niedziela, 8 czerwca 2014

Czego można się dowiedzieć ze sprawozdań finansowych funduszy inwestycyjnych?

Mam ambitny plan – zanim kupię jednostki jakiegokolwiek funduszu inwestycyjnego, będę co najmniej przeglądać jego najnowsze sprawozdanie finansowe.

Z jednej strony wynika to z tego, że chcę jak najbardziej opóźniać (tak – opóźniać!) swoje decyzje inwestycyjne. Wgryzienie się w dokumenty funduszu czy spółki to jeden ze sposobów, żeby między impulsywnym pomysłem o przekazaniu im pieniędzy w zarządzanie, a jego realizacją, musiało minąć trochę czasu. A głowa musiała trochę popracować nie tylko na poziomie przekazu marketingowego.

Z drugiej strony chodzi o to, że sprawozdania finansowe zawierają naprawdę duży i ciekawy ładunek informacyjny. Być może dla osób stawiających pierwsze kroki nie będzie to najłatwiejsza lektura, ale spójrzmy prawdzie w oczy: zasady działania funduszy nie zmienią się tylko dlatego, że nasza wiedza o nich jest zbyt mała. Zmienić się musi nasza wiedza, żebyśmy poradzili sobie z obsługą funduszy inwestycyjnych. Sprawozdania finansowe to lepsze miejsce, że dowiedzieć się więcej o konkretnym funduszu niż opinie na forach internetowych czy rozmowa z kolegą z pracy, sąsiadem albo szwagrem.

Jakie informacje znajdują się w sprawozdaniach funduszy inwestycyjnych? Czego można się z nich dowiedzieć? Jak wykorzystać w swoim procesie inwestycyjnym?

niedziela, 25 maja 2014

Czy warto mieć punkt odniesienia (benchmark) w inwestowaniu?

Czy moje wyniki inwestycyjne są dobre czy słabe w porównaniu z innymi inwestorami? Czy ryzyko, które podejmuję lokując oszczędności w niegwarantowane klasy aktywów, jest odpowiednio wynagradzane? Czy moje aktywne zarządzanie portfelem funduszy lub akcji daje efekt lepszy niż pasywna alokacja aktywów lub inwestowanie w główne indeksy? Czy moje decyzje inwestycyjne przyczyniają się do realizacji moich celów finansowych?

Jeśli mamy jasny punkt odniesienia w swoich inwestycjach, dużo łatwiej będzie nam odpowiedzieć na te i wiele innych ważnych pytań. Dlatego uważam, że warto mieć dobrze zdefiniowany benchmark (lub kilka benchmarków) nawet jeśli nikt tego od nas nie wymaga.

Jesteśmy przecież inwestorami indywidualnymi i teoretycznie możemy robić, co nam się żywnie podoba (w przeciwieństwie np. do mocno regulowanych funduszy inwestycyjnych) – nie śledzić precyzyjnie swoich wyników, nie porównywać się z nikim i ogólnie żyć w przekonaniu, że jesteśmy wyjątkowi. Mimo tego jestem zdania, że trzymanie się jasnych punktów odniesienia to super ważny element procesu inwestycyjnego. Dlaczego?

piątek, 2 maja 2014

[szerszy obraz] Jaką wizję rynków i gospodarki ma Ray Dalio i czego się z niej nauczyłem?

Ray Dalio to znany amerykański inwestor obecny na rynku od lat 70. Jest założycielem i zarządzającym funduszy firmy Bridewater Associates, która specjalizuje się w obsłudze dużych instytucjonalnych inwestorów, np. funduszy emerytalnych oraz funduszy majątku narodowego (sovereign wealth funds). Bez bicia przyznaję, że jestem pod sporym wrażeniem jego spojrzenia na rynki, gospodarkę i wiele innych kwestii.

