piątek, 14 marca 2014

6 mało znanych ryzyk związanych z polisami inwestycyjnymi




Polisy inwestycyjne są często sprzedawane jako programy regularnego oszczędzania lub inwestowania. Mają być konkurencją dla inwestowania bezpośrednio w fundusze inwestycyjne czy akcje, a przez niektórych pośredników prezentowane są jako bardziej ryzykowna alternatywa wobec depozytów bankowych.

Ostatnio dużo mówi się o wysokich kosztach ich obsługi, w tym opłatach likwidacyjnych, które zmniejszają szanse na atrakcyjne stopy zwrotu, a także skomplikowanej konstrukcji prawnej umowy ubezpieczenia na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym nieadekwatnej do potrzeb i umiejętności dużej grupy klientów. O swoje prawa coraz głośniej upominają się również klienci, którzy zostali wprowadzeni w błąd przez pośredników finansowych przy podpisywaniu umowy.

Moim zdaniem ważniejsze od krytyki skupionej na złych praktykach sprzedawców polis jest zrozumienie, dlaczego ten mechanizm inwestycyjny nie jest optymalny z punktu widzenia przeciętnego oszczędzającego. Kolejną cegiełkę chciałbym dołożyć w tej kwestii opisując sześć mniej widocznych na pierwszy rzut oka typów ryzyka, które ponoszą właściciele tego typu ubezpieczeń.

Co to jest ryzyko?

Ryzyko Skandia, Generali, Axa, Aviva, Aegon
W świecie inwestycji ryzyko jest najczęściej rozumiane jako możliwość poniesienia tymczasowej lub trwałej straty kapitału. Inną popularną miarą ryzyka jest zmienność.

Ale ryzyko można rozumieć też dużo bardziej ogólnie jako wszystko to, co oddala nas od osiągnięcia celu, jako wszelkiego rodzaju zagrożenie. To o tego typu ryzykach będzie ten tekst.

1. ryzyko braku ubezpieczenia

Jeśli ktoś jeszcze nie wie, to najwyższy czas zdać sobie sprawę, że „czyste” ubezpieczenie na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym (UFK), tzw. polisa inwestycyjna, nie ma żadnej funkcji ochronnej.

Po pierwsze przejawia się to brakiem gwarantowanej wartości polisy i sumy ubezpieczenia, które są uzależnione od wartości jednostek funduszy składających się na nasz rachunek. To jest właśnie istota polisy inwestycyjnej – wszystkie lub zdecydowana większość składek są inwestowane. Dla pewnej grupy klientów może to mieć swoje plusy, dla innych wzmaga niepewność.

Ale i tak ważniejsze jest coś innego. Typowa polisa inwestycyjna zapewnia wypłatę pełnej wartości polisy lub sumy ubezpieczenia tylko w dwóch przypadkach:

a) śmierci właściciela (świadczenia wędrują do osób uprawnionych)
b) dożycia daty końcowej polisy

A co jeśli w trakcie trwania ubezpieczenia na życie z UFK poważnie zachorujemy, stracimy pracę, niespodziewanie zwiększą nam się bieżące wydatki, zmniejszą dochody, itp.? Trudno wykluczyć, że przez kolejne kilka czy kilkanaście lat nie wydarzy się nic, co byłoby nie po naszej myśli. A właśnie na tak długie okresy zawierana jest część polis inwestycyjnych z regularną składką.

W takich sytuacjach ubezpieczyciel nie ma wobec nas żadnych obowiązków, a my wciąż mamy wobec ubezpieczyciela obowiązek uiszczania regularnej składki.

Możemy co prawda w każdym momencie zażądać całkowitego wykupu lub częściowego wykupu, co oznacza zwrot wpłaconych pieniędzy. Ale uwaga! Koszty takiej operacji wynoszą do 100% wpłaconej składki i nawet w dalszych latach trwania polisy są zaporowo wysokie (np. 20% wartości rachunku na 2-3 lata przed zakończeniem ubezpieczenia). Czyli to nie jest optymalne wyjście w trudnej sytuacji życiowej. Kto chciałby stracić 20-100% swoich oszczędności tylko dlatego, że przytrafił mu się wypadek, choroba czy utrata pracy?

Inna defensywna możliwość to zawieszenie opłacania regularnej składki. Działa to tak – towarzystwa pozwalają nie płacić składki zadeklarowanej w umowie przez 12 miesięcy, ale potem ten obowiązek wraca, a stracony rok trzeba odrobić. Jest to na pewno jakieś wyjście awaryjne, ale pewnie nie rozwiązuje każdego problemu.

Zresztą nie ma co tańczyć wokół tego aspektu polis inwestycyjnych. Porównajmy je ze zwykłym rejestrem w otwartym funduszu inwestycyjnym, rachunkiem oszczędnościowym czy rachunkiem maklerskim (także w opakowaniu IKE czy IKZE). Każdy pozwala na natychmiastowy dostęp do środków bez istotnych opłat karnych. Paradoksalnie więc korzystanie z nich daje zdecydowanie lepsze ubezpieczenie na wypadek trudnych sytuacji życiowych.

Jeśli ktoś jednak chce wykorzystać atuty polis inwestycyjnych (np. dostęp do olbrzymiej liczby funduszy w jednym miejscu, konwersje bez podatku Belki, możliwość ustalenia osób uposażonych z pominięciem ustawowego dziedziczenia, itp.), warto wziąć pod uwagę to dodatkowe ryzyko.

