niedziela, 6 lipca 2014

Dlaczego oznaczenia ryzyka funduszy inwestycyjnych są mało użyteczne i co z tym zrobić?




Jednym z obowiązków informacyjnych funduszy inwestycyjnych jest podawanie w kluczowych informacjach dla inwestora poziomu ryzyka, z jakim wiąże się lokowanie oszczędności w jego jednostki. Standardem w branży jest określanie profilu ryzyka i zysku na siedmiostopniowej skali – im wyższa liczba, tym wyższego ryzyka (oraz potencjalnych zysków) możemy się spodziewać po funduszu.

Większość funduszy polskich akcji, w tym małych i średnich spółek, ma profil ryzyka na poziomie sześć. Siódemkę otrzymują między innymi fundusze z dodatkowym ryzykiem walutowym (np. akcji tureckich czy Ameryki Łacińskiej) czy fundusze oparte o kontrakty terminowe.

Jak nietrudno się domyślić, na przeciwległym końcu skali znajdują się fundusze rynku pieniężnego i inne fundusze niskiego ryzyka. Środek okupują fundusze obligacji oraz fundusze mieszane, w tym stabilnego wzrostu oraz zrównoważone.

W tego typu wskaźnikach ryzyka jest co prawda pewien ładunek informacyjny, ale problem polega na tym, że nie odzwierciedlają one dynamiki rynków i bywają błędnie interpretowane przez inwestorów. O co dokładnie chodzi?

Czy ryzyko jest zawsze takie samo?

Ryzyko - fundusze inwestycyjne
Należałoby zacząć od tego, że w kluczowych informacjach dla inwestorów ryzyko jest definiowane jako możliwa zmienność wyceny jednostek funduszu. Nie jest to jedyna miara ryzyka w branży finansowej, ale na pewno jest bardzo ważna.

Na wieloletnim wykresie typowego funduszu niskiego ryzyka, np. gotówkowego czy pieniężnego, zobaczymy powoli pnącą się do góry linię – jego wyceny nie zmieniają się zazwyczaj z dnia na dzień o dramatyczne wartości, więc ryzyko (rozumiane jako zmienność) jest dla inwestora niewielkie. Szanse na ponadprzeciętny zysk również są niewielkie.

Wykresy funduszy zawierających w portfelu akcje są zdecydowanie bardziej dynamiczne – dzienne zmiany wyceny jednostki są wielokrotnie wyższe niż przy funduszach niskiego ryzyka, a okresy dynamicznego spadku lub wzrostu wartości potrafią trwać długie miesiące. To sprawia, że dają one niektórym inwestorom szansę na ponadprzeciętny zysk, ale dla innych są źródłem dotkliwych strat.

W tym sensie oznaczenia ryzyka różnych funduszy inwestycyjnych są zgodne z rzeczywistością i przydatne dla inwestorów próbujących ocenić, na jakie wahania wartości kapitału w czasie trwania inwestycji muszą się nastawić.

Nie mówią one jednak zbyt wiele – i to jest dla mnie najważniejszy punkt tego tekstu – kiedy warto podejmować ryzyko charakterystyczne dla klasy lub klas aktywów składających się na portfel funduszu inwestycyjnego.

Pewną wskazówką jest rekomendowany horyzont inwestycyjny (np. półroczny dla funduszy pieniężnych, minimum pięcioletni dla akcyjnych), ale to po raz kolejny statyczna informacja, która w bardzo ogólny sposób podpowiada, czy ryzyko charakterystyczne dla jakiejś klasy aktywów jest spójne z naszymi celami.

Zmierzam do tego, że ryzyko, za podjęcie którego inwestorzy zostaną w przyszłości wynagrodzeni stopami zwrotu przewyższającymi gwarantowane lokaty kapitału, jest dynamiczne. W tym sensie ryzyko nie jest stałym zakresem zmienności dla jakiejś klasy aktywów, ale miarą bieżącej niepewności w stosunku do tej klasy aktywów.

A generalna zasada mówi, że im więcej niepewności, tym niżej wędrować muszą ceny, żeby zachęcić nowych inwestorów. Z tego punktu widzenia najbardziej opłaca się kupować wtedy, gdy wokół tematu pojawiły się już duże ilości negatywnych informacji (windując niepewność i zbijając ceny), a sprzedawać, gdy na rynek wraca spokój i optymizm (zbijając niepewność i windując ceny).

O ile o przeciętnej zmienności dla jednostki jakiegoś funduszu inwestycyjnego dowiemy się z kluczowych informacji dla inwestora, o bieżącej niepewności w stosunku do aktywów, które reprezentuje, już się nie dowiemy. To mam na myśli pisząc, że oznaczenia ryzyka funduszy inwestycyjnych są mało użyteczne.

Im drożej i optymistycznej, tym ryzykowniej?

Czy fundusz akcji może być praktycznie pozbawiony ryzyka? Tego bym nie powiedział, ale duże ilości ryzyka mogą być już uwzględnione w jego cenie, co sprawia, że staje się ona naprawdę atrakcyjna.

Poza tym, jeśli duże ilości ryzyka zostały już uwzględnione w cenie, pozostaje coraz mniej ryzyka, które mogłoby dalej negatywnie oddziaływać na wycenę jednostki funduszu. Na cyklicznych rynkach, a do takich należą akcyjne, potencjał spadkowy kiedyś się wyczerpuje.

Z tego powodu, w mojej wersji wydarzeń, po długich spadkach, którym towarzyszą duże ilości negatywnych informacji, ryzyko inwestowania w fundusz akcyjny reprezentujący ten rynek maleje. A najlepszym objawem jest sytuacja, w której po dłuższym okresie pesymizmu dalszy napływ złych informacji nie prowadzi do dalszych spadków ceny.

Na takich zmaltretowanych rynkach jest oczywiście ryzyko dalszych spadków cen, ale jest ono nieporównywalnie niższe i prawdopodobnie mniej dewastacyjne w skutkach, niż w okresie powszechnego optymizmu i spokoju, gdy nikt nie myśli o zagrożeniach.

Moim zdaniem takie ryzyko warto podejmować – powszechnie znane, przetrawione przez dłuższy okres i uwzględnione w cenach. Wtedy mamy do czynienia z bardzo atrakcyjnym stosunkiem zysku do ryzyka, choć na rentowność inwestycji czasami trzeba poczekać.

To podejście jest głównym źródłem stóp zwrotu na moich funduszowych inwestycjach, w tym polisie inwestycyjnej i IKE. Być może pomógł mi dodatkowo przypadek i szczęście, więc nie mówię, że to zawsze i wszędzie zadziała, ale moje doświadczenia na niełatwym rynku, jaki mamy obecnie, są pozytywne.

Jednym z funduszy, który podwyższał w pierwszym półroczu 2014r. moje stopy zwrotu, był UniAkcje Turcja. W kluczowych informacjach dla inwestorów oznaczenie ryzyka dla tego funduszu wynosi siedem, czyli należy spodziewać się bardzo, ale to bardzo dużych wahań wyceny jednostki.

Jestem raczej zachowawczym inwestorem, mam powiększającą się rodzinę na utrzymaniu, poszukuję twardego gruntu dla swoich pieniędzy, a nie hazardowego ryzyka. Gdybym kierował się wyłącznie swoją tolerancją na ryzyko oraz statycznym profilem ryzyka tego funduszu, nigdy bym nie zainwestował w UniAkcje Turcja. Powtarzam: nigdy!

Ale w moim podejściu ryzyko jest dynamiczne i nawet zagraniczny fundusz akcyjny powszechnie uznawany za super ryzykowny mogę ocenić jako wyjątkową okazję inwestycyjną z ograniczonym ryzykiem. Dlaczego za taką uznałem fundusz akcji tureckich?

Powyższy wykres pokazuje cenę jednostki funduszu UniAkcje Turcja w złotówkach oraz orientacyjny czas moich transakcji.

Ryzyko - UniAkcje Turcja

Od maja 2013r. przez następny rok turecka giełda przechodziła bardzo trudny okres. Mimo że w poprzednich latach Turcja była hitem inwestycyjnym, nie posiadałem wtedy żadnych jednostek takich funduszy.

Pomiędzy majem 2013 a majem 2014 roku pojawiło się bardzo dużo negatywnych informacji na temat Turcji – skandale polityczne, protesty społeczne oraz silna dewaluacja tureckiej liry. Polscy inwestorzy notowali podwójne straty – spadały wyceny tureckich akcji, a turecka lira osłabiała się dodatkowo w stosunku do złotego.

Przez kilkanaście miesięcy zmaterializowały się duże ilości ryzyka charakterystycznego dla funduszu UniAkcje Turcja, a cena jednostki spadła z ok. 110zł ok 55zł, czyli o 50%! Samo w sobie było to dla mnie bardzo pozytywnym objawem, a do tego od pewnego momentu sytuacja wyraźnie zaczęła się stabilizować. Na tureckiej giełdzie większego wrażenia nie robiły kolejne złe wiadomości (np. dotyczące konfliktu na linii Ukraina – Rosja).

