Kiedy
ma się dwadzieścia, trzydzieści lat jest tyle fajniejszych rzeczy
do roboty niż odkładanie na emeryturę. W twierdzeniu, że należy
już wtedy zacząć oszczędzać na starość jest coś absurdalnego.
Ostatnia rzecz, o której myśli ktoś, kto zaczyna swoją pierwszą
pracę czy biznes, jest własna emerytura.
Dlatego
uważam, że żądanie od dwudziestolatków i trzydziestolatków,
żeby skupili się na tym problemie i zaczęli dodatkowo oszczędzać
na emeryturę, nie ma szans na sukces. Jest to zbyt abstrakcyjny i
odległy cel, żeby ktokolwiek się nim na co dzień interesował.
Do
tego dochodzi ogólne myślowe zamieszanie dotyczące emerytur w
Polsce, które zniechęca do podejmowania działań nawet na dalszych
etapach życia. W powszechnym przekonaniu emerytura to głównie
odpowiedzialność państwa, a nie nasza – przecież odprowadzamy
składki na ubezpieczenie społeczne.
Czy
to oznacza, że lepiej nie oszczędzać na emeryturę, kiedy mamy
dwadzieścia czy trzydzieści lat? Moim zdaniem zdecydowanie warto to
robić, ale z zupełnie innym podejściem. Jakim?