poniedziałek, 28 marca 2016

Jaka część opłaty za zarządzanie funduszami inwestycyjnymi trafia do sprzedawców i co to oznacza?




Oszczędzanie pieniędzy w funduszach inwestycyjnych kosztuje. Ale czy musi kosztować aż tak dużo? Ta wątpliwość leży u podstaw całej serii artykułów, którą napisałem w tym serwisie o opłatach w polskich funduszach inwestycyjnych.

Sprawdziłem między innymi, jaki jest w długim okresie wpływ opłat na rentowność inwestycji (więcej). Pokazałem, że opłaty mogą być różne u różnych dystrybutorów funduszy (więcej). Opisałem, jak działają kategorie jednostek z różnymi opłatami (więcej). Obliczyłem, jak poradziłby sobie wybitny inwestor Warren Buffet, gdyby jego inwestycje obciążone były opłatami porównywalnymi z tymi, jakie stosują polskie fundusze inwestycyjne (więcej). Przybliżyłem też nowoczesną alternatywę wobec funduszy aktywnie zarządzanych, czyli fundusze indeksowe oraz ETF (więcej).

W tym artykule chciałbym rozbić tzw. opłatę za zarządzanie na części pierwsze i pokazać, jak ważną jej częścią jest wynagrodzenie dla sprzedawców, a nie zarządzających funduszami. Czy ta wiedza może przydać się przeciętnemu oszczędzającemu?

Opłata za zarządzanie dla TFI na co idzie?
TLDR (wersja jednozdaniowa tego artykułu)

Utrzymanie pracowników i narzędzi do zarządzania funduszem inwestycyjnym jest w Polsce znacznie tańsze niż opłacenie sprzedawców oraz akcjonariuszy TFI.

Cicha działka dla pośrednika

Umówmy się, że jakiś fundusz akcji pobiera 4% w skali roku w stałej opłacie za zarządzanie. Umówmy się też, że jego aktywa wynosiły w ubiegłym roku średnio 500 milionów złotych. Nietrudno obliczyć, że z aktywów funduszu 20 milionów złotych przeszło w ubiegłym roku na konto towarzystwa zarządzającego funduszem. Tak by to wyglądało na diagramie (na zielono aktywa, na czerwono przychody z opłaty).

Opłata za zarządzanie - część dla sprzedawców

Proponuję skupić się teraz na przychodach z opłaty za zarządzanie. To w praktyce jedyne źródło przychodów ze sprzedaży dla towarzystw funduszy inwestycyjnych.

Okazuje się, że w opłatę za zarządzanie „zaszyte” są również koszty sprzedaży, czyli wynagrodzenie dystrybutorów typu banki, domy maklerskie czy towarzystwa ubezpieczeń. Może ono pochłaniać połowę, a nawet więcej stałej opłaty za zarządzanie. Tak można by to zilustrować.

Opłata za zarządzanie w funduszach inwestycyjnych - szczegóły

Najlepsze jest to, że informacja o faktycznym podziale opłaty za zarządzanie jest bardzo skąpa. Klienci generalnie nie wiedzą o tym, że z ich oszczędności hojnie opłacana jest dalsza sprzedaż jednostek funduszy inwestycyjnych.

W pewnym sensie pojęcie „opłata za zarządzanie” jest więc mylące. Przykrywa wyrafinowany system wynagrodzeń między instytucją zarządzającą funduszem a instytucją sprzedającą jednostki tego funduszu (np. domem maklerskim, bankiem czy firmą doradczą).

Na co idzie opłata za zarządzanie pobierana z aktywów funduszy?

Żeby nie pozostać gołosłownym, proponuję sięgnąć do źródeł. W tym wypadku będą to sprawozdania finansowe towarzystw funduszy inwestycyjnych notowanych na GPW – Quercus TFI, Altus TFI oraz Skarbiec TFI. Prosta matematyka pozwoli nam w pewnym przybliżeniu oszacować na co w praktyce idzie opłata za zarządzanie pobierana z aktywów funduszy inwestycyjnych.

A) Quercus TFI

Dane pochodzą ze sprawozdania za 2015 rok. Dwie największe kategorie to koszty sprzedaży (ok. 53% przychodów z „opłaty za zarządzanie”) oraz zysk netto TFI (ok. 32% przychodów). Kolejne 7% to podatek dochodowy. Reszta, czyli mniej niż 10% przychodów z opłat za zarządzanie, to koszty wytworzenia produktów oraz zarządu (np. płace, koszty biurowe, itp).