Jednocześnie wszystkie złe wiadomości w Turcji nie przekreślały długoterminowych perspektyw dla tego kraju. Jego społeczeństwo wciąż jest młode na tle krajów zachodnich, demografia jest pozytywna (w przeciwieństwie do naszej), gospodarka ma bardzo dobre długofalowe perspektywy rozwoju, itp. Te argumenty wciąż były prawdziwe, chociaż zostały chwilowo zakrzyczane przez szum medialny wokół bieżących problemów.

Pomiędzy grudniem 2013r. a marcem 2014r. dokonałem pięciu transakcji kupna funduszu UniAkcje Turcja przyjmując zasadę, że im niższa cena, tym więcej jestem skłonny zainwestować. Jestem zdania, że na cyklicznych rynkach (choć niekoniecznie na pojedynczych spółkach) nie warto bać się uśredniania na spadkach.

Co więcej, uważam, że przy długoterminowym horyzoncie, generalnie dobrym pomysłem jest zwiększanie uśredniających zakupów w miarę spadku cen, a czas na największe transakcje jest właśnie po dynamicznych spadkach.

Byłem przygotowany do dalszych zakupów, nawet po niższych cenach, ale sytuacja na rynku tureckim bardzo szybko się odwróciła i już trzy miesiące później inwestycja w UniAkcje Turcja przynosiła 25-30% stopę zwrotu.

W tak błyskawicznym obrocie sprawy na moją korzyść widzę oczywiście rolę przypadku i szczęścia. Zazwyczaj na wynagrodzenie za podjęcie ryzyka podobnego do tego w Turcji na początku 2014 roku trzeba czekać znacznie dłużej i byłem na to przygotowany.

Od końca maja 2014r. wykonałem już kilka transakcji sprzedaży jednostek tego funduszu (ok. 60% całej pozycji) powoli realizując zysk. Coraz wyższa cena i rosnący optymizm wokół Turcji oznacza dla mnie coraz większe ryzyko. Jestem zachowawczym inwestorem, więc lubię je minimalizować. Przy moim profilu ryzyka stopa zwrotu 25-30% w trzy miesiące to więcej niż mógłbym sobie wymarzyć.

Nie pozbywam się jednak wszystkich jednostek – wciąż uważam Turcję za perspektywiczny rynek w dłuższym terminie, wyceny za stosunkowo atrakcyjne na tle maja 2013 roku, a sentyment inwestorów za umiarkowanie optymistyczny.

Tak czy inaczej, jeśli ceny nadal będą rosły, ja będę sprzedawał kolejne jednostki funduszu UniAkcje Turcja. Dlaczego? Ponieważ w mojej wersji wydarzeń wraz ze wzrostem cen będzie rosło ryzyko, którego nie opłaca się ponosić.

A jeśli do Turcji wróci jakieś zamieszanie, pesymizm i niższe ceny, będzie można się zastanowić nad powrotem do kupowania aktywów. Dlaczego? Ponieważ w mojej wersji wydarzeń wraz ze spadkiem cen będzie maleć ryzyko, którego nie opłaca się ponosić.

Dwie ważne uwagi:

1. UniAkcje Turcja była i jest wyłącznie częścią (max. 20%) większego portfela inwestycyjnego, który zawiera również fundusze niskiego ryzyka, więc stopa zwrotu (oraz zmienność) dla całego portfela jest znacznie niższa niż stopa zwrotu (oraz zmienność) dla tego funduszu

2. W opisanej powyżej inwestycji sporą rolę odegrał przypadek. Dotyczy to szczególnie krótkiego czasu, w którym osiągnięta została wysoka stopa zwrotu. Nie można oczekiwać, że kupowanie mocno przecenionych jednostek każdego funduszu tak szybko się opłaci. Co więcej, rynki, które były do tej pory cykliczne, nie muszą takie być w przyszłości, co oznaczałoby, że inwestycja – w najbardziej pesymistycznym scenariuszu – nigdy się nie opłaci, dlatego nie jestem zwolennikiem koncentrowania wszystkich środków na jednym rynku.

Ryzyko, które warto ponosić

Czego nauczyłem się z tego typu inwestycji (a miałem ich w ostatnich kilkunastu miesiącach więcej)? Po pierwsze, nauczyłem się, że ryzyko nie jest czymś statycznym, tylko bardzo dynamicznym.

Albo inaczej – warto rozróżnić statyczne ryzyko rozumiane jako przeciętna zmienność charakterystyczna dla zachowania jakiejś klasy aktywów w długim okresie (do tego odnoszą się oznaczenia ryzyka funduszy inwestycyjnych) oraz ryzyko rozumiane jako bieżąca niepewność w stosunku do jakiejś klasy aktywów (która zawsze ma odzwierciedlenie w ich cenach).

Po drugie, nauczyłem się, że jest różnica między ryzykiem, które warto ponosić, a ryzykiem, którego nie warto ponosić.

Nie jest to niestety łatwa sprawa do zdefiniowania, ale powiedziałbym, że warto ponosić ryzyko, które już się ujawniło, szczególnie w dużych ilościach, zostało „przetrawione” i opisane, a także – co super ważne – zostało uwzględnione w cenach oraz w sentymencie inwestorów.

Nie warto ponosić ryzyka, które jest ukryte, nieopisane, lekceważone i – co super ważne – nie zostało uwzględnione w cenach oraz w sentymencie inwestorów.

W tym kontekście zachęcam do zapoznania się z listem otwartym od zarządzających funduszem Legg Mason Akcji z 10 lipca 2007 roku. Tak się składa, że jego publikacja zbiegła się ze szczytami ostatniej dużej hossy na polskim rynku akcji.

List do inwestorów Legg Mason Akcji

Najciekawszym fragmentem tego listu jest punkt siódmy, który brzmi:

“Stanowczo radzimy nowym inwestorom, aby zdecydowanie zweryfikowali swoje oczekiwania co do przyszłych stóp zwrotu z produktów akcyjnych i jednocześnie wydłużyli swój horyzont inwestycyjny na co najmniej kilkuletni. Wydaje się, że założenie średniorocznej stopy zwrotu z funduszu Legg Mason Akcji FIO na poziomie +10 / +15% w cyklu 5-letnim jest dużo bardziej realne niż bazowanie na wynikach za ostatnie 3-5 lat. Ale realna jest również możliwość wystąpienia w przyszłości dotkliwych spadków notowań cen akcji na GPW, które mogą obniżyć wartość jednostki uczestnictwa naszego funduszu np. o 20% w bardzo krótkim okresie. Co więcej, niekorzystny trend może potrwać dłużej niż kilka tygodni, np. 1 rok. W rezultacie może okazać się, że oszczędności w funduszu Legg Mason Akcji FIO zaczną przynosić zyski dopiero po kilkunastu miesiącach od rozpoczęcia inwestycji…”

Dla doświadczonych zarządzających było już wtedy jasne, że stopy zwrotu rzędu kilkudziesięciu procent rocznie nie miały się prawa powtórzyć. Na rynku nie było ryzyka, które opłacało się podejmować. Nie było niepewności, pesymizmu i niskich cen, tylko powszechne zadowolenie, lekceważenie zagrożeń i niebotyczne ceny. Na rynku było mnóstwo ryzyka, którego nie opłacało się podejmować.

Szybkie podsumowanie

Mimo tego, że jestem zachowawczym inwestorem i nie lubię zmienności, w moich długoterminowych inwestycjach za pośrednictwem funduszy jest sporo miejsca na ryzyko.

W swoich decyzjach tylko w ograniczonym zakresie kieruję się jednak statycznymi oznaczeniami ryzyka różnych funduszy. Oprócz przeciętnej zmienności dla jakiejś klasy aktywów, która jest w długim terminie stosunkowo stabilna, interesuje mnie bieżąca niepewność w stosunku do tej klasy aktywów, która ma odzwierciedlenie w jej cenach.

Generalnie – im większa niepewność, tym lepiej dla nowych inwestorów, którzy mogą dzięki niej kupować aktywa przy niskich cenach.

Lokując oszczędności w bardzo ryzykownych funduszach (np. polskich akcji czy rynków zagranicznych) zawsze zadaję sobie pytanie, czy mam do czynienia z ryzykiem, które opłaci mi się ponosić. Za takie uznaję ryzyko, które się zmaterializowało (szczególnie w dużych ilościach), jest powszechnie znane, buduje negatywny sentyment dla rynku oraz miało destrukcyjny wpływ na ceny.

