niedziela, 9 marca 2014

[szerszy obraz] Recenzja książki „Ubezpieczenie na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym” Magdaleny Szczepańskiej




Proponuję, żeby każdy, kto podpisuje umowę o ubezpieczenie na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym, musiał najpierw zdać egzamin z treści książki Magdaleny Szczepańskiej. Efektem byłby skokowy spadek liczby nowych polis inwestycyjnych. Dlaczego?

Część w ogóle by przez nią nie przebrnęła – to ciężki, naukowy tom z mnóstwem prawniczego żargonu, który jest jednak niezbędny, żeby obiektywnie opisać to zjawisko. A ci, którzy by ją przeczytali i zrozumieli, byliby prawdopodobnie w większości totalnie zniechęceni konstrukcją tego rozwiązania finansowego.

Póki co w kwestii tworzenia i marketingu polis inwestycyjnych jest bardzo dużo swobody, a zakłady ubezpieczeń wraz z pośrednikami sprzedali do tej pory ok. 5 milionów takich umów. Jest ich ponad pięć razy więcej niż indywidualnych kont emerytalnych (ok. 800 tysięcy), które mogą służyć podobnym celom, są mniej kosztowne, mniej restrykcyjne, bardziej elastyczne i (w obecnej formie) korzystniejsze z punktu widzenia podatków. Jeszcze mniej jest indywidualnych kont zabezpieczenia emerytalnego.

Z tego, co wiem, książka „Ubezpieczenie na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym” Magdaleny Szczepańskiej jest lekturą obowiązkową na niektórych uczelniach ekonomicznych. Czy powinna mieć podobny status również dla osób poszukujących optymalnych narzędzi do gromadzenia długoterminowych oszczędności?


Ten artykuł to kolejna część niekończącego się cyklu [szerszy obraz].

Przyglądam się w nim spojrzeniu na świat i przekonaniom wpływowych ekonomistów, badaczy rynków, inwestorów, naukowców, myślicieli i praktyków. Nie szukam i nie promuję jednej prawdy objawionej. Uważam, że warto znać i czerpać z różnych sposobów myślenia o rzeczywistości wokół nas.

W tym, co czytam, oglądam i słucham, wyszukuję przydatne pojęcia i narzędzia, dzięki którym można sprawniej i świadomiej podejmować decyzje. Najbardziej interesują mnie względnie trwałe mechanizmy. Najmniej – bieżący szum informacyjny. Mam pragmatyczne podejście do wiedzy. Chcę wiedzieć, jak coś działa, dlaczego i co z tego dla mnie wynika.

We wcześniejszych artykułach przybliżyłem, jak widzą rzeczywistość ekonomiczną, w której przyszło nam żyć, między innymi Ray Dalio, John Bogle, William Bernstein, Nassim Taleb, Robert Shiller, Niall Ferguson, Benoit Mandelbrot, Sebastian Buczek, Hyman Minsky i Mohnish Pabrai.


Podstawowa terminologia

Recenzja książki Magdaleny Szczepańskiej "Ubezpieczenia na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym"
Wokół tematu jest sporo zamieszania, kontrowersji i emocji, więc jedną z najważniejszych zalet tej książki jest z mojego punktu widzenia uporządkowanie terminologii. Magdalena Szczepańska nie używa praktycznie ani razu popularnego pojęcia polisa inwestycyjna, a tym bardziej polisolokata. To drugie też uważam za błąd, to pierwsze traktuję jako przydatny, nieformalny skrót myślowy, który jednak dobrze opisuje sprawę.

Bardziej formalna nazwa na polisy inwestycyjne to ubezpieczenie na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym (UFK).

Mój pierwszy problem z tym terminem polega na tym, że wewnątrz tego typu ubezpieczeń jest zazwyczaj więcej niż tylko jeden UFK, więc bardziej adekwatna byłaby w wielu przypadkach nazwa ubezpieczenie na życie z ubezpieczeniowymi funduszami kapitałowymi.