Opłata za zarządzanie Quercus TFI

Na co idzie opłata za zarządzanie w Quercus TFI

W nocie 29 opisującej rodzaje kosztów znajdziemy taką informację:

„Koszty sprzedaży związane są z dystrybucją produktów Spółki i są to w szczególności koszty opłat dystrybutorów, podróży służbowych, reprezentacji i reklamy i wynagrodzeń pracowników działu sprzedaży. Koszty wytworzenia sprzedanych produktów przedstawiają głownie koszty depozytariusza oraz agenta transferowego (które są następnie refakturowane na fundusze) i wynagrodzeń pracowników działu inwestycji. Do kosztów zarządu zaliczane są pozostałe koszty”.

B) Altus TFI

Dane pochodzą ze sprawozdania za 2014 rok. Dwie największe kategorie to usługi obce i zysk netto akcjonariuszy TFI – każda konsumuje po ok. 40% przychodów z opłaty za zarządzanie. Obstawiam, że w usługach obcych zdecydowana większość to wynagrodzenie dystrybutorów.

Altus TFI opłata za zarządzanie

Opłata za zarządzanie Altus TFI dla sprzedawców

Przy okazji widać, że towarzystwa różnie raportują wydatki związane ze sprzedażą. Generalnie nie dążą pod tym względem do przejrzystości czy wspólnych standardów. Dla Quercus TFI to część kosztów sprzedaży, dla Altus TFI to część usług obcych, które stanowią podkategorię kosztów operacyjnych.

C) Skarbiec TFI

Dane pochodzą ze sprawozdania za 2013 rok. W sprawozdaniu pojawia się oddzielna kategoria dla kosztów dystrybucji, które pochłaniają ok. 32% przychodów z opłaty za zarządzanie. Kolejne 30% to zysk netto akcjonariuszy TFI. Spore kategorie to wynagrodzenia pracowników (20%) oraz inne koszty operacyjne (ok. 13%).

Opłata za zarządzanie Skarbiec TFI

Dla sprzedawców - prowizja z opłaty za zarzadanie Skarbiec TFI

Różne modele dystrybucji

Wiemy już, że w stałej opłacie za zarządzanie jest wbudowane wynagrodzenie dla sprzedawców jednostek, np. banków, zakładów ubezpieczeń, domów maklerskich czy firm doradztwa finansowego.

Niektórzy sprzedawcy mogą do tego pobierać opłaty za operacje na jednostkach, np. ich nabycie, zamianę, konwersję lub zbycie. Często nazywa się je opłatami manipulacyjnymi. Trafiają one w 100% do dystrybutorów i stanową dodatkowy zysk w stosunku do części stałej opłaty za zarządzanie przeznaczonej dla dystrybutorów.

Proponuję podzielić dystrybutorów na dwie grupy:

A) tych, którzy „zadowalają się działką” z opłaty za zarządzanie

Innymi słowy – ci dystrybutorzy nie pobierają dodatkowych opłat manipulacyjnych. Dostarczają klientowi narzędzia do wykonywania operacji na jednostkach funduszy bez dodatkowych kosztów.

Dwa znane przykłady w tej kategorii to otwarte platformy do lokowania oszczędności w funduszach BossaFund oraz Supermarket Funduszy Inwestycyjnych mBanku. Ich cały model biznesowy opiera się w 100% na części dystrybucyjnej, którą otrzymują od TFI z tzw. opłaty za zarządzanie.

Bez dodatkowych opłat można również lokować oszczędności w fundusze w systemach transakcyjnych niektórych TFI. Na takich zasadach udostępniają je swoim klientom m.in. NN TFI, Legg Mason TFI, Copernicus TFI czy NobleFunds TFI.

B) tych, którzy „nie zadowalają się działką” z opłaty za zarządzanie

Te instytucje pobierają wynagrodzenie dla dystrybutorów z tzw. opłaty za zarządzanie od TFI, a do tego nakładają na swoich klientów dodatkowe warstwy opłat.

Mogą być to jednorazowe opłaty manipulacyjne (np. za nabycie jednostek). Tak działa to zazwyczaj w przypadku pośrednictwa doradcy w fizycznym oddziale banku czy domu maklerskiego. Niektóre platformy internetowe też pobierają opłaty manipulacyjne.

