niedziela, 24 marca 2013

Recenzja książki „Inwestuj we własny etat” Sławomira Śniegockiego




Jeszcze kilka lat temu omijałem książki typu „Inwestuj we własny etat” Sławomira Śniegockiego szerokim łukiem. Byłem przekonany, że poradniki o budowaniu bogactwa służą przede wszystkim wzbogacaniu się ich autorów i są tak naprawdę litanią oczywistości bez praktycznej wartości. Poza tym jestem z urzędu sceptyczny wobec wszystkich, którzy chcą mi pokazać, jak zarabiać pieniądze, zdobyć niezależność finansową, zbudować dochód pasywny i tym podobne.

Co do pierwszej wątpliwości – kompletnie zmieniłem zdanie. Dla dojrzałego czytelnika, który rozumie podstawowe pojęcia jak praca czy odpowiedzialność, jest w takich książkach mnóstwo inspirujących tropów. Jeśli dobrze odfiltruje się to, co w ogóle nie odnosi się do naszego życia, to mogą być lektury, które popychają nas do przodu.

Czy „Inwestuj we własny etat” Sławomira Śniegockiego to książka, która może nas popchnąć do przodu w sprawach finansowych? Czy warto ją przeczytać? Czy to dobra inwestycja?

Co mi się podobało w książce „Inwestuj we własny etat”?

"Inwestuj we własny etat" Sławomir Śniegocki opinie
Książka Sławka to spójny program zmiany podejścia do finansów osobistych. Śniegocki proponuje tak naprawdę całą filozofię, której zastosowanie powinno przełożyć się na stopniowy wzrost kontroli nad naszymi finansami, a w ostatecznym rozrachunku niezależność finansową.

Na czym opiera się ten program?

Po pierwsze na weryfikacji naszych nawyków finansowych. Zazwyczaj działamy w kwestii pieniędzy na totalnym auto-pilocie – powtarzamy po prostu zachowania, których nauczyliśmy się w przeszłości. Dotyczą one pracy, kontrolowania wydatków, oszczędzania, inwestowania, itp. Wiele z nich – mimo że występują dość powszechnie w naturze – niekoniecznie jest dla nas korzystnych.

Jakiś przykład? Choćby to, że nie dywersyfikujemy źródeł dochodu. Najchętniej polegamy na etatowej pracy dla jednego pracodawcy. Albo to, że potrafimy marnotrawić kilka godzin dziennie na oglądanie telewizji czy bezcelowe przeglądanie internetu zamiast ulepszać swoje życie, uczyć się czegoś lub tworzyć. Albo że bardziej dbamy o samochód czy parkiet w domu niż własne zdrowie, którego naprawianie kosztuje nas potem majątek.

Po drugie na zmianie nastawienia do pieniędzy. To jest większy rozdział, ale najważniejsze w programie Sławka są wzięcie kontroli nad swoimi finansami (jako wielki fan brania totalnej odpowiedzialności za wszystko, co robimy, nie mogę się nie zgodzić) oraz zrozumienie, że duże pieniądze biorą się z małych pieniędzy.

Śniegocki w tym momencie wywraca trochę wszystko na głowie i pisze, że naszym najważniejszym zasobem nie są wcale pieniądze, ale czas. Mamy go śmiertelnie ograniczoną ilość i jeśli sprzedajemy go zbyt tanio innym (słabo płatna praca) lub zwyczajnie trwonimy (czas wolny), nie mamy żadnych szans na finansową niezależność. Na zawsze będziemy na łasce swoich pracodawców oraz złych nawyków.

Po trzecie Sławek Śniegocki zachęca do podjęcia ryzyka i rozpoczęcia inwestowania natychmiast, bez zastanawiania się, czy to dobry moment, czy nie. To inwestycje są źródłem finansowej niezależności. Nie muszę chyba wyjaśniać, że inwestowanie może mieć bardzo różny charakter – można inwestować na rynku finansowym (fundusze, akcje, obligacje, lokaty), można na rynku nieruchomości, można inwestować we własny biznes czy własne pomysły.

W „Inwestuj we własny etat” nie znajdziemy konkretnego planu, jak krok po kroku zarobić na nieruchomościach czy na giełdzie. To nie jest tego typu książka. Wyjaśnia ona raczej, jak przełamać opory przed ryzykowaniem własnych pieniędzy, oraz inspiruje do działania.

Tutaj książka Sławka Śniegockiego w księgarni internetowej za dwadzieścia parę złotych.