Drugi problem polega na tym, że świadczenia wypłacane są nie tylko na wypadek śmierci właściciela polisy (ubezpieczenia na życie), ale też na wypadek osiągnięcia przez niego określonego wieku (dożycie). Tak więc wiele z nich to ubezpieczenia na życie i dożycie z ubezpieczeniowymi funduszami kapitałowymi.

W praktyce można się też spotkać z innymi określeniami, np. ubezpieczenie unit-linked (od ang. unit-linked insurance). Skąd taka nazwa? Wartość polisy oraz przyszłych świadczeń jest oparta o wycenę jednostek ubezpieczeniowych funduszy kapitałowych (units), w które właściciel lokuje składki ubezpieczeniowe. Czyli ubezpieczenie unit-linked oznacza ubezpieczenie połączone z jednostkami funduszy. Tak też określa się je w krajach niemieckojęzycznych (die fondsgebundene Versicherung).

Jeszcze inne określenia na polisy inwestycyjne to program systematycznego oszczędzania, plan inwestycyjny, plan oszczędnościowy, program regularnego inwestowania, itp. To tylko i wyłącznie terminologia marketingowa, którą można by zastosować także do wielu innych instrumentów finansowych, gromadzenia złota czy jakichkolwiek innych aktywów.

A co to jest ubezpieczeniowy fundusz kapitałowy? Jest to specjalny fundusz inwestycyjny wydzielony przez zakład ubezpieczeń z jego całego majątku. W praktyce ubezpieczyciele tacy jak Axa, Generali, Aegon, Skandia, Aviva, Open Life, Compensa czy ING tworzą ubezpieczeniowe fundusze kapitałowe z ogólnie dostępnych otwartych funduszy inwestycyjnych. Jeśli chodzi o wycenę, działają one w dokładnie taki sam sposób jak poza ubezpieczeniem, tyle że towarzystwo ubezpieczeniowe pobiera dodatkową warstwę opłat.

W każdym razie przez polisy inwestycyjne możemy lokować środki w fundusze inwestycyjne i to z tej działalności ma pochodzić wzrost wartości naszego konta. To nie ma nic wspólnego z lokatą bankową czy rachunkiem oszczędnościowym. I to nie tylko z tego powodu.

Polisy inwestycyjne wśród ubezpieczeń

Magdalena Szczepańska przygląda się konstrukcji prawnej ubezpieczenia na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym w kontekście innej działalności ubezpieczeniowej. Sprawdza, czy umowa ubezpieczenia na życie z UFK to naprawdę umowa ubezpieczenia. Jakie są jej wnioski?

Niejednoznaczne. Jej zdaniem polisy inwestycyjne wywodzą się z tradycyjnych ubezpieczeń, ale ich rozwój doprowadził do tak dużej odrębności, że w tej chwili stanowią praktycznie osobną klasę umów. Nie są jednak szczegółowo uregulowane i nie istnieje prawna definicja takiego ubezpieczenia, a ich istnienie opiera się w dużym zakresie na swobodzie zawierania umów.

Mają co prawda elementy umowy ubezpieczenia, takie jak strony ubezpieczenia, przedmiot ubezpieczenia, świadczenia ubezpieczeniowe czy wypadki ubezpieczeniowe powodujące powstanie roszczeń ubezpieczeniowych, ale ubezpieczyciel nie przejmuje od ubezpieczającego żadnego istotnego ryzyka. A to właśnie zabezpieczenie ryzyk jest istotą działalności ubezpieczeniowej.

Elementy ubezpieczenia występują w polisie inwestycyjnej tylko po to, żeby towarzystwo ubezpieczeniowe mogło oferować produkt inwestycyjny/oszczędnościowy konkurencyjny wobec tego, co proponują banki, towarzystwa funduszy inwestycyjnych czy biura maklerskie.

I dokładnie tak jest on sprzedawany klientom indywidualnym przez pośredników – jako program systematycznego oszczędzania, plan inwestycyjny czy inny praktyczny mechanizm gromadzenia kapitału.

