tej serii pokazałem, że w różnych miejscach inwestowania mogą być pobierane różne warstwy opłat za posiadanie dokładnie tych samych funduszy inwestycyjnych. W rezultacie inwestorzy posiadający identyczne aktywa zakończą inwestycję z różnymi (czasami bardzo różnymi) wynikami. W tym artykule chciałbym przyjrzeć się opłacie za zarządzanie dla towarzystwa funduszy inwestycyjnych – jakie ma znaczenie dla klienta?

Opłaty za zarządzanie dla funduszy
Podstawowe informacje

Jeden z czytelników zadał mi kiedyś pytanie, które być może dręczy innych nowicjuszy:
„Interesuje mnie fundusz PZU Papierów Dłużnych Polonez, ale jak widzę, że opłata za zarządzanie wynosi 2,5% rocznie, zastanawiam się, czy nie przeje ona dużej części wyników. Przecież nie co roku będą dwucyfrowe. Jak to jest?”
Po pierwsze, opłata za zarządzanie dla TFI (max. 2,5% w skali roku dla PZU Papierów Dłużnych Polonez) jest już uwzględniona w cenie jednostki. Wyniki, które widzimy w notowaniach, są już po odjęciu tego kosztu. To, co widać poniżej (oraz co widać we wszystkich powszechnych źródłach notowań funduszy inwestycyjnych) to ceny / wyniki po uwzględnieniu opłaty za zarządzanie. Nie odejmujemy od tego kolejnych 2,5% rocznie.