Być może podpisywanie umowy z regularną składką przez kilkanaście lat to nie jest najlepszy pomysł? Być może miesięczna składka nie powinna wynosić 1 tysiąc złotych tylko dlatego, że mamy właśnie dobry okres w życiu zawodowym? Być może polisa inwestycyjna powinna być nie pierwszym, ale drugim, trzecim lub czwartym narzędziem do oszczędzania, przy czym dostępność pieniędzy na tych innych narzędziach nie powinna być ograniczona.

2. ryzyko nadmiaru możliwości / aktywnego inwestowania

Od sprzedawców usłyszymy, że bezapelacyjną zaletą polis inwestycyjnych jest dostępność dziesiątek funduszy w jednym miejscu. Moim zdaniem to zaleta, ale warunkowa. Ten warunek to umiejętność skorzystania z ogromu możliwości.

Pomyślmy o tym. Czy bez doświadczenia lub ze znikomym doświadczeniem jesteśmy w stanie systematycznie wybierać najlepsze fundusze najlepszych towarzystw na najlepszych rynkach? Nawet (a może zwłaszcza) doświadczeni inwestorzy przyznają, że to bardzo trudne do osiągnięcia.

Rynki są niebywale dynamiczne, nieprzewidywalne, w jakiejś mierze przypadkowe. Nikt tego nie kontroluje, tak samo jak nikt nie kontroluje przyszłości. Towarzystwa funduszy inwestycyjnych przeżywają wzloty i upadki, składy zespołów inwestycyjnych się zmieniają, ludzie mimo najlepszych intencji popełniają kardynalne błędy.

Skąd się zatem bierze wiara, że będziemy w stanie opanować tę masę zmiennych i wydestylować z nich trafne decyzje inwestycyjne? Moim zdaniem z nadmiernego optymizmu i naiwności typowej dla początkujących uczestników rynku, którzy przyjmują podejście zabarwione hazardem.

Sytuacja zmienia się odrobinę, jeśli dysponujemy jakimś strategicznym podejściem do swojej inwestycji. Powinna ona uwzględniać nasze indywidualne okoliczności (wiek, horyzont inwestycyjny, zdolność do tolerowania tymczasowych obsunięć kapitału) oraz okoliczności rynkowe (sentyment na rynku, wyceny spółek, rentowność obligacji, etap cyklu gospodarczego, itp.). W żadnym wypadku nie usuwa to jednak ryzyka inwestycyjnego, tylko zmniejsza przypadkowość lokowania środków.

W każdym razie to, że na polisach inwestycyjnych można inwestować w kilkanaście klas aktywów, a w niektóre z nich przez kilka-kilkanaście różnych funduszy, może być dla niektórych właścicieli elementem ryzyka. Bo niby na jakiej podstawie będą przesiewać te masy informacji?

„Z pomocą” przychodzą firmy oferujące płatne algorytmy, strategie, systemy, opiekę czy inne wynalazki wspomagające decyzje inwestycyjne. W zamian za kilkaset złotych rocznie wskażą „najlepsze fundusze” i pomogą „pomnożyć oszczędności”. Jeśli ktoś mi coś takiego proponuje, odwracam się o 180 stopni i idę w drugą stronę.

Z inwestowania nie da się usunąć ryzyka, nikt nie zna przyszłości, decyzje należy podejmować na własną odpowiedzialność, a uzależnianie się od płatnych porad, których sensu nie rozumiemy, ma na dłuższą metę opłakane skutki i nie rozwija nas jako inwestorów.

3. ryzyko inwestowania pod presją

Nie bez znaczenia jest też to, że konstrukcja polis inwestycyjnych wytwarza na ich właścicielach pewną presję. Godzą się oni inwestować regularnie przez kilkanaście lat przy znaczących stałych obciążeniach kosztami. I co z tego?

Po pierwsze – nieubłagane opłaty oznaczają, że każdy, kto liczy na stopę zwrotu choćby zbliżoną do zwykłej lokaty bankowej czy rachunku oszczędnościowego, będzie musiał wystawiać swoje oszczędności na ryzyko, czy mu się to podoba, czy nie. Nie da się osiągnąć zwrotów rzędu 3-5% rocznie w funduszach niskiego ryzyka (np. pieniężnych, obligacji skarbowych), jeśli ich jednostki obarczone są dodatkowymi opłatami rzędu 2-5% aktywów rocznie. Tutaj cały artykuł.

Po drugie – wieloletnia obecność na rynku oznacza, że osoby bez doświadczenia i bez strategicznego podejścia do inwestycji będą narażeni na własną frustrację oraz błędy inwestycyjne. Nie da się inwestować bez okresów obsunięcia kapitału, załamań rynku, niższych zwrotów czy całkowitej stagnacji.

Czy właściciele polis są do tego przygotowani? Dobrze by było, bo przez kilka lub kilkanaście lat będą musieli regularnie podejmować decyzje odnośnie swoich kolejnych oszczędności napływających na rynek.

Po trzecie – będą również pod presją negatywnych informacji o polisach inwestycyjnych, co może wzmagać ich gotowość do rezygnowania z nich przed czasem, porzucania, itp., mimo że niekoniecznie jest to w ich interesie w każdym momencie.

