poniedziałek, 18 marca 2013

Jak inwestować w fundusze – strategia przenoszenia stałej liczby jednostek




Tydzień temu opisałem trzy proste strategie inwestowania w fundusze – strategię przenoszenia dochodów, strategię utrzymywanie wartości oraz strategię uśredniania ceny nabycia. Nawet jeśli żadna z nich nie przypadnie nam do gustu, warto prześledzić, jaki takie mechaniczne podejście do naszej inwestycji będzie miało wpływ na jej wartość w czasie.

Oczywiście każdy chciałby osiągać najwyższe możliwe stopy zwrotu – zarabiać podczas hossy na rynku akcji, a chronić wartość inwestycji podczas bessy. Dla początkującego inwestora przewidywanie ruchów wyceny jednostek funduszy akcyjnych oraz obligacyjnych jest niesamowicie trudne i frustrujące. Ostatni dowód to masowe wpłaty do funduszy obligacji na początku tego roku – dokładnie w momencie, kiedy zaczęły wytracać swój potencjał wzrostu. Może na chwilę, może na dłużej - kto wie?

Mechaniczne strategie pozwalają zawęzić trochę możliwości ruchu oraz nadają jakąś logikę całej inwestycji. Powinny również choć trochę tonować emocje, które są jednym z głównych powodów błędnych decyzji inwestycyjnych.

Dzisiaj chciałbym przedstawić założenia strategii przenoszenia stałej liczby jednostek. Na czym polega? Dla jakich inwestorów najlepiej się nadaje? Kiedy ją stosować?

Jak inwestować w fundusze – strategia przenoszenia jednostek

Jak inwestować w fundusze - przenoszenie jednostek
Pierwszy raz spotkałem się z tą strategią w książce Macieja Rogali „Otwarte fundusze inwestycyjne – zasady są proste” i kompletnie mi się nie spodobała. Ale po kolei.

Polega ona na rozpoczęciu swojej inwestycji ze 100% zaangażowaniem w bezpieczne fundusze obligacyjne oraz pieniężne, a potem stopniowym przenoszeniu stałej liczby jednostek (np. co miesiąc) przez z góry określony czas do funduszy akcyjnych. Aż do osiągnięcia 100% zaangażowania w akcje.

Jest to w pewnym sensie odwrotność tzw. cyklu życia, czyli koncepcji, która mówi, że to na początku powinniśmy podejmować większe ryzyko, a potem stopniowo je zmniejszać w bezpiecznych aktywach (obligacje + gotówka). Tutaj cały artykuł o funduszach cyklu życia – piszę w nim o badaniach, które pokazują, że odwrotność cyklu życia jest zazwyczaj skuteczniejsza niż cykl życia.

W porównaniu z konserwatywnymi, defensywnymi strategiami przenoszenia dochodów oraz utrzymania wartości, przenoszenie jednostek z bezpiecznych funduszy do funduszy akcyjnych to również dużo bardziej ryzykowne podejście. Dlaczego?

W ostatniej fazie będziemy przecież w 100% w funduszach akcyjnych – nawet jeśli będą to fundusze mieszane (stabilnego wzrostu czy zrównoważone), ryzyko straty będzie bardzo realne. A tak jak wspomniałem – ma to być strategia mechaniczna, więc – jeśli mamy być konsekwentni – powinniśmy ją wykonać bez oglądania się na sytuację na rynku.

Ten element mnie szczerze przeraża – przecież ostatni okres inwestycji, kiedy jesteśmy zaangażowani w ok. 100% w fundusze akcyjne może przypaść na spadki na giełdzie. Szczególnie jeśli przymierzamy się do stosowania tej strategii przez długi okres (np. 20 lat, jak opisał to Rogala w swojej książce), nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak ułoży się dla nas rynek.

Sprawdziłem z ciekawości, jak zadziałaby ta strategia przez ostatnie 10 lat dla dwóch przykładowych funduszy – PZU Obligacji oraz PZU Akcji. Założyłem, że inwestor wystartował z 50 tysiącami złotych 15 marca 2004r. i wszystko ulokował w funduszu obligacji. Co rok mechanicznie przenosił 15 marca równowartość 10% jednostek z funduszu obligacji na ten dzień do funduszu akcyjnego. Do 15 marca 2013r. zredukował początkową ilość jednostek PZU Obligacji do 10%. W jakim punkcie byłaby jego inwestycja? Poniżej najważniejsze wyniki, tutaj szczegółowe obliczenia oraz notowania funduszy, których użyłem.