W długim okresie, a często znacznie wcześniej (jak w przypadku funduszu UniAkcje Turcja), nowi inwestorzy podejmujący takie nazwane ryzyko mogą liczyć na cyklicznym rynku na bardzo atrakcyjne stopy zwrotu. Można je traktować jako wynagrodzenie za ponoszenie ryzyka.

Dzięki temu podejściu nie muszę z góry wykluczać jakiegoś funduszu tylko dlatego, że w karcie klienta ma napisane, że jest bardzo ryzykowny. Ten wskaźnik mówi mi bardzo niewiele o tym, czy warto podjąć to ryzyko, czy nie, w jakich ilościach oraz na jak długo. A to są dla mnie dużo ważniejsze informacje.



44 komentarze:

  1. Bardzo dobry artykuł, dziękuję :)

    Czy oprócz tych akcjji tureckich miałeś jeszcze w miarę podobny przypadek, że udalo Ci się kupić na spadkach i potem sprzedać z zyskiem (niekoniecznie tak znaczym jak w omawianej inwestycji?).

    Rozumiem też, że nie ma metody, która pozwalałaby z pewnym prawdopodobieństwem przewidzieć że wartość funduszu po spadkach wróci do poprzedniej wysokości, czy też nawet ją przewyższy?

    No i ostatnie pytanie - jak rozpoznajesz że fundusz traci? tzw. na czuja, czy masz jakąś metodę?

    Pytania laika, ale ja nadal błądzę w tych kwestiach po omacku :)

    Pozdrawiam,
    Łukasz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Łukasz, tak - w tym roku uczestniczyłem na części portfela we wzrostach funduszy rynku indyjskiego o podobnej skali co tureckiego. Kupowałem je pod koniec 2013r i na początku 2014r., kiedy wokół rynków wschodzących było dużo negatywnych klimatów. W ubiegłym roku uśredniałem przez pierwszą część roku na spadkach fundusze małych i średnich polskich spółek. Na mniejszą skalę zysk przynosiła mi przez ostatnie kilkanaście miesięcy taka taktyka na funduszach spółek z branży wydobywczej, w tym złota, oraz Ameryki Łacińskiej.

      Ogólnie chcę mieć w portfelu "ryzyko, które opłaca się ponosić" z kilku różnych "niekochanych" rynków. Nie zawsze szybko się to opłaci, ale przy dłuższym horyzoncie inwestycyjnym oraz strategicznej dywersyfikacji ta strategia wydaje się sprawdzać, a ryzyko zostaje ostatecznie wynagrodzone.

      Duża część moich inwestycji w fundusze to również fundusze niskiego ryzyka, bez takiego potencjału zysków. Służą mi do ochrony kapitału i ograniczania zmienności, której nie lubię specjalnie.

      Nigdy nie zakładam, że na jakiejś inwestycji na pewno zarobię i nie zakładam, że stanie się to po miesiącu czy dwóch. Wybieram cykliczne rynki, unikam funduszy o niejasnej strategii (np. aktywnej alokacji, absolutnej stopy zwrotu, timingowych itp.) i obserwuję wyniki funduszy i śledzę duże trendy w gospodarkach. Duże i długie spadki na jakimś funduszu to dla mnie pozytywny sygnał i zachęta do głębszego zbadania tematu.

      "Jak rozpoznajesz, że fundusz traci"? Odpowiedź: co jakiś czas obserwuję wyniki dostępnych mi funduszy inwestycyjnych za ostatni miesiąc, pół roku, rok i więcej. Jeśli jakaś klasa funduszy jest od dawna w niełasce, chcę wiedzieć więcej o tej klasie aktywów i szacuję, czy jest tu "ryzyko, które warto ponosić".

      Pozdrawiam, proszę wracać.

      PS. Ja też jestem laikiem i nie gwarantuję, że moje podejście przetrwa próbę czasu - być może mam po prostu szczęście przez ostatnie kilkanaście miesięcy i tyle.

      Usuń
  2. Nie zebym sie czepial ale wydaje mi sie ze autor artykulu niekoniecznie wie o czym pisze. Wypadaloby wiec aby przestal "doradzac" innym w temacie o ktorym nie ma zielonego pojecia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pełna zgoda. Niniejszym chciałbym odradzić wszystkim czytelnikom kierowanie się moimi radami. Jedyne, co doradzam, to stworzenie własnego podejścia do inwestowania, w fundusze i inne instrumenty finansowe.

      Nie mam wykształcenia ekonomicznego, nie jestem doradcą inwestycyjnym, piszę swoje przemyślenia z własnego (niedługiego) doświadczenia. Nie znam przyszłości i nie wiem, co się wydarzy na rynkach. Dopuszczam myśl, że wszystko, co napisałem powyżej, przestanie w pewnym momencie działać, a ja miałem po prostu szczęście i wydaje mi się, że wiem więcej niż wiem.

      Mówię poważnie. Każdy jest odpowiedzialny za swoje decyzje.

      Do Widowmakera i innych czytelników - zapraszam do konstruktywnej dyskusji i przedstawiania swojego podejścia do kwestii zysku / ryzyka przy inwestowaniu w fundusze oraz wskazywania słabości w moim myśleniu o nich. Konkrety mile widziane.

      Usuń
  3. To jest akurat oczywiste, że to co Michał pisze, to nie porada, i kto się do tego stosuje czyni to na wlasne ryzyko :)

    Natomiast liczę tutaj na pewną wymianę poglądów i doświadczeń, oraz, jak wskazał Michał - konstruktywną dyskusję.

    Widomaker - czy mógłbyś zatem proszę wskazać, przynajmniej w kilku zdaniach dlaczego Michał nie ma racji?

    Pozdrawiam,
    Łukasz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz. Sam jestem ciekawe, jaką wizję rynków ma Windowmarker i jak wypracowuje swoje stopy zwrotu. Jak wiadomo, podejść jest wiele. Pozdrawiam, proszę wracać!

      Usuń
    2. Coz powiedzmy sobie szczerze w przypadku inwestowania dla przecietnego szaraka jedynym sensownym rozwianiem sa indeksowe fundusze inwestycyjne z niskimi kosztami operacyjnymi (VTSAX lub tez VFIAX w przypadku Vanguard, w przypadku Schwaba odpowiednio SWTSX czy tez.SWPPX). Na nieszczescie autor jest spekulantem jakich wiele co jak dowiedziono wiele razy nikomu na dobre nie wychodzi (http://faculty.chicagobooth.edu/john.cochrane/teaching/35150_advanced_investments/Luck%20versus%20Skilll%20in%20the%20Cross%20Section%20of%20Mutual%20Fund%20Returns.pdf) No i w sumie wszystko i na temat.

      Usuń
    3. W pierwszej chwili miałem nadzieję, że w tym krytycznym tonie wypowiada się jakiś profesjonalista lub chociaż ktoś zdolny do wskazania luk w moim myśleniu i spokojnej dyskusji.

      Wiem już jednak, że mam do czynienia z przypadkowym czytelnikiem, który trafił tu z serwisu wykop.pl, na który trafił ten artykuł (nie moja sprawka i w sumie nic mnie to nie obchodzi). W każdym razie jest dla mnie jasne, że Windowmaker / widofmaker to komentator z kategorii awanturnik-radykał.

      W kilku wypowiedziach, w tym tej na wykop.pl (http://www.wykop.pl/link/2067366/moja-przyszla-emerytura-dlaczego-oznaczenia-ryzyka-funduszy/#comment-22251020) przypisał mi już kilka łatek (spekulant, autor bez zielonego pojęcia, sprzedawca funduszy inwestycyjnych, itp.)

      Cytuję za wykop.pl: "widofmaker 1 dzień 19 godz. temu 0
      Hmmmm, jakby to ladnie ujac? Sranie w banie. Poradnik majacy na celu jedynie zwieszenie sprzedazy funduszy inwestycyjnych, nie zas dobro klienta. A szkoda."

      Nie sądzę, żeby gość przeczytał w całości ten artykuł czy jakikolwiek inny. Jest też prawdopodobnie nieświadomy, że wielokrotnie pisałem o inwestowaniu pasywnym, funduszach indeksowych, ETF, inwestowaniu pasywnym oraz kosztach aktywnie zarządzanych funduszy inwewstycyjnych. Ale to i tak jest kwestia poboczna - kwestia stylu rozmowy, której nie będę na tej stronie akceptował, szczególnie od przypadkowych osób, które wrzeszczą do innych swoją prawdę objawioną nie podpisując się iminiem i nazwiskiem pod swoimi ostrymi wypowiedziami. Tyle apropos awanturowania się.

      Natomiast jeśli chodzi o radykalizm, gościu wydaje się nabuzowany na inwestowanie pasywne za pomocą funduszy indeksowych / ETF, a wszystko inne to dla spekulantów, palantów, itp.