4. ryzyko zmian prawnych

Przeczytałem i zrecenzowałem ostatnio książkę Magdaleny Szczepańskiej „Ubezpieczenia na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym”, która prześwietla konstrukcję prawną polis inwestycyjnych. Są to dość dowolne hybrydy umowy ubezpieczenia i rozwiązań inwestycyjnych, które – nie tylko zdaniem autorki książki – wymagają nowych, precyzyjniejszych regulacji.

Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumenta dodał kilka zapisów (np. dotyczących opłat likwidacyjnych) z umów różnych ubezpieczycieli do listy klauzul niedozwolonych. Grupa klientów zrzeszona w stowarzyszeniu Przywiązani do Polisy wnosi pozwy sądowe przeciwko towarzystwom. Polska Izba Ubezpieczeń i Komisja Nadzoru Finansowego rozpatrują skargi klientów, czują się oszukani praktykami sprzedażowymi. Sama branża od dawna dyskutuje o niebanalnych problemach związanych z tymi umowami.

Czyli klienci podpisują lub podpisali tak naprawdę słabo uregulowaną, kontrowersyjną umowę, której wiele aspektów może się w przyszłości zmienić w nieprzewidywalny sposób. Firmy je oferujące mają przed sobą perspektywę sporu sądowego z niezadowolonymi klientami, którzy będą żądać zwrotu składek, a być może odszkodowań.

Nie oceniając w ogóle, co z tego zamieszania wyniknie, jest jednak pewne zagrożenie, że odbije się ono bezpośrednio lub pośrednio na właścicielach polis.

5. ryzyko skomplikowanej umowy

Inne trochę ukryte ryzyko bierze się stąd, że inwestycja w formie umowy ubezpieczenia na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym to skomplikowany stosunek prawny. Umowa, ogólne warunki ubezpieczenia i regulamin inwestowania szczegółowo regulują cały szereg kwestii i czynności, które mogą pojawić się w trakcie trwania polisy.

Część z nich możemy znać z innych instrumentów finansowych (np. kwestia dostępu do pieniędzy), część jest specyficzna dla polis inwestycyjnych.

Każda czynność jest bardzo mocno sformalizowana. W jaki sposób i kiedy można zawiesić opłacanie składek ubezpieczeniowych? Czy i kiedy można przekształcić umowę w bezskładkową? Jak to zrobić? Jak uzyskać świadczenie z tytułu dożycia? Jak uzyskać świadczenie z tytułu śmierci właściciela polisy? Za jakie czynności są dodatkowe opłaty?

Polisa inwestycyjna to złożona i pełna mało przyjaznych procedur forma gromadzenia oszczędności. Łatwo coś przeoczyć, coś pomylić, coś przekręcić, czegoś nie dopatrzyć. Jeśli ktoś nie czuje się dobrze z tego typu piętrową biurokracją, taka skomplikowana konstrukcja to obciążenie i ryzyko samo w sobie.

6. ryzyko bankructwa ubezpieczyciela

Warto wiedzieć, że nasze składki ubezpieczeniowe nie są przez cały okres ubezpieczenia naszą własnością. Jednostki ubezpieczeniowych funduszy kapitałowych są własnością ubezpieczyciela i stanowią jego aktywa. W razie jego bankructwa wchodzą w skład masy upadłościowej.

Inaczej rozwiązana jest kwestia własności jednostek otwartych funduszy inwestycyjnych. Nie stanowią one własności towarzystwa funduszy inwestycyjnych i nie wchodzą w skład masy upadłościowej w razie jego bankructwa.

W tym miejscu trzeba dodać, że towarzystwa ubezpieczeniowe to jedne z najmocniej regulowanych firm w gospodarce, o rygorystycznych wymogach kapitałowych, które zwiększają ich stabilność. Ich bankructwa są wyjątkowo rzadkie, więc to zagrożenie można uznać za mało prawdopodobne.

Poza tym nie kierowałbym się tylko suchymi przepisami prawa. Towarzystwa funduszy inwestycyjnych nie raz pokazały już, że są w stanie stracić pieniądze klientów, nawet w funduszach traktowanych jako pieniężne (np. Idea TFI przemianowane niedawno na Inventum TFI, Copernicus TFI, DWS TFI) bez wielkich konsekwencji.

Z kolei towarzystwa ubezpieczeniowe pokazały w przeszłości, że potrafią zadbać o interesy swoich klientów, jeśli towarzystwa funduszy inwestycyjnych nie wywiązują się ze swoich zobowiązań. Skandia czy Axa dokonały konwersji jednostek z chwiejącego się funduszu Idea Premium po cenach sprzed dramatycznych spadków, czego nie mógłby dokonać na własną rękę żaden inwestor indywidualny.

Podsumowanie

Każda forma inwestycji ma swoje ryzyka, więc ten tekst nie jest atakiem na polisy inwestycyjne. Mógłbym bez problemu stworzyć podobny artykuł o ukrytych ryzykach utrzymywania swoich wszystkich oszczędności w bankach, w obligacjach korporacyjnych czy w akcjach polskich spółek.

Ale prawda jest taka, że ubezpieczenia na życie z UFK to bardzo specyficzne narzędzie do gromadzenia kapitału – kosztowne, skomplikowane, rygorystyczne, nieelastyczne, obarczone ryzykiem inwestycyjnym i szeregiem innych. Z tego powodu moim zdaniem nie nadaje się jako pierwszy czy domyślny sposób oszczędzania i inwestowania.