Tylko że forma ubezpieczenia nie oznacza tylko korzyści (np. możliwości darmowych konwersji między funduszami z różnych parafii bez naliczania podatku Belki, możliwość ustalenia uposażonych, itp.), ale też poważne komplikacje dla właścicieli polisy. Te komplikacje dotyczą między innymi dostępności środków, kosztów, naszych praw i obowiązków czy formalnej komunikacji z ubezpieczycielem.

Jeśli ktoś podchodzi do polisy inwestycyjnej jako prostego zamiennika lokaty, rachunku oszczędnościowego czy funduszu parasolowego, zupełnie ignoruje te super ważne komplikacje (o których dalszej części).

Przy okazji warto też wspomnieć, że ubezpieczenia na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym to bardzo niejednolita grupa ubezpieczeń. Mogą występować w wersji ze składką regularną, składką jednorazową lub ich kombinacją. Mogą zawierać także prawdziwą część ochronną w postaci gwarantowanej sumy ubezpieczenia wypłacanej uprawnionym na wypadek śmierci ubezpieczonego. Mogą zawierać ubezpieczenie dodatkowe różnych innych negatywnych wydarzeń, np. utraty pracy, poważnego zachorowania czy trwałego kalectwa.

Pomiędzy bezzwrotną częścią składki, która pokrywa koszty ryzyka ubezpieczeniowego, a częścią inwestycyjną, która buduje wartość polisy za pośrednictwem ubezpieczeniowych funduszy kapitałowych, mogą być bardzo różne proporcje.

Jeśli cała składka jest bezzwrotna, bo pokrywa koszty ryzyka ubezpieczeniowego, mamy do czynienia z polisą ochronną. Jeśli cała składka jest inwestowana, mamy do czynienia z polisą inwestycyjną. Jeśli składka jest dzielona pomiędzy oba te cele, mamy do czynienia z polisą mieszaną.

Klient powinien dobrze wiedzieć, czego mu potrzeba i co chce osiągnąć, żeby świadomie wybrać właściwe narzędzie z praktycznie nieskończonych możliwości. Niestety przy typowej sprzedaży nie działa to w ten sposób – to pośrednik dobrze wie, co chce osiągnąć (prowizja), a klient najczęściej działa pod wpływem komunikatów marketingowych, materiałów promocyjnych i aktywnych technik sprzedaży.

Konsekwencje opakowania inwestycji w formę ubezpieczenia

Żeby towarzystwa ubezpieczeniowe mogły konkurować z innymi instytucjami finansowymi o oszczędności klientów, muszą oferować inwestycję w formie ubezpieczenia. Nawet jeśli nie ma ono funkcji ochronnej, którą przede wszystkim kojarzymy z działalnością ubezpieczeniową (jak przy ubezpieczeniu samochodu czy domu), musi nosić cechy ubezpieczenia.

To oznacza bardzo specyficzny stosunek prawny między stronami oraz specyficzne prawa i obowiązki.

Krótki test z podstawowych terminów, bez których znajomości działamy w tej branży po omacku.

1. Czym się różni ubezpieczyciel, ubezpieczający, ubezpieczony i uprawniony?
2. Co to są podmiot i przedmiot ubezpieczenia?
3. Co to jest wypadek ubezpieczeniowy i jakie ma znaczenie dla ubezpieczonego?
4. Jakie świadczenia ubezpieczeniowe występują w ubezpieczeniach na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym

Jestem ciekawy, na ile z tych absolutnie kluczowych pytań jest w stanie odpowiedzieć przeciętny właściciel polisy inwestycyjnej lub klient właśnie składający swój podpis na umowie? Ze swojego doświadczenia wiem, że momencie sprzedaży moja uwaga skupiona była na innych sprawach (np. bonusy od banku, dostępność opcji inwestycyjnych, wygoda inwestowania przez jedną platformę, itp.) i dopiero dużo później dotarły do mnie wszystkie konsekwencje związane z formą ubezpieczenia tej inwestycji.

