poniedziałek, 20 marca 2017

10 obserwacji po ponad 10 latach doświadczeń z funduszami inwestycyjnymi




Pierwszy raz nabyłem jednostki funduszy inwestycyjnych w maju 2006 roku. Miałem wtedy 23 lata. Ulokowałem 1000 zł w – a jakże mogłoby być inaczej – fundusz polskich akcji 🙂

Od mojego pierwszego podejścia do funduszy inwestycyjnych minęło już ponad 10 lat. Przez ten czas próbowałem różnych rodzajów funduszy, różnych podziałów środków między fundusze i różnych produktów powiązanych z funduszami inwestycyjnymi.

O ile przez pierwsze kilka lat w moich zachowaniach dominował przypadek, emocje i niewiedza, od jakiegoś czasu mam poczucie kontroli nad oszczędnościami zgromadzonymi w funduszach inwestycyjnych. Jestem również zadowolony z wyników, które osiągam – nawet w trudnych momentach na rynkach.

W tym artykule dzielę się 10 obserwacjami, które zebrałem przez ponad 10 lat inwestowania w fundusze inwestycyjne.

Doświadczenia z funduszami inwestycyjnymi po 10 latach1. Wybór między funduszami inwestycyjnymi a lokatami jest fałszywy


Nigdy nie trzymałem w funduszach inwestycyjnych wszystkich swoich oszczędności. Zawsze dzieliłem je między depozyty bankowe (gwarantowane, krótkoterminowe i szybko dostępne) i fundusze inwestycyjne (zmienne, raczej długoterminowe).

Nie robiłem też gwałtownych zmian, np. nie zamieniałem depozytów bankowych na jednostki funduszy pod wpływem reklamy, namów doradców czy dobrej koniunktury na rynkach. W odwrotnym kierunku też nie działałem – nie zamieniałem wszystkich jednostek na depozyty bankowe w okresach paniki na rynkach i pesymizmu inwestorów.

W długim terminie lepiej sprawdza się takie zrównoważone podejście. Nie wymaga opowiadania się za jedną ze stron podziału: lokaty bankowe kontra fundusze inwestycyjne. Tym bardziej że jest to podział fałszywy i mylący.

W moich oszczędnościach lokaty bankowe i fundusze inwestycyjne ze sobą współgrają, a nie konkurują.

2. Nie wszystkie fundusze inwestycyjne to fundusze akcji


Fundusze inwestycyjne to olbrzymi zestaw narzędzi, z których można wybierać. Z jakiegoś powodu wiele osób utożsamia wszystkie fundusze z ryzykiem typowym dla rynku akcji. Na dodatek polskiego rynku akcji, który jest wyjątkowo zmienny i kapryśny.

Warto spojrzeć na fundusze inwestycyjne trochę szerzej. Do dyspozycji klientów są również fundusze obligacji, fundusze mieszane (np. cyklu życia) czy fundusze aktywów zagranicznych.

Ta różnorodność pozwala tworzyć portfele oszczędności, które są bardziej dopasowane do indywidualnych potrzeb, np. są mniej zmienne, ponieważ mniejszą lub większą część inwestycji stanowią obligacje.


3. Podział między rodzaje funduszy


Na początku wydawało mi się, że muszę podejmować mnóstwo decyzji. Kupować, sprzedawać, czytać, śledzić, reagować, przeskakiwać z funduszu na fundusz.

To oczywiście kompletna bzdura.

Z takiej hiper aktywności zazwyczaj nic nie wynika – poza frustracją, że wyniki jak były przypadkowe, tak wciąż są przypadkowe.

W rzeczywistości za to, jakie osiągamy wyniki, odpowiada głównie tzw. alokacja między klasy aktywów. Mówiąc prościej: podział między rodzaje funduszy (akcyjne i dłużne).

To powinien być punkt wyjścia w myśleniu o oszczędnościach w funduszach inwestycyjnych. Jeśli ktoś ma taki punkt wyjścia (np. domyślny dla siebie podział 50% fundusze akcyjne, 50% fundusze dłużne), może zastanawiać się co robić dalej (np. trzymać się tego podziału, wracać do niego co kilka miesięcy, odchylać się od niego w zależności od zmian na rynku itp.).

