niedziela, 6 marca 2016

[szerszy obraz] Czego nauczyłem się o podejmowaniu decyzji z książki „Pułapki myślenia” Daniela Kahnemana?




Fakt pierwszy: w naszych głowach nie funkcjonuje jeden spójny system podejmowania decyzji, tylko dwa o zupełnie innych cechach.

Pierwszy podejmuje szybkie, automatyczne, intuicyjne i emocjonalne decyzje. Jest ukształtowany przez ewolucję (np. chęć przetrwania) oraz wypracowane przez lata, głębokie nawyki i przekonania.

Drugi pracuje znacznie wolniej, świadomiej i w oparciu o analizę. Wymaga uwagi i skupienia. Włącza się (a przynajmniej powinien), gdy musimy wykonać jakieś bardziej złożone zadanie, odpowiedzieć na trudne pytanie lub rozwiązać skomplikowany problem.

Fakt drugi: to ten pierwszy system (automatyczny, intuicyjny i nieanalityczny) odpowiada za zdecydowaną większość naszych codziennych i niecodziennych decyzji. Drugi system (powolny, świadomy i analityczny) to zazwyczaj niewielki czubek gigantycznej góry lodowej.

Fakt trzeci: z badań psychologów wiemy, że w intuicyjny system myślenia „wbudowane” jest mnóstwo systematycznych błędów, które podkopują naszą zdolność do podejmowania racjonalnych decyzji.

Czy warto przeczytać książkę „Pułapki myślenia” Daniela Kahnemana? Czego może się z niej nauczyć ktoś, kto chciałby podejmować lepsze decyzje w odniesieniu do swoich finansów osobistych?


Ten artykuł to kolejna część niekończącego się cyklu [szerszy obraz].

Przyglądam się w nim spojrzeniu na świat i przekonaniom wpływowych ekonomistów, badaczy rynków, inwestorów, naukowców, myślicieli i praktyków. Nie szukam i nie promuję jednej prawdy objawionej. Uważam, że warto znać i czerpać z różnych sposobów myślenia o rzeczywistości wokół nas.

W tym, co czytam, oglądam i słucham, wyszukuję przydatne pojęcia i narzędzia, dzięki którym można sprawniej i świadomiej podejmować decyzje. Najbardziej interesują mnie względnie trwałe mechanizmy. Najmniej – bieżący szum informacyjny. Mam pragmatyczne podejście do wiedzy. Chcę wiedzieć, jak coś działa, dlaczego i co z tego dla mnie wynika.

We wcześniejszych artykułach przybliżyłem, jak widzą rzeczywistość ekonomiczną, w której przyszło nam żyć, między innymi Ray Dalio, John Bogle, William BernsteinAlfred Rappaport, Robert CialdiniHyman MinskyNassim Taleb, Robert Shiller, Niall Ferguson, Benoit Mandelbrot, Sebastian Buczek i Mohnish Pabrai.

Daniel Kahneman Pułapki Myślenia recenzja

Encyklopedia podejmowania decyzji


„Pułapki myślenia” to właściwie encyklopedia dziur, luk i systematycznych błędów, które popełniamy w procesie podejmowania decyzji.

Daniel Kahneman ilustruje je za pomocą tony badań naukowych. W tym własnych, za które został w 2002 uhonorowany razem z Amosem Tverskim nagrodą Banku Szwecji im. Alfreda Nobla w dziedzinie ekonomii.

Jest ich naprawdę dużo (lista). Wokół tego problemu wykształciła się cała dziedzina nauki zwana ekonomią behawioralną, która silnie oddziałuje na wiele branż, z którymi stykamy się na co dzień (np. marketing czy sprzedaż). Między innymi dlatego warto znać tą bardzo wpływową książkę.

Opiszę tylko kilka z tych błędów, za każdym razem opisując na własnym przykładzie, jak działają w sferze finansów.

Efekt świeżości (ang. recency bias)


To tendencja do przypisywania największej wagi informacjom, które dotarły do nas niedawno. Jej konsekwencją jest między innymi łatwość ekstrapolacji, czyli prognozowania, obecnego stanu daleko w przyszłość.