      Mój pierwszy problem z tym podejściem polega na tym, że trudno je wdrożyć w polskich warunkach. Też znam angielski, też wiem, że John Bogle stworzył razem ze swoją firmą Vanguard nowy standard niskokosztowego inwestowania, wiem, że Powershares albo Global X mają w ofercie fenomenalne fundusze (ETF lub indeksowe) dające pasywną ekspozycję na różne rynki.

      Tylko że platformy do inwestowania w index funds nie są dostępne z Polski, a platformy do inwestowania na zagranicznych giełdach wymagają wysokich inwestycji, żeby koszty transakcyjne nie uciekły spod kontroli.

      Tylko że inwestowanie w takie fundusze oznacza, że inwestor zarabiający w złotówkach ponosi dodatkowe ryzyko walutowe.

      Tylko że w fundusze indeksowe Vanguard i Schwab nie da się inwestować przez IKE czy IKZE.

      Też byłem kiedyś takim mądralą, bo się naczytałem angielskojęzycznych materiałów, ale ich mądrości odnoszą się przede wszystkim do przeciętniaków w USA czy UK, a nie Kowalskiego. Zgadzam się, że trawa jest bardziej zielona w Ameryce, ale ja póki co żyję, zarabiam i wydaję w Polsce.

      Mój drugi problem polega na tym, że gościu wydaje się mieć mega powierzchwną wiedzę na temat inwestowania pasywnego ograniczoną do kilku haseł. Jak każde podejście, również to jest niedoskonałe i nie powinno się kończyć na zaklęciach typu "spekulant ZAWSZE traci" bo to badanie to wykazało. Prawda jest znacznie bardziej złożona, tyle że dla radykałów nie liczą się niuanse, tylko wrzeszczenie ogólnych haseł.

      Usuń
    4. Otóż w ubiegłym roku tzw. nagrodę Nobla w dziedzinie ekonomii otrzymało między innymi dwóch badaczy rynków, którzy mają w wielu sprawach przeciwstawne podejście. Eugene Fama, jeden z autorów koncepcji rynku efektywnego, powiedziałby, że rzeczywiście jedyne co może zrobić przeciętniak to inwestowanie w cały rynek, ponieważ systematyczne próby wygrania z rynkiem są z góry skazane na porażkę. Chociaż nawet Fama z Kennethem Frenchem dowiedli, że opłaca się przeważać segmenty value oraz small cap: http://en.wikipedia.org/wiki/Fama%E2%80%93French_three-factor_model Tego już nasz awanturnik-radykał nie doczytał. Nadmierna pewność siebie to częsty problem ludzi, którzy przeczytali jedną książkę / artykuł / teorię i WSZYSTKO i ZAWSZE sobie nią wyjaśnili.

      Robert J. Shiller jest za to zdania, że rynki potrafią być skrajnie nieracjonalne, tworzyć bańki lub okresy skrajnego niedowartościowania, rządzi nimi psychologia mas oraz błędy poznawcze pojedynczych inwestorów.

      Moim zdaniem z każdej z tych (i wielu innych) koncepcji warto czerpać i ulepszać swoją metodologię działania. Dlatego jak jakiś gościu wyskakuje mi z prawdami objawionymi, które podobno nie są do obalenia, nie robi to na mnie wrażeni.

      Mam też kilka innych wątpliwości co do podejścia pasywnego. Kilka praktycznych przykładów, nad którymi już wcześniej się zastanawiałem:

      1. Co dla inwestora zarabiającego i wydającego w złotówkach oznacza "total market"? WIG? Index fund lub ETF na wszystkie spółki świata? Index fund lub ETF na wszystkie papiery wartościowe świata?

      2. Jaki jest "właściwy sposób" kupowania i sprzedawania "całego rynku" przez pasywnego inwestowa typu Windowmaker? Tylko mechaniczne uśrednianie za taką samą kwotę? A może można wziąć pod uwagę również wiek i nastawienie do ryzyka, jak sugerują bardzo przeze mnie cenieni doradcy z IFA.com? A może to już jest - przepraszam za wyrażenie - spekulacja?

      3. Czy pasywny inwestor musi - jeśli nie chce zostać spekulantem - kupować w każdych warunkach, również wtedy, kiedy uważa, że rynek jest przewartościowany (jak np. w 2008r.) lub nie uwzględnia jakiegoś innego ryzyka?

      4. Czy pasywny inwestor może kupić tanio a sprzedać drogo, czy to jest zachowanie zarezerowane tylko dla spekulanta, a pasywny inwestor będzie zamiast tego... No właśnie co wtedy robi taki Windowmaker, żeby nie być spekulantem?

      Wbrew pozorom to nie są banalne pytania i to jest akurat prawda, że trzeba bardzo uważać na swoją aktywność na rynku, bo wielu inwestorom wydaje się, że są w stanie zawsze przechytrzyć wszystkich naokoło, podejmują hazardowe ryzyko, mają trudności w rozróżnieniu przypadku od swoich umiejętności, hałasu od informacji, itp.

      Usuń
    5. Z racji tego iz jak na nieszczescie nie naleze do komentatorow z kategorii awanturnik-radykał zapytam wprost: czy udalo ci sie w ciagu ostatniego roku zarobic wiecej niz wspomniany VTSAX (25.18%), a moze odpowiednio 3 letni (16.48%) 5 letni (19.44%) czy tez 10 letni (8.42%) wynik udalo ci sie pobic?

      Usuń
    6. A jakie to ma znaczenie i czego to ma niby dowodzić? Patrząc z dzisiejszej perspektywy wyniki są imponujące, ale gdybyśmy to samo pytanie zadali na początku 2009, kiedy tracił 60-70% wartości rok do roku, perspektywa była by zgoła odmienna. Po pierwsze, post factum wszysko jest oczywiste. Po drugie, to jest nic innego jak podniecanie się dobrym timingiem, który nie przystoi prawdziwym pasywnym inwestorom.

      To tylko potwierdza, że jeśli ktoś tu nie wie, o czym mówi, to jest to nasz gość z wykop.pl. Ten fundusz przyniósł takie zwroty nie dlatego, że jest sygnowany przez Vanguard, tylko dlatego, że odzwierciedlał rynek, który miał świetny ostatni rok, genialne ostatnie pięć lat i dobre dziesięć lat, oraz miał ultra niskie koszty utrzymania.

      O ile rozumiem, że druga sprawa (niskie koszty) to jego stała i niepodwarzalna przewaga nad typowimi mutual funds, a już szczególnie polskimi z opłatami rzędu 4% rocznie, ale jego wyniki za ostatnie lata biorą się głównie z fantastycznego rynku.

      Ale odpowiadając na to pytanie - nie, nie mam takiej stopy zwrotu za ostatni rok (na całym portfelu, na wybranych składnikach tak) ani dłuższe okresy. Dlaczego? Ponieważ nie miałem, nie mam i nie chcę mieć 100% ekspozycji na rynek amerykański. Więc nie jest to dla mnie ani benchmark, ani wzór do naśladowania, ani święty Graal.

      Zaprawdę nie rozumiem, dlaczego "przeciętny szaraczek" z Polski miałby utrzymywać swoje oszczędności w 100% w denominowanym w dolarach indeksie amerykańskich spółek, w który nie da się łatwo zainwestować z Polski przez żadną platformę do inwestowania? Czy to jest rada dla przeciętnego Kowalskiego od gwiazdy wykop.pl?

      PS. Czy ta stopa zwrotu uwzględnia dywidendy? Czy uwzględnia podatek od dywidendy? Czy uwzględnia zmiany kursowe w stosunku do złotówki? Czy uwzględnia koszty transakcyjne (jeśli były dla kogoś z Polski)?

      Usuń
  4. Witam,

    Czyli w takim przypadku teraz interesującymi funduszami są surowce oraz MISie ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie. Jakiekolwiek fundusze poza "total market" ewentualnie polaczenie large cap, small cap i international sa czysta spekulacja. A jak to w spekulacjach najczesciej bywa, spekulant ZAWSZE na dluzsza mete przegrywa.

      Usuń
    2. Super. Przez jaką platformę / platformy mogę zainwestować z Polski kilka tysięcy złotych w fundusz indeksowy "total market" lub "połączenie large cap, small cap i international"? Czy lepsza jest inwestycja jednorazowa czy systematyczna? Jakie jest właściwe postępowanie dla inwestowa (w żadnym razie spekulanta lub palanta)?

      Anonimowy - im tańsze stają się Misie na skutek negatywnych informacji z polskiej gospodarki, niepewności wokół OFE oraz niepokojów na wschodzie, tym bardziej podoba mi się ten segment rynku w długim terminie. Nie wiem niestety, czy ceny nie będą nadal spadać (trzeba być na to przygotowanym) i nie wiem, ile czasu zajmie odbudowanie się tego segmentu (niewykluczone, że kilka, kilkanaście miesięcy lub dłużej). Ryzyko jest więc realne, ale staje się coraz bardziej "warte podejmowania".