Ale jeśli ktoś rozumie negatywne konsekwencje zawierania tego typu umów, ma pomysł jak ograniczyć zagrożenia z nich płynące i plan, jak wykorzystać możliwości, prowadzenie polisy inwestycyjnej może mieć dla niego pewien sens.



18 komentarzy:

  1. Dodałbym jeszcze ryzyko straty z powodu zmiany trendu. W niektórych tego typu produktach, czas pomiędzy zleceniem a realizacją zakupu/sprzedaży/konwersji jednostek wynosi nawet 5-7 dni roboczych! W tym czasie w dzisiejszym świecie może wydarzyć się wszystko. Operując na jednostkach funduszy inwestycyjnych bezpośrednio na platformie danego TFI, czy też np. w supermarkecie mbanku wiadomo, że transakcja będzie zrealizowana następnego dnia. To jest zaleta nie do przecenienia!

    z17 (z17@gazeta.pl)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Przesunięcie w realizacji zleceń zazwyczaj jest na polisach większe niż w TFI, co zwiększa "bezwłasność" naszej inwestycji. U mnie realizacja następuje po wycenach na dwa dni po złożeniu zlecenia http://www.mojaprzyszlaemerytura.pl/2014/03/operacje-na-polisach-inwestycyjnych.html. Pozdrawiam, proszę wracać!

      Usuń
  2. Dużo kwestii, o których się nie mówi. Ludzie są chyba coraz bardziej świadomi tego typu produktów, ale o zagrożeniach trzeba wciąż powtarzać, żeby decyzje były podejmowane świadomie. Dzięki za artykuł :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj Michale ...
    Dobrze że starasz się zachować obiektywizm w przytaczanych faktach . Choć czasem idzie ci to trudno . Należy Pamiętać iż Każdy Produkt ma swoje wady ii zalety . Każdy jest dedykowany jakby do innego klienta . To trochę tak jakby porównywać samochody klasy miejskiej z klasą premium . Niby to samochód i to samochód . Ale nie da się tak aby samochód który waży 1800 kg spalał mnie paliwa jak autko o wadze połowę mniejszej . Porównywanie zatem produktów UFK z lokatą bankową to wydaje sie być takim błędem . Ktoś kto szuka krótkiej i 100% pewności zainwestowania . Nie może zawierać umów które takie nie są . Ktoś kto chce tanio jeździć... nie może kupować używanej limuzyny bo może spotkać go przykra niespodzianka przy pierwszej awarii . Uważam że wszystkie produkty na naszym rynku są potrzebne. Problem jest w tym aby ludzie je właściwie dobierali do włąsnych potrzeb . Tu wyłania się bardzo ważna rola rzetelnych uczciwych i niezależnych doradców finansowych . Nie sprzedawców , ale doradców . Takim doradcą dla wielu czytających jesteś ty Michale, a to zobowiązuje :) Podobało mi się u Ciebie i chyba się zapisze na listę stałych czytelników ... :) Na koniec dodam od siebie iż wydaje mi się iż towarzystwa ubezpieczeniowe tak są skonstruowane, poprzez obowiązek reasekuracji iż nieeemożliwe jest ich bankructwo.
    Pozdrawiam Paweł

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam, dzięki za dobre słowo. Nie zgodzę się do końca z niewłaściwością porównywania lokat bankowych z produktami inwestycyjnymi. Otóż dokładnie w ten sposób działa wielu klientów - ich domyślnym sposobem oszczędzania jest lokata lub rachunek oszczędnościowy, więc trzeba się do tego jakoś odnieść. Zresztą - dlaczego ja nie mogę porównywać polisy inwestycyjnej do lokaty skoro robią to nagminnie towarzystwa ubezpieczeniowe w reklamach oraz sprzedawcy podczas rozmów z klientami? Nie piszę, że jedno jest dobre a drugie złe, tylko pokazuję konkretny aspekt tego porównania, np. dostępność pieniędzy, ryzyko inwestycyjne, konsekwencje podatkowe, itp. Mam zamiar robić to dalej, tym bardziej że wiele osób utrzymuje te same środki na lokatach, często odnawianych co kwartał, pół roku czy rok, przez wiele lat, więc w rzeczywistości to nie jest rozwiązanie tylko krótkoterminowe.

      Unikałbym efektownych porównań produktów finansowych do samochodów różnej klasy - to są jakieś bałamutne zabiegi, które odwracają uwagę od konkretów. Zresztą jaki problem je porównywać? Nie widzę powodu, żeby zakazać porównań Forda Focusa z jakimś wypasionym SUVem. W rzeczywistości właśnie tego może potrzebować wielu klientów - dobrania dla nich klasy samochodu i odrzucenia rozwiązań nieadekwatnych do ich potrzeb, za drogich w utrzymaniu, ale narzucających się w reklamach czy rozmowie ze sprzedawcą, itp. Tyle że w produktach "realnych" od razu widać cenę, gabaryty, koszty ubezpieczenia, utrzymania, itp, więc klient, którego stać tylko na małe auto, nie rzuci się na coś wielokrotnie ponad jego siły.

      Dlatego moim zdaniem NALEŻY rzetelnie zestawiać wszystkie produkty finansowe, nawet tak egzotyczne jak lokata na 3 miesiące i polisa inwestycyjna.

      Co do "niemożliwości" bankructwa towarzystw ubezpieczeniowych, trzymam kciuki, żeby ta opinia się ziściła, bo przecież sam gromadzę w jednej z tych instytucji kapitał, ale ja zamiast słowa niemożliwy wolę jednak zastosować określenie mało prawdopodobny (które zresztą było od początku w tekście).