Spójrzmy na oprocentowanie depozytów bankowych. Jeszcze trzy-cztery lata temu standardem na rynku były odsetki na poziomie 6-7% brutto w skali roku. Wielokrotnie czytałem deklaracje „lokatowców” (i sam miewałem takie myśli), że jeśli oprocentowanie spadnie poniżej 5% rocznie, lokaty staną się „bezsensowne”. Potem, że będą bezsensowne, gdy spadną poniżej 4% rocznie. Potem, że jak spadną poniżej 3% rocznie.

Taka twarda postawa bierze się bezpośrednio z efektu świeżości. Bierzemy kilka ostatnich informacji i budujemy na ich podstawie jakąś sztywną wizję rzeczywistości daleko w przyszłość. W praktyce nawet tak „pewne” rzeczy jak oprocentowanie depozytów bankowych są dynamiczne i zmieniają się w czasie. Nie ma co na ich podstawie budować jakichś niezniszczalnych teorii.

Albo to: ten blog ma już ponad cztery lata. W tym czasie na rynkach finansowych mieliśmy do czynienia z kilkoma okresami optymizmu (np. lata 2012-2013) oraz kilkoma okresami pesymizmu (np. ostatnie 9-10 miesięcy).

To działa jak w zegarku: za każdym razem, gdy ceny aktywów finansowych rosną przez dłuższy czas, dostaję więcej komentarzy, pytań i e-maili o rady dla początkujących inwestorów, np. funduszowych. Ludzie widzą ostatnie wyniki funduszy (efekt świeżości) i nakręcają się pozytywnie na przyszłość (ekstrapolacja).

I na odwrót: wystarczy kilka miesięcy niepewności, np. związanej z konfliktem na linii Rosja-Ukraina czy zmianą na szczytach władzy w Polsce, a komentarze, pytania i e-maile wysychają. Co więcej, szybko pojawiają się tezy, że „w funduszach nie można zarobić”, „na giełdzie można tylko tracić", itp. Ludzie widzą ostatnie wyniki i wydarzenia i nakręcają się negatywnie na przyszłość.

Zaniedbywanie miarodajności (ang. base rate neglect)


To tendencja do podejmowania decyzji na podstawie pojedynczych informacji lub odczytów, bez przyjrzenia się większej próbce statystycznej lub historycznym wynikom w podobnych sytuacjach.

Opisałem kiedyś w szczegółach swoje wszystkie transakcje na giełdzie papierów wartościowych. W pierwszym okresie działałem na podstawie intuicji. Na przykład kupiłem akcje spółki odzieżowej Euromark, która była zadłużona i nie przynosiła zysków. Była po bardzo długich i głębokich spadkach i z tego punktu widzenia wydawała się atrakcyjna w myśl (błędnej) zasady, że „duże spadki to okazja do zakupu”.

To była oczywiście wyjątkowo płytka analiza. Żeby bardziej obiektywnie ocenić atrakcyjność takiej inwestycji, powinienem przyjrzeć się, jak w przeszłości zachowywały się spółki o podobnych parametrach (zadłużone, bez zysków, po długich spadkach).

Można by to zrobić w mniejszej skali i bez pomocy zaawansowanych narzędzi, żeby uzyskać ogólny obraz. Można by to zrobić w większej skali i przy pomocy narzędzi statystycznych, żeby uzyskać bardziej precyzyjny obraz.

W obu przypadkach dowiedzielibyśmy się, że nie każda firma w takiej sytuacji wychodzi z tarapatów i przynosi zysk nowym akcjonariuszom.

Poznalibyśmy też w przybliżeniu, jaki jest stosunek firm, które się podnoszą z kolan, do firm, które ostatecznie bankrutują lub pozostają w kłopotach przez lata (np. jest 15% pierwszych, a 85% drugich).

Moglibyśmy też porównać nasze wyniki w tej grupie firm (zadłużone, bez zysków, po długich spadkach) do wyników w innej grupie firm, np. z niskim zadłużeniem, z długą historią zysków i mniejszym zakresem spadków.