Mogą to być też stałe opłaty administracyjne, dystrybucyjne czy inne. Tak działa to w przypadku towarzystw ubezpieczeń na tzw. polisach inwestycyjnych. Koszty i konsekwencje takiej dodatkowej warstwy opłat pokazywałem w szczegółach w poprzednich artykułach, również na przykładzie własnej inwestycji.

Opłata (nie tylko) za zarządzanie

Jak widać, stała opłaty za zarządzanie pobierana z aktywów polskich funduszy inwestycyjnych finansuje również, a raczej przede wszystkim, sprzedaż jednostek oraz zysk akcjonariuszy TFI. Inne koszty, w tym utrzymanie infrastruktury i pracowników, czyli tego, co najczęściej utożsamiamy z „zarządzaniem”, są znacznie niższe.

Nie od dzisiaj uważam, że polskie fundusze inwestycyjne są bardzo drogie w utrzymaniu, szczególnie na tle krajów rozwiniętych. Od dzisiaj uważam dodatkowo, że największy potencjał do oszczędności jest w zmianie modelu dystrybucji na bardziej oszczędny, z mniejszym udziałem kosztów sprzedaży w opłacie za zarządzanie.

Drugie źródło potencjalnych oszczędności to zysk towarzystw – wydaje się, że pozycja akcjonariuszy TFI jest zbyt komfortowa, szczególnie w zestawieniu z pozycją klientów TFI. Rentowność tego interesu jest bardzo wysoka. Nie spada mimo rosnącej konkurencji. Z jakiegoś powodu nie spadają również opłaty za zarządzanie mimo że na konkurencyjnym rynku powinniśmy widzieć spadki kosztów i lepsze dbanie o interesy klientów. Na tym rynku ten zdrowy mechanizm nie działa.

Inna sprawa to przejrzystość w komunikacji z klientami. W idealnym świecie każdy uczestnik funduszu powinien dostawać od towarzystwa regularną informację (np. roczną) ze szczegółowym rozbiciem stałej opłaty za zarządzanie na najważniejsze kategorie, w tym koszty dystrybucji. W tej chwili zazwyczaj nawet nie wie, że z jego oszczędności zgromadzonych w funduszu pobierane są jakiekolwiek stałe opłaty. Widzi tylko wynik netto.

I po co mu te informacje? A chociażby po to, żeby lepiej zrozumieć zależności między towarzystwami funduszy inwestycyjnych i ich dystrybutorami. Albo żeby lepiej kontrolować swoich doradców, których interesy (cele i prowizje sprzedażowe) bywają sprzeczne z interesami i potrzebami klientów.

Nie piszę tej krytyki z przyjemnością. Sam miałbym coś do stracenia, gdyby branża obniżyła koszty sprzedaży oraz swoje zyski, np. pod wpływem nowych regulacji. Jestem drobnym akcjonariuszem polskich TFI. Osiągam też korzyści z reklamy i współpracy z niektórymi towarzystwami.

Ale jestem też uczestnikiem kilkunastu funduszy oraz osobą pozytywnie nastawioną do oszczędzania. Nie wydaje mi się, żeby branża dostatecznie dbała o moje interesy w tej roli. Zmiany na lepsze w zakresie kosztów utrzymania funduszy oraz komunikacji z klientami dotyczącej opłat czy szczegółów aktywów są zdecydowanie zbyt powolne. 

Tutaj wszystkie artykuły na temat funduszy inwestycyjnych oraz prywatnej emerytury.


9 komentarzy:

  1. Jeśli można to kilka uwag.
    W interesie akcjonariuszy są jak najmniejsze koszty sprzedaży funduszy. Nie bardzo jednak można zmniejszyć tej opłaty - gdyż lepiej zapłacić dużo i mieć sprzedaż jednostek i certyfikatów, niż zaplanować małe koszty i mieć zero sprzedaży.
    W Polsce fundusze nie są zbyt popularne i sprzedaż idzie średnio (nie liczę UFK), dlatego jak Pan chce np. zmniejszyć koszty sprzedaży o 25%? Nierealne - tu nikt nie zarabia milionów, może poza Bankami. Ale tu hurtowy sprzedawca i ma siłę przetargową.
    Tak więc trudno oczekiwać spadku tego kosztu.
    Kolejnym o którym Pan pisze to są zyski TFI - one zależą m.in. od skali aktywów. Jeśli TFI ma duże, lub b.duże aktywa - to zyski TFI rosną. Te zyski są więc efektem sukcesu TFI. Koszty zarządzania FIO z 200 mln a 500 mln są prawie identyczne - a zysk 2-krotnie większy. Chciałby Pan karać najlepszych?
    Ciekawe jak wygląda wypłata zysków w mniejszych funduszach - to mógłby Pan sprawdzić.
    Pozdr Jarek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na starcie proponuję lepszą informację dla klientów na temat kosztów. Bardziej szczegółową, aktualniejszą, spersonalizowaną i regularną.

