sobota, 16 lutego 2013

Oszczędzasz, inwestujesz? Uważaj na te emocje!




Każdy, kto twierdzi, że finanse osobiste to praktycznie tylko matematyka, widzi tylko czubek góry lodowej. Oszczędzanie, inwestowanie, zarabianie czy pożyczanie pieniędzy to nie tylko podejmowanie racjonalnych decyzji opartych na liczbach, to również radzenie sobie z emocjami, które każda z tych czynności wywołuje.

Na nieszczęście dla nas pieniądze to nieprawdopodobnie emocjonalny teren. A jak nie od dziś wiadomo, pod wpływem silnych emocji, zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych, nasza zdolność podejmowania przemyślanych, wyważonych decyzji dramatycznie maleje. Są na to badania naukowe – polskie i zagraniczne, a wokół wpływu czynników takich jak emocje czy nastroje społeczne na nasze decyzje ekonomiczne powstała cała gałąź nauki, tzw. ekonomia behawioralna.

Czy emocje wpływają tylko na osoby, które inwestują ryzykownie i aktywnie, np. na rynku forex czy na giełdzie? Na jakie emocje warto zwracać uwagę podczas podejmowania decyzji finansowych? Czy da się je całkowicie wyeliminować?

1. Chciwość

Emocje a inwestowanie i oszczędzanie
Każdy chciałby zarabiać jak najwięcej na swoich inwestycjach, ale wysoki potencjał zysku jest bezpośrednio powiązany z ryzykiem straty. Dotyczy to zarówno inwestycji bezpośrednich (np. tworzenia własnej firmy czy produktu) oraz inwestycji pośrednich (np. w fundusze, akcje czy obligacje korporacyjne).

Rozsądny inwestor będzie dążył do zrozumienia ryzyka oraz jego zminimalizowania, np. poprzez rozłożenie swoich środków między różne klasy aktywów, itp. Można do tego użyć profesjonalnych narzędzi, a można kierować się, nazwijmy to, zdrowym rozsądkiem.

Chciwość wyjaśnia to, co wydarzyło się w latach 2007/2008 z inwestycjami części nowych klientów funduszy inwestycyjnych. Po latach wzrostów na giełdzie, towarzystwa funduszy inwestycyjnych i ich klienci mogli pochwalić się długim okresem bardzo wysokich zysków. W reklamach pojawiały się apetyczne liczby: 25% rocznie, 100% w trzy lata, itp. Mniej doświadczeni inwestorzy przyzwyczajeni do stałych odsetek na lokatach stali się chciwi. Skoro było to w zasięgu ręki – chcieli więcej.

Google udostępnia bardzo interesującą usługę, która pozwala sprawdzić na wykresie, jakie było zainteresowanie konkretnymi zapytaniami. Oto wykres dla zapytania "fundusze inwestycyjne" – widać na nim jak na dłoni wybuch zapotrzebowania na informacje związane z inwestowanie w fundusze w szczytowych momentach wzrostu na polskiej giełdzie.

Kiedy warto inwestować w fundusze i na giełdzie 2013

Zresztą chciwość kierowała nie tylko klientami, ale też branżą finansową, która zachęcała w materiałach promocyjnych do inwestowania i doradzała z pełnym przekonaniem dalsze lokowanie oszczędności w fundusze. Podobnie jak klienci zapomniała lub nie zdawała sobie sprawy z ryzyka związanego z tą formą inwestowania.

Chciwość była też jednym z motorów napędowych sukcesu firmy Amber Gold.

2. Strach

To, co wydarzyło się podczas oraz po krachu na giełdzie w latach 2007/2008, brało się z dokładnie przeciwnej do chciwości emocji targającej inwestorami – strachu przed stratą kapitału. Od tego momentu aż do dzisiaj jest to dominujące poczucie wśród nieprofesjonalnych inwestorów szukających najlepszej lokaty dla swoich oszczędności. Stąd bierze się popularność obligacji skarbowych oraz funduszy obligacji, a także wszędobylska ochrona kapitału w produktach inwestycyjnych, np. lokatach strukturyzowanych czy zamkniętych funduszach inwestycyjnych.

Ale wystarczy spojrzeć na wykres WIG20 czy rezultaty funduszy akcyjnych, żeby okazało się, że strach miał w tym czasie wielkie oczy. To właśnie okres po największych spadkach na giełdzie w 2007/2008 był w ostatnich latach najlepszym okresem do długoterminowej inwestycji. Wtedy kiedy strach, zniechęcenie i obawy o przyszłość były powszechne, jednostki funduszy można było nabyć za najniższą cenę od lat.

