sobota, 30 listopada 2013

Czy warto inwestować w fundusze stabilnego wzrostu i zrównoważone?




Będę od początku szczery – osobiście nie mam ani złotówki zainwestowanej w fundusze stabilnego wzrostu, zrównoważone, mieszane, aktywnej alokacji, absolutnej stopy zwrotu, cyklu życia i tym podobne. To, co łączy wszystkie te rodzaje funduszy, to obecność różnych klas aktywów w jednym produkcie. Innymi słowy – są to hybrydy akcji, obligacji skarbowych, obligacji korporacyjnych, gotówki, itp. w różnych proporcjach i o różnym celu inwestycyjnym.

Z jakiegoś powodu fundusze mieszane są jednak bardzo popularne wśród inwestorów indywidualnych. Wydaje mi się, że za część ich magii odpowiadają budzące zaufanie nazwy (stabilny wzrost, równowaga, absolutna stopa zwrotu). Zresztą przyznaję, że w przeszłości zdarzało mi się miewać jednostki tego typu funduszy.

Czy warto inwestować w fundusze stabilnego wzrostu i zrównoważone? Dlaczego sam zdecydowałem się z nich zrezygnować? Co proponuję zamiast nich?

Koszty w funduszach stabilnego wzrostu i zrównoważonych

Czy warto kupić fundusze stabilnego wzrostu i zrównoważone 2014?
Ważnym argumentem przeciw korzystaniu z funduszy mieszanych są ich wysokie koszty. Chodzi przede wszystkim o stałą opłatę za zarządzanie, która jest regularnie odpisywana od wartości naszych aktywów.

Proponuję przyjrzeć się tej kwestii w szczegółach. Zacznijmy od tego, że na aktywa typowego funduszu stabilnego wzrostu składają się w ok. 30% akcje, a ok. 70% obligacje i gotówka. Z kolei modelowa struktura portfela funduszu zrównoważonego to ok. 60% akcji i 40% obligacji i gotówki.

Z danych Analizy.pl (po drobnych modyfikacjach) wynika, że średnia opłata za zarządzanie w funduszach stabilnego wzrostu wynosi ok. 2,8% wartości aktywów rocznie, a w funduszach zrównoważonych jakieś 3,2% rocznie.

Co ważne – średnia opłata za zarządzanie w funduszach obligacyjnych to ok. 1,6% rocznie, w funduszach pieniężnych ok. 1,2% rocznie, a w funduszach akcyjnych ok. 3,75% rocznie.

Co by się stało, gdybyśmy sami stworzyli sobie „portfel stabilnego wzrostu” składający się w 30% z funduszy akcji, 35% z funduszy obligacyjnych i 35% z funduszy pieniężnych? Czy opłata za zarządzanie byłyby niższa niż 2,8% wartości aktywów rocznie w funduszach stabilnego wzrostu?

Tak – wyniosłaby ok. 2,1%. Jak to obliczyłem? Dodałem opłaty dla różnych funduszy składających się na „portfel stabilnego wzrostu” w odpowiednich proporcjach:

0,3x3,75 + 0,35x1,6 + 0,35x1.2 = 2.1

Co by się stało, gdybyśmy sami stworzyli sobie „portfel zrównoważony” składający się w 60% z funduszy akcji, 20% funduszy obligacji i 20% funduszy pieniężnych? Czy opłata za zarządzanie byłyby niższa niż 3,2% wartości aktywów rocznie w funduszach zrównoważonych?

Tak – wyniosłaby ok. 2,8% rocznie. Poniżej obliczenia:

0,6x3,75 + 0,2x1,6 + 0,2x1,2 = 2.8

Tak czy inaczej, za stworzenie gotowej strategii inwestycyjnej będziemy musieli towarzystwu funduszy inwestycyjnych dodatkowo zapłacić. Na pierwszy rzut oka 0,5-1% więcej rocznie nie wygląda na wielki problem, ale w długim terminie za taką nonszalancję w stosunku do opłat nakładanych na nasze oszczędności przez różne instytucje zapłacimy bardzo wysoką cenę. Kilka miesięcy temu poświęciłem temu zagadnieniu osobny wpis.

Oparcie swojego portfela inwestycyjnego o kilka klas aktywów uważam za bardzo dobry pomysł, dla większości inwestorów dużo lepszy niż kowbojskie zagrania typu „wszystko w akcje”, „wszystko w obligacje”, itp.