Niezależność finansowa bez rzucania pracy

Mój ulubiony cytat z tej książki brzmi: „największą szansą dla większości ludzi nie jest rzucanie pracy na etacie i rozpoczynanie własnej działalności, lecz rozpoczęcie budowania niezależności właśnie w oparciu o pracę na etacie”.

Moim zdaniem jest to super rozsądne podejście. Chodzi tu o dywersyfikację źródeł dochodu i tworzenie czegoś, co wzmacnia nasze finanse osobiste, również poza etatową pracą.

Obserwuję ostatnio eksplozję zainteresowania takimi tematami jak niezależność finansowa czy dochód pasywny, ale w ujęciu, które kompletnie do mnie nie przemawia i ma moim zdaniem krótkie nóżki. Jest podszyte jakąś frustracją i chęcią wypięcia się na wszystkich dookoła. Ideałem takiego stanu ma być zarabianie bez wysiłku i bez zaangażowania na jakichś bezużytecznych usługach, manipulowaniu innymi, spamowaniu i tym podobnych. Jak dla mnie jest to droga donikąd.

Dla wielu czytelników najważniejszym pytaniem będzie teraz, co takiego mogą stworzyć lub gdzie się udzielać, żeby zarabiać nie tylko na etacie. Czy dostaną od Sławka Śniegockiego odpowiedź w książce „Inwestuj we własny dług”? Tak – ale na wysokim poziomie ogólności. Podobnie jak np. w książce Kiyosakiego „Bogaty ojciec, biedny ojciec” sami będą musieli przetłumaczyć te rady na rzeczywistość wokół siebie.


Co mi się nie podobało w książce „Inwestuj we własny etat”?

Na pewno nie podzielam w 100% podejścia Sławka do ryzyka w inwestowaniu i nie sądzę, żeby jego filozofia była wskazana dla wszystkich. Jego rada jest prosta – zacznij inwestować natychmiast, nie traktuj braku wiedzy jako wymówki, nie unikaj za wszelką cenę ryzyka. Dlaczego?

Po pierwsze – nawet nietrafiona inwestycja (np. w fundusze) jest lepsza niż bezpowrotne wydanie jakiejś kwoty.

Po drugie – ryzykowne inwestycje, mimo że znacznie mniej popularne niż np. gwarantowane rachunki oszczędnościowe lub lokaty terminowe, dają szansę na dużo większe zyski w przyszłości.

Po trzecie – nawet nieudane inwestycje są dla nas nauką i wnioski z nich mogą być cenniejsze niż ewentualne straty.

Jestem w tej kwestii trochę większym konserwatystą i – choć rozumiem argumenty Sławka – sądzę, że jego podejście jest trochę zbyt lekkomyślne. Uważam, że można doprowadzić swoje finanse do bardzo zaawansowanego poziomu praktycznie kompletnie eliminując z nich ryzyko inwestycyjne. Co więcej – wielu ludzi właśnie tego najbardziej potrzebuje.

Tutaj i tutaj dwa większe artykuły na ten temat.

Ze swojego doświadczenia wiem, jak skuteczne może być podejście oparte o agresywne budowanie kapitału z wynagrodzenia za normalną pracę za pomocą bezpiecznych lokat kapitału. Kluczem są wtedy niskie koszty życia, wysoka stopa oszczędności (50% i więcej) oraz dostarczanie wysokiej jakości pracy, za którą inni chcą nam płacić.

Za wyraz przesadnego optymizmu uważam też to, że ewentualne straty z nieudanych inwestycji odrobimy w przyszłości dzięki temu, co nauczyliśmy się na błędach. Przyjrzyjmy się temu, co wydarzyło się na rynku funduszy inwestycyjnych w 2008-2009. Część początkujących inwestorów rozpoczynała swoją przygodę z funduszami właśnie w tym czasie i poniosła dotkliwe, dla niektórych szokujące straty.

Nie przeczę, że część z nich wyciągnęła prawidłowe wnioski (np. nie kupuj przewartościowanych aktywów, nie działaj bez strategii, nie wierz bezkrytycznie w opowieści doradców finansowych itp.). Ale jest też niemała grupa, która do dzisiaj żyje w przekonaniu, że zostali oszukani przez zarządzających funduszami, że na funduszach nie da się zarobić, że to niezgodne z prawem i coś tam jeszcze.

Ich problem wziął się dokładnie z tego, że nie mieli wiedzy i nie rozumieli mechanizmów inwestowania w fundusze. Dlatego jestem zdania, że pierwsze powinno być co najmniej minimum wiedzy, a dopiero potem ryzyko. W przeciwnym razie potknięcia mogą być tak kosztowne i tak dezorientujące, że w niczym nam nie pomogą!