      To świetny pomysł, żeby opłata za zarządzanie spadała w miarę wzrostu skali aktywów. Zresztą to się już dzieje. Instytucjonalni płacą niższe opłaty, mają inne kategorie, ponieważ obejmują większe aktywa, detaliczni płacą pełne opłaty. Inny przykład to fundusze indeksowe i ETF w krajach zachodnich - ich koszty spadały w miarę wzrostu wartości aktywów pod zarządzaniem i zwiększaniu automatyzacji procesów.

      W polskiej branży funduszowej nie widać ani innowacji, ani presji mechanizmów rynkowych utożsamianych z konkurencją. Główni gracze są syci i nie mają motywacji do zmian, a klienci - jeśli już zdecydują się na fundusze - mają uwagę skupioną gdzieś indziej, nie na kosztach i ich wpływie na długoterminową rentowność oszczędności.

      Pozdrawiam, proszę wracać!

      Usuń
  2. Nie ma co porównywać do krajów zachodnich, bo tam poziom oszczędności jest wielokrotnie większy, stąd i opłaty mniejsze.
    Czy koszty sprzedaży mogą być mniejsze? Na razie nikt nie zaryzykował, nawet supermarkety funduszy, a może jakby "płaciły" Klientom (czyli oddawały część zarobku) - to miałyby sukces?
    Proszę tez zauważyć, że biznes TFI jest bardzo ryzykowny. Klientów można stracić w kilka miesięcy. Dlatego w okresach w miarę dobrych ich zyski na poziomie 30% przychodów to nic wielkiego.
    Na zachodzie jest 100 lat doświadczenia i ludzie sami inwestują w fundusze. U nas większość jest namówiona przez banki i TU.
    Główni gracz w branży funduszowej to bankowe TFI, one są bezwględne w poszukiwaniu zysku.
    Jak napisałem wyżej uważam krytykę zarobku 30% za nieuzasadnioną, koszty sprzedaży też Panu się nie podobają, ale co w zamian?
    Póki co to taka krytyka dla samej krytyki. Nie ma Pan argumentów poza "nie podoba mi się".
    A każdy ma wybór - nie trzeba używać FIO.
    Niech Pan założy ETF w Polsce - sam chętnie kupię. Ale póki co Altus mi się podoba i mimo, że drogo, to nie uważam, że przepłacam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Całe szczęście, że od niedawna nawet drobni klienci z Polski mogą lokować oszczędności w zagraniczne ETFy i korzystać z zalet tamtej cywilizacji

      2. "biznes TFI jest bardzo ryzykowny", a który biznes nie jest? branża budowlana? branża chemiczna? branża wydobywcza? branża motoryzacyjna? branża maszynowa? branża spożywcza? Żadna z nich nie ma tak stabilnej rentowności jak TFI. Są znacznie bardziej ryzykowne. TFI mają jakiś nadwyczajny status, na który - wydaje mi się - nie zasługują.

      3. rynek mógłby wyglądać tak: zamiast 40 TFI prowadzących małe i na niby konkurujące fundusze, branża aktywnego zarządzania aktywami mogłaby się skonsolidować, żeby obniżyć koszty, bez wielkiej szkody dla klientów, a z 50% rynku to powinny być tanie, automatyczne fundusze o bardzo niskich opłatach i z nastawieniem na odzwierciedlanie rynku / indeksu.

      4. to akutat prawda, że z tego wpisu nic nie wynika, to po prostu rozważania; wiem, że dla niektórych taka aktywność intelektualna pozbawiona natychmiastowych, praktycznych wskazówek jest bezwartościowa; ja nie mam problemu z zajmowaniem się tematem nawet jeśli to tylko analiza

      5. Nie muszę zakładać ETFów w Polsce, można je kupić na GPW oraz na giełdach zagranicznych; poza tym tego nie da się zrobić w pojedynkę i bez kompetencji (których niestety nie mam).