W większości towarzystw taniej wyjdzie nas jednak stworzenie sobie takiego portfela z „czystych” funduszy różnych aktywów w odpowiednich proporcjach, niż zainwestowanie w gotowy fundusz stabilnego wzrostu czy zrównoważony. Najlepiej jeśli cały portfel zawiera się w obrębie jednego funduszu parasolowego.

Możliwości manewru w funduszach stabilnego wzrostu i zrównoważonych

Fundusze mieszane to gotowe strategie inwestycyjne i z pewnością dla wielu klientów jest to ich podstawową zaletą. Nie muszą analizować, czy w tym momencie warto inwestować w akcje, obligacje skarbowe czy obligacje korporacyjne. Nie muszą analizować, w jakich proporcjach rozłożyć swoje oszczędności między fundusze różnych rodzajów.

W modelowej hierarchii ryzyka (rozumianego jako wahania wyceny jednostek) fundusze stabilnego wzrostu uchodzą za mniej bezpieczne niż fundusze pieniężne i obligacyjne, ale bardziej bezpieczne niż fundusze zrównoważone i akcyjne.

Oczywiście, nie jest to bezpieczeństwo absolutne, tylko względne. Jeśli ceny polskich akcji i/lub obligacji ostro spadają (co zdarza się regularnie w okresach korekt i bess), nie ma siły – fundusze stabilnego wzrostu i zrównoważone będą przynosić straty.

Moim zdaniem nawet inwestorzy mniej zainteresowani tematem powinni, jeśli powierzają swoje oszczędności funduszom, rozumieć, skąd biorą się wzrosty lub spadki wyceny jednostek funduszy hybrydowych. Czy odpowiedzialna jest część obligacyjna, czy akcyjna strategii? A może obie?

Tutaj większy artykuł o tym, jak sprawdzić, w co dokładnie inwestuje interesujący nas fundusz.

Jeśli ktoś tego nie rozumie, będzie bardziej narażony na ryzyko własnych, emocjonalnych zachowań w stosunku do inwestycji, która ma w swojej naturze okresowe wahania wartości.

A jeśli ktoś to rozumie, będzie nie tylko miał bardziej realistyczne oczekiwania wobec wyników funduszy stabilnego wzrostu i zrównoważonych, ale też większą szansę na wdrożenie własnej strategii, prawdopodobnie lepiej dostosowanej do naszych osobistych preferencji czy zrozumienia rynku. O czym dokładnie mówię?

Większość funduszy stabilnego wzrostu i zrównoważonych trzyma się dość sztywno stałego podziału aktywów między akcje i obligacje. Są to więc pasywne strategie, które ani nie próbują wyczuć rynku (np. inwestując więcej w akcje, gdy są tanie), ani nie dają inwestorowi możliwości dostosowania składu aktywów do jego obecnej sytuacji życiowej (np. wieku, wyższych zarobków, itp.).

Jeśli ktoś poszukuje większej elastyczności i ma jakiś pomysł na zarządzanie swoją inwestycją w czasie, mieszane portfele inwestycyjne lepiej stworzyć sobie samemu w funduszach parasolowych.

Dlaczego? Możemy w nich dobrać „czyste” fundusze różnych aktywów (np. akcji małych i średnich spółek, akcji uniwersalnych, obligacji, obligacji korporacyjnych, pieniężne, itp.) w odpowiednich proporcjach – to obniży nam trochę koszty za zarządzanie w stosunku do funduszy stabilnego wzrostu i zrównoważonych. Możemy też w miarę upływu czasu dokonywać przetasowań w podziale naszego portfela na różne klasy aktywów – bez dodatkowych opłat i bez naliczania podatku Belki od zyskownych inwestycji.

W funduszu parasolowym nie ma przeszkód, żeby nasz portfel w różnych okresach stawał się w 100% akcyjny czy w 100% pieniężny. Warto jednak w tym miejscu zaznaczyć, że wielu inwestorów ma poważne problemy z korzystaniem z tej elastyczności.

Najpowszechniejsze błędy to zbyt częste i zbyt nerwowe zmienianie alokacji aktywów, bez odniesienia do jakiejkolwiek strategii, celów czy innych systematycznych czynników, które powinny rządzić inwestycją. Drugi problem to skłonność do kupowania jednostek funduszy, które od dłuższego czasu drożeją i uleganie panice na okresowych spadkach (kupowanie drogo, sprzedawanie tanio).

