wtorek, 22 marca 2016

Jak działają kategorie jednostek funduszy inwestycyjnych?




Jeden fundusz inwestycyjny może mieć kilka kategorii jednostek. Tak działa na przykład Ipopema m-Indeks lokujący oszczędności w spółki z indeksu mWIG40. Jeśli pierwsza wpłata na konto funduszu wyniesie 200 tysięcy złotych i więcej, klient nabywa jednostki kategorii A z niższą opłatą za zarządzanie (2% w skali roku). Jeśli pierwsza wpłata jest niższa (minimum 100zł), klient oszczędza w jednostkach kategorii B z wyższą opłatą za zarządzanie (2,5% w skali roku).

Nie każde towarzystwo rozbija swoje fundusze na kategorie. Ale wiele to robi, np. Legg Mason TFI, PKO TFI, PZU TFI, Investors TFI czy NN TFI. Przeciętni oszczędzający zazwyczaj niewiele o tym wiedzą, ponieważ sami i tak nabywają prawie zawsze standardową, detaliczną kategorię jednostek z najwyższą opłatą za zarządzanie.

Jak działają kategorie jednostek funduszy inwestycyjnych? Jakie kategorie nabywamy na platformach typu Supermarket Funduszy Inwestycyjnych mBanku czy BossaFund, na polisach inwestycyjnych czy u doradcy w banku? Czy przeciętny klient może w ogóle nabyć inne kategorie, o niższych opłatach za zarządzanie?

Czy to ma w ogóle jakieś znaczenie?

Tak – różne kategorie jednostek funduszy inwestycyjnych mają różne opłaty za zarządzanie, a różne opłaty za zarządzanie przekładają się na różne wyniki. W tym samym funduszu!

Prosty przykład: gdyby ktoś utrzymywał swoje oszczędności przez ostatnie 36 miesięcy w jednostkach funduszu NN Akcji, kategoria E, jego stopa zwrotu za ten okres wyniosłaby 10,24%. Gdyby jego pieniądze ulokowane były w jednostki tego samego funduszu, ale kategorii A, wynik wyniósłby 3,63%.

Chodzi o dokładnie ten sam fundusz inwestycyjny (NN Akcji), w dokładnie tym samym okresie (ostatnie 36 miesięcy). Na aktywa funduszu składają się identyczne papiery wartościowe.

Tyle że w jednostkach kategorii E naliczana jest opłata za zarządzanie na poziomie 1,5% rocznie, a w jednostkach kategorii A na poziomie 3,5% rocznie.

To w gruncie rzeczy ten sam wątek, o którym pisałem kilka miesięcy temu w cyklu artykułów poświęconych wpływowi opłat za zarządzanie w funduszach na wyniki inwestycyjne.

Dla przypomnienia – poniższe wykresy pokazują, jak zmienia się przez 10 lat wartość inwestycji obarczonej stałymi rocznymi opłatami na poziomie 2%, 3% i 4%. Linia niebieska pokazuje zmianę bazowej inwestycji – w tym przypadku ceny akcji firmy inwestycyjnej Warrena Buffeta. Ubytki spowodowane opłatami widać gołym okiem.

Wpływ kosztów na wynik
Wyniki Warrena Buffeta (linia niebieska) minus 2% rocznie opłaty (linia czerwona)
Wyniki Warrena Buffeta
Wyniki Warrena Buffeta (linia niebieska) minus 3% rocznie opłaty (linia czerwona)
Opłaty w funduszach - różne kategorie
Wyniki Warrena Buffeta (linia niebieska) minus 4% rocznie opłaty (linia czerwona)

Więcej o opłatach w funduszach inwestycyjnych i ich wpływie na wyniki między innymi w tym oraz tym artykule.

Gdzie znajdziemy tańsze kategorie jednostek funduszy inwestycyjnych?