      Jeśli chodzi o fundusze surowcowe, mam je w niewielkich ilościach (jak każde ryzykowne aktywa) w swoich portfelach. Ostatnie kilka lat były bardzo trudne dla tego segmentu, mnóstwo restrukturyzacji choćby w spółkach wydobywczych, ceny są niższe o 40-70% od szczytów ostatniego cyklu - to są dla mnie pozytywne przesłanki, żeby być obecnym na takim rynku. Etap cyklu gospodarczego też wydaje się odpowiedni, chociaż tego bym akurat w obecnych warunkach sztucznego utrzymywania gospodarek przez tani pieniądz nie przeceniał. Używam ich raczej jako element dywersyfikacji niż potencjalne źródło "wielkich zysków", ale nie obrażę się, jeśli okaże się, że wkrótce nastąpi ich czas.

      Pozdrawiam, proszę wracać!

      Usuń
    3. Panie Michale,

      Czyli lepiej z funduszy amerykańskich uciekać do bardziej bezpiecznych opcji ? S&P500 bije rekordy i chyba nieuchronnie czeka nas krach w USA, jasna sprawa że może być to dopiero za kilka miesięcy ale ceny są wysokie i chyba do tego krachu bliżej niż dalej.

      Pozdrawiam
      Sebastian

      Usuń
    4. Witam i dzięki za pytanie. Odpowiem na kilka sposobów, zaczynając od najważniejszego:

      1. Nie wiem.

      2. Nawet gdybym "wiedział", rynek w ogólne nie brałby mojej opinii pod uwagę, tylko robił swoje.

      3. W moim podejściu nowe rekordy na indeksach są sygnałem ostrożnościowym i po pięciu latach szybkich wzrostów na pewno takiego rynku bym nie przeważał w portfelu (w sensie, że nie byłby jego dominującym składnikiem). Jeśli mam na takim rynku już zyski (np. MISIE w 2013, Turcja w 2014, Indie w 2014), powoli je realizuję korzystając z "dobrej pogody". Chciałbym podkreślić, że jest to powolny proces (czyli uśredniam, nie zakładam, że jest już "najdrożej", "najtaniej", itp).

      4. Ale jednocześnie nie zakładam, że za chwilę lub dłużej nastąpi krach. Po prostu nie interesuje mnie już ten typ ryzyka, chociaż kompletnie nie wiem, co się wydarzy dalej. Być może zobaczymy kilka lat płaskiego, bocznego rynku. Być może nastąpi krótka korekta, a potem dalsze wzrosty. Być może będziemy powoli się osuwać. Być może rynek będzie jeszcze kilka lat rósł, ale wolniej. Nie wiem. Po prostu nie widzę na tym rynku "ryzyka, które warto podjąć" i przez to nie chcę w nim zbyt mocno uczestniczyć.

      5. Przyznaję, że praktycznie w ogóle nie uczestniczyłem we wzrostach na amerykańskim rynku przez ostatnie pięć lat (duży błąd), a w tej chwili mam być może 1-2% swoich funduszowych aktywów w tamtym rejonie świata.

      6. Chciałbym jeszcze dodać, że nie rotuję wszystkich oszczędności w stylu "teraz 100% w USA, teraz 100% w Turcję, teraz 100% w polskie MISie, itp". To jest dla mnie zbyt stresujące podejście, zbyt duża zmienność, zbyt duża stawka, zbyt duży element hazardu. Mój portfel jest naprawdę bardzo stabilny jeśli chodzi o skład, a zmiany (np. doważenie jakiegoś rynku) wykonuję tylko wtedy, jeśli widzę odpowiednie ilości "ryzyka, które warto ponieść".

      Usuń
  5. Kolejny świetny wpis. Chyba przeczytałem wszystkie wpisy, co zajęło nie mało czasu, ale akurat to nie byłą strata czasu. Twój blog zmotywował mnie do przyjrzenia się swoim finansom i ich stopniowemu uporządkowaniu.
    Co do funduszy, podstawowy minus to dość długi czas jakiegokolwiek ruchu. Dlatego w dużej mierze obok wiedzy trzeba mieć też i szczęście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za fajny komentarz i doping. Zachęcam do dodawania odnośnika do swojego bloga w kolejnych komentarzach.

      Fundusze mają też wiele innych minusów (np. polskie aktywnie zarządzanie fundusze są bardzo drogie w utrzymaniu), ale ogólnie to całkiem praktyczne narzędzie, jeśli ktoś ma swój pomysł na jego wykorzystanie. Na pewno nie warto się ich bać, z urządu skreślać i ogólnie się przeciw nim nakręcać. Narzędzie jak każde inne - z wadami, zaletami, dobrymi i złymi zastosowaniami. Pozdrawiam, proszę wracać!

      Usuń
  6. Dzięki za dobre słowo :-)
    Przygodę z funduszami zakończyłem 6 lat temu podczas dużych spadków, na szczęście wyszedłem obronną ręką, a obecnie myślę o powrocie.
    Przyglądam się teraz funduszowi IPOPEMA m-INDEKS FIO, w który w stosunku do innych funduszy akcji za zarządzanie pobierają dużo mniej - 1,5%. A co najważniejsze pozwalają na dosyć szybkie wejście i wyjście.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wnikliwie analizuję Michał, twój kolejny inspirujący wpis. Dotyczy w zasadzie najistotniejszej w inwestowaniu rzeczy, a mianowicie kontroli ryzyka. Jeśli dobrze wszystko zrozumiałem to twoja strategia jest zgodna z formułą: „kontroluj ryzyko, straty i emocje a zysk zatroszczy się o siebie sam” Piszesz, że po spadkach, którym towarzyszą duże ilości negatywnych informacji, ryzyko inwestowania w fundusz akcyjny reprezentujący ten rynek maleje. A najlepszym objawem jest sytuacja, w której po okresie pesymizmu dalszy napływ złych informacji nie prowadzi do dalszych spadków ceny”.
    A następnie:… „takie ryzyko warto podejmować – powszechnie znane, przetrawione przez dłuższy okres i uwzględnione w cenach. Wtedy mamy do czynienia z bardzo atrakcyjnym stosunkiem zysku do ryzyka, choć na rentowność inwestycji czasami trzeba poczekać”.
    Tu jak sądzę jest pewien skrót myślowy. W tej sytuacji potencjalne ryzyko się zmaterializowało w znacznej mierze i w twoim odczuciu jest bardzo małe, niemalże minimalne. Nie oznacza to jednak, że np. za dwa lata sytuacja nie może się powtórzyć. To potencjalne ryzyko nadal istnieje wraz ze wzrostem wartości jednostek będzie narastać, aż do kolejnej dużej przeceny. Jeśli jesteś świadomy tych potencjalnych zagrożeń to w tym sensie ryzyko jest „dynamiczne” – wynika z subiektywnej oceny inwestora. Im ma on większe doświadczenie i staranniej podchodzi do analizowania rynku tym trafniej jest w stanie je ocenić. Słusznie zauważasz, że z kluczowych informacji dla inwestora dowiemy się co najwyżej o przeciętnej zmienności jednostek uczestnictwa Jednakże dla osoby rozpoczynającej przygodę z funduszami ta informacja może być bardzo cenna.
    Trochę podoba mi się Twoja strategia. W ten sposób kontrolujesz ryzyko, wysokość straty. Jednocześnie dywersyfikacja i ulokowanie znacznej części portfela w „bezpieczniejszych” funduszach, zapewnia spokojny sen i panowanie nad emocjami. Tylko czy oby na pewno w funduszach akcyjnych „zysk zatroszczy się o siebie sam”? Czy nadal nie jest to w znacznej mierze spekulacja? O ile mi wiadomo sytuacja polityczna w Turcji jest nadal niestabilna. Zamieszki z udziałem młodych ludzi nie powstały bez przyczyny. Istnieje duże ryzyko kursowe. Mało przekonująco brzmi twierdzenie, że „gospodarka turecka ma bardzo dobre długoterminowe perspektywy rozwoju”. Masz ku temu jakieś bardziej wnikliwe argumenty? Skoro „kurz opadł” i tak dobrze się zapowiada dlaczego tak szybko po 3 miesiącach sprzedałeś jednostki zadowalając się 25-30% stopą zwrotu zostawiając tylko niewielką część? Zgodnie z twoją koncepcją przy sprzedaży powinna być euforia na rynku, a ceny nie chcieć już iść wyżej, a tu można co najwyżej mówić o odreagowaniu.

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej Tomek, dzięki za wnikliwy komentarz oraz kilka prowokujących do myślenia pytań.

    1. Teskt jest na pewno skrótem myślowym - nie sądzę, żeby udało się opisać kwestię podejścia do ryzyka tak, żeby wyrazić się w 100% i każdy to identycznie zrozumiał. Dlatego gorąco zniechęcam do poszukiwania w tym tekście jakiejś gotowej recepty na sukces.