Opłaty związane z oszczędzaniem w funduszach inwestycyjnych są mega nieintuicyjne. Jak się do nich ustosunkować? Czy powinniśmy je zignorować i skupić się na możliwościach „aktywnego zarządzania kapitałem”, które oferują fundusze? A może powinniśmy całkowicie unikać tradycyjnych funduszy inwestycyjnych, bo przy tych kosztach jest to „złodziejstwo”?   Nie odpowiada mi ani jedno, ani drugie podejście – wbrew pozorom to skrajności o minimalnej praktycznej przydatności dla kogoś, kto chce utrzymywać swoje oszczędności w rynkowych klasach aktywów.  W poprzednim artykule z tej serii pokazałem, że w różnych miejscach inwestowania mogą być pobierane różne warstwy opłat za posiadanie dokładnie tych samych funduszy inwestycyjnych. W rezultacie inwestorzy posiadający identyczne aktywa zakończą inwestycję z różnymi (czasami bardzo różnymi) wynikami. W tym artykule chciałbym przyjrzeć się opłacie za zarządzanie dla towarzystwa funduszy inwestycyjnych – jakie ma znaczenie dla klienta?  Podstawowe informacje  Jeden z czytelników zadał mi kiedyś pytanie, które być może dręczy innych nowicjuszy:  „Interesuje mnie fundusz PZU Papierów Dłużnych Polonez, ale jak widzę, że opłata za zarządzanie wynosi 2,5% rocznie, zastanawiam się, czy nie przeje ona dużej części wyników. Przecież nie co roku będą dwucyfrowe. Jak to jest?”  Po pierwsze, opłata za zarządzanie dla TFI (max. 2,5% w skali roku dla PZU Papierów Dłużnych Polonez) jest już uwzględniona w cenie jednostki. Wyniki, które widzimy w notowaniach, są już po odjęciu tego kosztu. To, co widać poniżej (oraz co widać we wszystkich powszechnych źródłach notowań funduszy inwestycyjnych) to ceny po uwzględnieniu opłaty za zarządzanie. Nie odejmujemy od tego kolejnych 2,5% rocznie.  Bossa wyniki  W niektórych miejscach inwestowania (np. w BossaFund, SFI mBanku, na platformach samych towarzystw) nie są pobierane żadne dodatkowe opłaty, więc jeśli wiemy, ile mamy jednostek funduszu, możemy tę liczbę pomnożyć przez cenę z notowań i dostajemy wartość naszej inwestycji. Taką kwotę zobaczymy też w systemie transakcyjnym.  Ale w niektórych miejscach inwestowania (np. na tzw. polisach inwestycyjnych) mogą pojawić się dodatkowe warstwy opłat. Jednostki funduszu PZU Papierów Dłużnych Polonez możemy nabywać za pośrednictwem ubezpieczyciela życiowego, który co miesiąc umarza drobną część jednostek tytułem wynagrodzenia za swoje usługi. To sprawia, że – mimo że cena jednostki jest identyczna jak w niskokosztowych miejscach inwestowania – wartość inwestycji jest niższa, ponieważ przestaliśmy być właścicielami części jednostek. Jakiś czas temu opisałem ten proces w szczegółach, a niedawno obliczyłem, ile kosztuje w praktyce.  W każdym razie fakt pierwszy brzmi: opłata za zarządzanie dla TFI jest uwzględniona w cenie jednostki widocznej w notowaniach i systemach transakcyjnych klientów. Jeśli uda nam się uniknąć dodatkowych warstw opłat (np. dystrybucyjnej w oddziale banku czy od aktywów u ubezpieczyciela), będzie to nasz jedyny koszt utrzymywania oszczędności w funduszu.  Po drugie, cytuję prospekt funduszu UniAkcje Dywidendowy towarzystwa Union Investment, opłata za zarządzanie:  „naliczana jest w każdym dniu wyceny i za każdy dzień roku liczonego jako 365 lub 366 dni, w przypadku gdy rok kalendarzowy na 366 dni, od średniej wartości aktywów netto subfunduszu z poprzedniego dnia wyceny”  Czyli aktywa UniAkcje Dywidendowy są w praktyce każdego dnia pomniejszane o 1/365 z 4%, czyli trochę ponad 0,01%. Opłata pobierana jest jako procent wszystkich aktywów, a nie wyłącznie zysków.   Po trzecie, nie każdy wie o tym że w opłacie za zarządzanie „ukryte” jest wynagrodzenie dla dystrybutora. Ta „opłata dystrybucyjna w opłacie za zarządzanie” to podstawa modelu biznesowego takich platform jak BossaFund czy Supermarket Funduszy Inwestycyjnych mBanku. U tych internetowych dystrybutorów nie zapłacimy dodatkowych opłat dystrybucyjnych tylko dlatego, że „zadowalają się” częścią dystrybucyjną z opłaty za zarządzanie wliczonej w cenę jednostki.  To nie oznacza, że BossaFund czy SFI mBanku sprzedają jakieś inne jednostki funduszy niż inni dystrybutorzy, np. droższe. W okienku bankowym czy u ubezpieczyciela życiowego nabędziemy identyczne jednostki, tyle że ci dystrybutorzy nałożą na nas dodatkowe warstwy opłat. Oni „nie zadowolą się” częścią dystrybucyjną z opłaty za zarządzanie wliczoną w cenę jednostki, mimo że też ją otrzymują od TFI.  Ten aspekt może być źródłem świadomych i nieświadomych nieporozumień. Napisał do mnie kiedyś doświadczony agent ubezpieczeniowy z Poznania – umówiliśmy się na spacer po nowym kampusie Uniwersytetu. Zgodziliśmy się co do ogółów (warto oszczędzać, długi termin jest ważny, trele morele), ale w pewnym momencie wyszły na jaw zasadnicze różnice między nami, wynikające oczywiście z tego, że dla niego optymalnym narzędziem do długoterminowego oszczędzania są polisy inwestycyjne. Najważniejsze jest jednak to, że świadomie lub nieświadomie tkwił w błędzie uparcie utrzymując, że:  a) na niskokosztowych platformach banków oraz samych TFI też pobierane są dodatkowe warstwy opłat ponad opłatę za zarządzanie dla TFI (np. przez umarzanie jednostek),    b) na polisach inwestycyjnych są obniżone opłaty za zarządzanie, ponieważ „ubezpieczyciela jest hurtownikiem”, itp.   Obie informacje są nieprawdziwe. Rozprawmy się z nimi raz na zawsze:  a) rzekome umarzanie jednostek  W BossaFund, SFI mBanku czy na ING TFI nie ma żadnego umarzania jednostek (które występuje co miesiąc na polisach inwestycyjnych, żeby pokryć opłaty dla ubezpieczyciela). 20 października ubiegłego roku dokupiłem przez BossaFund za 100zł jednostki subfunduszu Aviva Investors Małych Spółek – poniżej skan potwierdzenia.   Od tego czas nie wykonałem na jednostkach tego sunfunduszu żadnej operacji – nie kupowałem, nie zamieniałem, nie umarzałem. Gdyby BossaFund pobierał miesięczną opłatę przez umorzenie jednostek, byłoby ich dzisiaj – sześć miesięcy później – odrobinę mniej. Czy jest ich mniej? Nie jest. Jest dokładnie tyle samo, ile w momencie ostatniego dokupienia za 100zł – poniżej zdjęcie wnętrza mojego panelu internetowego w BossaFund.  b) rzekoma niższa opłata za zarządzanie w ubezpieczeniowych funduszach kapitałowych  Prosta logika podpowiada, że jeśli na polisach inwestycyjnych klient ma dostęp do innej kategorii jednostek  funduszy inwestycyjnych, o niższej opłacie za zarządzanie, przez ubezpieczeniowe fundusze kapitałowe, powinny one mieć inną cenę oraz inne stopy zwrotu niż „czysty” fundusz kupiony np. przez BossaFund czy SFI mBanku.  Zostańmy przy funduszu Aviva Investors Małych Spółek, który występuje w wersji czystej oraz u sześciu ubezpieczycieli życiowych na ubezpieczeniowych funduszach kapitałowych, które inwestują 100% swoich aktywów w ten fundusz (przez co są z nim w praktyce tożsame). Sprawdzam wycenę wszystkich na dzień 15 kwietnia 2015 oraz roczną stopę zwrotu.  