Jak inwestować w fundusze - strategia przenoszenia stałej liczby jednostek

Dobre strony strategii przenoszenia stałej liczby jednostek

Mimo że ta strategia nie odpowiada mi jako mechaniczne podejście do długoterminowej inwestycji, widzę jej pewne zalety, które można wykorzystać choćby przy modyfikowaniu innych strategii. Jakie to zalety?

Uważam, że rozpoczęcie inwestowania w fundusze od bezpiecznych opcji (pieniężnych i obligacyjnych) i stopniowe zwiększanie ryzyka dobrze współgra z rozwojem umiejętności początkujących inwestorów. Szczególnie jeśli przechodzą do funduszy z depozytów bankowych (a jest to powszechna historia), rozpoczynanie od funduszy akcyjnych to może być szok termiczny – zarówno przy wzrostach, jak i spadkach.

Po drugie – szczególnie przy planach systematycznego oszczędzania, kiedy klient zaczyna od zera i w pewnym sensie uczy się regularnie oszczędzać i inwestować, to podejście może oszczędzić mu rozczarowania w pierwszych fazach programu. Nie będzie co prawda osiągać wysokich zysków, ale będzie kumulować realny kapitał, który po pewnym czasie będzie można wystawić na ryzyko.

Zresztą i tak w pierwszych fazach takich programów chodzi przede wszystkim o budowanie kapitału, a nie zarabianie. Powiedzmy, że pierwsze 6 miesięcy udziału przynosi olbrzymie zwyżki na giełdzie, dajmy na to 20%. Tylko że zgromadzony przez kapitał będzie bardzo mały i równie mała będzie wartość realnych zysków w tym okresie.

A do spokojnego kumulowania kapitału lepiej nadają się fundusze bezpieczne. Oczywiście wytłumaczenie sobie lub komuś innemu, dlaczego nie uczestniczymy w hossie może być bardzo trudne.

W każdym razie – nie spisywałbym całkiem na straty tej strategii, która zakłada, że najpierw głównie chronimy swój kapitał (np. dlatego że go dopiero budujemy, oszczędzamy), a potem stopniowo zwiększamy ryzyko i szansę na wyższe zyski (inwestujemy).

Po trzecie i jak dla mnie najważniejsze – o ile strategia przenoszenia jednostek nie przekonuje mnie jako sposób na długoterminową inwestycję (np. 20-30 letnią, pod emeryturę), wydaje mi się całkiem sensowna przy krótszych okresach. Jak to?

Chodzi mi o jakieś połączenie tej strategii (przenoszenia jednostek między bezpiecznymi i akcyjnymi funduszami) z cyklami rynkowymi. Wyobraźmy sobie inwestora, który działa trochę pod prąd powszechnych zachowań.

W miarę rozwoju hossy stopniowo przenosi jednostki z funduszy akcyjnych do obligacyjnych i pieniężnych, a w jej szczytowych etapach ma 100% lub zdecydowaną większość oszczędności w bezpiecznych aktywach. Po załamaniu – od pewnego momentu bessy przenosi stopniowo jednostki z funduszy bezpiecznych do funduszy akcyjnych, osiągając w pewnym momencie nawet 100% zaangażowania.

Oczywiście takie zachowanie sprawi, że nasze zyski nie będą optymalne – może na pół roku przed końcem hossy, my już będziemy w funduszach bezpiecznych, można pół roku przed końcem bessy my już będziemy mocno zaangażowani w akcje. Ale liczy się efekt końcowy, a nie tymczasowe straty – jeśli konsekwentnie wykonamy takie przesunięcie aktywów i wyczekamy na odwrócenie trendu, rezultaty powinny być bardzo pozytywne.

Dla jasności – przy takiej modyfikacji nie mamy już do czynienia ze strategią mechaniczną, niezależną od sytuacji na rynku. Musimy samodzielnie oceniać rozwój wydarzeń, identyfikować etapy cyklu rynkowego i działać.

Jak inwestować w fundusze za pomocą strategii przenoszenia jednostek – podsumowanie

Nie jestem zwolennikiem tej strategii w wersji mechanicznej, szczególnie w odniesieniu do długoterminowych inwestycji (np. na emeryturę). Jak na mój gust – zbyt mocno zdajemy się wtedy na rolę przypadku – nie wiemy przecież, jak ułoży się przez tak długi okres rynek. Jeśli miałbym wybierać spośród znanych mi strategii mechanicznych, postawiłbym raczej na strategię przenoszenia dochodu lub utrzymywania wartości. Ale to tylko moja intuicja, żadnych badań nie prowadziłem.

Jeśli widzę tu jakieś zalety, są one związane raczej z psychologicznym komfortem, który na początku przygody z oszczędzaniem i inwestowaniem w funduszach może dać inwestorowi tego typu podejście.