Dzięki temu bylibyśmy w stanie trochę obiektywniej zdecydować, który rodzaj spółki daje nam większe szanse na udaną inwestycję w perspektywie roku, dwóch czy dłużej.

A przynajmniej nie decydowalibyśmy w oparciu o jakieś ulotne przeczucia, jednorazowe zrywy naszych emocji i – ogólnie – przypadek.

Nawiasem mówiąc, polecam krótki artykuł z blogu statystyczny.pl o dowodach anegdotycznych (niskiej jakości), które nieustannie używamy przy podejmowaniu decyzji i ocenianiu sytuacji.

Książkę „Pułapki myślenia” Daniela Kahnemana warto przeczytać między innymi po to, żeby zrozumieć, że nasz domyślny tryb działania (szybki, automatyczny, anegdotyczny i intuicyjny sposób myślenia) wymaga naprawdę sporego wsparcia, żeby systematycznie podejmować trafne decyzje i nie wyciągać naiwnych, błędnych, chociaż być może emocjonalnie satysfakcjonujących wniosków.

Niechęć do straty (ang. loss aversion)


Nie ma chyba lepiej udowodnionego odruchu niż nasza niechęć do strat (cierpienia). Strata 100zł przynosi nam więcej bólu niż zdobycie 200zł satysfakcji.

Innymi słowy: straty odczuwamy mniej więcej dwa razy bardziej niż zyski.

Albo jeszcze inaczej: zagrożenia wywierają na nas dwa razy większe wrażenie i przykuwają dwa razy większą uwagę niż okazje (szanse) o podobnej skali.

O tej tendencji trzeba koniecznie pamiętać wystawiając swoje oszczędności na ryzyko. Większość z nas ma znacznie mniejszą tolerancję na ryzyko (rozumiane jako zmienność wyceny oszczędności) niż nam się wydaje i niż wydaje się naszym doradcom.

Mamy jak w banku, że nasza niechęć do strat ujawni się w trakcie trwania inwestycji i będzie nas wodzić za nos.

Co ciekawe, nasz mózg będzie traktował jako straty nie tylko spadek wartości oszczędności poniżej wpłaconej kwoty, ale również spadki poniżej maksymalnej wartości inwestycji. Najchętniej widzielibyśmy ciągły i szybki wzrost wartości naszej inwestycji w stosunku do innych typów aktywów. Chyba nie muszę nikomu tłumaczyć, że to NIE-MOŻ-LI-WE.

Dlatego myślenie zawczasu o naszej strategii radzenia sobie spadkami to absolutna podstawa. Nie widzę jednej, prostej metody wygrania z odruchem niechęci do straty. Jest kilka obiegowych formułek, np. „tnij straty, pozwól zyskom rosnąć” albo, cytując Warrena Buffeta, „nigdy nie trać pieniędzy”.

W gruncie rzeczy to są puste hasła. Co do pierwszego – gdy rynki finansowe rozpoczynają spadki, są one zazwyczaj tak dynamiczne, że zanim przeciętni inwestorzy rozpoczną „cięcie strat”, ich większa część już się wydarzyła. Zjadając przy okazji mniej lub więcej ich wcześniejszych zysków.

Co do drugiego, nie znam żadnego inwestora, który na części swoich decyzji nie ponosiłby strat. Nawet autor tego pryncypialnego cytatu, czyli Warren Buffet, popełnił i nadal popełnia błędy inwestycyjne. Zresztą mówi o tym otwarcie – ostatnim przykładem jest brytyjskie Tesco. Inwestycja w akcje tego supermarketu przyniosła jego firmie Berkshire Hathaway 444 miliony dolarów strat.

Tak więc, gdy Buffet mówi „nigdy nie trać pieniędzy”, nie ma na myśli podejmowania zawsze trafnych decyzji. Ten tekst nie odnosi się do absolutnie każdej transakcji i każdej inwestycji. Nie da się nie ponosić na niektórych decyzjach strat.

Chodzi o to, żeby suma naszych wszystkich decyzji nie prowadziła do trwałych i nieodwracalnych strat.