Czy u ubezpieczycieli życiowych nabywamy jakieś lepsze jednostki tego funduszu? Nie – nabywamy dokładnie takie same jak w otwartym funduszu inwestycyjnym dostępnym np. na BossaFund czy w SFI mBanku lub z jakiegoś powodu gorsze (Compensa).  O odwracaniu uwagi od tego, jak naprawdę działają opłaty za zarządzanie w TFI oraz dodatkowe opłaty od aktywów u ubezpieczycieli życiowych pisałem między innymi w tym oraz w tym artykule.  Czy opłata za zarządzanie ukryta w cenie jednostki ma znaczenie?  Czy te 1-2% w skali roku stałej opłaty za zarządzanie w polskich funduszach dłużnych, 2-3% w funduszach mieszanych i 3,5-4% w ma jakieś znaczenie? Żeby zilustrować wpływ stałych opłat na rentowność inwestycji proponuję następujący eksperyment:  - wykorzystajmy dane o zmianach głównego indeksu polskiej giełdy (WIG) przez ostatnie dziesięć lat (od 13 kwietnia 2005 do 13 kwietnia 2015), - przez ten czas przyniósł on łącznie 101,5% zwrotu, co daje 7,26% w skali roku, - zachowanie indeksu było w tym czasie bardzo zmienne, co dobrze oddaje skalę wyzwań, psychologicznych, z którymi musieli zmierzyć się polscy inwestorzy, żeby osiągnąć powyższe stopy zwrotu, - potraktujmy ten indeks jako bazowe aktywa, od których pobieramy stałą opłatę za zarządzanie w różnych wysokościach (od 0,5 do 4% w skali roku), - opłaty są naliczane „jak w funduszach”, przez codzienne odpisanie proporcjonalnej części rocznej opłaty, np. przy opłacie 4% rocznie, w poniedziałek odliczam 3/365 z 4% (za piątek, sobotę i niedzielę), a we wtorek odliczam 1/365 z 4% (za poniedziałek), - chcemy zbudować intuicję odnośnie tego, jak stałe opłaty od aktywów wpływają na wartość inwestycji  Na początek proponuję tabelkę, która zbiera wszystkie scenariusze:  Kilka wniosków:  a) wysokie stałe opłaty potrafią sprawić, że nawet przyzwoicie pracujące aktywa nie przynoszą końcowemu inwestorowi satysfakcjonujących stóp zwrotu,  b) po 10 latach opłata 4% aktywów rocznie pomniejszy stopę zwrotu nie o 40%, jak wynikałoby z prostego mnożenia, tylko o 65,42% - to „magia” procentu składanego, o której rzadziej się mówi,  c) po 10 latach, przy aktywach pracujących w tempie 7,26% rocznie, opłata 4% rocznie od aktywów strawi ponad 65% zysków przed ewentualnym opodatkowaniem i uwzględnieniem inflacji,  d) przy 100 tysiącach jednorazowej inwestycji i średniorocznej stopie zwrotu 7,26% w skali roku, po 10 latach przy opłacie 4% rocznie, prawie 65,5 tysiąca złotych zostanie pobrane tytułem opłat przez TFI, a kapitał inwestora powiększy się w tym czasie o 36 tysięcy złotych,  e) nawet 0,5% rocznie w stałych opłatach obniża przez 10 lat stopę zwrotu o prawie 10%  Poniżej pięć wizualizacji stopniowej utraty wartości przez inwestycję obciążoną różnymi poziomami stałych rocznych opłat od aktywów (pierwszy wykres 4%, potem 3%, 2%, 1% i na koniec 0,5%). Niebieska linia to WIG, czerwona to hipotetyczna inwestycja WIG minus opłata.  To zaledwie ćwiczenie matematyczne, które dobrze pokazuje, że stałe opłaty od aktywów (za zarządzanie dla TFI i inne, np. dla ubezpieczycieli) są mega ważne. W drugim kroku proponuję przyjrzeć się, jak poradziły sobie w dokładnie tym samym okresie cztery uniwersalne fundusze akcji polskich dostępne dla klientów detalicznych.  Przypominam, że będziemy pracować na wycenach po uwzględnieniu stałej opłaty za zarządzanie. Uważam, że zestawienie wieloletnich wyników z indeksem WIG jest uczciwe – to główny indeks polskiej giełdy, który stanowi punkt odniesienia dla wielu uniwersalnych funduszy akcji (np. Legg Mason Akcji, Quercus Agresywny) oraz dla wielu inwestorów.  Jak wypadają uniwersalne fundusze polskich akcji – po uwzględnieniu wysokich stałych opłat za zarządzanie (do 4% w skali roku) – na tle indeksu WIG w okresie 13 kwietnia 2005 – 13 kwietnia 2015? Dzisiaj sprawdzam to dla funduszy Arka BZWBK Akcji Polskich, Legg Mason Akcji, UniKorona Akcje oraz Skarbiec Akcja., jutro dla 15 największych funduszy akcji w Polsce.  Ważna uwaga! Poniższa tabelka pokazuje wynik dla wyłącznie jednego z wielu możliwych dziesięcioletnich okresów oraz dla inwestycji jednorazowej. Inne wyniki uzyskalibyśmy dla innej daty startowej i końcowej czy dla inwestycji regularnej z np. miesięcznym czy kwartalnym uśrednianiem.    Jak widać, w rzeczywistości fundusze zachowują się bardzo różnorodnie i nie da się do wszystkich przyłożyć tej samej miary (np. WIG minus stała opłata za zarządzanie). W tym okresie Arka BZWBK Polskich Akcji traciła średniorocznie ponad 2,2% do indeksu WIG, ale Legg Mason Akcji pozwolił ten benchmark o ponad 1,2% średniorocznie. Są to wyniki już po uwzględnieniu opłat za zarządzanie.  W każdym przypadku strata do indeksu po uwzględnieniu opłat jest niższa niż roczna wartość opłaty za zarządzanie (zazwyczaj 4%). UniKorona Akcje praktycznie odzwierciedlała zachowanie indeksu przez cały okres, a Skarbiec Akcja przegrał z nim o ok. 1,8% średniorocznie.   To oznacza, że zarządzającym generalnie udaje się pobijać szeroki rynek przed opłatami (ich selekcja spółek działa), ale tylko nielicznym udaje się ta sztuka po uwzględnieniu stałych opłat za zarządzanie.  Dla klienta oznacza to dodatkowe ryzyko polegające na tym, że jakość zarządzania w wybranym przez niego funduszu będzie znacząco niższa niżu konkurencji. Innymi słowy, ryzyko ulokowania oszczędności w odpowiedniku Arki BZWBK w kolejnym okresie, a nie w odpowiedniku Legg Mason Akcji. Bo oczywiście nie ma żadnej gwarancji, że to pierwsze towarzystwo nadal będzie zawodzić, a to drugie nadal będzie się wyróżniać. Dla mnie kompromisowym rozwiązaniem tego dylematu są:  a) chociaż minimalny research dotyczący filozofii działania, procesu inwestycyjnego, stabilności wyników i stałych opłat w różnych towarzystwach,  b) rozłożenie oszczędności między rozsądną ilość funduszy parasolowych kilku towarzystw (np. 3-4), żeby wyeliminować wpływ ekstremalnych rezultatów   Poniżej wykresy pokazujące, jak radziły sobie opisane fundusze w starciu z indeksem WIG na przestrzeni ostatnich 10 lat (13 kwietnia 2005 – 13 kwietnia 2015) przy jednorazowej inwestycji w wysokości 100 tysięcy złotych. Linia niebieska to WIG, linia czerwona to fundusz.  Podsumowanie – opłaty za zarządzanie dla funduszy inwestycyjnych  Moim zdaniem najważniejsze punkty to:  - opłaty za zarządzanie są uwzględnione w cenie jednostki, - opłaty są pobierane od aktywów, a nie zysku, - w opłatę za zarządzanie wliczone jest wynagrodzenie dla dystrybutora, ale są dystrybutorzy (np. niektóre banki czy ubezpieczyciele życiowi), którzy nakładają dodatkowe warstwy opłat za swoje usługi – to pomniejsza rentowność inwestycji, - w praktyce zarządzający bardzo różnie radzą sobie z „odpracowywaniem” opłaty za zarządzanie, niektórym udaje się mimo wysokich kosztów wygrywać z rynkiem - przed opłatami zarządzającym uniwersalnymi funduszami polskich akcji zazwyczaj udaje się wygrywać z szerokim rynkiem, ale klienta i tak najbardziej obchodzi to, co zobaczy na koncie po opłatach
kliknij, żeby powiększyć tabelkę