      Jeśli chodzi o status doradcy, to zawsze podkreślam i będę podkreślał, że mogę doradzić tylko jedną rzecz - każdy odpowiada za własne decyzje, dlatego najlepiej podejmować je niezależnie, po analizie swoich potrzeb i możliwości.

      Usuń
  4. Michał,

    Kawał naprawdę dobrego artykułu. Analizowałem wiele produktów w formie polisy inwestycyjnej i moja opinia o nich brzmi: są zbyt drogie. Ile by nie wymieniać ich zalet i szukać obrazowych porównań do luksusowych samochodów: moim zdaniem są zbyt drogie.
    Każdy, kto potrafi posługiwać się kalkulatorem finansowym, wie jak bardzo trudno jest odpracować w inwestycjach wysokie opłaty. Dlatego zwykła terminówka (=ochrona) + czyste fundusze inwestycyjne są moim zdaniem rozwiązaniem bardziej efektywnym. Tylko czy bez obowiązku regularnego opłacania składek inwestycyjnych ludzie znajdą w sobie dyscyplinę, aby samodzielnie oszczędzać? Doświadczenie podpowiada mi, że będzie o to baaardzo trudno...Kto wie, może ktoś wprowadzi na rynek tanią polisę inwestycyjną? To mógłby być hit.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marcin, polisy inwestycyjne są z pewnością bardzo dobre dla 2 rodzajów klientów. 1. dla takich, którzy nie potrafią oszczędzać jakiejkolwiek kwoty miesięcznie. 2. dla takich, którzy wykorzystają i docenią możliwości inwestycyjne. Nie zapominaj, że podatek Belki przy inwestowaniu w różne TFI płaci się od zysku w jednym FI, nawet jeśli w innym poniesiemy stratę.
      Jeśli ktoś chce mieć zdywersyfikowaną inwestycję w funduszach polskich i zagranicznych i dokonywać konwersji - to dobra polisa inwestycyjna jest z pewnością tańsza niż korzystanie z funduszy polskich i zagranicznych.
      pozdr Jarek

      Usuń
    2. Panie Michale, podchodząc z szacunkiem do całego artykułu chciałbym jednak wypunktować nielogiczności i subiektywne spojrzenie.
      1. opłaty likwidacyjne nie "zmniejszają szanse na atrakcyjne stopy zwrotu" - te opłaty są kosztem za zerwanie umowy.
      2. wymienia Pan 6 ryzyk w tym 1. ryzyko braku ubezpieczenia - przepraszam, ale pudło. Polisa inwestycyjna NIE JEST klasycznym ubezpieczeniem, więc ryzyko braku ubezpieczenia jej nie dotyczy. Oczywiście dla części klientów ubezpieczenie na życie jest potrzebne, ale to zupełnie inna sprawa niż polisa inwestycyjna. Nie można mówić, że wadą jabłka jest, że nie jest marchewką.
      3. trzeci zarzut "ryzyko inwestowania pod presją" dotyczy każdego inwestowania, a nie polis inwestycyjnych. Jako zarzut tylko wobec polis jest moim zdaniem chybiony. Każde inwestowanie jest związane z ryzykiem.
      4 ryzyko zmian prawnych - jako laik określiłbym jednak bardziej jako ryzyko nieprecyzyjności zapisów. Zapisy polisy i OWU są obowiązujące obie strony i nie tak łatwo je zmienić na niekorzyść klientów, ale ryzyko interpretacji z pewnością jest.
      5. ryzyko skomplikowanej umowy - nie do końca się zgadzam, że jest to zarzut do polis inwestycyjnych. Wszystkie umowy ubezpieczenia mają OWU i w olbrzymiej większości są one skomplikowane. Proszę jednak zwrócić uwagę, że szczegółowe uregulowanie wielu kwestii jest na korzyść (!) klientów. Wiedzą czego można się spodziewać i mają prawo odwołać się do precyzyjnych zapisów. To chyba dobrze a nie źle?? No i przy innych tego typu umowach wcale nie jest lepiej. Więc nie polisy inwestycyjne są winne.
      6. ryzyko bankructwa ubezpieczyciela - sam Pan odpowiedział sobie 2 akapity niżej - że jest bardzo mało prawdopodobne.
      Moje podsumowanie:
      Każdy powinien zdecydować, czy chce oszczędzać własne środki, czy inwestować. Polisy inwestycyjne to specyficzny produkt, który odpowiada na podstawowy problem polskiego społeczeństwa - nie odkłada on i nie inwestuje pieniędzy w swoją przyszłość. Nie da się porównywać polisy inwestycyjnej do lokaty bankowej (nie inwestowania). Może bardziej powinien Pan porównać ją do klasycznego ubezpieczenia na życie z UFK ( trzema czy pięcioma). Co do przymiotników, którymi opisał Pan PI:
      kosztowne - zależy który produkt, i jak dobrze policzyć to niekoniecznie
      skomplikowane - czy jakiekolwiek inwestowanie nie jest skomplikowane? trzeba podejmować decyzje, które wiążą się z ryzykiem. można popełniać błędy itd. Ale to nie jest specyfika tylko polis inwestycyjnych
      nieelastyczne - nieprawda! są bardzo elastyczne, ale oczywiście są umową, w której godzimy się na pewne ograniczenia, albo raczej mamy prawa i obowiązki, jak w każdej umowie (!)
      obarczone ryzykiem inwestycyjnym - JAK WSZYSTKIE INWESTYCJE. Jabłko jest jabłkiem - nie jest to jego wada tylko cecha.
      Rozumie Pan z pewnością, że nie zgadzam się z Pana konkluzją.
      Dla większości są jednym skutecznym sposobem odłożenia pieniędzy i szansą ( a nie pewnością na zyski). Znam sporo przypadków polis inwestycyjnych u osób, które przez 10 lat mają 10-15% mniej niż wpłacili, ale jednocześnie są to ich jedyne oszczędności.
      Niestety dodać trzeba, że w bardzo wielu wypadkach właściciel polis w żaden sposób nie dbają o własne pieniądze - lekceważą polisy inwestycyjne i czekają na mannę z nieba, czy też czarodziejską szkatułkę, która rozmnoży ich pieniądze.
      Z pozostałymi Pana opiniami w pełni się zgadzam.
      Z pełnym szacunkiem za dogłębny artykuł. pozdrawiam Jarek Lipke