      Proszę zatrzymać się na chwilę nad swoją reakcją na mój tekst. Czy jeśli nie podoba się Panu połączenie kolejowe albo drogowe między dwoma miastami i komuś Pan o tym mówi, sugerując usprawnienia, byłby Pan zadowolony z odpowiedzi: "Jak jesteś taki mądry, wyremontuj sobie tę drogę albo zmień samochód". Przecież to kompletnie pusta, agresywna reakcja. Proponując mi, zwykłemu klientowi, żebym założył fundusz ETF albo siedział cicho i nie narzekał, zachowuje się Pan dokładnie tak samo.

      6. Jestem i będę klientem polskich TFI, nie mam problemu z tym, żeby być klientem i być krytycznym, nie zadowalać się panującymi mitami, przekonaniami i niewiedzą wokół tej formy oszczędzania.

      Panie Jarku, jest Pan aktywnym doradcą finansowym, zamożnym i wykształconym człowiekiem, wcześniej "walczył" Pan ze mną, gdy przyglądałem się unit-linkom - dlaczego tak alergicznie reaguje Pan na wszelkie próby analitycznego i krytycznego spojrzenia na branżę przez człowieka z zewnątrz? Przecież bez tego typu analizy i dyskusji nigdy nie posuniemy się do przodu jako klienci, jako doradcy i jako społeczeństwo, w którym normą jest decydowanie o własnych sprawach finansowych.

      Pozdrawiam i liczę na głębszą odpowiedź na ostatnie pytanie.

      Usuń
    2. Zacznę od końca.
      Nie wiem skąd Ma informacje (nieprawdziwe) jakobym był zamożnym człowiekiem. Żałuje, ale nie.
      Liczę, też na to, że dyskusja będzie na argumenty a nie ad personam. Koniec Pana odpowiedzi był bardzo słaby.
      Jestem zarówno aktywnym jak i biernym uczestnikiem rynku finansowego i dlatego walczę szczególnie z półprawdami i pobożnymi życzeniami.
      Tak było w przypadku Pana artykułu o unit-linkach i tak jest w tym przypadku.
      Ponarzekać - to łatwa i prawdopodobnie sprzyjająca popularności rzecz. Przyjrzeć się dokładnie i opisać temat - to rzadko spotykane.
      Teraz do poszczególnych punktów:
      ad.2 biznes tfi jest ryzykowny. Klienci mogą wypłacić szybko wszystkie pieniądze. Wystarczy jedna porządna bessa i wiele tfi polegnie. Aktywa są bardzo płynne i niech Pan nie porównuje tego z branżą wydobywczą i chemiczną. Wiele funduszy np. w USA zbankrutowało. Branża wysokiego ryzyka z pewnością (poza TFI bankowymi i ubezpieczeniowymi - połączonymi z korporacjami).
      ad. 3 Pana zapisy odbieram jako marzenia, pobożne życzenia. Rynek nigdzie na świecie tak nie wygląda. Na razie Bajki. Ale jak z bakami - pewnie byłoby świetnie.
      ad. 5 jeżeli odebrał Pan to agresywnie to przepraszam. Intencją było tylko pokazanie, że rynek można zmienić wchodząc na niego.

      Podsumowując - uważam, za mało konstruktywne głosy niezadowolenia, które przepraszam za dosadne sformułowanie - stwarzają złudzenia, albo wprowadzają w błąd ew. czytelników. Nie reaguję alergicznie tylko zdecydowanie. Walczę z przekłamaniami.
      Niestety na moje merytoryczne uwagi nie ma Pan odpowiedzi.
      Dodam, że też bardzo chętnie skorzystałbym z polskiego ETF i innych rozwiązań, których nie ma, ale nie jestem skłonny. Przez to, że znam drugą stronę medalu (polski rynek finansowy) widzę może trochę więcej. A Pana uwagi o "oszczędniejszym systemie dystrybucji i "zbyt komfortowej sytuacji akcjonariuszy" są jak dla mnie zbyt mało przemyślane.
      Dodam, że jeżeli uważa Pan że akcjonariusze są uprzywilejowani, względem nabywców funduszy - to sprzedałbym fundusze i kupił akcje TFI.
      Życzę dobrych decyzji inwestycyjnych i ciekawych wpisów.

      Usuń
    3. Zawsze kończymy rozmowy tak samo - zerowym porozumieniem oraz podważaniem przez Pana jakości materiałów czy wniosków.

      W przypadku rynku unit-linków, na którym też nie widział Pan niczego niestosowanego ani miejsca na ulepszenia, wydaje mi się, że moje wpisy, analizy i argumenty przetrwały próbę czasu. Do akcji wkroczyli regulatorzy - KNF i UOKIK.