W niektórych miejscach inwestowania (np. w BossaFund, SFI mBanku, na platformach samych towarzystw) nie są pobierane żadne dodatkowe opłaty, więc jeśli wiemy, ile mamy jednostek funduszu, możemy tę liczbę pomnożyć przez cenę z notowań i dostajemy wartość naszej inwestycji. Taką kwotę zobaczymy też w systemie transakcyjnym.

Ale w niektórych miejscach inwestowania (np. na tzw. polisach inwestycyjnych) mogą pojawić się dodatkowe warstwy opłat. Jednostki funduszu PZU Papierów Dłużnych Polonez możemy nabywać za pośrednictwem ubezpieczyciela życiowego, który co miesiąc umarza drobną część jednostek tytułem wynagrodzenia za swoje usługi. To sprawia, że – mimo że cena jednostki jest identyczna jak w niskokosztowych miejscach inwestowania – wartość inwestycji jest niższa, ponieważ przestaliśmy być właścicielami części jednostek. Jakiś czas temu opisałem ten proces w szczegółach, a niedawno obliczyłem, ile kosztuje w praktyce.

W każdym razie fakt pierwszy brzmi: opłata za zarządzanie dla TFI jest uwzględniona w cenie jednostki widocznej w notowaniach i systemach transakcyjnych klientów. Jeśli uda nam się uniknąć dodatkowych warstw opłat (np. dystrybucyjnej w oddziale banku czy od aktywów u ubezpieczyciela), będzie to nasz jedyny koszt utrzymywania oszczędności w funduszu.

Po drugie, cytuję prospekt funduszu UniAkcje Dywidendowy towarzystwa Union Investment, opłata za zarządzanie:

„naliczana jest w każdym dniu wyceny i za każdy dzień roku liczonego jako 365 lub 366 dni, w przypadku gdy rok kalendarzowy na 366 dni, od średniej wartości aktywów netto subfunduszu z poprzedniego dnia wyceny”

Czyli aktywa UniAkcje Dywidendowy są w praktyce każdego dnia pomniejszane o 1/365 z 4%, czyli trochę ponad 0,01%. Opłata pobierana jest jako procent wszystkich aktywów, a nie wyłącznie zysków.