Dlaczego? Z kilku powodów. Po pierwsze, jego wizja jest panoramiczna i oparta o długoterminowe, uniwersalne mechanizmy, które napędzały, napędzają i będą napędzać cywilizację, a nie krótkoterminowy szum informacyjny. Po drugie, Dalio ma rzadką umiejętność rozbijania skomplikowanych zjawisk na ich podstawowe składowe, co umożliwia trafniejszą i spokojniejszą analizę. Po trzecie, mimo że jego obserwacje i wnioski dotyczą głównie dużych, trochę abstrakcyjnych procesów makroekonomicznych, mogą być też z powodzeniem zastosowane na poziomie finansów osobistych każdego przeciętniaka czy indywidualnego inwestora.

W założeniu chciałem ten artykuł napisać dopiero po przeczytaniu, obejrzeniu i przesłuchaniu wszystkiego, co powiedział Ray Dalio (oraz jego krytycy), ale zadanie przerosło moje zasoby czasu. Skupiłem się tylko na najważniejszych publikacjach. Jaka wizja rynków i gospodarki się z nich wyłania?

niedziela, 13 kwietnia 2014

Czy w długim okresie akcje zawsze drożeją?

Jedną z obiegowych opinii na temat akcji jest to, że w długim terminie przynoszą wyższe stopy zwrotu niż obligacje skarbowe, obligacje korporacyjne czy instrumenty rynku pieniężnego. Dzieje się to przy większej zmienności (które wielu utożsamia z ryzykiem), ale ostatecznie akcjonariusze zarabiają na swoim kapitale więcej niż obligatariusze czy deponenci na lokatach w bankach.

Współczesna historia polskiego rynku finansowego, w tym giełdy, jest na tyle krótka, że trudno wyciągać z niej zbyt daleko idące wnioski, ale jest sporo materiałów na temat długoterminowego zachowania się różnych papierów wartościowych w krajach rozwiniętych. Z tego zestawienia wynika, że 100 dolarów zainwestowane w 1928 roku w główny indeks amerykańskiej giełdy byłoby dzisiaj warte jakieś 255 tysięcy dolarów, podczas gdy ta sama kwota inwestowana w 3-miesięczne bony skarbowe urosłaby do ok. 2 tysięcy dolarów, a 100 dolarów inwestowane w 10-letnie obligacje rządowe zamieniłoby się w trochę ponad 6 tysięcy dolarów.

Znaczącą przewagę papierów udziałowych nad dłużnymi w długim okresie na 16 rynkach całego świata udokumentowało też w ważnej książce „Triumf optymistów” trzech profesorów z London School of Economics. Czy to oznacza, że w długim okresie akcje zawsze drożeją i są najlepszą klasą aktywów?

niedziela, 6 kwietnia 2014

Czy da się stworzyć portfel inwestycyjny, który poradzi sobie w każdych warunkach?

Nikt nie wie, jak dokładnie rozwinie się przyszłość, ale każdy chciałby się na nią jak najlepiej przygotować. Jeśli oszczędzam i inwestuję z myślą o edukacji dzieci, emeryturze czy innych odległych celach, najważniejsze, czego się obawiam, to duża i nieodwracalna utrata wartości tych pieniędzy gdzieś w przyszłości, np. na skutek wysokiej inflacji, dewaluacji złotówki, załamania na rynku obligacji czy dewastacyjnej bessy na rynku akcji.

Dla właściciela takiego długoterminowego kapitału oznacza to dwie możliwości. Albo będzie na bieżąco monitorował sytuację, przewidywał przyszłe trendy na rynkach i reagował na nie wystarczająco szybko, żeby chronić swój majątek. Albo stworzy zróżnicowany i zrównoważony portfel aktywów, który jest w stanie poradzić sobie bez względu na warunki panujące w gospodarce i na rynkach.

Pierwsza propozycja brzmi naprawdę obiecująco, ale w praktyce systematyczne przewidywanie przyszłości i reagowanie z wyprzedzeniem na wydarzenia tak, żeby tylko na nich korzystać, przekracza zdolności analityczne i poznawcze przeciętnego człowieka. Można próbować, ale ze świadomością, że szanse na sukces są ograniczone, a całe przedsięwzięcie będzie nas mocno absorbować.