    Na przykład - nie twierdzę, że moje wejścia na jakiś rynek są wtedy, gdy jest kompletna niechęć inwestorów, a wyjścia gdy wraca euforia. Powiedziałbym, że cykliczne rynki poruszają się w takich cyklach, ale nie są to cykle występujące regularnie, dlatego jedyne, co można zrobić to uśredniać, nie czekać na "idealną cenę" w samym dołku lub na szczycie euforii.

    To jest powód, dla którego większą część jednostek bardzo ryzykowengo funduszu tureckiego przekonwerttowałem na bezpieczniejsze rozwiązania przy 20-30% zysku. To prawda, że wydarzyło się to super szybko - trzy miesiące to bardzo krótki okres. Ale z takich krótkich okresów składają się długie okresy.

    Poza tym, jako zachowawczy inwestor dużo chętniej sprzedaję ryzykowne aktywa, szczególnie z dobrym zyskiem, niż je kupuję. Zostałem szybko wynagrodzony za podjęte ryzyko (na 30% zwrotu byłem gotów czekać dużo dłużej), więc zdecydowałem się na zdjęcie nogi z gazu i powrót do obserwowania sytuacji z bezpieczniejszego miejsca. Mniej stresu, mniej ryzyka to dla mnie zawsze pożądany kierunek w inwestycjach.

    2. To prawda, że nie ma żadnej gwarancji, że po zmaterializowaniu się dużych ilości ryzyka nie zmaterializuje się po pewnym czasie nowa fala złych informacji. Pierwszy z brzegu przykład to Grecka - po kryzysie 2008-2009 przyszedł kryzys 2010-11 i ceny spadły do niewyobrażalnych poziomów, A być może za chwilę wydarzy się kolejny, który sprowadzi je jeszcze niżej.

    Ja tego po prostu nie wiem - dlatego robię dwie rzeczy, które nie wystawiają mnie na zbyt duże straty:

    a) tylko niewielka (choć ruchoma) część portfela to aktywa obarczone "ryzykiem, które warto ponieść"

    b) podejmuję takie ryzyko na kilku różnych rynkach (dywersyfikacja), więc nawet jeśli jeden kompletnie zawiedzie, nie powinno być dramatu.

    Czy widzisz jeszcze jakiś sposób na ograniczenie ryzyka w takim podejściu? Czy widzisz jakieś inne podejście, które pozwala zarabiać więcej niż fundusze niskiego ryzyka przy ograniczonym ryzyku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proponuję Ci też jeszcze jeden eksperyment myślowy: załóżmy, że kluczowe informacje dla inwestorów się nie mylą i optymalnym okresem inwestycji dla klienta funduszu akcyjnego jest okres 5-10 lat, ponieważ w takich cyklach rozwija się gospodarka.

      Czy w lepszej sytuacji jest długoterminowy inwestor, który kupował jednostki funduszu za 100zł czy za 50zł?

      Jeśli cykl nie zostanie jakoś gwałtownie zaburzony, co jest możliwe niestety - i to jest realne ryzyko - lepiej kupować / uśredniać takie fundusze po gwałtownych przecenach. Jak sądzisz?

      Pozdrawiam, proszę wracać.

      Usuń
    2. Czy lepiej regularnie wpłacać po 50 zł czy po 100 zł? W pierwszej chwili pomyślałem: "A jakie to ma znaczenie?" Jako humanista z natury niechętny wszelkim kalkulacjom szukałem wymówki by tego nie liczyć, ale ponieważ lubię to forum i byłbym mało przekonujący poklikałem trochę i obliczyłem przykładowo zwrot z ostatnich 8 lat (dokładnie od 07/2006 do 07/2014 na podstawie jednego z lepszych funduszy UnikoronaAkcje
      Zakładam, że:
      jednostki uczestnictwa kupujemy na bezprowizyjnej platformie internetowej
      jednostki nabywamy zawsze według ceny z pierwszego dnia roboczego danego miesiąca
      sprzedaż jednostek na koniec okresu odbywa się po cenie z pierwszego dnia roboczego ostatniego miesiąca
      Oto wynik:
      Wpłacając 50 zł miesięcznie zarobilibyśmy: 5 769,00 zł (zysk 20,19%)
      Suma wpłat: 4 800,00 zł
      Wpłacając 100 zł miesięcznie zarobilibyśmy: 11 538,00 zł (zysk 20,19%)
      Suma wpłat: 9 600,00 zł
      Stopa zwrotu jest identyczna, a w lepszej sytuacji jest ten kto mógł sobie pozwolić na oszczędzanie 100 zł co miesiąc.
      Czy widzę jakiś sposób na ograniczenie ryzyka w Twoim podejściu? Osobiście trochę inaczej podchodzę do kwestii ryzyka w inwestowaniu. Piszesz, że jesteś zachowawczym inwestorem i im mniej ryzyka tym lepiej. To trochę tak jak niektórzy kierowcy mawiają „wolniej jedziesz dalej zajedziesz” Często tacy kierowcy (bez urazy) jeżdżą tylko w niedzielę i w granicach własnego powiatu. Czy nie lepiej próbować wraz ze wzrostem doświadczenia jeździć nieco szybciej, dalej, do bardziej odległych miast, różnymi samochodami? Tylko w ten sposób można nabyć doświadczenie, które powoduje, że ryzyko wypadku staje się mniejsze. Nie wystarczy sobie kupić nowy „bezpieczny” samochód trzeba jeszcze bezpiecznie prowadzić. Myślę, że ta analogia oddaje dobrze istotę inwestowania.
      Uważam, że kluczem do sukcesu jest też kontrola. Są lepsze rzeczy do roboty niż nieustanne śledzenie wykresów. Wykresy układają się zwykle w pewnym trendzie, czasami nawet kanale cenowym. Warto ustawić sobie alerty jeśli wykres zacznie się wymykać z dotychczasowego trendu.
      Po dużych gwałtownych spadkach można się choć podstawowym zakresie posłużyć analizą techniczną dla indeksu, który najlepiej obrazuje zachowanie spółek, które fundusz ma w portfelu. Można wówczas zaobserwować dywergencje i pojawienie się nowego trendu mogącego trwać wiele miesięcy.
      Myślę, że nie powinieneś przesadzać z dywersyfikacją. Zbyt duże rozproszenie paradoksalnie rodzi ryzyko. Często piszesz, że lubisz „czyste” fundusze takie które mają albo akcje albo obligacje. Wiesz wówczas co masz i czy to coś jest aktualnie drogie czy tanie. Wiesz przynajmniej mniej więcej jak się ma gospodarka czy PKB rośnie, czy bezrobocie maleje, czy zwiększa się sprzedaż nowych mieszkań, czy stopy procentowe rosną itd. A jeśli masz fundusz akcji tureckich? Zdążysz to wszystko uczciwie ogarnąć i odnieść do typowych wartości tamtego rynku. A jeśli nawet to kurs lira do pln – nawet nie wiem czy w ogóle jest notowany na jakiś platformach forexowych. Fundusze akcji azjatyckich, indyjskich, ameryki południowej itd.. Jak się tak nakupi to można mieć poczucie wielkości i bycia „światowym inwertorem” Nieźle to podbudowuje ego, ale zaczyna przypominać totolotka.

      Czy widzę jakieś inne podejście, które pozwala zarabiać więcej niż fundusze niskiego ryzyka przy ograniczonym ryzyku? Hmm.. trudno mi odpowiedzieć na tak zadane pytanie. Brzmi niejednoznacznie. Może jakieś obligacje np. 10 letnie obligacje skarbowe kupowane bezpośrednio, kapitalizowane co miesiąc – pozwalają doskonale wykorzystać w dłuższym okresie efekt procentu składanego.

      Usuń
    3. Dzięki za wyczerpującą odpowiedź. Nie do końca zrozumieliśmy się z tymi inwestycjami 50zł vis a vis 100zł. Chodziło mi raczej o kupowanie PO dużych spadkach i tylko wtedy, gdy sentyment jest zły a ceny niskie (np. 50zł), a sprzedawanie PO dużych wzrostach, gdy sentyment jest dobry, a ceny wysokie (np. 100zł). Fajnie byłoby obliczyć, jak sprawdzała się taka strategia przez ostatnie dziesięć lat na np. 5 rynkach zakładając, że kupowanie rozpoczynamy dopiero po 40-50% spadkach czy coś takiego. Nie mówię o pojedycznych spółkach, tylko szerokich funduszach akcyjnych.

      Jeśli chodzi o analogię do motoryzacji, w 100% się zgadzam. Uważam, że moje doświadczenie jest zdecydowanie za małe, żebym już przyspieszał ;) Poza tym wolę nie budować poczucia pewności siebie, jeśli chodzi o inwestycje - wolę ciągłą niepewność siebie w tej kwestii.