I to jest spora sztuka. Między innymi dlatego, że nasza pryncypialna niechęć do strat sprawia, że tak trudno ponosić nam nawet mniejsze porażki inwestycyjne, racjonalnie szacować ryzyko i możliwy do osiągnięcia zysk, a na dodatek widzieć każdą decyzję w szerszym kontekście (sumy wszystkich decyzji).

Jak podejmować dobre decyzje?


Jeśli jest jakaś książka, od której można zacząć poszukiwania odpowiedzi na pytanie, jak podejmować dobre decyzje (nie tylko inwestycyjne), są nią właśnie „Pułapki myślenia” Daniela Kahnemana. Punktem wyjścia będą - przewrotnie - złe decyzje.

Co ciekawe, nawet autor książki wypowiada się sceptycznie co do możliwości wyeliminowania na stałe wszystkich błędów logicznych i poznawczych, które są wbudowane w naszą naturę. Nie mówiąc o tym, że większość z nas postrzega intuicję czy emocje w życiu jako coś pozytywnego i prawdopodobnie nie chciałaby całkowicie się ich wyzbywać na rzecz „podejmowania bardziej racjonalnych decyzji”.

Z drugiej strony, to jasne, że jest sporo miejsca na ulepszanie naszych decyzji w ważnych dziedzinach życia, w tym finansach osobistych. Czy rzeczywiście chcemy w nieskończoność miotać się przy oszczędzaniu za pomocą funduszy inwestycyjnych? Czy chcemy przeżywać dramaty na giełdzie? Czy chcemy mieć na pierwszym planie emocje, gdy zaciągamy kredyt hipoteczny lub podejmujemy inne długoterminowe zobowiązanie finansowe?

Moim zdaniem zdecydowanie nie.

W tym kontekście pytanie, jak podejmować lepsze decyzje, jest jak najbardziej na miejscu. Jak wyglądałaby odpowiedź stworzona na bazie „Pułapek myślenia” Daniela Kahnemana?

1. Odróżnijmy myślenie szybkie od myślenia analitycznego


Szybkie, automatyczne, intuicyjne myślenie wymaga mniej wysiłku i daje nam większą satysfakcję emocjonalną, ale w wielu sytuacjach kompletnie się nie sprawdza. Uruchamiają się systematyczne dziury i błędy logiczne, które często prowadzą nas na manowce.

Branża finansowa o tym doskonale wie! To dlatego doradcy finansowi nalegają na szybkie podpisanie umowy, np. o kredyt czy o inwestycję. To dlatego komunikują się z nami za pomocą bełkotu marketingowego, sprzedażowego lub prawniczego, a nie na przykład za pomocą diagramów, tabelek, gruntownych obliczeń, kluczowych parametrów i dat czy innych metod analizy.

Póki co, to na kliencie spoczywa główny ciężar krytycznego przeanalizowania umowy, np. opłat, ryzyk i możliwych stóp zwrotu w długim i krótkim okresie przy produktach inwestycyjnych. Tego nie da się zrobić na szybko, na podstawie pierwszych wrażeń i bez jakichś systematycznych ram – trzeba włączyć powolne myślenie analityczne.

2. Nie decyduj na podstawie pojedynczych anegdot, tylko większej próbki


Czy wiesz, jakie skutki wywoływały podobne decyzje w podobnych sytuacjach w przeszłości? Czy wiesz, jakie skutki wywoływały alternatywne decyzje w podobnych sytuacjach w przeszłości? Odpowiedź na tego typu pytania może pomóc zwiększyć prawdopodobieństwo podjęcia trafnej decyzji.

To fascynujące, jak rzadko stawiamy na tego typu analizę. Spójrzmy na przykład, jakie niestworzone historie opowiadali o polisach inwestycyjnych ich sprzedawcy nigdy ich nie weryfikując. „Dwucyfrowe stopy zwrotu”. „Najlepsze narzędzie do inwestowania długoterminowego”. „Zarabiaj na swoich oszczędnościach”.