      Co do TFI - one też będą się zmieniać. To bardzo powolny proces, bo wszystkie koty - w tym doradcy finansowi - są syci i mało zainteresowani zmianami na korzyść klientów.

      Ten tekst na pewno nie jest dla kogoś, kto pierwszy raz słyszy o funduszach. Zgadzam się, że mógłby z niego wyciągnąć błędne wnioski. To jest zaawansowany temat - ale czy mam cały blog poświęcić powtarzaniu marketingowej papki o oszczędzaniu i inwestowaniu. Powinniśmy rozwijać kompetencje i wiedzę bez strachu.

      Brawo za wniosek o byciu akcjonariuszem TFI. W niektórych okolicznościach to bardzo pożądana rola, chociaż wyceny i ceny akcji TFI są bardzo zmienne i poruszą się w rytm zmian w poziomie aktywów pod zarządzaniem. (Nie utożsamiałbym jednak zmian w poziomie aktywów z ryzykiem biznesu - jego rentowność jest bardzo stabilna i wysoka, tylko zyski się silnie wahają).

      Pozdrawiam i życzę więcej otwartości na rozważania głębsze niż broszury marketingowe czy techniki sprzedażowe.

      Usuń
    4. Rozumiem, że oczekiwałby Pan tylko pochwał, a dodatkowe argumenty, czy kontrargumenty są Panu nie wspak.
      Co do unit-linków - to ma Pan złudzenia, że zmieniły się na lepsze. Ale to nieprawda - to jednak inny temat - jak Pan chce wymienić opinie to możemy poprzez maile. Mój Pan zna.
      Cod o TFI możliwe, że będą się zmieniać pod wpływem ustawodawcy, ale czy na lepsze? Trudno powiedzieć. Ja chciałem tylko Panu pokazać, że pewne koszty są uzasadnione - tego Pan nie zakwestionował.
      Temat opłat rzeczywiście jest wart poruszenia, aczkolwiek mam prawo nie zgadzać się z Pana wnioskami i dlatego ta dyskusja, świadomości jakich faktów brak w Pana ciekawym tekście. Rzadko kto porusza ten temat i może trzeba być trochę w środku aby rozumieć go wszechstronnie.
      Ma Pan absolutnie błędne przekonanie o sytości "kotów" czyli doradców finansowych. Ale to też dyskusja na inny temat.
      Jeśli ma Pan ochotę - jestem do dyspozycji i chętnie podzielę się moim i nie tylko doświadczeniem.
      Proszę nie mylić stanowczości w dyskusji z brakiem otwartości. Otwartość to nie jest miara zgodności z Pana poglądami.Jestem otwarty na argumenty, kontrargumenty, chętnie dam się przekonać argumentami. A chyba dobrze, że się różnimy - każdy z nas czegoś się dowiedział.
      Pozdrawiam i dziękuję.
      ps. Jeśli ma Pan ochotę na inną rozmowę o unit-linkach wczoraj i dziś, lub też o doradcach - zapraszam.

      Usuń
  3. Panie Michale
    Pana Jarka niełatwo będzie przekonać. Każda profesja ma swój beton. Zmiany, ulepszenia? A czego tu szukać, nie da się i koniec.
    A jednak w polisach inwestycyjnych, wykorzystujących klienta na zasadzie cyrografu - dało się.
    Przypomina mi to inne kastowe korporacje zawodowe (medycy, prawnicy), które blokują wszelkie pomysły zmian w ich działalności, aby nie psuć im dobrego samopoczucia.
    Notabene, w naszym życiu gospodarczym działa zasada, że gdzie zaczynają się pieniądze tam kończy się moralność.
    Gratuluję udanego bloga
    Pozdrawiam
    Fabian

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz!

      Gra interesów to z pewnością stały element wszędzie tam, gdzie są do wzięcia pieniądze.

      Oprócz spokojnej analizy w ocenie sytuacji pomaga też przyglądanie się standardom zagranicą, np. to, jak działa jedna z największych firm zarządzających oszczędnościami Vanguard. Najśmieszniejsze jest to, że takie firmy, które już teraz dają swoim klientom wielokrotnie lepszą usługę niż polskie TFI, są wobec siebie bardziej krytyczne niż polskie TFI.

      W Polsce wszyscy jesteśmy z siebie za bardzo zadowoleni. Za wolno ulepszamy to, co mamy, mimo że jest co ulepszać.

      Pozdrawiam, proszę wracać!

      Usuń

A co Ty sądzisz?