4. Niedocenione fundusze parasolowe


Przez ponad 10 lat miałem swoje oszczędności w funduszach chyba z 20 różnych towarzystw. W pierwszym okresie robiłem dużo konwersji, np. sprzedawałem fundusz akcyjny jednego towarzystwa, żeby kupić fundusz dłużny innego towarzystwa.

Z czasem kompletnie porzuciłem takie zachowanie na rzecz prowadzenia kilku puli oszczędności w 4-5 funduszach parasolowych. Wciąż wykonuję zmiany (np. z funduszu akcji na fundusz dłużny), ale w ramach parasola w jednym towarzystwie funduszy inwestycyjnych. Niektóre fundusze parasolowe składają się z kilkunastu różnych rodzajów funduszy, co pozwala na szeroką dywersyfikację (np.: https://www.nntfi.pl/fundusze-inwestycyjne)

Dzięki temu mogę przez lata odraczać podatek od zysków kapitałowych (19% Belki), a na IKE całkowicie go unikać.

5. Cele, cele i jeszcze raz cele


Jest jakie powiedzenie: „Jeśli nie wiesz dokąd idziesz, na pewno tam nie dojdziesz”.

Pasuje, jak ulał do wielu nieudanych inwestycji za pośrednictwem funduszy. Również moich porażek sprzed lat. Nie miałem jasnego celu i planu, żeby osiągnąć ten cel. Podejmowałem przypadkowe i emocjonalne decyzje (np. podobała mi się nazwa funduszu).

Dzisiaj wiem, że prowadzenie oszczędności w oparciu o cele (również w funduszach inwestycyjnych) to prosty sposób, żeby wprowadzić trochę porządku, kierunku i spokoju do swoich decyzji.

Podpowiedź: „zarobienie jak najwięcej pieniędzy” albo „wyższe stopy zwrotu niż kolega z pracy” to nie są dobrze zdefiniowane cele.


6. Sztuka przetrwania


Na czym najbardziej zależało mi, kiedy robiłem pierwsze transakcje na jednostkach funduszy inwestycyjnych ponad 10 lat temu? Nie wiem. Może na spróbowaniu czegoś nowego. Może na ekscytacji, że podejmuję decyzje dotyczące pieniędzy. Może na jeszcze czymś innym.

Na czym zależy mi najbardziej w tej chwili? Na przetrwaniu.

Moje oszczędności w funduszach prowadzę tak, żeby przetrwały nawet bardzo trudne momenty na rynku i bardzo trudne momenty w moich bieżących finansach. Dlaczego nie biorę na siebie więcej ryzyka niż mogę realistycznie ponieść. Nie „gram” też pieniędzmi, które mogą być mi potrzebne, żeby pokryć wydatki na życie.

Dzięki temu zwiększam swoje szanse przetrwania w długim terminie. Ani kapryśny rynek, ani moje własne nieuporządkowane finanse nie powinny zmusić mnie do jakichś chaotycznych, emocjonalnych zachowań, które mogą wykoleić całe przedsięwzięcie.

W tym kontekście słyszałem kiedyś coś takiego: „Najlepsza strategia to nie strategia, dzięki której najwięcej zarobisz. To strategia, którą potrafisz wprowadzić w życie”.

Jakie znaczenie ma to, że inne podejście (np. bardziej ryzykowne) przyniosłoby wyższe zyski, skoro w trakcie najpewniej porzuciłbyś swoją inwestycję i nie przetrwałbyś.


7. Więcej słuchaj siebie, mniej mediów


Jestem przekonany, że w kontekście funduszy inwestycyjnych przeciętny Kowalski najbardziej skorzystałby na polepszeniu własnych zachowań i lepszym zrozumieniu własnych potrzeb, możliwości i ograniczeń.

Moim zdaniem dużo mniej ważne jest śledzenie mediów i tego całego szumu informacyjnego, który codziennie przetacza się wokół nas. To raczej źródło zamieszania niż wiedzy i mądrości.

