sobota, 5 stycznia 2013

Czy oszczędności mają związek z jakością życia?




Roczne zarobki 20, roczne wydatki 19,96 – szczęście. Roczne zarobki 20, roczne wydatki 20,06 – nędza” pisał Karol Dickens w książce „David Copperfield”. Od XIX wieku sporo się zmieniło i technicznie rzecz biorąc wydawanie więcej niż zarabiamy nie niesie ze sobą wielkich dramatów. Jeśli nie wypadniemy poza normalny system, koszty kredytów są względnie niskie. Banki zachęcają do wydawania nie swoich pieniędzy kartami kredytowymi, a nawet są gotowe zapłacić za nas za mieszkanie lub dom.

I jak tu udowodnić, że warto oszczędzać? Jak tu wykazać, że posiadanie własnych oszczędności (czyli wydawanie regularnie mniej niż zarabiamy) poprawi naszą jakość życia? Przecież na pierwszy rzut oka jest dokładnie odwrotnie.

A jednak będę się upierał, że nasze prywatne oszczędności mają bezpośredni, potężny związek z jakością naszego życia.

Problemy z jakością życia

oszczędności a jakość życia
Tylko co to jest jakość życia? Nie dosyć, że wyobrażenie o tym, co to znaczy dobrze żyć, zmienia się z wiekiem, to zależy również od naszych wartości, wyborów i celów w życiu.

Jak tu pogodzić aspiracje kogoś, kto dąży do luksusu, bogactwa czy władzy nad innymi z aspiracjami kogoś, kto najbardziej chciałby świętego spokoju? Takich różnych spojrzeń na jakość życia są tysiące.

Nawet poważne międzynarodowe instytucje mogą co najwyżej próbować określić, co to jest jakość życia. Tutaj ostatni raport OECD, który bierze między innymi pod uwagę takie czynniki jak bezpieczeństwo, dostęp do edukacji, równowagę między pracą a czasem wolnym, zdrowie oraz zarobki.

Kilka rzeczy wydaje się jednak wspólnych dla każdego:
  • wolimy być zdrowi niż chorzy,
  • wolimy żyć bezpiecznie, a nie w zagrożeniu,
  • wolimy czas wolny od pracy (szczególnie jeśli jej nie lubimy),
  • nie lubimy stresu,
  • i tak dalej.
Oszczędzanie a jakość życia

Po pierwsze, to nieprawda, że oszczędzanie wymaga wyrzeczeń i poświęceń. W takich barwach maluje je jednak całkiem sporo osób. Oszczędzanie to umęczenie się, to zaciskanie pasa, to nieznośna niewygoda.

Oczywiście można tak myśleć i używać tego wyobrażenia, żeby jednak nie przywiązywać wagi do oszczędności. Osobiście wolę bardziej pozytywne podejście do finansów osobistych.

Oszczędności mają wynikać głównie z usprawnień wokół nas. Z krytycznego spojrzenia na wydatki, zidentyfikowania niepotrzebnych oraz zastąpienia tych koniecznych – jeśli to możliwe – tańszymi alternatywami. Drugi składnik tego równania to większa aktywność po stronie zarobków (z pracy oraz inwestycji).

Na efekty nie trzeba długo czekać. I będą to efekty odczuwalne tu i teraz. Nie za sto lat na emeryturze. A oszczędności oraz oszczędny (ale nie dziadowski) tryb życia to więcej kontroli nad naszą sytuacją finansową, bezpieczeństwo, niezależność oraz przestrzeń do robienia innych rzeczy (a nie martwienia się o pieniądze).

Jeśli wciąż wyobrażasz sobie oszczędzanie jako jedną wielką męczarnię i zaciskanie pasa – koniecznie przeczytaj tekst o tym, jak nie oszczędzać pieniędzy.

Po drugie, to nieprawda, że oszczędzanie jest nudne. Albo inaczej: wszystko, ale to absolutnie wszystko, co robimy, możemy robić w nudny sposób. Możemy z tego zrobić prawdziwą mękę. Obrzydzić to sobie i skutecznie się zniechęcić. Biadolić na swój bank, że nie płaci wystarczająco dużo na lokatach, ale nie szukać alternatywy (nawiasem mówiąc: tutaj kilka ciekawych możliwości). Narzekać na niskie zarobki i brak satysfakcji w pracy, ale nie robić kompletnie nic, żeby to zmienić. Ogólnie – stać w miejscu.

A oszczędzanie to nie jest stanie w miejscuto może być prawdziwa podróż. Do lepszego zrozumienia roli pieniędzy w swoim życiu. Do poznania mechanizmów finansów osobistych i ich wpływu na nas. Do użycia tych mechanizmów, żeby zyskać większe bezpieczeństwo finansowe oraz większą niezależność od pracodawców i państwa. To też podróż – krok po kroku – do większej zamożności.