Chciwość i strach na giełdzie fundusze

Wpływ chciwości i strachu na nasze decyzje ma związek z naszą niedoskonałą oceną ryzyka. W ogóle wydaje mi się, że są dwa rodzaje ryzyka – ryzyko postrzegane (które wynika głównie z nastrojów) oraz ryzyko prawdziwe (które wynika głównie z wyceny aktywów).

Nasze postrzeganie ryzyka może dramatycznie wzrosnąć na skutek spadków wyceny akcji czy funduszy (jak w 2007/2008), ale to wcale nie oznacza wzrostu prawdziwego ryzyka. Przecież ceny maleją – dostajemy to samo (np. jednostkę funduszu czy sztukę akcji) za niższą cenę. W ostatnim stadium paniki na rynku ceny są praktycznie jak z przeceny likwidacyjnej w sklepie odzieżowym.

Zakładając, że nie następuje koniec świata, a giełdy nadal są ważną częścią rynku kapitałowego, prawdziwe ryzyko kupowania po dużych spadkach jest (w długim okresie) niewielkie. Niestety ryzyko postrzegane, nakręcane przez strach i złe nastroje, jest akurat najwyższe.

Dlatego nie od dziś wiadomo, że najlepsi inwestorzy (drobni i duzi) działają trochę wbrew powszechnej opinii, wbrew nastrojom i wbrew intuicji sterowanej przez silne emocje. A przede wszystkim – działają zgodnie z planem, który uwzględnia także negatywne scenariusze.

Nawiasem mówiąc, piszę to jakbym sam był wolny od tych wszystkich emocji i dysponował konsekwentnym planem – tak niestety nie jest i nigdy nie będzie.

3. Zazdrość

Nie tylko chciwość popchnęła nowych klientów w kierunku funduszy inwestycyjnych w okolicach szczytów na giełdzie z 2007/2008. Swoją rolę odegrała także zazdrość.

Uwielbiamy się porównywać do innych i nie chcemy od nich odstawać. Gdy wszyscy w naszym towarzystwie zaczynają chwalić się zyskami na giełdzie, w funduszach czy obligacjach korporacyjnych, nagle niskie gwarantowane odsetki przestają być takie atrakcyjne. Nasi znajomi z podobnymi zasobami finansowymi zarabiają dwa, trzy, cztery razy więcej na tym samym kapitale. Zostajemy w tyle.

Mimo że zawsze deklarowaliśmy się jako przeciwnicy ryzyka w finansach (którego zresztą zbyt dobrze nie rozumiemy) oraz zagorzali zwolennicy bezpiecznych depozytów bankowych i obligacji, nagle ogarniają nas wątpliwości. Nagle ochrona kapitału i gwarantowane zyski nie są naszym najważniejszym priorytetem.

Dokładnie tego typu wątpliwości pojawią się za chwile w głowach większości oszczędzających – stopy procentowe za chwilę spadną jeszcze bardziej i zamiast 6% rocznie nasz bank zaproponuje nam co najwyżej 4% rocznie na lokacie. Jeśli w tym samym czasie fundusze będą mogły się pochwalić dużo lepszymi wynikami historycznymi, zazdrość zamieni część zagorzałych zwolenników lokat bankowych w inwestorów.

Tyle że tego typu działania oparte są o emocjonalne porównanie dwóch bardzo różnych sposobów lokowania pieniędzy. Jak tego uniknąć? Przede wszystkim nie traktować jednego lub drugiego jako obiektywnie lepszego – one służą po prostu do innych celów. Dlatego należy zacząć od określenia tych celów (np. realistycznej oczekiwanej stopy zwrotu dla przewidywanego okresu inwestycji) oraz stworzenia planu ich osiągnięcia (dla różnych scenariuszy, również negatywnych). W przeciwnym wypadku będziemy na łasce bardzo intensywnych emocji.

4. Gniew (na innych)

Wyobraźmy sobie, że w lutym 2013r. inwestujemy w fundusz akcyjny za namową kolegi, analityka czy doradcy, a w grudniu nasze aktywa są warte o 25% mniej po nieoczekiwanych spadkach na giełdzie. Nawet spokojne na co dzień osoby mogą się w takiej sytuacji solidnie wkurzyć – na ten moment jedna czwarta ich ciężko zarobionych pieniędzy wyparowała. Im bardziej emocjonalnie traktujemy swoje oszczędności („człowiek tyle pracuje”, „przecież to pół roku moich zarobków”, „złodziejstwo”, itp.), tym bardziej jesteśmy narażeni na gniew.