I żeby było jasne – to nie są tylko negatywne konsekwencje (choć moim zdaniem te dominują). Po stronie plusów trzeba zapisać możliwość ustalenia przez właściciela polisy osoby uprawnionej do świadczeń ubezpieczeniowych na wypadek jego śmierci. To bez wątpienia może uporządkować kwestię dziedziczenia środków, jeśli ktoś tego potrzebuje.

Inny plus to parasolowa konstrukcja ubezpieczeniowych funduszy kapitałowych. Dzięki temu możemy dokonywać konwersji jednostek bez pomniejszania ich wartości o podatek od dochodów kapitałowych (tzw. podatek Belki). To faktyczna (choć uwarunkowana osiągnięciem zysku z transakcji) korzyść podatkowa polegająca na odroczeniu podatku Belki w czasie.

Co ważne – konwersje nie skutkują naliczeniem tego podatku nawet jeśli zamieniamy jednostki funduszu jednego towarzystwa (np. Skarbiec) na jednostki funduszu innego towarzystwa (np. Franklin Templeton). Poza ubezpieczeniem musielibyśmy ten podatek zapłacić. Innymi słowy – wszystkie ubezpieczeniowe fundusze kapitałowe dostępne w ramach naszego ubezpieczenia na życie, a często jest to kilkadziesiąt i więcej funduszy kilkunastu towarzystw, to jeden wielki parasol.

Ubezpieczyciele dostarczają też naprawdę zaawansowanej infrastruktury do zarządzania swoim kapitałem. Możemy wykonywać kilka typów operacji, korzystać z aplikacji internetowych i mobilnych, automatyzować swoje decyzje, realizować praktycznie dowolne strategie inwestycyjne, itp. To kolejny głos na tak.

Ale i tak ciekawsze są negatywne konsekwencje. O kosztach polis inwestycyjnych i ich erozyjnym wpływie na wartość inwestycji pisałem kilka tygodni temu w osobnym artykule.

Inna kwestia to dostępność pieniędzy, która jest regulowana w umowie ubezpieczenia inaczej niż na rachunku oszczędnościowym czy rejestrze funduszy inwestycyjnych. W ubezpieczeniach na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym towarzystwo ubezpieczeniowe ma obowiązek wypłaty pełnej sumy ubezpieczenia lub wartości polisy tylko w dwóch przypadkach (wypadkach ubezpieczeniowych):

a) śmierci ubezpieczonego (świadczenie trafia do osób uprawnionych)
b) dożycie określonego w umowie wieku, kiedy ustaje „ochrona ubezpieczeniowa”

W tego typu umowach są jeszcze dwie inne możliwości skorzystania z naszych oszczędności, których można użyć rzeczywiście w każdym czasie. Chodzi o tzw. całkowity wykup lub częściowy wykup. Obie operacje są okupione bardzo wysokimi opłatami, w pierwszych latach do 100% zgromadzonych oszczędności, więc w rzeczywistości nie dają dostępu do pieniędzy. To mało atrakcyjne, bardzo kosztowne wyjścia awaryjne.

Po stronie ubezpieczonego (klienta) jest za to bezwzględny obowiązek opłacania składki w takiej wysokości i przez taki okres, jakie znajdują się w umowie. Do czasu wystąpienia wypadku ubezpieczeniowego lub zażądania wykupu, ubezpieczający musi regulować składkę i nie może liczyć na żadne świadczenia pieniężne ze strony ubezpieczyciela.

Co to oznacza w praktyce? Po pierwsze – nie ma tu w ogóle mowy o elastyczności, jeśli chodzi o wpłaty czy dostęp do pieniędzy. To nie jest rachunek oszczędnościowy, to nie jest otwarty fundusz inwestycyjny, to nie jest IKE czy IKZE. To jest przymus inwestowania pod rygorem pewnej utraty mniejszej lub większej części naszych pieniędzy.

Po drugie – przyjrzyjmy się następującej sytuacji: jeśli ubezpieczyciel ma obowiązek wypłaty świadczeń tylko w przypadku śmierci ubezpieczonego lub dożycia określonego w umowie wieku, co się dzieje w sytuacji istotnych trudności życiowych właściciela polisy w trakcie jej trwania?