Czy warto inwestować w fundusze stabilnego wzrostu i zrównoważone – podsumowanie

Osobiście nie jestem zwolennikiem funduszy stabilnego wzrostu i funduszy zrównoważonych, chociaż rozumiem, że jest dla nich miejsce na rynku. Moim zdaniem ich największe słabości to zawyżone opłaty za zarządzanie oraz niska elastyczność.

Swoje oszczędności w funduszach inwestycyjnych również dzielę między różne klasy aktywów, ale używam do tego „czystych” funduszy (np. akcji, obligacji, pieniężnych) wewnątrz funduszy parasolowych. Mam dzięki temu trochę niższe koszty oraz większą kontrolę nad podstawowymi częściami składowymi inwestycji.

Jest kilkanaście towarzystw, które dają dostęp do bogatej oferty subfunduszy wewnątrz funduszy parasolowych, np. Skarbiec, Union Investment, Aviva, ING, PZU, PKO, KBC, Legg Mason, Noble Funds, Allianz, Ipopema czy Investors. Jednostki kupuję przez darmową platformę mBanku, BGŻ Optima oraz BossaFund, żeby uniknąć opłat manipulacyjnych.

Jeśli ktoś poszukuje jednak gotowej, pasywnej strategii dostosowanej do swojej tolerancji na ryzyko i niewymagającej zbyt wielu decyzji inwestycyjnych, fundusze stabilnego wzrostu i fundusze zrównoważone mogą im jej dostarczyć.

Co ważne – fundusze mieszane również są częścią funduszy parasolowych i można je nabyć bez opłat manipulacyjnych w mBanku, BGŻ Optima czy przez BossaFund.


9 komentarzy:

  1. Ciekawe wyliczenia. Wiedziałam, że opłaty są wyższe, ale nie sądziłam, że jest różnica nawet 1%.
    W każdym razie nie wszyscy mają czas i nie wszyscy rozumieją, na czym polega inwestowanie, dlatego fundusze stabilnego wzrostu mogą być dla nich dobre. Tym bardziej, jeśli jest to tylko część ich portfela.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz. Pełna zgoda - dla wielu klientów fundusze mieszane to odpowiednia propozycja, ale apelowałbym o co najmniej zrozumienie, co składa się na aktywa takiego funduszu zanim zainwestujemy swoje oszczędności. Pozdrawiam, proszę wracać!

      Usuń
  2. uwaga na Fudusze KBC w mbanku,pobierają prowizje mimo informacji na stronie że opłat nie ma.Pozostałe fundusze są rzeczywiście bez opłat.Kiedy to przypadkiem odkryłem,wyccofałem kase i omijam złodziei z daleka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tego rodzaju podejście do inwestowania w fundusze oparte jest na założeniu, że wiemy przynajmniej mniej - więcej czy akcje (od których zależy wartość jednostki uczestnictwa w TFI) są aktualnie tanie czy drogie, w jakiej fazie cyklu koniunkturalnego jesteśmy, jakie są tendencje i nastroje na światowych rynkach akcji. Otwarte fundusze inwestycyjne wymyślone są jednak dla ludzi którzy nie tylko nie chcą się na bieżąco angażować w doglądanie swoich inwestycji, ale i nie mają o tym żadnego pojęcia. Cały sektor bankowo - ubezpieczeniowy zdaje się szeptać intrygującą myśl: "przyjdź do nas, niczym się nie przejmuj, inwestuj systematycznie i długoterminowo, a nasi profesjonaliści sprawią że z twoich małych żołędzi wyrosną z czasem wielkie dęby" Akcje kojarzą się dla wielu z kasynem, ruletką, panami w czerwonych szelkach nerwowo cały dzień spoglądającymi na wykresy i zagryzającymi paznokcie. Czyż nie lepiej brzmią dla nich nazwy "fundusz zrównoważony", fundusz stabilnego wzrostu"? Ponadto w karcie funduszy akcyjnych zwykle jest wspomniane, że rekomendowane są na okres min 5-6 lat. To często dla wielu zbyt długi okres by czekać na upragniony zysk. Lepiej wygląda 3 letni okres przy funduszach stabilnego wzrostu. Jest tylko jeden mały problem - gdy przychodzi bessa jak w 2008 r. te fundusze (tak jak wszystkie zawierające akcje) również tracą na wartości i to znacznie. Z kolei przy funduszach obligacji jest ten problem, że TFI dla "podrasowania" ich wyników często wrzucają pewien % obligacji korporacyjnych. Wystarczą zatem problemy z jedną spółką a wartość funduszu gwałtownie dąży do zera, jak to miało miejsce np. w zeszłym roku z Idea Premium Obligacji. Zatem podzielam uwagę Michale, że zawsze warto wiedzieć co fundusz aktualnie ma w portfelu. W tym wypadku nieznacznie większa rentowność okupiona jest często dużo większym ryzykiem niewypłacalności, któregoś z emitentów obligacji, które kupuje fundusz, zwłaszcza jeśli jest to jedna firma. Jak to ujął jeden z największych światowych inwestorów - Benjamin Graham: " Kupowanie obligacji tylko ze względu na oprocentowanie jest jak zawarcie małżeństwa tylko ze względu na sex - po kilkunastu miesiącach burzliwych uniesień wcześniej czy później każde będzie mieć złamane serce" Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za trafny komentarz! Myślę, że można by stworzyć skalę zaangażowania we własne inwestycje - najmniej zaangażowani po prostu dokupują jednostki wybranego funduszu i niczym się nie interesują - bardziej zaangażowani stosują jakaś strategię, sprawdzają sktywa funduszu, samodzielnie dobierają fundusze pod parasolem, itp - jeszcze bardziej zaangażowani samodzielnie budują portfel akcji i obligacji bezpośrednio na rynku omijając fundusze. pozdrawiam, proszę wracać!