Samo przenoszenie jednostek pomiędzy funduszami bezpiecznymi i akcyjnymi to podstawa zarządzania swoim portfelem, tyle że mamy wtedy do czynienia nie z prostą i mechaniczną strategią, ale aktywnym podejściem do swojej inwestycji. Jeśli dysponujemy wiedzą i warsztatem, żeby oceniać sytuację na podstawie danych historycznych, wskaźników gospodarczych i innych czynników – konsekwentna strategia przenoszenia stałej liczby jednostek w odpowiedzi na cykle rynkowe to bardzo dobre podejście.

W środę więcej o strategii równoważenia portfela (rebalancing), w piątek o inwestowaniu w oparciu o cykle rynkowe.



4 komentarze:

  1. Strategia inwestowania w fundusze z zastosowaniem przenoszenia jednostek, przez 10 lat dała 27,28% (niecałe 3% rocznie). Tymczasem nawet na zwykłych lokatach bankowych w tym okresie, po obelkowaniu można było uzyskać 1/3 więcej. Czy warto bawić się w wymyślne strategie, które wymagają wiele zachodu, a efekt jest taki sam lub gorszy?
    Niedawno ktoś w necie zwrócił uwagę, że po kilkunastu latach inwestowania przeciętna stopa zwrotu z funduszy akcyjnych była podobna do zwrotu z funduszy obligacji. Tyle, że w pierwszym przypadku odbywało się to z dużą większą zmiennością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz - nie lubię bezpośredniego porównywania lokat bankowych i funduszy. Dzisiaj z takiego porównania płynie wniosek, że lokaty są lepsze, a przy najbliższej hossie dla niektórych popływnie wniosek, że to fundusze są lepsze. No przecież przez ostatni rok albo 2 lata dały 5x więcej zarobić niż lokaty.

      Strategie to sposób na opanowanie chaosu inwestowania. Dla kogoś kto myśli o inwestowaniu w długim terminie nie widzę innej drogi niż poprzez przyjęcie, konsekwentne stosowanie i modyfikowanie swojej strategii.

      Jest oczywiście alternatywa - gwarantowane lokaty bankowe, obligacje skarbowe, rachunki oszczędnościowe. To super indywidualna decyzja. Ja mam 30 lat i trzymanie się kurczowo lokat bankowych uważam przy swoim horyzoncie inwestycyjnym za błąd. Chcę być obecny na rynku, a z inwestycji wyjdę nie wtedy, gdy zysk będzie niższy niż na lokatach, ale wtedy, gdy będzie dużo wyższy.

      Usuń
  2. Pokusiłem się o podobne wyliczenia dla trzech TFI. Niestety tylko operowanych przez PSAT TFI bo do ich wycen mam stosunkowo łatwy dostęp. Wejście w marcu 2004 roku podzieliłem na 10 części. Konwersja każdej z nich uwzględnia uzyskany wynik, czyli jeśli część konwertowana w marcu 2007 na dzień konwersji dała wynik 5801,27 PLN to taką kwotą wchodziłem w akcje.

    BPH
    Mieszane 58 147,33 -> 11,29%
    Obligacje 82 920,70 -> 65,84%
    Akcje 68 753,40 -> 37,51%
    Uwagi: Tfi posiada dwa fundusze obligacji o pi przez drzwi podobnych wynikach. W obliczeniach brałem wyniki funduszu 2. Wejście w akcje 03.2007 na dziś ma wynik -33%, 03.2011 -19%

    Investors
    Mieszane 58 165,21 -> 16,33%
    Obligacje 71 512,98 -> 43,03%
    Akcje 67 750,95 -> 35,50%
    Wejście w akcje 03.2007 na dziś ma wynik -40%, 03.2008 -32%

    Skarbiec
    Mieszane 68 019,86 -> 36,04%
    Obligacja 77 100,65 -> 54,20%
    Akcja 87 400,42 -> 74,80%
    Wejście w akcje 03.2005 -> na dziś ma wynik 54,61% (prawie tyle samo co obligacja włożona na początku rok wcześniej i trzymana do dziś), 03.2009 -> 53,17%

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, rozumiem, że pod pojęciem Mieszane kryje się właśnie strategia pzrenoszenia stałej liczby jednostek. Wygląda na to, że przez ostatnie 10 lat się nie sprawdziła w wersji mechanicznej. Ciekawe, że między towarzystwami mogą występować aż takie gigantyczne różnice.

      Tak jak pisałem w treści artykułu, jestem raczej sceptyczny wobec tej strategii w wersji mechanicznej.

      Ciekawi mnie Twoja opinia o strategii równoważenia portfela (rebalancing).

      Pozdrawiam, dzieki, proszę wracać!

      Usuń

A co Ty sądzisz?