Ale czy da się stworzyć stabilny, nie angażujący dużych ilości naszej uwagi portfel inwestycyjny, który poradzi sobie w każdych warunkach i nie narazi nas na utratę znacznej części majątku?

niedziela, 30 marca 2014

[szerszy obraz] Czego nauczyłem się z książki „Inwestor Dhandho” Mohnisha Pabrai?

Nie pamiętam, gdzie i kiedy po raz pierwszy zetknąłem się z pomysłami Mohnisha Pabrai dotyczącymi inwestowania, ale zrobiły na mnie na tyle silne wrażenie, że szybko przeczytałem jego książkę „Inwestor Dhandho”. Niedawno przeczytałem ją jeszcze raz.

Kim jest Mohnish Pabrai? Od kilkunastu lat z sukcesami zarządza własnym funduszem typu hedge fund, który opiera o autorską koncepcję inwestowania wzorowaną w dużej mierze na filozofii Warrena Buffeta. Wcześniej był przedsiębiorcą w branży IT. Jest zwolennikiem inwestowania w głęboką wartość (deep value investing).

Jak z wszystkimi książkami amerykańskich inwestorów, warto od początku mieć z tyłu głowy dwa zastrzeżenia. Po pierwsze, dotyczą one amerykańskiej giełdy – instytucji o dużo dłuższej tradycji, dużo większej roli w gospodarce oraz dużo większej skali działania niż polska, działającej w dużo stabilniejszej demokracji.

Po drugie – przeczytanie książki Mohnisha Pabrai czy Warrena Buffetta nie robi z czytelnika Mohnisha Pabrai czy Warrena Buffetta. Bez względu na to, jak wielkie wrażenie wywierają na nas ich rady i mądrości, wdrożenie ich w życie to coś zupełnie innego niż ekscytowanie się nimi na kartce papieru. Gdyby było inaczej, każdy czytelnik książek o inwestowaniu byłby milionerem, jeśli nie miliarderem.

Jaka jest propozycja Mohnisha Pabrai w książce „Inwestor Dhandho”? Czy da się wykorzystać jego doświadczenia i rady w swoich inwestycjach?

niedziela, 23 marca 2014

Jak samodzielnie stworzyć korzystniejszy odpowiednik polisy inwestycyjnej?

Kilkanaście towarzystw ubezpieczeniowych w Polsce oferuje klientom programy regularnego oszczędzania w formie ubezpieczenia na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym. Dzięki aktywności ubezpieczycieli oraz ich pośredników (np. banków i firm doradztwa finansowego) takie polisy inwestycyjne stały się jednym z popularniejszych sposobów długoterminowego gromadzenia kapitału, np. na dodatkową emeryturę, edukację dziecka czy inne przyszłe wydatki.

Jest tak mimo ich skomplikowanej konstrukcji, których wielu konsekwencji niedoświadczeni klienci prawdopodobnie nie rozumieją, bardzo wysokich kosztów utrzymania i szeregu ryzyk związanych z oszczędzaniem w ten sposób.

Najlepsze jest jednak coś innego: praktycznie taką samą funkcjonalność jak na polisach inwestycyjnych można osiągnąć budując swój własny, tańszy i bardziej elastyczny program regularnego inwestowania z dostępnych na rynku narzędzi. Jak samodzielnie stworzyć korzystniejszy pod wieloma względami odpowiednik polisy inwestycyjnej?

piątek, 14 marca 2014

6 mało znanych ryzyk związanych z polisami inwestycyjnymi

Polisy inwestycyjne są często sprzedawane jako programy regularnego oszczędzania lub inwestowania. Mają być konkurencją dla inwestowania bezpośrednio w fundusze inwestycyjne czy akcje, a przez niektórych pośredników prezentowane są jako bardziej ryzykowna alternatywa wobec depozytów bankowych.

Ostatnio dużo mówi się o wysokich kosztach ich obsługi, w tym opłatach likwidacyjnych, które zmniejszają szanse na atrakcyjne stopy zwrotu, a także skomplikowanej konstrukcji prawnej umowy ubezpieczenia na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym nieadekwatnej do potrzeb i umiejętności dużej grupy klientów. O swoje prawa coraz głośniej upominają się również klienci, którzy zostali wprowadzeni w błąd przez pośredników finansowych przy podpisywaniu umowy.