Powiedzmy, że w umowie deklarujemy, że co miesiąc przez siedem lat będziemy uiszczać składkę ubezpieczeniową w wysokości 350zł. W piątym roku wydarza się coś, co kompletnie zmienia naszą sytuację finansową – poważna choroba, kalectwo, trwała utrata pracy, depresja, cokolwiek. Nie jesteśmy w stanie regulować kolejnych składek, ponieważ nasze dochody się drastycznie zmniejszyły, za to pojawiły się większe potrzeby bieżące.

Czy w takiej sytuacji ubezpieczyciel będzie miał wobec nas jakieś obowiązki? Jeśli nie mamy ubezpieczeń dodatkowych, tylko cała składka jest inwestowana, nie ma żadnych obowiązków. Tylko śmierć ubezpieczonego lub dożycie określonego wieku powoduje powstanie takiego obowiązku. Nie mamy więc w praktyce dostępu do pełnej wartości polisy czy jakichkolwiek innych świadczeń.

Co możemy wtedy zrobić? Złożyć żądanie całkowitego lub częściowego wykupu i ponieść jego koszty lub nadal obciążać swój bieżący budżet obowiązkową składką ubezpieczeniową i czekać na powstanie obowiązku wypłaty świadczenia ubezpieczeniowego po stronie ubezpieczyciela (śmierć lub dożycie).

Jako że polisy inwestycyjne bywają zawierane na kilkanaście czy kilkadziesiąt lat, z czego przez kilka lub kilkanaście zobowiązujemy się opłacać regularną składkę, wystąpienie w tym czasie jakiegoś nieobjętego ubezpieczeniem negatywnego wydarzenia (choroby, utraty pracy, itp.) wcale nie jest takie nieprawdopodobne. Szczególnie w przypadku osób w średnim wieku i starszych.

Gdyby takie wydarzenie miało miejsce, obowiązkowa składa ubezpieczeniowa staje się sporym obciążeniem, a ubezpieczyciel nie ma obowiązku wypłaty żadnych świadczeń. Napisałem pytanie do towarzystwa, w którym prowadzę swoją polisę, jakie są wtedy możliwości. Odpowiedź: całkowity wykup, częściowy wykup lub zawieszenie opłacania składek na rok (do odrobienia w późniejszym czasie). Jestem pewien, że są sytuacje, w których żadne z tych posunięć nie rozwiązuje życiowego problemu właściciela polisy.

Spytałem się niedawno pośrednika finansowego, jak mam traktować tę cechę planów systematycznego oszczędzania ubranych w ubezpieczenie na życie z UFK. Odpowiedź: jako dodatkowe ryzyko inwestycyjne.

Czyli – w pewnych sytuacjach – czysta polisa inwestycyjna nie tylko nie daje żadnej ochrony przed trudnymi sytuacjami życiowymi (np. choroba, poważne zawirowania zawodowe, itp.), ale może być dodatkowym obciążeniem dla budżetu i dodatkowym ryzykiem, ponieważ nie daje dostępu do pełnych oszczędności i nie usuwa obowiązku opłacania kolejnych składek.

Przyznaję, że jest to zdumiewająca konstrukcja jak na produkt wykorzystujący formę ubezpieczenia, którego podstawową cechą jest jednak zmniejszanie, a nie dodawanie różnych ryzyk. Jeśli dodać do tego sposób sprzedaży polis inwestycyjnych niedoświadczonym i nieświadomym dodatkowych ryzyk i obciążeń klientom, moim zdaniem mamy zgrzyt na całego.

Tym bardziej że, jak wyczytałem w książce Magdaleny Szczepańskiej, „bezinteresowne służenie klientom jest prawnym obowiązkiem zakładu ubezpieczeń”, wszystkie zawierane z nim kontrakty powinny mieć status „najwyższego zaufania", a jako strona profesjonalna umowy powinien wskazać wszystkie negatywne konsekwencje umowy dla klienta. Wiele praktyk związanych z tymi produktami, zarówno po stronie konstruowania umów, jak i ich sprzedaży, nie ma nic wspólnego z ideałami branży ubezpieczeniowej i może budzić uzasadnione wątpliwości.