      Co do tej dywersyfikacji geograficznej, będę jej jednak bronił - być może rzeczywiście nie powinna być taka szeroka, ale to już kwestia indywidualna. Ja nie stawiam na przewidywanie, że taki lub taki rynek na pewno będzie rósł, więc nie lubię zbyt dużej koncentracji.

      Stawiam na to, że na jakimś rynku w cenach widać już dużo negatywnych informacji i zmaterializowanego ryzyka. To lepszy punkt wyjścia dla nowego inwestora niż okres powszechnego optymizmu i lekceważenia zagrożeń - tak mi się wydaje. Wolę mieć np. 6 takich funduszy po 5% portfela (razem powiedzmy 30% akcji), a resztę po stronie dłużnej, niż wszystko na jednym takim rynku.

      Uważam też, że dywersyfikacja geograficzna (jeśli nie dojdzie do jakiegoś cofnięcia procesów globalizacji) to będzie ważny temat, bo do tej pory większość polskich oszczędności jest w Polsce. To olbrzymie ryzyko wynikające z koncentracji aktywów na jednym rynku, również obligacji. Proszę sobie wyobrazić kryzys o skali podobnej do greckiego przy takiej sytuacji - w krótkim czasie absolutnie wszyscy tracimy znaczną część naszych aktywów w złotówkach, akcji, obligacji, innego długu, wartości nieruchomości, itp.

      Nie wiem, na ile jest to sprawa mojego ego i potrzeby dowartościowania się przez inwestycje zagraniczne, ale rzeczywiście mam sporo sympatii do strategii global macro http://en.wikipedia.org/wiki/Global_macro Na pewno lubię ją też za to, że wymaga uczenia się, a to jest dla mnie wartość dodana do mechanicznego oszczędzania pieniędzy przez fundusze.

      Ale i tak najważniejsze w tym momencie dla mnie jest coś innego - mimo trudnego rynku od kilkunastu miesięcy nie popełniłem dużych błędów i absolutnie każda moja inwestycja funduszowa jest rentowna znacznie powyżej gwarantowanych poziomów, np lokat czy obligacji detalicznych. A okazji do robienia głupstw było w tym czasie naprawdę sporo. Innymi słowy: nareszcie mam porządek po stronie swoich zachowań, co sprawia, że w zasadzie wszystko mi jedno co zrobi rynek - jestem spokojny o swoje reakcje.

      Pozdrawiam, proszę wracać!

      Usuń
    4. @Tomasz Rycerz napisał
      "Warto ustawić sobie alerty jeśli wykres zacznie się wymykać z dotychczasowego trendu."

      Jako że jestem początkującym inwestorem i przeszukuję od dłuższego czasu odpowiedz na pytanie "jak mogę ustawiać sobie alerty/sygnały kupna sprzedaży", niestety nikt konkretnie mi nie może odpowiedzieć na w/w pytanie. Chodzi mi o wyjaśnienie jak do kompletnego laika - jak sobie to ustawić/wyliczyć czy jaki program muszę posiadać - oczywiście mówię tutaj o darmowym.

      Z góry dziękuję za pomoc
      Pozdrawiam
      Sebastian

      Usuń
    5. Na jednym z blogów znalazłem wykresy w na których widnieją wykresy z sygnałami kupna/sprzedży narzędzi opisanych jako "STS - Stochastic / CMO - Change Momentum Oscillator / MACD - Moving Averange Contv. Div."

      Co to są za narzędzia i gdzie ja mogę z nich korzystać ? Czy w ogóle mówią Wam coś te nazwy ?

      Pozdrawiam
      Sebastian

      Usuń
    6. Ja niestety nie pomogę - nie znam tych narzędzi.

      Usuń
    7. http://tiny.cc/nmuuix powinno odpowiedziec na zadane pytanie odnoscnie DCA vs LSI.

      Usuń
    8. Witaj
      MACD, Scholastic to popularne wskaźniki analizy technicznej. Analiza techniczna to jedno z najbardziej popularnych narzędzi wspomagających inwestowanie na różnych rynkach przede wszystkim akcji, kontraktów terminowych i bardziej zaawansowanych rynków. Do funduszy inwestycyjnych tylko pomocniczo, ponieważ wykres notowań funduszy wskazuje tylko cenę w danym dniu ustaloną na podst. kursu akcji i nic po za tym (żadnych emocji). Dlatego tylko zasygnalizowałem, że warto stosować tego typu wskaźniki AT na indksach będących najlepszym benchmarkiem dla danego funduszu.
      Generalnie jeśli się chwilę zastanowimy cena - jak to ktoś powiedział -jest "tym co większy głupiec jest w stanie zapłacić" Chwilowo cena instrumentu wynosi 2,50, a jeśli po chwili pójdzie choćby plotka że spółka ma przed sobą świetne perspektywy cena skoczy do 3,20 lub więcej. Co się zmieniło? Nastąpiła zmiana w poziomie uczuć inwestorów, nagle stali się bardziej pewni siebie, chciwi, optymistyczni, entuzjastyczni. Do tego służy analiza techniczna - analizowania psychologii tłumu inwestujących. Może dokładnie pokazywać poziom paniki, strachu, entuzjazmu zwątpienia, obojętności itp.
      Temat jest bardzo obszerny. Najbardziej popularną ciekawie i przystępnie napisaną książką z tego zakresu jest A. Elder - "Zawód inwestor giełdowy", Napisana co ciekawe przez rosyjskiego lekarza psychiatrę, będącego obecnie światowej sławy inwestorem w USA.
      Ja posługuję się m in. takim darmowym narzędziem http://bossa.pl/notowania/wykresy/
      Tutaj jest prosty samouczek dotyczący podstaw analizy technicznej http://bossa.pl/edukacja/AT/. Ma też wykresy funduszy i to w dłuższej perspektywie. Serwisów z alertami jest wiele na popularnych portalach ekonomicznych typu Bankier. Najczęściej noszą one nazwę "portfel"
      Ja lubię np ten: www.biznesradar.pl

      Pozdrawiam

      Usuń
    9. Dzięki Windowmaker za interesujące badanie, dzięki Tomek za kilka słów o wskaźnikach analizy technicznej. Pozdrawiam, proszę wracać!

      Usuń
  9. Witam,

    A w jaki sposób dywersyfikuje Pan swój portfel ? Jaką część (%) przeznacza Pan na ryzykowne fundusze a jaką część na fundusze bezpieczniejsze ?
    Z wpisów wynika że bezpiecznych funduszy Pan nie rusza - ma Pan je również jakoś zdrywersyfikowane ?
    Fundusze akcyjne ma Pan podzielone na kilka różnych rynków i w zależności od sytuacji podróżuje Pan między tymi rynkami ?

    Dopytuje nie przez złośliwość ale dlatego że jestem początkującym inwestorem a mam lekki chaos w swoim portfelu.

    Pozdrawiam
    Sebastian

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za super ważne pytanie. Podsumuję swoje podejście do tworzenia portfela w kilku następujących po sobie krokach:

      Krok pierwszy: zdefiniowanie swojej tolerancji na zmienność i dobranie do niej domyślenj dla siebie alokacji między bezpieczne i ryzykowne klasy aktywów.

      W moim przypadku jest to mniej więcej 25% akcje 75% dług i mogę spokojnie spać, nie zajmować się tym obsesyjnie, itp.

      To jest moja domyślna alokacja aktywów, którą mam przez większość czasu.

      Krok drugi: decyzja o ewentualnym odchyleniu od mojej domyślnej alokacji aktywów. Czyli np. więcej akcji (powiedzmy 40-50%), mniej długu, jeśli widzę jakieś "ryzyko, które warto podejmować", sentyment jest negatywny, itp. I w drugą stronę, czyli mniej akcji (np. 10-20%) jeśli widzę zbyt optymistyczne humory, bardzo ambitne wyceny, przewartościowanie i chcę chronić poprzednie zyski, itp.

      Generalnie niechętnie odchylam się od domyślnej alokacji - zawsze staram się jasno uzasadnić dlaczego i rozliczać każdą taką decyzję.

      Krok trzeci: rozbicie udziału akcyjnego i dłużnego między fundusze, czyli rzeczywiście stawiam na dywersyfikację i nie napalam się, że znajdę "najlepszy fundusz", "najlepsze towarzystwo". Każdą taką strategię zamykam jednak pod parasolem (np. IKE, polisa inwestycyjna lub zwykły fundusz parasolowy z wydzielonymi subfunduszami), żeby nie płacić podatku przy zamianach.

      Najważniejsza część dywersyfikacji polega jednak nie na wybraniu funduszy kilku towarzystw, tylko wybraniu funduszy różnych rynków, na których widzę "ryzyko, które opłaca się podejmować".