      Usuń
  4. Dzięki Michał za kolejny pomocny artykuł. Mam pytanie czy większość artykułów piszesz w oparciu o własne doświadczenia czy to wynik kalkulacji i analiz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz. Doświadczenie + duża ilość lektur = ten blog. Od zawsze oszczędzałem i inwestowałem swoje pieniądze i byłem dociekliwy w tej kwestii. Odkąd prowadzę tą stronę poświęcam też dużo czasu na czytanie i myślenie o finansach. Pozdrawiam, prosze wracać!

      Usuń
  5. Panie Michale, ciekawa analiza. A czy zwrócil pan uwagę, że pojawily się ostatnio fundusze związane z cyklem zycia w produktach emerytalnych. Jest kilka firm, które rekomenduja takie rozwiązanie, aby proces zarządzania był przewidywalny. Co pan o nich sądzie, biorąc pod uwagę fakt, że to automat dobiera instrumenty w naszym portfelu? Inwestujemy w jeden fundusz, który przez 30 lat życia zmieni się z funduszu akcji w fundusz obligacji, przy czym nie mamy wpywu na tę strategię. Jeżeli zaczyna się bessa, musimy pozostać w akcjach, bo do emerytury 30 lat. Czy to rzeczywiście takie dobre rozwiazanie dla przeciętnego Kowalskiego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam, znam koncepcję cyklu życia - jest naprawdę interesująca jako inspiracja do myślenia o swoich finansach w długim terminie, ale do funduszy tego typu nie jestem przekonany. Nie posiadam jednostek takich funduszy i nie poleciłbym. Pisałem o tym kiedyś http://www.mojaprzyszlaemerytura.pl/2013/03/fundusze-cyklu-zycia-opinie-zalety-zalozenia-wady.html.

      Moje podejście jest mniej mechaniczne, oparte o połączenie okoliczności indywidualnych (wiek, tolerancja na ryzyko, horyzont inwestycyjny, bieżące dochody) oraz okoliczności rynkowych (etap cyklu koniunkturalnego, stopy procentowe, sentyment na rynkach) - to jest podstawa moich decyzji co do (raczej stabilnej) alokacji między klasy aktywów.

      Jeśli chodzi o pozostawanie w ryzykownych klasach aktywów w czasie bessy. Oczywiście nikt tego nie chce, ale przewidzenie, kiedy zacznie i jak długo potrwa bessa jest dla bardzo trudne, a emocje przeciętnego inwestora podpowiadają mu zazwyczaj niekorzystne rozwiązania. Ze zmiennością na rynkach trzeba nauczyć się żyć (a nawet z niej korzystać!), bo to jest ich istota. Jeśli to jest coś zbyt trudnego do przełknięcia, najlepiej nie inwestować w sposób rynkowy, tylko polegać na bankach i skarbie państwa.

      Usuń

A co Ty sądzisz?