To oczywiście anegdoty. Nikt nigdy nie zbadał, jakie wyniki w praktyce osiągali właściciele polis inwestycyjnych jako grupa. Nikt nigdy nie zbadał, jaka część umów kończyła się przedterminowym wykupem za ułamek wartości rachunku. Niewiele osób kwestionowało wpływ dodatkowej warstwy opłat dla ubezpieczyciela na wyniki inwestycji w długim okresie. Czy ktoś zbadał, czy polisy z możliwością samodzielnego wybierania funduszy przyniosły lepsze rezultaty niż polisy ze sztywną, narzuconą strategią?

Trochę więcej danych mamy na temat działalności inwestorów indywidualnych na rynku forex. Nie będzie chyba dla nikogo niespodzianką, że stoją w sprzeczności z przekazem, że można na nim łatwo zarabiać pieniądze.

Szczególnie ostrożnie należy podchodzić do najlepszych przypadków. Ktoś zarobił 100% na inwestycji w jakąś spółkę? OK – a jak wygląda resztą jego inwestycji? Skąd się wzięła ta stopa zwrotu i czy jest wynikiem jakiegoś powtarzalnego procesu, czy przypadku? Jak wygląda przeciętna stopa zwrotu dla inwestorów działających na tym samym rynku, w tym samym czasie i w podobny sposób? Jak wygląda przeciętna stopa zwrotu dla inwestorów działających na tym samym rynku i w podobny sposób, ale w innych okresach (najlepiej wielu)?

3. Nie zatrzymuj się na własnych doświadczeniach


Kahneman pisze o czymś, co nazywa „spojrzeniem z zewnątrz” (ang. outside view). Większość z nas ma tendencję do podejmowania decyzji i wygłaszania ocen głównie na podstawie własnych doświadczeń, mimo że niekoniecznie są uczciwym punktem odniesienia. Jesteśmy skupieni na „spojrzeniu z wewnątrz” (ang. inside view).

Napisał do mnie niedawno czytelnik nalegając, że mam jak najszybciej zacząć ostrzegać innych, że IKZE (indywidualne konto zabezpieczenia emerytalnego) to „oszustwo”. Z jego obliczeń wynika, że na całym tym interesie zyskają tylko firmy z branży inwestycyjnej.

Oczywiście ten wniosek wziął się stąd, że czytelnik podstawił do obliczeń założenia zgodne ze swoją umową o IKZE (z towarzystwem ubezpieczeń Generali). Tak się składa, że jest to jedna z gorszych umów – głównie ze względu na dodatkową warstwę opłat dla ubezpieczyciela. Na dodatek klient akurat notował straty na swoich funduszach, więc przyjął, że cała inwestycja będzie zawsze przynosić straty.

Jak przejść z takiego „spojrzenia z wewnątrz” na „spojrzenie z zewnątrz”? W tym przypadku konieczne jest zdanie sobie sprawy, że jego indywidualna inwestycja (IKZE w Generali) nie jest równoznaczna z doświadczeniem każdego innego oszczędzającego na IKZE.

Umowę o IKZE można zawrzeć z innymi instytucjami finansowymi (w tym bankami, które gwarantują niewielkie oprocentowanie i nie narzucają kosztów). Inwestycję na IKZE można prowadzić w systematyczny sposób, który daje spore prawdopodobieństwo pozytywnych stóp zwrotu przy bardzo niskich kosztach (np. na rachunku inwestycyjnym).

Dzięki takiemu szerszemu spojrzeniu („z zewnątrz”) nie fiksujemy się na własnych doświadczeniach jako jedynej możliwej rzeczywistości. Widzimy szerszy obraz, widzimy alternatywne rozwiązania, widzimy większy zbiór, z którego w gruncie rzeczy wybieramy. Dzięki temu nasze decyzje mogą być chociaż trochę lepszej jakości.

Czego nauczyłem się z książki „Pułapki myślenia” Daniela Kahnemana?


Kluczowe jest rozróżnienie na szybkie i wolne myślenie. Przy złożonych, ważnych decyzjach, a już na pewno w finansach, powinniśmy częściej do głosu dopuszczać ten drugi system.