      Krok czwarty: uśrednianie na transakcjach zakupu oraz sprzedaży.

      I tyle.

      Pozdrawiam, proszę wracać!

      Usuń
  10. Jeśli chodzi o dług to raczej skarbowy czy korporacyjny ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepiej mix. Mówię tu oczywiście o funduszach, np. obligacji skarbowych, rynku pieniężnego, obligacji korporacyjnych itp.

      Dodałbym jeszcze, że fundusze to tylko część moich oszczędności, więc ten domyślny 25% udział akcji i 75% udział obligacji poprzez fundusze rozwadnia się jeszcze bardziej, jeśli dołożymy do tego depozyty bankowe, które posiadam. Nawiasem mówiąc - depozyty też traktuję jako dług, tylko ze specjalnej, gwarantowanej kategorii.

      Usuń
  11. witam, i dziekuje za kolejny fajny wpis i komentarze sklaniajace do myslenia...
    przedstawiona koncepcja jest troche wbrew "zlotych" mysli guru inwestwowania, czyli "trend is your friend" :)
    w zwiazku z tym, zastanawiam sie czy jeszcze wiekszym ograniczeniem/minimalizowaniem ryzyka nie bedzie rozpoczecie usrednionego kupowania w chwili alba zaraz po pierwszych oznakach zmiany trendu i sentymentu?
    troche to przypomina lapanie dolka, ale przy usrednianiu o ktorym piszesz, chyba lepiej poczekac na pierwsze oznaki odreagowania?
    ciekaw jestem opinii,
    pozdrawiam
    PS: dodam ze dod tej pory najwiecej udalo mi sie zarobic na Japonii wchodzac w fundusze juz w grubo zaawansowanej hossie - zrobilem tak raz w zyciu do tej pory ;) widze jednak zalety regularnego inwestowania lub wlasnie kupowania "za niskie ceny"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Łukasz, dzięki za super konstruktywny komentarz. Z jednej strony rzeczywiście w moim podejściu wchodzi w grę działanie wbrew większości (nie z obowiązującym trendem), ale jak się nad tym zastanowić, chcę uśredniać po długich spadkach, kiedy być może negatywny trend się wyczerpuje. Masz rację, że warto obserwować objawy odwrócenia trendu (np. stabilizację przy niskich cenach mimo dalej napływających złych informacji oraz negatywnego sentymentu większości inwestorów i mediów).

      Ja tylko bym podkreślił, że dzięki powolnemu uśrednianiu oraz dywersyfikacji nie trzeba się napisać, czy złapiemy idealny dołek. Ja jestem zawsze gotowy na dalsze spadki. Po prostu decyduję się powoli brać na siebie widoczne gołym okiem i uwzględnione w cenie ryzyko na jakimś cyklicznym rynku.

      Co do udanej inwestycji w funduszach akcji japońskich, przede wszystkim gratuluję wyniku. Moim zdaniem nie ma w ogóle znaczenia, jak osiągamy stopy zwrotu - liczy się tylko, czy jest to oparte na jakimś konsekwentnym systemie/podejściu/filozofii, czy przede wszystkim przypadku. W długim okresie system (być może po ulepszeniach) się sprawdzi, a przypadkowe zagrania w najlpeszym wypadku doprowadzą nas do punktu wyjścia.

      Być może warto się zastanowić, dzięki czemu udało się zarobić w Japonii i czy da się to z jakąś regularnością powtarzać?

      Pozdrawiam, proszę wracać!

      Usuń
  12. Japonia byla wyjatkowym przypadkeim, ktory sie w dzisiejszych czasach nie zdarza juz czesto (dynamiczne wzrosty bez wiekszych korekt).

    W dzisiejszej dynamice, sklaniam sie do Twojej metodyki. Mam jednak troche prostsze podejscie od Twojego.
    Spwowodowane jest faktem, ze nie mam zbyt duzo czasu sledzic szerokie spektrum rynkow i produktow.
    Moj sposob polega na bardzo regularnym zakupie jednostek funduszu/funduszy o podwyzszonym stopniu ryzyka (czasami nawet dwa razy w miesiacu za mniejsze kwoty);
    Natomiast kwoty inwestycji zwiekszam jak widze/slysze, ze byly wieksze spadki na konkretnym rynku.

    Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz. Bardzo rozsądne podejście. Pozdrawiam, proszę wracać!

      Usuń
  13. Gratuluje umięjtnosci samoksztalcenia i pokory co do swoich umiętności.Chce sklonić do myslenie "demograficznego" w podejściu do oszczędzania - zależnośc instrumentow od wieku ,horyzontu czasowego do emeryt. Wole IKZE w formie rachunku,/IKE wybr. f formie rach.o/, ale oferta mizerna, zostaje forma wyboru porfela modelowego mam wielkie znaki zapytania z wyborem odpowiedniej instytucji. I pytanie dodatkowe dot t.zw struktur jako cala klasa produktow nie warta zainteresowania, czy jednak wybrane produkty warte zastanowienia sie np kwartet gwiazd expandera. Jak dla mnie wielce przydatny byl/by algorytm wyboru IKE i IKZE w formie inwest w fundusze p. np Bossa, czy mBank .Do emeryt. mam ok 7 lat. Pozdrawiam. Andrzej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz i dobre słowo. Kilka razy pisałem już o tzw. cyklu życia jako podstawie tworzenia swojej strategii inwestycyjnej - zapraszam do poszperania w archiwum. Ogólnie uważam je za całkiem rozsądne, ale warto miećz tyłu głowy jego ograniczenia.

      http://www.mojaprzyszlaemerytura.pl/2013/03/fundusze-cyklu-zycia-opinie-zalety-zalozenia-wady.html

      Osobiście kompletnie nie interesuję się strukturami i wszystkim innym, czego nie rozumiem lub co mogę mieć taniej w prostszej formie. Expander, Open Finance, itp - właściwie z zasady nie korzystam z ich oferty produktów inwestycyjnych.

      IKE i IKZE nie jest dostępne w BossaFund czy SFI mBanku - TYLKO i WYŁĄCZNIE w wybranych towarzystwach. Pracuję nad narzędziem monitorującym oraz ułatwiającym wybór IKE / IKZE w różnych formach. Mam nadzieję, że jeszcze w tym roku będzie dostępne i pomoże Panu w dokonaniu wyboru.

      Pozdrawiam, proszę wracać!

      Usuń
  14. Można stosować też stop loss.

    OdpowiedzUsuń
  15. Może trochę nie na temat ale co sądzisz o takiej metodzie inwestowania w fundusze: Kupujemy fundusz akcyjny(najlepiej globalny - dywersyfikacja rynkowa) za np. 10% wszystkich naszych oszczędności czyli np 10000zł z 100000zł i jeśli przyjdzie bessa(ale taka większa nie kilkuprocentowa) i fundusz zacznie tracić to... dokupujemy za drugie tyle ALE dopiero w momencie gdy bessa się skończy a fundusz zacznie pnąc się w górę. Niby banalne ale dzięki temu mamy niemal pewność że kupimy bliżej "dołka" a jeśli nawet będzie dalej bessa to można jeszcze znowu dokupić . Uważam że jest to lepsza metoda niż stop loss gdyż w przypadku stop losu BARDZO CZĘSTO jest tak że np. jeśli mamy stop loss na poziomie 5% a giełda spadnie o 5% to potem szybko wzrośnie a my się na ten wzrost już nie załapiemy bo dopiero się wycofaliśmy(potwierdzają to moje obserwacje historyczne jak i ostatnie doświadczenia na amerykańskiej giełdzie). Poza tym nie ma takich emocji bo wiemy że jak będzie większy spadek to to wykorzystamy na naszą korzyść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie jest to myślenie pokrewne mojemu - zakupy ryzykownych aktywów, np. funduszy akcyjnych jakichś rynków najchętniej wykonuję po dłuższych i głębszych spadkach związanych np. z jakimś wydarzeniem politycznym (np. ostatnio Rosja-Ukraina) lub makroekonomicznych (np. spowolnienie, recesja, kryzys, itp). Też nie stosuję żadnych stop lossów, bo uważam je za narzędzie z repertuaru traderów szukających regularnego zarobku na giełdach, a nie pasywnych, długoterminowych inwestorów szukających zwrotów w dłużym terminie zamian za podjęcie ryzyka. Też uważam, że mega ważnym aspektem całego procesu jest podział między instrumenty dłużne i akcyjne, który zmniejsza wahania wartości całej inwestycji i pozwala z większym spokojem spoglądać na szaleństwa rynków w okresie bessy czy kryzysu. Gdy kryzys minie, inwestor może sprzedaż ze znaczącym zyskiem to, co kupił bardzo tanio. Takie są moje doświadczenia i tak działam. Pozdrawiam, proszę wracać!

      Usuń

A co Ty sądzisz?