Trzecia rzecz w książce „Inwestuj we własny etat” Sławomira Śniegockiego, do której mam spory dystans, to propozycja budowanie praktycznie całego swojego życia wokół optymalizacji finansowej. Przy odrobinie złośliwości można tak odebrać tą książkę – optymalizuj to, maksymalizuj tamto, redukuj jeszcze coś innego, tu zaoszczędzisz 50zł, tam zarobisz 100zł, które możesz zainwestować. To są twoje przystanki do niezależności finansowej.

Jak dla mnie jest to podejście ekstremalnego homo economicus reprezentowane w najwyższej formie właśnie przez doradców finansowych i inwestycyjnych, ekonomistów, inżynierów finansowych, itp. Zupełnie mi to nie imponuje, nie chcę uczestniczyć na co dzień w tym świecie i mam trochę odmienny pomysł na swoją niezależność finansową.

Mam jednak pewien sposób na to, żeby nie zrażać się do tego typu książek z racji tego, że moje wartości i światopogląd nie pokrywają się w całości z wartościami autora. Nie traktuję propozycji w nich zawartych w kategoriach zero albo jeden, czarne albo białe, bierzesz wszystko albo nic. Biorę tylko to, co mi pasuje i ulepsza moje podejście, w takich proporcjach, jakie uznaję za właściwe, a resztę rejestruję jako jakąś tam możliwość.


Czy warto przeczytać „Inwestuj we własny etat” Sławka Śniegockiego?

Uważam, że paradoksalnie najwięcej na przeczytaniu „Inwestuj we własny etat” mogą skorzystać czytelnicy, których wartości i światopogląd są zupełnie inne niż Sławka. Szczególnie ci, którzy nie mają przygotowania ekonomicznego, nie mieli styczności ze światem finansów od strony zawodowej i widzą, że brakuje im tego wymiaru w życiu.

To, czy skorzystają z konkretnych propozycji Sławka, nie jest tak naprawdę ważne. Ważniejsze jest to, że dostaną spójną koncepcję finansów osobistych, która zakłada większą kontrolę nad sytuacją i większą niezależność, np. od pracodawców, zmian na rynku pracy, państwa, kryzysów gospodarczych, itp. Można ją zmodyfikować, zainspirować się nią i stworzyć własną, zaadaptować do własnych warunków. Cokolwiek – najważniejsze, żeby działać, jeśli wiemy, że coś nie gra w naszych finansach.

Tutaj książka Sławka Śniegockiego w księgarni internetowej za dwadzieścia parę złotych.



4 komentarze:

  1. Link do księgarni prowadzi na 404. Nie wiem, czy to referral, czy nie, ale pierwszy człon dotyczący blogger.com/href musisz poprawić.

    pzdr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiekie dzięki ;) Powinno już wszystko śmigać, jak należy ;)

      Usuń
  2. Zapisałem się na newsletter Sławka.
    Obejrzałem dwie lekcje na Youtube, za resztę trzeba płacić. Nie mam nic przeciwko płaceniu. Jeśli jest pewność że pieniądze się zwrócą, czego nie? Problem jest w tym że Sławek podał program szkolenia, i tylko w ostatniej lekcji było na temat, gdzie i jak inwestować. We wcześniejszych lekcjach kazał obliczać, jak jesteśmy bogaci i ile możemy przeznaczyć na inwestycje. Tego to ja nie muszę obliczać. Wiem ile mogę zainwestować. Powiedzmy przeznaczym 500 PLN miesięcznie i to wszystko. Jeśli nabiorę doświadczenia, wiem co robię, mogę tą sumę zwiększyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej dzięki za komentarz! Osobiście nie wymagam od nikogo, żeby dał mi "pewność, że pieniądze mi się zwrócą", a na pewno nie jeśli chodzi o inwestycje czy edukację. Jestem raczej zdania, że to naszym zadaniem jest wypracować sobie jakąś pewność w praktycznie każdej sprawie, nikt mi jej nie da. Gdyby ktoś pisał książki albo prowadził szkolenia, które "dają pewność" zarobienia milionów, wszyscy waliliby do niego drzwiami i oknami. Ja w ogóle przestałem zwracać uwagę na gości, którzy obiecują mi jakieś magiczne "pewności" - to jest spam. Wszystko jest niepewne i trzeba nauczyć się z tym żyć.

      Co do szkolenia Sławka - nie wiem, bo nie korzystałem. Nie planuję, bo najbardziej lubię uczyć się sam. Pozdrawiam i proszę wracać!

      Usuń

A co Ty sądzisz?