środa, 7 marca 2012

Jak zacząłem się bać Leszka Czarneckiego?




Rozczarowałem kilku czytelników zbyt pochwalnym tonem swojego wpisu o przenosinach z mBanku do IdeaBanku. Opisałem w nim, dlaczego opuszczam detaliczne ramię BRE i wybieram nowy bank dla przedsiębiorców Leszka Czarneckiego. W odpowiedzi otrzymałem kilka alarmistycznych komentarzy, o tym że prawdopodobnie daję się nabrać na kolejną sztuczkę jednego z najbogatszych Polaków.

Padły mocne słowa. „NIGDY nie powierzyłbym instytucjom L.Cz. całej swojej kasy”. W stajni Czarneckiego „jak tylko się odwrócisz zmieniają warunki i z początkowej przynęty potrafią stać się kula u nogi lub pułapką”. Nie ma wątpliwości, że „wszystkie przyznane bonusy prędzej czy później z nawiązką wrócą do banku”. Dostałem nawet namiary na demaskatorski tekst Samcika, którego cenię za to, co robi dla promowania kultury finansów osobistych w Wyborczej i krytycznego podejścia do instytucji finansowych na Subiektywnie o finansach.

Czy powinienem zacząć się bać o swoje pieniądze? 

1.

Zadaję to pytanie pół żartem, pół serio. Nie jestem typem ryzykanta, który dla 0,5% odsetek rocznie więcej przeniesie swoje pieniądze do niepewnej instytucji. Banki w Polsce są dość mocno regulowane i jeśli Komisja Nadzoru Finansowego się zgadza na istnienie jakiegoś podmiotu, jest to jasny sygnał, że to nie jest wydmuszka. Innym mechanizmem, który ogranicza ryzyko do dość niskich poziomów jest Bankowy Fundusz Gwarancyjny. Nie chciałbym testować na własnej skórze, czy i jak działa w praktyce, ale jest to kolejne zabezpieczenie, które pozwala dość spokojnie poruszać się w obrębie banków nim objętych.

Jakieś ryzyko zawsze jest, bo - jak wiadomo - banki bankrutują kapitałem własnym i powierzonym (czyli naszym), ale tu trzeba zdać się na własną ocenę zagrożenia. Moja jest następująca: Zostawić całą kasę w AmberGold albo FinRoyal – dziękuję postoję. Zostawić w IdeaBank, Aliorze, BGŻ Optima czy innym małym, agresywnym graczu – dlaczego nie? Chociaż wiadomo - kto trzyma wszystkie jajka w jednym koszyku, nawet tym najlepszej jakości?

2.

Jeśli nie bankructwa, to może warto bać się zawiłych umów i skomplikowanych produktów? Tu rzeczywiście mam pewne wątpliwości. Najciekawsze produkty, które Czarnecki proponuje, to nie są rozwiązania typu 2 + 2 = 4. Żeby uzyskać korzyści, trzeba zazwyczaj spełnić jakieś warunki – w przypadku przedsiębiorców może to być spora korzyść podatkowa związana z ceną produktu, której część jednak odbierze sobie Leszek w postaci opłat, prowizji itp.

Niewykluczone, że w wielu przypadkach takie wiązane transakcje kończą się niekorzystnie dla klienta. Pytanie tylko, czy jest to wina klienta, który nie przeliczył zysków i kosztów, czy agresywnych sprzedawców z imperium Czarneckiego, którzy strzelają na oślep, żeby tylko jak najwięcej ugrać? Tak czy inaczej, do OpenFinance czy IdeaBank warto wybierać się tylko z kalkulatorem oraz przekonaniem, że idziemy na negocjacje, a nie spotkanie z dobrotliwym wujkiem. Rozumiem, że nie każdy musi to lubić.

3.

Osobiście najbardziej obawiam się tempa, w jakim Czarnecki prowadzi ekspansję swoich finansowych klonów. Getin, Noble, OpenFinance, IdeaBank, TaxCare, teraz HomeBroker – czy ktoś nad tym wszystkim panuje i czy w pogoni za zwrotem z inwestycji najbardziej nie stracą klienci, których będzie się namawiać na kolejne dziwactwa i niechlujnie obsługiwać?

Miałem takie wrażenie, kiedy w ostatnim okresie dostępności lokat antybelkowych, zgodziłem się na podzielenie moich pieniędzy na kilkanaście lokat po to, żeby można było im naliczyć oprocentowanie z góry. W serwisie transakcyjnym wygląda to zupełnie nieprzejrzyście, nie można zobaczyć historii naliczania odsetek, a algorytmy, których używają, żeby to wszystko opanować, rozumie chyba tylko Leszek i jego paru etatowych matematyków. A przede wszystkim powinienem rozumieć to ja.

Ostatnio też próbowano mnie oszukać w Home Broker (które zostało przejęte przez OpenFinance).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

A co Ty sądzisz?