8. Ekstremalne nie znaczy powszechne


Raz na jakiś czas jakiś fundusz inwestycyjny zawodzi inwestorów. Mieliśmy już przypadki funduszy obligacji korporacyjnych, funduszy nieruchomości, a nawet całych towarzystw funduszy inwestycyjnych, które były likwidowane w okolicznościach niekorzystnych z punktu widzenia inwestorów.

W skali całego rynku są to raczej niechlubne wyjątki. Nieprzyjemne dla osób, które utrzymywały w nich oszczędności, ale jednak wyjątki. Przez większość czasu większość funduszy działa normalnie.

Wystarczy rozłożyć oszczędności między kilka funduszy parasolowych kilku dobrej jakości TFI (a tam rozłożyć je na różne rodzaje subfunduszy), żeby bardzo mocno ograniczyć wpływ jakichś ekstremalnie negatywnych wydarzeń typu wyjątkowo złe wyniki jednego z funduszy po serii błędów zarządzających.

Można też korzystać z funduszy mieszanych (np. stabilnego wzrostu czy cyklu życia), które są zaprojektowane tak, żeby rozkładać ryzyko bardzo szeroko i nie dopuszczać do ekstremalnych wyników.

9. Trzymaj koszty pod kontrolą


Polskie fundusze inwestycyjne nie należą do najtańszych na tle innych krajów rozwiniętych, jeśli chodzi o stałe opłaty za zarządzanie pobierane z aktywów. Tym bardziej warto robić wszystko, co w naszej mocy, żeby tych  kosztów jeszcze nie podwyższać.

W praktyce oznacza to optymalizację podatkową (np. IKE, IKZE czy fundusze parasolowe) oraz unikanie dodatkowych opłat dla dystrybutorów (np. za nabycie czy zbycie jednostek, ale też dodatkowej warstwy opłat za zarządzanie dla ubezpieczycieli życiowych, którzy oferują jednostki funduszy jako tzw. ubezpieczeniowe fundusze kapitałowe).

Im mniej kosztów poniesiemy w związku z utrzymywaniem oszczędności w funduszach inwestycyjnych, tym więcej pozostanie w naszej kieszeni – w formie wyższych stóp zwrotu.


10. Ucz się – wiedza procentuje


Nie mówię nawet o czytaniu książek i chodzeniu na szkolenia.

Mówię przede wszystkim o uczeniu się na własnych błędach, o obserwowaniu własnych zachowań i ulepszaniu procesu podejmowania decyzji.

Sprawdziłem to – przez ponad 10 lat lokowania oszczędności w fundusze inwestycyjne osiągnąłem kilkadziesiąt tysięcy złotych zysku. Większość przez ostatnie 3-4 lata.

Ale i tak największą korzyścią z całego przedsięwzięcia nie jest ten wynik. Najważniejsze jest to, że oswoiłem temat funduszy inwestycyjnych, ulepszyłem swój proces podejmowania decyzji i mogę z optymizmem i spokojem patrzeć w przyszłość. Bez względu na to, czy będzie hossa, czy bessa. Czy stopy procentowe wzrosną, czy spadną.  Czy będzie inflacja, czy deflacja.

Nikt nie musi mi mówić, co mam robić. Nie muszę się zastanawiać, czy ma dobre intencje i czy jego rady są naprawdę wartościowe. Nie polegam na doradcach, których jakości i wiedzy nie jestem pewien.

Polegam na wiedzy, doświadczeniach i dobrych praktykach, które zacząłem gromadzić ponad 10 lat temu i które dalej chcę rozwijać.




Na zakończnie



Tutaj wszystkie artykuły na temat funduszy inwestycyjnych oraz prywatnej emerytury.


Zapraszam do zapisywania się na bezpłatny, e-mailowy tygodnik Moja Przyszła Emerytura – co niedzielę podsumowanie tygodnia, zapowiedzi oraz coś ekstra.  

4 komentarze:

  1. Nieco nie na temat, ale czy mógłby Pan napisać coś o możliwościach zabezpieczenia inwestycji emerytalnych przed ryzykami dotyczącymi naszej gospodarki, waluty, stabilności i respektowania prawa (zwłaszcza własności)?