I najgorsze jest to – moim zdaniem – że jest to często gniew wykierowany w innych ludzi – kolegę, analityka, doradcę, itp. To na nich w takich sytuacjach chętnie  przelewamy winę i odpowiedzialność. To oni nas przecież namówili!

A przecież ta chwilowa ocena sytuacji nie musi być aż taka dramatyczna. Po pierwsze – strata jest czysto wirtualna do momentu, kiedy nie sprzedamy naszych jednostek. My koncentrujemy się tylko na tu i teraz, a rynek będzie rozwijał się dalej. Gniew powstrzymuje nas przed trzeźwą oceną, co możemy zrobić, żeby jednak nie ponosić tej straty w przyszłości – może wystarczy przeczekać trudny okres, może da się uśrednić ceny zakupu, żeby potem szybciej odrobić straty. Tak naprawdę sytuacja jest dynamiczna, ale gniew i obwinianie innych popychają nas do tego, żeby wszystko wyciąć w pień natychmiast.

Moim zdaniem, żeby uniknąć takich sytuacji i takich emocji, oprócz minimum wiedzy o rynku kapitałowym jest nam potrzebne dość jasne przekonanie, że to my bierzemy odpowiedzialność za wszystkie nasze decyzje, a głosy doradcze to tylko głosy doradcze.

5. Samouwielnienie

Każdy uważa się za fantastycznego kierowcę, a umiejętności innych za kółkiem ocenia bardzo krytycznie. Tylko kto ma rację w sytuacji, kiedy wszyscy uważają, że mają rację? Jeśli wszyscy uważają się za lepszych od innych, ktoś tutaj nieprawidłowo ocenia samego siebie.

Niestety jest to powszechny stan umysłu na rynku – każdy uważa, że potrafi zarobić i to zarobić więcej niż inni. Bo jest bardziej rozsądny, ma lepszą intuicję lub dyplom prestiżowej uczelni. Tymczasem badania i długoletnie porównania pokazują, że nawet zawodowi inwestorzy (np. zarządzający funduszami inwestycyjnymi) mają trudności z utrzymaniem ponadprzeciętnych wyników przez dłużej niż kilka miesięcy czy rok.

Gdybym potrafił, chętnie sprawdziłbym, jak wypadają polskie fundusze np. małych i średnich spółek w stosunku do indeksów mWIG40 oraz sWIG80, które grupują te spółki. Czy udaje im się konsekwentnie rosnąć szybciej lub maleć wolniej niż te indeksy? Indeks pokazuje przecież średnią dla całego rynku, a większość inwestorów wierzy, że jest mądrzejsza od rynków.

Drobni inwestorzy, tacy jak ja, bardzo często chwalą się niebywałymi wynikami dla jednej spółki w jakimś czasie („zarobiłem 20% w pół roku”). Takie liczby mogą robić wrażenie na innych i podnosić samoocenę właściciela akcji, ale tak naprawdę trzeba je widzieć w szerszym kontekście. Od jakich kwot jest to 20%? Jaka to część większego portfela i jaki jest wynik tego portfela w długim terminie (np. 5 lat)? Czy w innych jego częściach były straty? Nagle okazuje się, że 20% w pół roku to najlepsze, co kiedykolwiek przydarzyło się temu inwestorowi, dotyczy niewielkiej kwoty, a cały portfel jest w długim terminie na plusie porównywalnym z lokatami bankowymi.

Tutaj historia jednej z moich inwestycyjnych klap, którą przez długi czas się chwaliłem, bo miałem wysokie wirtualne zyski. Opisałem ją, bo dobrze ilustruje przewrotność inwestowania.

Emocje a oszczędzanie i inwestowanie – podsumowanie

Pieniądze to niesamowicie emocjonalny teren – każdy chciałby jak najwięcej zarabiać, jak najlepiej inwestować i przechytrzyć wszystkich innych uczestników rynku. W opanowaniu emocji nie pomaga nieustający przepływ informacji ekonomicznych (telewizja, prasa, internet, radio) praktycznie bez znaczenia w długim okresie i bez odniesienia do naszych indywidualnych potrzeb, celów i planów.

Najważniejsze emocje działające na każdego inwestora to chciwość i strach, ale można ten zestaw rozbudować o kilka innych. Zachęcam do przyjrzenia się własnym decyzjom z przeszłości w obrębie finansów osobistych w ten sposób oraz do dodania tego aspektu do oceny przyszłych decyzji. Jestem przekonany, że to pomoże nam bardziej niż słuchanie niekończącego się szumu informacyjnego.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

A co Ty sądzisz?