      Usuń
    3. Dzięki za komentarz. Czy rzeczywiście jest to dobra propozycja dla osób "które nie potrafią oszczędzać jakiejkolwiek kwoty miesięcznie"? Dla mnie nie jest to wcale takie oczywiste.

      Oczywiście zaletą ma być w ich przypadku restrykcyjna i długoterminowa umowa z wysokimi opłatami likwidacyjnymi, która działa jak "bat". Być może jestem zbyt agresywny, ale nie kupuję tego argumentu. Jeśli ktoś nie potrafi oszczędzić jakiejkolwiek kwoty miesięcznie, nie powinien zaczynać od drogiego i skomplikowanego rozwiązania. Jeśli nigdy nie oszczędzał ani nie inwestował, jest bardzo małe prawdopodobieństwo, że będzie w stanie wykorzystać możliwości inwestycyjne polisy. Jeśli nie do końca zrozumiał ograniczenia i konsekwencje polisy inwestycyjnej w momencie podpisywania umowy, będzie pod olbrzymią presją psychologiczną, gdy zobaczy straty na swoim koncie lub porówna jej koszty choćby ze zwykłym kontem oszczędnościowym. Dlatego w mojej wersji wydarzeń, polis inwestycyjne kompletnie nie nadają się dla osób, które nie potrafią oszczędzać jakiejkolwiek kwoty miesięcznie. One potrzebuję czegoś zupełnie innego - w pierwszej kolejności (bezpłatnej) reflekcji nad swoimi zachowaniami finansowymi.

      Czy polisy inwestycyjne są "dla tych, którzy wykorzystują i docenią możliwości inwestycyjne". Z tym się muszę w jakiejś mierze zgodzić, z tym że:
      a) wysokie koszty utrzymiania ubezpieczenia na życie będą zmniejszać prawdopodobieństwo osiągnięcia wysokiej stopy zwrotu nawet wśród doświadczonych inwestorów,
      b) podobne korzyści można osiągnąć lokując środki w kilka funduszy parasolowych oferujących subfundusze oparte o różne klasy aktywów, w tym akcje i obligacje zagraniczne, i dokonując wyłącznie operacji zamiany wewnątrz parasoli, a nigdy konwersji pomiędzy subfunduszami różnych parasoli.

      Pozdrawiam, proszę wracać.

      Usuń
    4. Marcin - dzięki za komentarz profesjonalisty. Jeśli chodzi o koszty, jestem tego samego zdania. Chociaż nie przeceniałbym zdolności do oceny wpływu kosztów utrarzymania polisy na wartość inwestycji nawet wśród ludzi wykształconych i rozumiejących finanse. Struktura opłat jest wyjątkowo zawiła, a uwaga klientów nie jest zazwyczaj kierowana na tą kwestię. Z mojego doświadczenia wynika, że temat jest banalizowany. Obstawiam, że wielu pośredników i doradców nie do końca zdaje sobie sprawę z wpływu kosztów tych produktów na rachunek klienta przez kilkanaście czy kilkadziesiąt lat - ich uwaga jest z kolei skoncentrowana na najważniejszej inwestycji z ich punktu widzenia, czyli prowizji za sprzedaż.

      Polecam wcześniejszy wpis na ten temat http://www.mojaprzyszlaemerytura.pl/2014/02/polisy-inwestycyjne-stopy-zwrotu.html

      Co do aspektu behawioralnego, czyli czy klient odłożyłby cokolwiek nie posiadając tak restrykcyjnej polisy przymuszającej go do regularnych składek, jestem zdania, że ta rzeczywista słabość ludzi do konsumowania zamiast oszczędzania może być przełamana na wiele tańszych, rozsądniejszych i bardziej satysfakcjonujących dla klienta sposobów, bez narzucania mu wielu niekorzystnych z jego punktu widzenia rygorów i ryzyk.

      Pozdrawiam i gratuluję wybitnego bloga o finansach osobistych!

      Usuń
    5. @ Jarek Lipke

      Dzięki za konstruktywną polemikę.