Kiepska wiadomość – większość klientów detalicznych nabywa zwykłe kategorie jednostek funduszy inwestycyjnych z najwyższą opłatą za zarządzanie. Dzieje się tak właściwie za każdym razem, gdy inwestujemy niewielkie kwoty.

W standardowe kategorie jednostek funduszy ulokujemy oszczędności za pomocą popularnych platform do inwestowania typu Supermarket Funduszy Inwestycyjnych mBanku, BossaFund, Netfund czy db Navi Invest, przez polisy inwestycyjne oraz u doradcy finansowego w banku lub firmie doradczej.

W takim razie jak oszczędzać za pomocą polskich funduszy inwestycyjnych taniej? Jedno rozwiązanie to rejestry powiązane z oszczędzaniem w miejscu pracy, np. pracownicze programy emerytalne lub pracownicze programy inwestycyjne. Przyjrzyjmy się, jakie rabaty w opłacie za zarządzanie są gotowe udzielić towarzystwa funduszy inwestycyjnych firmom, które zorganizują dla swoich pracowników możliwość wspólnego oszczędzania. Oraz jak takie rabaty w opłatach przekładają się na wyniki.

Kategorie jednostek funduszy inwestycyjnych

Drugie rozwiązanie to rejestry IKE i IKZE. Póki co tylko trzy towarzystwa zdecydowały się stworzyć specjalną kategorię jednostek dla klientów oszczędzających na indywidualnych kontach emerytalnych. Są to PKO TFI, Investors TFI oraz NN TFI (gdzie prowadzę własne IKE – polecam). Czy to coś zmienia? Spawdźmy, jak niższe opłaty przekładają się na wyniki.

Tanie kategorie funduszy inwestycyjnych

Niektóre towarzystwa są również gotowe docenić odrębną kategorią klientów, którzy wniosą do funduszu dużą pierwszą wpłatę lub zgromadzą w nim większą kwotę. Tak działają – na przykład – fundusze Ipopema TFI.

Kategorie funduszy - duża wpłata

Co jeśli nie fundusze otwarte?

Mniejsze koszty dla uczestnika funduszu biorą się:

  • z większej skali
  • z większej automatyzacji
  • z mniejszej dostępności środków

To wyjaśnia, dlaczego standardowe jednostki funduszy inwestycyjnych obarczone są w Polsce tak wysoką opłatą za zarządzanie. W wielu z nich minimalna wpłata to 100zł lub niewiele więcej. Większość z nich jest aktywnie zarządzana i sprzedawana – klienci utrzymują sztaby ludzi podejmujących decyzje oraz zajmujących się dystrybucją. Do tego fundusze otwarte muszą być gotowe do obsługi codziennych wpłat i wypłat, a to też musi kosztować.

To wyjaśnia również, dlaczego TFI są skłonne tworzyć odrębne, tańsze kategorie np. dla przedsiębiorstw organizujących wspólne oszczędzanie dla pracowników (np. PPE), inwestorów instytucjonalnych czy zamożnych inwestorów indywidualnych. Koszty obsługi takich klientów są niższe, a skala ich oszczędności większa.

Na wyróżnienie zasługują towarzystwa, które proponują specjalną kategorię o niższej opłacie za zarządzanie na IKE i IKZE – w tej chwili to PKO TFI, Investors TFI oraz NN TFI (gdzie sam prowadzę IKE – polecam).

Czy jest jakaś metoda dla przeciętnego oszczędzającego, żeby uciec od wysokich opłat za zarządzanie i innych, ale wciąż korzystać z zalet funduszy (np. łatwej dywersyfikacji)?

Tak – fundusze ETF (notowane na giełdzie). To fundusze zautomatyzowane. Opłaty za zarządzanie potrafią być w nich na poziomie 0,1% w skali roku. Trzeba doliczyć do tego koszty zakupu lub sprzedaży jednostek przez rachunek inwestycyjny (np. 0,2-0,3% wartości każdej transakcji).