Po trzecie, to nieprawda, że lepiej wydawać pieniądze bez opamiętania teraz, bo jesteśmy młodzi, zdrowi, itp. Naprawdę nie potrafię zrozumieć, skąd się bierze w nas takie desperackie przekonanie, że jutra nie będzie. Że nie ma powodu ulepszać naszej sytuacji finansowej za pomocą oszczędności oraz inwestycji, bo wkrótce będziemy starzy, państwo upadnie albo wydarzy się jakaś inna katastrofa.

Gdybym mógł dzisiaj powiedzieć coś sobie dziesięć lat temu, nie byłoby to – „wydawaj jak najwięcej na przyjemności, baw się, nie myśl o niczym, jutro nie istnieje”. Byłoby to raczej - „przyjemności swoją drogą, ale od tego, co robisz dzisiaj, zależy też gdzie będziesz za dziesięć lat”.

Nie ćwicz i jedź źle – będziesz gruby. Nie czytaj i nie ucz się niczego – będziesz zacofany. Nie oszczędzaj – będziesz zależny od ostatniej pensji, zestresowany, niepewny przyszłości itp. Jestem przekonany, że za dziesięć lat będę mógł w ten sam sposób spojrzeć na siebie dzisiaj. A za dwadzieścia lat na siebie za dziesięć lat. I tak dalej. Nie mówiąc o tym, że w ten sposób oceniać mnie będą moi bliscy.

Po czwarte, tu nie chodzi tylko o pieniądze. Przyjaciółka mojej narzeczonej zapytała mnie kiedyś przy okazji rozmowy o pieniądzach: „A gdyby cię dzisiaj przejechał samochód? Nie żałowałbyś, że ich wszystkich nie wydałeś?”. Ani przez chwilę. Nie wypracowałem swoich oszczędności wbrew sobie, tylko w zgodzie ze sobą.

A w ogóle co to za argument z tym wypadkiem – czy to oznacza, że naszym głównym celem ma być napchanie się, czym się da, zanim umrzemy? I że mamy żyć w cieniu takiej nadchodzącej katastrofy, dostosowując do niej nasze finanse? To myślenie na poziomie reklamy „weź duży kredyt, 21 grudnia 2012r. i tak kończy się świat”. Nie skończył się.

A nawet jeśli coś mi się stanie jutro albo za 50 lat – przecież są ludzie ze mną związani, którzy odziedziczą te pieniądze. Czy koniecznie muszę je wydać ja? Twoje oszczędności i inwestycje stabilizują o wiele więcej niż tylko ciebie!

I ostatnia rzecz: oszczędzania (i finansów osobistych) można się nauczyć, ale oszczędzanie uczy też nas. Dzięki temu, że kiedyś zacząłem w ten sposób myśleć o finansach (mimo że byłem bez grosza przy duszy, bez żadnej wiedzy ekonomicznej, bez zamożnych rodziców itp.) i postanowiłem działać, naostrzyłem narzędzia do tego stopnia, że dzisiaj mniej się o siebie boję.

To na pewno częściowo zasługa tego bezcennego poczucia bezpieczeństwa finansowego oraz coraz większej niezależności finansowej, ale też jeszcze jednej rzeczy – optymizmu. Bo skoro tak dużo się już udało, dlaczego nie miałoby się udać jeszcze więcej? Skoro udało się raz, dlaczego nie miałoby się udać jeszcze raz, nawet jeśli kłopoty po drodze będą jeszcze większe? Narzędzia mam już przecież naostrzone.

Podsumowanie – dlaczego oszczędności są bezpośrednio związane z jakością życia?

W szczegółach oszczędzanie polega na szukaniu najlepszego oprocentowania dla naszych lokat (tutaj je znajdziesz), płaceniu najniższych podatków, ulepszaniu naszego budżetu domowego, wynajdywaniu inwestycji o niskim ryzyku, a dużym potencjale. Ale wejdźmy poziom wyżej i oszczędzanie oraz inwestowanie polegają na poprawianiu naszej jakości życia. W jaki sposób?
  • poprzez dostosowanie naszych zarobków i wydatków do naszych potrzeb,
  • poprzez zrozumienie roli pieniędzy w naszym życiu,
  • poprzez stopniowe dążenie do bezpieczeństwa finansowego, niezależności finansowej, większej przestrzeni w tym obszarze życia,
  • poprzez myślenie dzisiaj o sobie i innych w przyszłości,
  • poprzez uczenie się praktycznych umiejętności.

8 komentarzy:

  1. Również uważam, że oszczędności i właściwy cash flow (dodatni) jest ważny. Dzięki temu mam komfort psychiczny w pracy (aktualnie ją zmieniam bez stresu), mam czas na odpoczynek (bez pętli kredytów zaciskających się na szyi), a dzięki pewnym wyrzeczeniom (a takie zawsze są gdy chcemy oszczędzić) moje życie jest paradoksalnie pełniejsze, bo nie gonię za chwilowymi zachciankami podsycanymi reklamami (fakt, nie oglądam tv i blokuję reklamy), mam czas na przemyślenia i cieszenie się tym co jest.