Po trzecie, nie każdy wie o tym że w opłacie za zarządzanie „ukryte” jest wynagrodzenie dla dystrybutora. Ta „opłata dystrybucyjna w opłacie za zarządzanie” to podstawa modelu biznesowego takich platform jak BossaFund czy Supermarket Funduszy Inwestycyjnych mBanku. U tych internetowych dystrybutorów nie zapłacimy dodatkowych opłat dystrybucyjnych tylko dlatego, że „zadowalają się” częścią dystrybucyjną z opłaty za zarządzanie wliczonej w cenę jednostki.

To nie oznacza, że BossaFund czy SFImBanku sprzedają jakieś inne jednostki funduszy niż inni dystrybutorzy, np. droższe. W okienku bankowym czy u ubezpieczyciela życiowego nabędziemy identyczne jednostki, tyle że ci dystrybutorzy nałożą na nas dodatkowe warstwy opłat. Oni „nie zadowalają się” częścią dystrybucyjną z opłaty za zarządzanie wliczoną w cenę jednostki, mimo że też ją otrzymują od TFI.

Ten aspekt może być źródłem świadomych i nieświadomych nieporozumień. Napisał do mnie kiedyś doświadczony agent ubezpieczeniowy z Poznania – umówiliśmy się na spacer po nowym kampusie Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. Zgodziliśmy się co do ogółów (warto oszczędzać, długi termin jest ważny, trele morele), ale w pewnym momencie wyszły na jaw zasadnicze różnice między nami, wynikające oczywiście z tego, że dla niego optymalnym narzędziem do długoterminowego oszczędzania są polisy inwestycyjne. Najważniejsze jest jednak to, że świadomie lub nieświadomie tkwił w błędzie uparcie utrzymując, że:

a) na niskokosztowych platformach banków oraz samych TFI też pobierane są dodatkowe warstwy opłat ponad opłatę za zarządzanie dla TFI (np. przez umarzanie jednostek),

b) na polisach inwestycyjnych są obniżone opłaty za zarządzanie, ponieważ „ubezpieczyciel jest hurtownikiem”, itp.

Obie informacje są nieprawdziwe. Rozprawmy się z nimi raz na zawsze:

a) rzekome umarzanie jednostek

W BossaFund, SFI mBanku czy na NN TFI nie ma żadnego umarzania jednostek (które występuje co miesiąc na polisach inwestycyjnych, żeby pokryć opłaty dla ubezpieczyciela). 20 października ubiegłego roku dokupiłem przez BossaFund za 100zł jednostki subfunduszu Aviva Investors Małych Spółek – poniżej skan potwierdzenia.

Czy na BossaFund jest opłat za zarządzanie?

Od tego czas nie wykonałem na jednostkach tego sunfunduszu żadnej operacji – nie kupowałem, nie zamieniałem, nie umarzałem. Gdyby BossaFund pobierał miesięczną opłatę przez umorzenie jednostek, byłoby ich dzisiaj – sześć miesięcy później – odrobinę mniej. Czy jest ich mniej? Nie jest. Jest dokładnie tyle samo, ile w momencie ostatniego dokupienia za 100zł – poniżej zdjęcie wnętrza mojego panelu internetowego w BossaFund (wycena funduszu z 15 kwietnia 2015).

Opłaty w BossaFund

b) rzekoma niższa opłata za zarządzanie w ubezpieczeniowych funduszach kapitałowych

Prosta logika podpowiada, że jeśli na polisach inwestycyjnych klient ma dostęp do innej kategorii jednostek funduszy inwestycyjnych, o niższej opłacie za zarządzanie, przez ubezpieczeniowe fundusze kapitałowe, powinny one mieć inną cenę oraz inne stopy zwrotu niż „czysty” fundusz kupiony np. przez BossaFund czy SFI mBanku.

Zostańmy przy funduszu Aviva Investors Małych Spółek, który występuje w wersji czystej oraz u sześciu ubezpieczycieli życiowych na ubezpieczeniowych funduszach kapitałowych, które inwestują 100% swoich aktywów w ten fundusz (przez co są z nim w praktyce tożsame). Sprawdzam wycenę wszystkich na dzień 15 kwietnia 2015 oraz roczną stopę zwrotu.

Opłaty za zarządzanie funduszami u ubezpieczycieli

Czy u ubezpieczycieli życiowych nabywamy jakieś lepsze jednostki tego funduszu? Nie – nabywamy dokładnie takie same jak w otwartym funduszu inwestycyjnym dostępnym np. na BossaFund czy w SFI mBanku lub z jakiegoś powodu gorsze (Compensa). Tańsze jednostki funduszy można nabywać między innymi przez IKE i IKZE w NN TFI (wcześniej ING TFI), które sam posiadam i polecam.