Jeśli ktoś aktywnie nie handluje jednostkami, fundusze ETF to bardzo praktyczne i tanie w utrzymaniu narzędzie. Jakiś przykład? Powiedzmy, że ktoś chce utrzymywać jakąś część oszczędności w aktywach udziałowych, ale nie zna się na tym. Zależy mu na jednym, prosty narzędziu. Rozwiązaniem może być kupno i trzymanie jednostek funduszu Vanguard Total World Stock ETF (VT). Co dostajemy w zamian za gotówkę?

Fundusz akcji spółek z całego świata (ponad 50% to spółki amerykańskie) z opłatą za zarządzanie na poziomie 0,14% w skali roku, wyceniany w dolarach amerykańskich. Cztery razy w roku wypłaca dywidendę.

Jakąś metodą jest też nabycie dużej ilości akcji dobrej jakości spółek giełdowych i stworzenie w ten sposób czegoś na kształt prywatnego funduszu inwestycyjnego. To operacja znacznie bardziej złożona niż nabycie jednostek jednego czy kilku funduszy. Praktycznie nie da się tego zrobić bez przygotowania technicznego i psychologicznego. Ale jeśli ktoś wypracuje działające metody i nastawienie, będzie cieszyć się korzyściami. To praktycznie jak nabycie kompletnie nowej umiejętności, np. języka obcego czy jazdy na łyżwach.

Dla reszty pozostaje uczestniczenie w rynkowych klasach aktywów za pośrednictwem otwartych funduszy inwestycyjnych. I jest to jakiś paradoks, że mniej zamożni i mniej doświadczeni klienci oszczędzają w kategoriach jednostek o najwyższej opłacie za zarządzanie, nierzadko obarczonych dodatkowymi kosztami.

Nie dosyć, że nie mają dużych oszczędności, to na dodatek korzystają ze słabszych narzędzi i – zazwyczaj – słabszej jakości doradztwa.

Wbrew pozorom nie jest to krytyka praktyk towarzystw funduszy inwestycyjnych i reszty branży finansowej. Musimy zrozumieć, że te firmy kierują się wyłącznie logiką zysków. Żadna z nich nie stanie się instytucją charytatywną.

Problemem jest słabość instytucji, które mogłyby tworzyć warunki do wspólnego, taniego oszczędzania w rynkowych klasach aktywów dla przeciętnych ludzi, np. w miejscu pracy. Dzięki dużej skali i instytucjonalnym rozwiązaniom ich koszty mogłyby być dużo niższe niż w detalicznych funduszach inwestycyjnych. Zresztą już są – w pracowniczych programach emerytalnych czy w otwartych funduszach emerytalnych.

Paradoks polega na tym, że – jeśli mogę pozwolić sobie na dziką generalizację – Polacy nie mają zaufania do tego typu instytucji i raczej ich nie chcą. Rządzi podejście „każdy sobie rzepkę skrobie”.

W kwestii oszczędzania i inwestowania takie rozdrobnienie oznacza, że rosną koszty obsługi całej tej aktywności (co widać między innymi w wysokich opłatach za zarządzanie w detalicznych kategoriach funduszy inwestycyjnych), a jej efekty będą dla poszczególnych osób bardzo różne. Jednym się uda świetnie ulokować oszczędności, innym uda się średnio, trzecim się kompletnie nie powiedzie, a czwarci, piąci i szóści w ogóle nie zgromadzą żadnych oszczędności.

Tutaj wszystkie artykuły na temat funduszy inwestycyjnych oraz prywatnej emerytury.