      Ad1. Pełne zdanie brzmi " wysokich kosztach ich obsługi, w tym opłatach likwidacyjnych, które zmniejszają szanse na atrakcyjne stopy zwrotu", a określenie wysokie koszty obsługi prowadzą do tekstu o wpływie opłat zadministracyjnych i za zarządzanie na stopę zwrotu. Ten tekst jest częścią całego cyklu z mojego punktu widzenia, a w tym kontekście trudno mi zarzucić niezrozumienie istoty opłat za utrzymanie czy likwidację polisy.

      Ad2. Gdyby polisa inwestycyjna nie była ubezpieczeniem, towarzystwa ubezpieczeń nie mogłyby jej oferować. To jest umowa ubezpieczenia, o czym pisałem w poprzednim artykule, a dodatkowe ryzyko - w stosunku np. do inwestycji w funduszu parasolowym - związane z bezwzględnym obowiązkiem opłacania składki jest faktem.

      Ad3. pełna zgoda, że inwestowanie wiążę się z ryzykiem. Wydaje mi się jednak, że opisałem w szczegółach, na czym polega SPECYFICZNA presja na polisach inwestycyjnych - dodatkowe koszty, przymus obecności na rynku przez kilkanaście-kilkadziesiąt lat, fatalny klimat wokół tych produktów

      Ad4. Może być ryzyko nieprecyzyjności zapisów. Fakt pozostaje faktem - ta konstrukcja jest kontrowersyjna i być może będzie dodatkowo regulowana. Miejmy nadzieję, że żadne negatywne konsekwencje nie dotkną obecnych klientów towarzystw, którzy chcą się wywiązywać ze swoich zobowiązań.

      Ad5. Zgoda - wszystkie narzędzia finansowe mają pewien poziom skomplikowania, pewnie dla wielu osób już konto osobiste czy oszczędnościowe sprawia kłopoty. Ale wielowarstwowa konstrukcja polisy inwestycyjnej jest faktem, podobnie jak specyficzny stosunek prawny między klientem a ubezpieczycielem, który jest banalizowany w momencie sprzedaży tych polis.

      Jaki jest problem z porównaniem lokaty bankowej z polisą inwestycyjną? Moim zdaniem żadnego. Nalezy to tylko zrobić rzetelnie.

      Myślę, że nie docenia Pan roli opłat stałych od aktywów przy długoterminowych inwestycjach. Jest to bardzo powszechna przypadłość w naszym kraju, a temat jest banalizowany. Proszę rzucić okiem na ten artykuł: http://www.mojaprzyszlaemerytura.pl/2014/02/polisy-inwestycyjne-stopy-zwrotu.html.

      Myślę również, że przecenia Pan możliwości przeciętnego inwestora do wykorzystywania różnych funduszy inwestycyjnych. To kolejny mit rozpowszechniony w naszym kraju, który opiera się na aktywnej spekulacji, magicznych systemach i olbrzymiej roli doradców, zarządzających, itp. W rzeczywistości w długim terminie największy wpływ na wyniki inwestycyjne mają koszty (w tym obciążenia podatkowe).

      Nigdy nie uznam za osiągnięcie godne pochwały stracenie 10-15% kapitału przez 10 czy 20 lat regularnego oszczędzania. Rozumiem argument, że to lepsze niż nie oszczędzenie żadnych środków. Do tezy, że właśnie dlatego przeciętny oszczędzający potrzebuje polisy inwestycyjnej odniosłem się w poprzednim komentarzu. Otóż potrzebuje on czegoś zupełnie innego - spojrzenia poza narrację narzuconą przez branżę finansową ("potrzebujesz naszych kosztownych produktów, bo inaczej sobie nie poradzisz") i lepszego obrazu wszystkich możliwości na rynkach.

      Dzięki za wyczerpujący komentarz i zachęcam do przejrzenia kilku poprzednich artykułów. Jestem ciekawy Pana reakcji na niektóre z opinii w nich zawartych.

      Usuń
    6. @ Michał Sadowski
      Ja również dziękuję. Tak naprawdę mamy bardzo podobne opinie co do pewnych zagrożeń. Patrzymy jednak z różnych miejsc i stąd różnice. Możliwe, że obaj przeceniamy przeciętnego inwestora - z pewnością nie myśli on o przyszłości i budowaniu kapitału. Ta część która już pomyśli nie bardzo wie jak to zrobić i nie jest gotowa poświęcić trochę czasu aby się tego nauczyć. Do tego dochodzi sytuacja, że codzienność wygrywa z potrzebą opieki nad inwestycją. Tak więc jak człowiek nie jest do czegoś zmuszony, to na ogół tego nie robi. Stąd korzystanie z polisy może być korzystne.
      Mam też argument na drugą stronę - jest bardzo wiele polis (szczególnie przy niższych składkach, ale nie tylko), gdzie poziom opłat powoduje, że ew. zysk jest czysto teoretyczny.
      Ale znowu dla ludzi, którzy sami nic nie zrobią - jak ktoś ich skłoni do zakupu polisy, nawet jak nie będzie wielkiego zysku (albo nawet strata) - to często są to jedyne odłożone pieniądze.
      Oczywiście jest wiele negatywnych opinii na temat polis, wiele osób narzeka, że straciło - ale jak ich zapytać co robili z taką polisą - to często okazuje się, że sprawdzali stan portfela rok temu albo jeszcze wcześniej. I oni głośno mówią, że polisy nie działają.
      Polisa nie jest instrumentem idealnym, ale takich nie ma. Jak rozumie zalety i słabości to warto z niego korzystać.