    Nie chcę wchodzić w tematy polityczne, ale nabieram coraz większych obaw o bezpieczeństwo i wartość moich oszczędności o perspektywnie 20-30 lat, lokowane wyłącznie w polskich instytucjach, wyłącznie w złotówkach, do tego głównie w akcjach polskich spółek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz i sugestię.

      Co nieco już w tym kierunku napisałem:

      http://www.mojaprzyszlaemerytura.pl/2015/01/glebokie-ryzyko-william-bernstein-rezencja.html.

      http://www.mojaprzyszlaemerytura.pl/2015/12/dobre-praktyki-dywersyfikacja-geograficzna.html

      Proszę dać znać, czy te materiały były pomocne i co jeszcze mógłbym napisać.

      Pozdrawiam, proszę wracać!

      Usuń
  2. Dzień dobry,

    Dziękuję za oba linki. Wygląda na to, że to czego się obawiam to te "głębokie ryzyka" związanie konkretnie z Polską. Chciałbym choć częściowo uniezależnić się od sytuacji polskiej gospodarki i sytuacji politycznej, np. hiperinflacji, dewaluacji, niewypłacalności, nacjonalizacji oszczędności itd.

    Najchętniej inwestowałbym część oszczędności bezpośrednio w jakiejś instytucji zagranicznej, nieobjętej polską jurysdykcją, w walucie obcej. Orientuje się Pan jakie są możliwości tego typu?

    W ramach IKE/IKZE natomiast najlepsze co udało mi się znaleźć, to możliwość inwestowania w NN TFI w fundusze luksemburskie. Niestety nie bardzo rozumiem jak zachowa się wycena jednostek tych funduszy w sytuacji mocnych zmian wartości złotówki, hiperinflacji czy dewaluacji.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za odpowiedź.

      Nie ma żadnego problemu z otwarciem rachunków bankowych czy inwestycyjnych w krajach UE - mamy swobodę przepływu ludzi, towarów i kapitału.

      Może Pan to zrobić z Polski (np. w DIF Broker (Portugalia), deGiro (Holandia) czy SaxoBank (Dania), ale wtedy ma Pan powiązane z tymi rachunkami konto w polskim banku i jest to jedyna droga wypłacenia z powrotem pieniędzy.

      Może Pan też pojechać/polecieć do kraju w UE, który uważa Pan za bardziej stabilny i przyszłościowy, i wszystko zrobić tam. Mogą być problemy z brakiem adresu i statusem podatkowym. Dostęp do tych pieniędzy będzie przez konto lub oddziały w tych krajach.

      Na pewno są jeszcze inne możliwości. Nie zgłębiałem tematu.

      Może Pan po prostu kupić waluty obce w kantorze lub kantorze internetowym i trzymać w gotówce lub na koncie.

      NN TFI rzeczywiście ma dużą ofertę funduszy inwestujących zagranicą. Z jakiegoś powodu większość z nich zabezpiecza w części lub w całości ryzyko walutowe. To oznacza, że przy scenariuszu dużej dewaluacji / inflacji złotówki w Polsce, klient nie odczuje w 100% korzyści z utrzymywania oszczędności w innej walucie. Nie są to więc idealne fundusze dla kogoś, kto chce penetrować ten temat.

      W Polsce dostępne są też fundusze niezabezpieczone walutowo, w tym zagranicznych TFI, np. BlackRock, Franklin Templeton i wiele innych.

      Może Pan też kupić ETF na S&P500 lub niemiecki DAX na polskiej giełdzie. Ryzyko walutowe nie jest zabezpieczone, więc w razie lokalnej katastrofy w Polsce, zadziałają jak wysokiej klasy aktywa.

      Można by tak długo jeszcze pisać. Wydaje mi się, że powinien Pan dobrać rozwiązanie do własnych przekonań i obaw co do przyszłości. Nie sądzę, żeby było jedno rozwiązanie.

      Pozdrawiam, proszę wracać!

      Usuń

A co Ty sądzisz?