O odwracaniu uwagi od tego, jak naprawdę działają opłaty za zarządzanie w TFI oraz dodatkowe opłaty od aktywów u ubezpieczycieli życiowych pisałem między innymi w tym oraz w tym artykule.

Czy opłata za zarządzanie ukryta w cenie jednostki ma znaczenie?

Czy te 1-2% w skali roku stałej opłaty za zarządzanie w polskich funduszach dłużnych, 2-3% w funduszach mieszanych i 3,5-5% w akcyjnych w ma jakieś znaczenie? Żeby zilustrować wpływ stałych opłat na rentowność inwestycji proponuję następujący eksperyment:

- wykorzystajmy dane o zmianach głównego indeksu polskiej giełdy (WIG) przez ostatnie dziesięć lat (od 13 kwietnia 2005 do 13 kwietnia 2015),
- przez ten czas przyniósł on łącznie 101,5% zwrotu, co daje 7,26% średniorocznie,
- zachowanie indeksu było w tym czasie bardzo zmienne, co dobrze oddaje skalę wyzwań psychologicznych, z którymi musieli zmierzyć się polscy inwestorzy, żeby osiągnąć powyższe stopy zwrotu,
- potraktujmy ten indeks jako bazowe aktywa, od których pobieramy stałą opłatę za zarządzanie w różnych wysokościach (od 0,5 do 4% w skali roku),
- opłaty są naliczane „jak w funduszach”, przez codzienne odpisanie proporcjonalnej części rocznej opłaty, np. przy opłacie 4% rocznie, w poniedziałek odliczam 3/365 z 4% (za piątek, sobotę i niedzielę), a we wtorek odliczam 1/365 z 4% (za poniedziałek),
- chcemy zbudować intuicję odnośnie tego, jak stałe opłaty od aktywów wpływają na wartość inwestycji

Na początek proponuję tabelkę, która zbiera wszystkie scenariusze:


Kilka wniosków:

a) wysokie stałe opłaty potrafią sprawić, że nawet przyzwoicie pracujące aktywa nie przynoszą końcowemu inwestorowi satysfakcjonujących stóp zwrotu,

b) po 10 latach opłata 4% aktywów rocznie pomniejszy stopę zwrotu nie o 40%, jak wynikałoby z prostego mnożenia, tylko o 65,42% - to „magia” procentu składanego, o której rzadziej się mówi,

c) po 10 latach, przy aktywach pracujących w tempie 7,26% rocznie, opłata 4% rocznie od aktywów strawi ponad 65% zysków przed ewentualnym opodatkowaniem i uwzględnieniem inflacji,

d) przy 100 tysiącach jednorazowej inwestycji i średniorocznej stopie zwrotu 7,26% w skali roku, po 10 latach przy opłacie 4% rocznie, prawie 65,5 tysiąca złotych zostanie pobrane tytułem opłat przez TFI, a kapitał inwestora powiększy się w tym czasie o 36 tysięcy złotych,

e) nawet 0,5% rocznie w stałych opłatach obniża przez 10 lat stopę zwrotu o prawie 10 punktów procentowych

Poniżej pięć wizualizacji stopniowej utraty wartości przez inwestycję obciążoną różnymi poziomami stałych rocznych opłat od aktywów. Niebieska linia to WIG, czerwona to hipotetyczna inwestycja WIG minus opłata.

Czy opłaty za zarządzanie dla funduszy się liczą?
WIG pomniejszony o 4% w skali roku

WIG pomniejszony o 3% w skali roku
WIG pomniejszony o 2% w skali roku
WIG pomniejszony o 1% w skali roku
WIG pomniejszony o 0,5% w skali roku

To zaledwie ćwiczenie matematyczne, które dobrze pokazuje, że stałe opłaty od aktywów (za zarządzanie dla TFI i inne, np. dla ubezpieczycieli) są mega ważne. W drugim kroku proponuję przyjrzeć się, jak poradziły sobie w dokładnie tym samym okresie cztery uniwersalne fundusze akcji polskich dostępne dla klientów detalicznych.

Przypominam, że będziemy pracować na wycenach po uwzględnieniu stałej opłaty za zarządzanie. Uważam, że zestawienie wieloletnich wyników z indeksem WIG jest uczciwe – to główny indeks polskiej giełdy, który stanowi punkt odniesienia dla wielu uniwersalnych funduszy akcji (np. Legg Mason Akcji, Quercus Agresywny) oraz dla wielu inwestorów.

Jak wypadają uniwersalne fundusze polskich akcji – po uwzględnieniu wysokich stałych opłat za zarządzanie (do 4% w skali roku) – na tle indeksu WIG w okresie 13 kwietnia 2005 – 13 kwietnia 2015? Dzisiaj sprawdzam to dla funduszy Arka BZWBK Akcji Polskich, Legg Mason Akcji, UniKorona Akcje oraz Skarbiec Akcja, jutro zrobię to samo dla 12 największych funduszy akcji w Polsce.

Ważna uwaga! Poniższa tabelka pokazuje wynik dla wyłącznie jednego z wielu możliwych dziesięcioletnich okresów oraz dla inwestycji jednorazowej. Inne wyniki uzyskalibyśmy dla innej daty startowej i końcowej czy dla inwestycji regularnej z np. miesięcznym czy kwartalnym uśrednianiem (przykład).