    Rzeczy kupuję starając się stosować 30-dniowy okres karencji, choć mam swoją słabość (książki i ebooki), ale w Nowym Roku postanowiłem przeczytać i sprzedać wszystkie zaległe pozycje i nie dokupywać nowych. Taki nowy nawyk chcę wprowadzić :-).

    A dzięki oszczędnościom, udało mi się skutecznie zainwestować na giełdzie (+25% zwrotu) i choć suma nie była duża, to gdyby nie oszczędności to nawet bym się giełdą nie zainteresował, a tak trochę grosza wpadło a przy okazji człowiek się czegoś uczy :-)

    Generalnie oszczędzanie powoduje wzrost naszej inteligencji finansowej, przemyślenia naszego życia (dlaczego oszczędzamy) i "wyłączenia autopilota" na którym niektórzy z nas żyją.

    Pozdrawiam
    Tomek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za fan-tas-tycz-ny komentarz!
      Dotykamy tutaj momentu, kiedy matematyka spotyka się z psychologią - moim zdaniem to jest właśnie istota finansów osobistych. Nie osiągnięcie jakichś zwrotów, zaoszczędzenie jakieś sumy, tylko połączenie tego z naszymi zachowaniami, dążeniami, osobowością itp.

      Hałas mediów, doradców, ekspertów, itp. jest niebywały, więc wyłapanie tego, czego naprawdę potrzebujemy to prawdziwe wyzwanie.

      Dokładnie tak samo widzę ten pozytywny "paradoks oszczędzania". Jakieś wyrzeczenia są konieczne (zmiana nawyków, monitorowanie swoich zachowań), ale to nie musi być bolesne, a zyski w dłuższym okresie są niebywałe. Zyski w postaci lepszej jakości życia.

      Ale nasze podejście do oszczędzania, inwestowania, pieniędzy jest totalnie osobiste. Ja też jestem maniakiem czytania! Ale w przeciwieństwie do Ciebie - nie zdecydowałbym się na pozbycie się książek czy zaprzestanie kupowania nowych. Z jakiegoś powodu uważam też za wartość kupowanie oryginalnych płyt z muzyką i filmów, mimo że z ekonomicznego punktu widzenia to nienajlepsze rozwiązanie.

      Ale to tylko mój wybór i totalnie szanuję prawo innych do zorganizowania sobie tego fragmentu rzeczywistości inaczej.

      Usuń
  2. Ja też mam problem z pozbyciem się książek, ale ze względu na pracę czeka mnie przeprowadzka do innego miasta (i wynajmowanie, co wiąże się z potencjalnymi przeprowadzkami) więc staram się ograniczyć majątek do jednej przyczepki (bagażnika) :-).

    Poza tym prawie 700 nieprzeczytanych pozycji na Kindlu to zadra która boli za każdym razem jak odpalę Kindla. Też jestem maniakiem czytania ale tu chciałbym trochę zoptymalizować moje "chomikowanie" i kupowanie na zapas :-)

    Pozdrawiam
    Tomek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to rzeczywiście, ja takich zapasów nie mam. Może dlatego, że wciąż jestem papierowy, Kindle (dla PC) używam tylko do darmowych e-booków, których jest też sporo. Pozdrowienia, powodzenia!

      Usuń
  3. Tym artykułem uświadomiłeś mi kilka rzeczy. Zrozumiałem, że najpierw muszę określić swoje potrzeby i poziom życia, który mnie będzie satysfakcjonował i do niego dopiero ułożyć plan oszczędnościowy. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, na pewno warto podchodzić do tego w takiej kolejności. Ale od razu warto zwrócić uwagę na coś innego - naszych porzeb i celów nie da się ustalić raz na zawsze, więc sposoby oszczędzania i inwestowania też będą się zmieniać. Najważniejsze, żeby czuć to połączenie między pieniędzmi a całokształtem naszego życia.

      Usuń
  4. Oszczędzam, raz mniej, raz więcej, ale oszczędzam. Dodatkowe pieniądze na koncie cieszą i faktycznie dają większe poczucie bezpieczeństwa. Ale to jest moim zdaniem chwilowe, bo człowiek wyrzeka się pewnych zachcianek, ale i tak przyjdzie czas, kiedy oszczędności trzeba będzie wykorzystać na różne cele - samochód, dom, rodzina. Myślę, że każdy powinien zdawać sobie sprawę, że oprócz oszczędności odkładanych podczas aktywności zawodowej powinien zabezpieczyć się na czas emerytury. Bo to różnie bywa, a pieniądze szybko się rozchodzą.

    OdpowiedzUsuń

A co Ty sądzisz?