Kilka ciekawych cytatów i podsumowanie

Magdalena Szczepańska jest doktorem prawa z Uniwersytetu Warszawskiego specjalizującą się w prawie ubezpieczeniowym, więc jej opinie trudno uznać za stronnicze. Jest autorytetem w branży. Co jeszcze pisze w pracy „Ubezpieczenie na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym”?

O opłatach likwidacyjnych w wysokości ok. 100% składek w pierwszych latach obowiązywania polisy inwestycyjnej: „Opłata, której wysokość odpowiada kwocie 2-letnich wpłaconych składek nie ma uzasadnienia merytorycznego. Jej wysokość jest ustalana przede wszystkim w związku z ponoszonymi przez ubezpieczyciela kosztami akwizycji, w szczególności wysokością kosztów prowizji dla pośrednika ubezpieczeniowego.”

O złożoności całej konstrukcji i jej konsekwencjach: „Należy podkreślić, że ubezpieczenie na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym jest produktem złożonym, wymagającym określonej wiedzy z zakresu prawa i instrumentów rynku finansowego, a także aktywności ubezpieczającego w zakresie określania własnych potrzeb oraz analizy rzeczywistości ekonomicznej.”

O tym do kogo są skierowane polisy inwestycyjne: „Tego rodzaju ubezpieczenia nie są skierowane do osób aktywnie lokujących swoje środki, ponieważ będą one raczej lokowały swoje aktywa bezpośrednio w interesujące je instrumenty finansowe”.

To rozwiązanie właściwe „dla osób, które zawarli już adekwatne do swoich potrzeb ubezpieczenie tradycyjne”.

O tym, kto ponosi ryzyko inwestycyjne: „Cechą immanentną ubezpieczenia na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym jest to, że ryzyko lokaty ponosi ubezpieczający, co oznacza, że zawierając umowę uwzględnia on możliwość straty w posiadanych aktywach”.

Ma więc ono „charakter inwestycyjny, a nie oszczędnościowy”.

Magdalena Szczepańska kończy swoją książkę wnioskiem, że ubezpieczenia na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym wymagają staranniejszej regulacji, być może nawet prawnej definicji tego typu umowy (która w tej chwili nie istnieje). Cała konstrukcja funkcjonuje w dużej mierze dzięki swobodzie zawierania umów i jest dość dowolną hybrydą umowy ubezpieczenia i rozwiązań typowo inwestycyjnych.

To nie oznacza, że polisy inwestycyjne są nielegalne. Są legalne, a dla pewnej grupy klientów są nawet funkcjonalne (sam taką posiadam), ale ich masowa popularność w Polsce to totalne kuriozum – przejaw agresywności pośredników finansowych, niskiego poziomu wiedzy o finansach wśród klientów i gotowości branży finansowej (w tym ubezpieczycieli) do naginania zasad dla zysku.

Niezadowoleni klienci towarzystw ubezpieczeniowych zawiązali stowarzyszenie Przywiązani do polisy i składają wspólnie z kancelarią prawną pozwy zbiorowe przeciw ubezpieczycielom. Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów uznał niektóre zapisy z umów ubezpieczenia na życie z UFK różnych towarzystw za klauzule niedozwolone.

Efekt jest taki, że ok. 5 milionów Polaków posiada wieloletnie, ryzykowne, skomplikowane, restrykcyjne, kosztowne i kontrowersyjne z punktu widzenia prawa ubezpieczenia na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym. Jednocześnie większość dorosłych Polaków deklaruje, że nie chce inwestować na rynku i najchętniej lokuje nadwyżki finansowe w banku. Ciekawe, jaki stosunek do inwestowania ma pięć milionów właścicieli polis inwestycyjnych?