Jak widać, w rzeczywistości fundusze zachowują się bardzo różnorodnie i nie da się do wszystkich przyłożyć tej samej miary (np. WIG minus stała opłata za zarządzanie). W tym okresie Arka BZWBK Polskich Akcji traciła średniorocznie ponad 2,2% do indeksu WIG, ale Legg Mason Akcji pozwolił ten benchmark o ponad 1,2% średniorocznie pobić. Są to wyniki już po uwzględnieniu opłat za zarządzanie.

W każdym przypadku strata do indeksu po uwzględnieniu opłat jest niższa niż roczna wartość opłaty za zarządzanie (zazwyczaj 4%). UniKorona Akcje praktycznie odzwierciedlała zachowanie indeksu przez cały okres, a Skarbiec Akcja przegrał z nim o ok. 1,8% średniorocznie. Już po opłatach.

To oznacza, że zarządzającym generalnie udaje się pobijać szeroki rynek przed opłatami (ich selekcja spółek działa), ale tylko nielicznym udaje się ta sztuka po uwzględnieniu stałych opłat za zarządzanie.

Dla klienta oznacza to dodatkowe ryzyko polegające na tym, że jakość zarządzania w wybranym przez niego funduszu może być znacząco niższa niż u konkurencji. Innymi słowy, jest to ryzyko ulokowania oszczędności w odpowiedniku Arki BZWBK Polskich Akcji w kolejnym okresie, a nie w odpowiedniku Legg Mason Akcji. Bo oczywiście nie ma żadnej gwarancji, że to pierwsze towarzystwo nadal będzie zawodzić, a to drugie nadal będzie się wyróżniać. Dla mnie kompromisowym rozwiązaniem tego dylematu są:

a) chociaż minimalny research dotyczący filozofii działania, procesu inwestycyjnego, stabilności wyników i stałych opłat w różnych towarzystwach,

b) rozłożenie oszczędności między rozsądną ilość funduszy parasolowych kilku towarzystw (np. 3-4), żeby wyeliminować wpływ ekstremalnych rezultatów

Poniżej wykresy pokazujące, jak radziły sobie opisane fundusze w starciu z indeksem WIG na przestrzeni ostatnich 10 lat (13 kwietnia 2005 – 13 kwietnia 2015) przy jednorazowej inwestycji w wysokości 100 tysięcy złotych. Linia niebieska to WIG, linia czerwona to fundusz.

WIG (niebieski) kontra Arka BZWBK Polskich Akcji (czerowny)
WIG (niebieski) kontra Skarbiec Akcji (czerowny)
WIG (niebieski) kontra UniKorona Akcje (czerowny)
WIG (niebieski) kontra Legg Mason Akcji (czerowny)

Podsumowanie – opłaty za zarządzanie dla funduszy inwestycyjnych

Moim zdaniem najważniejsze punkty to:

- opłaty za zarządzanie są uwzględnione w cenie jednostki,
- opłaty są pobierane od aktywów, a nie zysku,
- w opłatę za zarządzanie wliczone jest wynagrodzenie dla dystrybutora, ale są dystrybutorzy (np. niektóre banki czy ubezpieczyciele życiowi), którzy nakładają dodatkowe warstwy opłat za swoje usługi – to pomniejsza rentowność inwestycji,
- w praktyce zarządzający bardzo różnie radzą sobie z „odpracowywaniem” opłaty za zarządzanie, nielicznym udaje się mimo wysokich kosztów wygrywać z rynkiem lub go odzwierciedlić,
- przed opłatami zarządzającym uniwersalnymi funduszami polskich akcji zazwyczaj udaje się wygrywać z szerokim rynkiem, ale klienta i tak najbardziej obchodzi to, co zobaczy na koncie po opłatach



6 komentarzy:

  1. Michale dość ciekawy wpis ale mam wrażenie, że sam nie wyciągasz do końca wniosków z tego co piszesz. Po pierwsze spójrzmy na tabelkę ze stratami do WIG w przypadku inwestycji na 100 tysięcy przy różnych poziomach opłaty. Przy 2% opłacie (czyli zdecydowanie niższej niż pobierają prawie wszystkie fundusze zarządzane aktywnie dostępne w Polsce) zamiast 101 tysięcy złotych zysku mamy tylko 65 tysięcy - niecałe 2/3. Tu już powinna zapalić się czerwona lampka - fundusze zarządzane aktywnie musiałyby pobić WIG o połowę w okresie 10 lat aby miały w ogóle szansę konkurować z nim po odjęciu opłat (i to fundusze z bardzo niską jak na nasz rynek opłatą za zarządzanie).