      Polemizowałbym ze stwierdzeniem, że w długim terminie największy wpływ na wyniki inwestycyjne mają koszty. Podałbym kilka innych równie ważnych przyczyn - dobór produktu, reagowanie na sytuację rynkową lub nie i in.
      Nie uznałbym więc polisy za samo zło, wciskanej przez nieuczciwych doradców i żarłoczne instytucje finansowe. I dlatego protestuję przeciwko takiemu jednostronnemu stawianiu sprawy.
      Jak ktoś nie będzie dbał o własne pieniądze, to cokolwiek wybierze to raczej straci.
      Jak ktoś nie wie do czego dąży, jaki cel chce osiągnąć i nie jest gotów wiele zrobić aby to osiągnąć to najlepszy produkt mu nie pomoże.
      Dobra polisa, dobra lokata jest warta polecenia, droga polisa, zła lokata jest warta krytyki.
      Na artykuł o stopach zwrotu na polisach odpowiem oddzielnie - tu tylko jedna uwaga. jest on napisany przez zwolennika inwestycji bezpośrednio na giełdzie. Nie uwzględnia Pan podstawowej różnicy - inwestowanie w pojedyncze spółki (nawet duże) jest obarczone dużo większym ryzykiem, niż inwestowanie poprzez FI, nawet z opłatami na polisach. Teraz bardziej rozumiem Pana stanowisko (jako zwolennika inwestowania na giełdzie) - z tego punktu widzenia to polisa rzeczywiście nie jest dobrym rozwiązaniem, ale należy Pan do elity znającej się na rzeczy i chcącej inwestować na giełdzie. Dla pozostałych dobra polisa może być całkiem niezłym rozwiązaniem.
      pozdrawiam Jarek Lipke

      Usuń
    7. Dzięki za kolejny komentarz. Rzeczywiście jestem zwolennikiem akumulowania aktywów bezpośrednio na giełdach, ale osobiście stawiam na fundusze ETF, a nie akcje poszczególnych spółek - nie dysponuję umiejętnościami doboru konkretnych parpierów wartościowych do portfela. Nie mam też nic przeciwko tradycyjnym TFI, szczególnie z usystematyzowanym podejściem do swoich decyzji inwestycyjnych.

      Usuń
  5. proszę mi powiedzieć jak to jest możliwe że po 2 latach wpłacania składki w sumie 16000 zł według ubezpieczyciela zostało 5300 zł. A jedynym tłumaczeniem ubezpieczyciela w którego dostałem tą polise jest że wysokość Wartości rachunku udziałów wiąże się z notowaniami Funduszu UFK OPEN LIFE GP7, który według wyceny z dnia 28-02-2014 r. wynosił 79,95 zł, natomiast w momencie przystąpienia do umowy ubezpieczenia wynosił 250 zł. Reasumując strata ponad 10000 zł. Te produkty nie maja szans zarobić a tylko oszukać klienta!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzięki za komentarz. Sprawdziłem na analizy.pl notowania tego funduszu kapitałowego - rzeczywiście stracił prawie 70% wartości i cena jednostki spadła z 250zł w lutym 2012 do niecałych 80zł dzisiaj. Nie potrafię ocenić, czy ten wynik może się odwrócić, ponieważ nie rozumiem, w co inwestuje pieniądze ten fundusz i skąd się wzięły takie spadki. W informacjach widzę jednak, że w fundusz wbudowana jest ochrona kapitału na koniec inwestycji - proszę upewnić się u osoby, która tą inwestycję Panu/Pani sprzedała. Przykro mi, że jej wartość jest w tej chwili niższa niż ponad dwa lata temu. Proszę wyciągnąć z tego nauczkę!

    OdpowiedzUsuń
  7. Do Autora:
    > "„Z pomocą” przychodzą firmy oferujące płatne algorytmy, strategie, systemy, opiekę czy inne wynalazki wspomagające decyzje inwestycyjne. W zamian za kilkaset złotych rocznie wskażą „najlepsze fundusze” i pomogą „pomnożyć oszczędności”. Jeśli ktoś mi coś takiego proponuje, odwracam się o 180 stopni i idę w drugą stronę."

    Zbadałem wczoraj wyniki jednej z takich firm dla funduszu PZU Subfundusz Akcji Krakowiak.
    Nie będę podawał nazwy tej firmy, by nie wygladało to jak reklama.
    Badanie od listopada 1999 do października 2014. Zatem przedział 15 lat.
    Zakup jednostki PZU Subfundusz Akcji Krakowiak w 1999 roku i trzymany 15 lat przyniósł 100,50% zysku - czyli podwojenie kapitału.
    Firma stosuje 2 metody, czyli zaleca sprzedawać jednostki i kupować w odpowiednich momentach.
    Przy jednej z nich zysk po 15-tu latach wyniósł 134 %; średnio rocznie około 8,9 % przez 15 lat.
    Przy drugiej metodzie 259,30% ; średnio rocznie około 17,3 % przez 15 lat.
    Bez tych systemów średnio rocznie było 6,7% przez 15 lat.

    Przy okazji, gdzie mozna znaleźć informacje o codziennej liczbie zakupów, umorzeń i konwersji jednostek?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękne liczby - nie zmieniają w niczym mojej negatywnej opinii o wszystkich tego typu przedsięwzięciach.

      Co to znaczy "codzienna liczba zakupów, umorzeń i konwersji jednostek"?

      Pozdrawiam,
      Michał Sadowski

      Usuń

A co Ty sądzisz?