Książkę Magdaleny Szczepańskiej „Ubezpieczenie na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym” przeczytałem za darmo za pomocą internetowej aplikacji libra.ibuk.pl, do której dostęp uzyskałem w publicznej Bibliotece Raczyńskich w Poznaniu. W internecie jest kilka innych dużych prac Magdaleny Szczepańskiej o polisach inwestycyjnych, np. tutaj, tutaj i tutaj.



5 komentarzy:

  1. dziekuje za tekst. zbiezny z moja obserwacja tego typu produktow. mam tez taka juz prawie 5 lat z podobna skladka co panska wlasnie z powodu takiego jak poruszony czyli przekazanie bezproblemowe uposazonemu bo tak sie sklada ze to nie dzieci ani byla zona a jeszcze nie obecna zona. nadwyzke jednak odkladam na ike po pierwsze z powodu zbytniego skomplikowania mojej polisy a po drugie zeby zdywersyfikowac portfel. coz tego wyjdzie i tak nikt nie wie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za super komentarz! Życzę sukcesów inwestycyjnych. Pozdrawiam i proszę wracać!

      Usuń
  2. Witam
    Od 2008 jestem w posiadaniu polisy Generali, składka ok 250zł miesięcznie (po indeksacji, zaczynałem od 200zł). W tej chwili polisa kosztuje mnie ok 50zł miesięcznie.. W 2018 będzie możliwy wykup 100% wartości polisy. W tej chwili składka podzielona jest na 5 funduszy, wszystkie akcyjne - bardzo wysokiego ryzyka. Czy warto zmienić na okres 4 lat na fundusze niskiego ryzyka? Na dzień dzisiejszy różnica między wartością składek opłaconych a aktualną wartością polisy wynosi ok 1600zł.. Zamierzam przenieść środki - zmienić formę oszczędzania bo w tym wydaniu niestety w moim przypadku to nie ma nic wspólnego z oszczędzaniem ale "mądry Polak po szkodzie" .. Czy przy przenoszeniu środków na IKE ponoszę jakieś opłaty?

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam, dzięki za pytanie. Jeśli chodzi o przeniesienie środków do funduszy niskiego ryzyka wraz ze zbliżaniem się momentu dostępności czy "potrzebności" pieniędzy, jest to jak najbardziej rozsądna taktyka. Dzięki temu stabilizujemy wartość polisy. Osobiście jestem zwolennikiem rozkładania takich operacji na etapy (np. po 10-20% podczas wzrostowych fal na rynkach, żeby konwertować po wyższych cenach), choć pewne znacznie ma też Pana przekonanie o tym, czy w najbliższych czterech latach da się dodatkowo zarobić w funduszach akcji. Ja nie znam łatwej odpowiedzi na to pytanie.

    Jeśli chodzi o koszty transferu do IKE - na pewno będzie do zapłacenia podatek Belki od dochodów, jeśli wartość polisy w 2018 będzie wyższa niż wartość wpłat. Wypłacona kwota trafi na Pana konto osobiste i będzie mógł Pan z nią zrobić, co uzna Pan za właściwe. Są konta IKE bez żadnych opłat za założenie i prowadzenie, więc tutaj może nie być żadnych kosztów.
    Pozdrawiam, proszę wracać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, jak to jest z liczeniem podatku Belki w przypadku polisy inwestycyjnej?
      Jakiś czas temu postanowiłam wykupić swoją polisę i też mi się wydawało na logikę, że podatek zapłacę od różnicy pomiędzy wartością wykupu a sumą wpłat.

      Ale Nordea pomniejszyła moje wpłaty o 5% (alokacja była 95%) i opłaty administracyjne i podatek pobrali znacznie wyższy!

      Nie wspomnę, że nie udało mi się uzyskać od nich informacji ile jednostek, jakich funduszy po jakiej cenie umorzyli... ech.., ja polis inwestycyjnych nie polecam :(

      Tym bardziej, że teoretycznie jednostki wzrosły o ok. 250-300 % przez 13 lat, a mój zysk z inwestycji brutto wyniósł 120%!!!

      Usuń

A co Ty sądzisz?