Zdolności analityczne trzeba trenować. Jeśli ich nie używamy, zanikają, a nasze myślenie jest coraz bardziej zdominowane przez pierwszy system – automatyczny, emocjonalny, intuicyjny, szybki i bardzo zawodny przy bardziej skomplikowanych problemach.

Nie ma się co oszukiwać, że za każdym razem będziemy mieli czas i energię na gruntowną analizę sytuacji. Dlatego tak ważne jest wypracowanie (i ulepszanie) systematycznych narzędzi, prcedur i procesów, dzięki którym nie musimy za każdym razem wszystkiego od nowa i w szczegółach analizować.

Przykładem takiego „metanarzędzia” przy decyzjach inwestycyjnych jest dla mnie alokacja między klasy aktywów. Wszystkie decyzje widzę w tych kategoriach. Innym przykładem narzędzia z tej samej dziedziny jest analiza (choćby pobieżna) trzech kluczowych parametrów – opłat, ryzyk i możliwych do uzyskania stóp zwrotu w krótkim i długim okresie.

Repertuar błędów logicznych i „pułapek myślenia”, w które wpadamy na co dzień, jest imponujący i nie ma sposobu, żeby wszystkie wyeliminować. Jesteśmy tylko ludźmi. Inni też są tylko ludźmi, nawet jeśli ciężko pracuję, żeby sprawiać wrażenie nadludzi. Przy podejmowaniu decyzji i działań od początku powinniśmy zakładać spory margines błędu i nastawiać się na wysiłek (np. głębszą i uczciwszą analizę), jeśli chcemy się tych błędów stopniowo pozbywać.

Książkę „Pułapki myślenia” (ang. „Thinking, Fast and Slow”) kupiłem za kilka funtów na brytyjskim Amazon.

Wszystkie poprzednie artykuły z serii [szerszy obraz] oraz wszystkie recenzje książek o finansach.


4 komentarze:

  1. Hej Michał i inni Czytelnicy,

    ja tylko chcę potwierdzić, to co autor bloga napisał o tej wspaniałej książce. Nasze, ludzi przekoanie o racjonalności tak bardzo często mija się z prawdą, że jest to szokujące.

    Tak książka bardzo wyczuliła mój umysł na porady ekspertów, dowody anegdotyczne, itd. itp. Ale nie mam co się oszukiwać - jako człowiek, nie mam żadnych szans unikać tych różnych mentalnych skrótów.

    Michał, piszesz o takich dość "skomplikowanych" sytuacjach jak giełdy, psychologia stada, dowody anegdotyczne - święta prawda - ale Kahnemann pisze też o tak absurdalnych błędach, jak "kotwice liczbowe" - ludzie po wylosowaniu liczby 100 szacowali liczbę państw w Afryce wyżej niż tacy, którzy wylosowali 10! A to losowanie oczywiście nie ma nic wspólnego z faktyczną liczbą państw w Afryce.

    Pozdrowienia!
    Marcin

    PS dzięki za zwrócenie uwagi na blog statystyczny.pl - bardzo ciekawy, przystępny i merytoryczny blog!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz.

      To prawda - w książce są setki przykładów na nieracjonalność naszych codziennych zachowań i spraw. Kwestia "kotwic liczbowych" może dotyczyć chociażby wynagrodzenia, które uważamy za sprawiedliwe / odpowiednie.

      Inna sprawa to nasza tendencja do ciągłego poszukiwania informacji potwierdzających, a nie zaprzeczających różnym twierdzeniom. Jeszcze inna to tendencja do tego, że po fakcie wszystko wydaje się nam oczywiste i przestajemy myśleć o alternatywnych scenariuszach czy związkach przyczynowo-skutkowych. Te oba błędy osłabiają naszą zdolność krytycznej analizy.

      Pozdrawiam, proszę wracać!

      Usuń
  2. Uwielbiam tę książkę. A teraz, jak to czytam, to już bym leciał ponownie czytać. Powinni tego uczyć w szkole. Ale to by wycięło w pień wszystkich pseudo znawców...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz, pozdrawiam.
      Proszę wracać!

      Usuń

A co Ty sądzisz?