    Druga uwaga jest odnośnie metodologii w ostatniej tabelce porównanie 10 letniej stopy zwrotu dla różnych funduszy akcyjnych oraz WIGu. Jak widać z tabelki jeden z funduszy radzi sobie lepiej niż WIG, pozostałe gorzej. Tylko, że zapomniałeś o jednej bardzo istotnej rzeczy - dywidendzie. Wartość dywidendy jest o ile się nie mylę wliczana do wartości jednostki funduszu Legg Mason, w przypadku WIGu tak nie jest. W tej chwili stopa dywidendy dla WIGu to około 2% - oscylowała wokół poziomu 1,5% przez ostatnie 5 lat (nie chce mi się szukać danych dla 10 lat). Gdy sobie ją uwzględnisz to fundusz Legg Mason Akcji przegrywa na całej linii z WIGiem. Co całkowicie zmienia wymowę tabelki i tego co piszesz. Żaden fundusz polskich akcji zarządzany aktywnie nie wygrał z WIGiem w ciągu 10 lat. Prawda właśnie taka - "powinniśmy całkowicie unikać tradycyjnych funduszy inwestycyjnych, bo przy tych kosztach jest to „złodziejstwo”". Tanie fundusze indeksowe i ETFy to jest jedyne rozwiązanie.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam,

      WIG jest indeksem dochodowym, a nie cenowym - uwzględnia również prawa poboru i dywidendy. Gdyby było inaczej nie użyłbym go w porównaniu http://pl.wikipedia.org/wiki/Warszawski_Indeks_Gie%C5%82dowy. To sprawia, że połowa Twojego komentarza staje się nieaktualna.

      Uwielbiam ETFy i fundusze indeksowe. Posiadam udziały w kilku zagranicznych. Cała idea pasywnego inwestowania jest moim zdaniem genialna i usuwa wiele kosztów i ryzyk, które na polskim rynku od lat "rądzą". A teraz napisz proszę, jakie fundusze ETF i indeksowe są dostępne dla kogoś zainteresowanego pasywnym lokowaniem oszczędności w polski szeroki rynek.

      Żeby nie było, że właśnie mnie oświeciłeś:
      http://www.mojaprzyszlaemerytura.pl/2013/03/fundusze-indeksowe-w-Polsce-2013.html
      http://www.mojaprzyszlaemerytura.pl/2013/03/fundusze-eft-w-Polsce-2013.html

      Jesteśmy dwa lata po publikacji tych artykułów - zabójcza oferta polskich ETFów i index fundów jest wciąż tak samo zabójcza. Idea pasywnego inwestowania jest piękna, ale co mi z samej idei?

      Co do pierwszej części - trudno się nie zgodzić. Opłaty są wysokie i znacząco obniżają rentowność inwestycji. Zachęcam każdego do wyciągania własnych wniosków i wdrażania alternatyw. Nie mam problemu z tym, że uważasz polskie fundusze inwestycyjne za "złodziejstwo", ale pozwól mi inaczej wyrazić swoją opinię.

      Pozdrawiam, proszę wracać!

      Usuń
    2. Michale,

      Ja może trochę off-topic: z czego wynika różnica w stopie zwrotu dla Aviva Investors Małych Spółek w TU Compensa? Jeżeli ten temat był już rozwijany przy okazji innego wątku to uprzejmie poproszę o odpowiedni link.

      Z góry dziękuję i pozdrawiam.

      Usuń
    3. Witam, dzięki za pytanie. Niestety nie znam na nie odpowiedzi. Nie zgłębiałem tematu, zebrałem tylko wyniki różnych inkarnacji tego funduszu. Żeby odpowiedzieć sobie na to pytanie, trzeba by zajrzeć do dokumentów tego UFK w Compensie. Pozdrawiam, proszę wracać!

      Usuń
  2. witam , a ja mam pytanie jakie masz namysli fundusze indeksowe , mozesz podac przyklady , ale ciekawe co napisales czyli wychodzi z tego ze ani w mbanku ani w bossa fund nieoplaca sie investowac w fundusze bo jest zawysoka oplata za zarzadzanie , myle sie czy tak jest , pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Anonimowy18 kwietnia 2015 12:59
      Odnośnie opłacalności inwestycji w fundusze, wszystko wyjaśniają wnioski autora (cytuję poniżej):

      "Kilka wniosków:

      a) wysokie stałe opłaty potrafią sprawić, że nawet przyzwoicie pracujące aktywa nie przynoszą końcowemu inwestorowi satysfakcjonujących stóp zwrotu,

      b) po 10 latach opłata 4% aktywów rocznie pomniejszy stopę zwrotu nie o 40%, jak wynikałoby z prostego mnożenia, tylko o 65,42% - to „magia” procentu składanego, o której rzadziej się mówi,

      c) po 10 latach, przy aktywach pracujących w tempie 7,26% rocznie, opłata 4% rocznie od aktywów strawi ponad 65% zysków przed ewentualnym opodatkowaniem i uwzględnieniem inflacji,

      d) przy 100 tysiącach jednorazowej inwestycji i średniorocznej stopie zwrotu 7,26% w skali roku, po 10 latach przy opłacie 4% rocznie, prawie 65,5 tysiąca złotych zostanie pobrane tytułem opłat przez TFI, a kapitał inwestora powiększy się w tym czasie o 36 tysięcy złotych,

      e) nawet 0,5% rocznie w stałych opłatach obniża przez 10 lat stopę zwrotu o prawie 10%

      Usuń

A co Ty sądzisz?