6 komentarzy:

  1. witaj Michal , chcialem zapytac a jak wyglada z kosztami w funduszach FIZ ,poniewaz mysle wlasnie cos wybrac bo rzeczywiscie w mbanku i w bossafund to mam wrarzenie ze towarzystwa sie scigaja i nic wiecej a i tak kase biora za zarzadzanie i to niemale , pozdrawiam wszystkich

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam niewielką wiedzę na temat FIZów. W pierwszej wersji tego tekstu miałem FIZy jako tanią opcję. Ale nie znalazłem potwierdzenia w danych. Opłaty są różne, ale znacznie wyższe niż w ETFach. Zdarza się, że wyższe niż w funduszach otwartych. Do tego dochodzi inna, zazwyczaj niższa płynność. Nie widzę osobiście podstaw, żeby uznać je za tanią, pełną alternatywę dla funduszy otwartych. Być może brakuje mi wiedzy. Pozdrawiam, proszę wracać!

    OdpowiedzUsuń
  3. W temacie kosztów w FIZ.
    W FIZ występują standardowo dwa rodzaje kosztów. Opłata za wydanie certyfikatów oraz opłata za zarządzanie. Opłata za wydanie w FIZach jest tym czym opłata manipulacyjna w FIO, przy czym w FIZ musisz ją doliczyć do ceny certyfikatu. Wynika to z faktu, że certyfikat (będąc papierem wartościowym) jest niepodzielny, więc jeśli kosztuje np. 100 zł to aby kupić 1 certyfikat musisz wpłacić 100 zł + dopłacić opłatę za wydanie. Poziomy opłat za wydanie regulują tabele opłat stosowane przez dystrybutorów.
    Z kolei opłata za zarządzanie analogicznie jak w FIO obciąża wynik funduszu. W ramach opłaty za zarządzanie często wydzielona jest opłata stała (np. 3% w skali roku) oraz wynagrodzenie zmienne uzależnione od wyniku funduszu. Wysokość wynagrodzenia zmiennego i warunki jego pobierania znajdują się w statucie funduszu.
    Jeśli posiadasz rachunek inwestycyjny możesz obniżyć koszt zakupu certyfikatów wyemitowanych przez FIZ kupując je na rynku wtórnym (o ile fundusz dopuszcza wprowadzenie certyfikatów do obrotu na GPW). Wówczas kosztem zakupu certyfikatu jest prowizja maklerska.
    Certyfikaty dopuszczone do obrotu publicznego możesz sprzedać na GPW lub złożyć do funduszu żądanie wykupu. Sprzedaż na GPW podlega prawom popytu/podaży. Z kolei wykup (realizowany w terminach określonych w statucie) realizowany jest po cenie będącej wyceną certyfikatu na dzień wykupu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za super komentarz!

      W sumie utwierdził mnie w przekonaniu, że FIZy nie są - przynajmniej z mojego punktu widzenia - niskokosztową alternatywą dla funduszy otwartych.

      Koszty są porównywalne, a płynność - za wyjątkiem tych, które trafiają na rynek wtórny i jest na nich aktywność handlujących - jest niższa.

      To trochę inna parafia.

      Oczywiście nie pogardziłbym jakimś ciekawym FIZem, z obiecującą strategią czy innym argumentem "za". W tej chwili nie utrzymuję żadnych oszczędności w FIZach i nie mam nic na oku.

      Pozdrawiam, proszę wracać i dzielić się wiedzą!

      Usuń
  4. Gdzie można zakupić Vanguard Total World Stock ETF (VT)? Niestety prowizje za zakup papierów w US sa dość duże. Więc ewentualne korzyści wynikające z małych kosztów zarządzania w VT zostaną przejedzone przez prowizje polskich brokerów. Ktoś znalazł jakaś sensowną alternatywę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja używam deGiro. Rachunek BOŚ z dostępem do rynków zagranicznych też nie ma złych prowizji. Wszystko przy założeniu, że nie kupujesz tego funduszu za 100zł, żeby jutro sprzedać, a pojutrze znowu kupić, itd. Widzę sens tylko przy założeniu, że jesteś w stanie to trzymać bez względu na zmienność i dysponujesz wolnymi oszczędnościami min. kilkunastu-kilkudziesięciu tysięcy na ten cel.
      Pozdarawiam, proszę wracać!

      Usuń

A co Ty sądzisz?