Moim zdaniem ważniejsze od krytyki skupionej na złych praktykach sprzedawców polis jest zrozumienie, dlaczego ten mechanizm inwestycyjny nie jest optymalny z punktu widzenia przeciętnego oszczędzającego. Kolejną cegiełkę chciałbym dołożyć w tej kwestii opisując sześć mniej widocznych na pierwszy rzut oka typów ryzyka, które ponoszą właściciele tego typu ubezpieczeń.

niedziela, 9 marca 2014

[szerszy obraz] Recenzja książki „Ubezpieczenie na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym” Magdaleny Szczepańskiej

Proponuję, żeby każdy, kto podpisuje umowę o ubezpieczenie na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym, musiał najpierw zdać egzamin z treści książki Magdaleny Szczepańskiej. Efektem byłby skokowy spadek liczby nowych polis inwestycyjnych. Dlaczego?

Część w ogóle by przez nią nie przebrnęła – to ciężki, naukowy tom z mnóstwem prawniczego żargonu, który jest jednak niezbędny, żeby obiektywnie opisać to zjawisko. A ci, którzy by ją przeczytali i zrozumieli, byliby prawdopodobnie w większości totalnie zniechęceni konstrukcją tego rozwiązania finansowego.

Póki co w kwestii tworzenia i marketingu polis inwestycyjnych jest bardzo dużo swobody, a zakłady ubezpieczeń wraz z pośrednikami sprzedali do tej pory ok. 5 milionów takich umów. Jest ich ponad pięć razy więcej niż indywidualnych kont emerytalnych (ok. 800 tysięcy), które mogą służyć podobnym celom, są mniej kosztowne, mniej restrykcyjne, bardziej elastyczne i (w obecnej formie) korzystniejsze z punktu widzenia podatków. Jeszcze mniej jest indywidualnych kont zabezpieczenia emerytalnego.

Z tego, co wiem, książka „Ubezpieczenie na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym” Magdaleny Szczepańskiej jest lekturą obowiązkową na niektórych uczelniach ekonomicznych. Czy powinna mieć podobny status również dla osób poszukujących optymalnych narzędzi do gromadzenia długoterminowych oszczędności?

sobota, 1 marca 2014

Jakie operacje można i warto wykonywać na polisach inwestycyjnych z ubezpieczeniowymi funduszami kapitałowymi?

W lutym 2014 minął drugi rok, odkąd prowadzę polisę inwestycyjną w jednym z towarzystw ubezpieczeniowych. Wykorzystuję tę okazję, żeby przyjrzeć się swojej inwestycji z możliwie wielu perspektyw. W poprzednich artykułach skupiałem się na niekorzystnym dla klienta mechanizmie pobierania opłat od aktywów oraz ich destrukcyjnym wpływie (szczególnie w długim okresie) na wartość majątku.

W każdym z tych i wcześniejszych artykułów o polisach inwestycyjnych zwracałem również uwagę na to, nie jest to optymalne rozwiązanie dla większości osób poszukujących sposobu na długoterminowe gromadzenie oszczędności. Są drogie, restrykcyjne, skomplikowane i obarczone ryzykiem.

Ich popularność wynika głównie z tego, że towarzystwa ubezpieczeniowe płacą sprzedawcom (np. bankom, pośrednikom finansowym, „niezależnym” doradcom) bardzo hojne prowizje za pozyskiwanie klientów, a klienci nie wykazują się specjalną dociekliwością przed podpisaniem wieloletniej umowy.

W ostatnim wpisie zaprezentowałem też swoje podejście do tej inwestycji oraz rezultaty po dwóch latach. W tym chciałbym przyjrzeć się temu, jakie operacje można i warto wykonywać na mojej polisie inwestycyjnej z ubezpieczeniowymi funduszami kapitałowymi.