piątek, 17 maja 2013

Mam 20 lat, mam 30 lat. Czy powinienem oszczędzać na emeryturę?




Kiedy ma się dwadzieścia, trzydzieści lat jest tyle fajniejszych rzeczy do roboty niż odkładanie na emeryturę. W twierdzeniu, że należy już wtedy zacząć oszczędzać na starość jest coś absurdalnego. Ostatnia rzecz, o której myśli ktoś, kto zaczyna swoją pierwszą pracę czy biznes, jest własna emerytura.

Dlatego uważam, że żądanie od dwudziestolatków i trzydziestolatków, żeby skupili się na tym problemie i zaczęli dodatkowo oszczędzać na emeryturę, nie ma szans na sukces. Jest to zbyt abstrakcyjny i odległy cel, żeby ktokolwiek się nim na co dzień interesował.

Do tego dochodzi ogólne myślowe zamieszanie dotyczące emerytur w Polsce, które zniechęca do podejmowania działań nawet na dalszych etapach życia. W powszechnym przekonaniu emerytura to głównie odpowiedzialność państwa, a nie nasza – przecież odprowadzamy składki na ubezpieczenie społeczne.

Czy to oznacza, że lepiej nie oszczędzać na emeryturę, kiedy mamy dwadzieścia czy trzydzieści lat? Moim zdaniem zdecydowanie warto to robić, ale z zupełnie innym podejściem. Jakim?

Emerytura to nie jest najważniejszy problem na tym etapie życia

Jak oszczędzać na emeryturę w wieku 20-30 lat?
Paradoksalnie – wbrew temu, co sugeruje nazwa tego bloga, możliwe, że jeszcze nie zacząłem oszczędzać i inwestować na emeryturę. Jak to? Mam trzydzieści lat, małe dziecko, w przyszłości pewnie kolejne, kilka pomysłów na biznes – niewykluczone, że środki, które w tej chwili posiadam np. na IKE czy IKZE, będę musiał po drodze przeznaczyć na inne wydatki.

Oczywiście najchętniej bym tego nie robił, ale jeśli będzie trzeba, sięgnę po te pieniądze. I proces oszczędzania na prywatną emeryturę będzie musiał zacząć się od początku. Czy to oznacza, że oszczędzanie na emeryturę w moim wieku nie ma sensu?

Wbrew przeciwnie – ma głęboki sens. Takie długoterminowe oszczędności i inwestycje stabilizują tak naprawdę nie tylko przyszłość, ale przede wszystkim teraźniejszość. To w zasadzie nie ma znaczenia, jaką nakleimy łatkę na swoje pieniądze i inne aktywa (emerytura, niezależność finansowa, bezpieczeństwo finansowe, fundusz kryzysowy, itp.). Skutek dla nas jest taki sam – większa stabilność finansowa dzisiaj i prawdopodobnie w przyszłości.

Dlatego dwudziestolatkowie i trzydziestolatkowie nie powinni przejmować się emeryturą, tylko systematycznym budowaniem swojego majątku, bogaceniem się. W gruncie rzeczy to jedno i to samo, tylko do pierwszego łatwiej się zniechęcić, bo jest odległe, abstrakcyjne i niezbyt sexy.

Powinni stawiać sobie krótsze cele finansowe, które ich naprawdę motywują i są spójne z ich obecną sytuacją życiową. Takim celem może być przekroczenie jakiegoś progu oszczędności (np. na początek 10 tysięcy złotych, potem 20, 50, 100 i tak dalej). Takim celem może być stopniowe budowanie swojej pozycji zawodowej lub swojej firmy. Takim celem może być zarabianie na swoich aktywach (gotówce, obligacjach, akcjach) jakiejś konkretnej kwoty dziennie (np. na początek 5zł dziennie, potem 10, 20 i tak dalej). Takim celem może być zaoszczędzenie kilkukrotności miesięcznych wydatków (np. na początek jeden miesiąc, potem dwa, pięć, rok i tak dalej).

Mam jeszcze jeden problem z kładzeniem nacisku na oszczędzanie na emeryturę. To hasło nic nie znaczy, jest kompletnie puste w naszej kulturze. Trzeba dopiero wypełnić je dla siebie treścią, bo inaczej zrobią to "niezależni doradcy finansowi", którzy są zainteresowani sprzedaniem nam najdroższych możliwych rozwiązań, głównie ubezpieczeń z funduszem kapitałowym. To hasło nie odpowiada też na pytanie, skąd wziąć oszczędności i jak długoterminowo je lokować.

A więc skąd wziąć oszczędności? Z pracy w jej różnych przejawach. I to właśnie praca powinna być dla dwudziestolatków i trzydziestolatków najważniejszym problemem ekonomicznym. To z naszymi dochodami powiązana jest emerytura z państwowego systemu oraz zdolność oszczędzania na własną rękę.

A jak te oszczędności lokować? Po pierwsze – unikając nadmiernych kosztów (np. przy polisach inwestycyjnych czy funduszach inwestycyjnych z opłatami manipulacyjnymi) oraz korzystając z ulg i zachęt podatkowych (IKE, IKZE). Po drugie – dobierając narzędzia finansowe i strategie inwestycyjne do naszej wiedzy, tolerancji ryzyka oraz celów.

Pod koniec 2015 roku stworzyłem przegląd dostępnych na rynku umów o IKZE i IKE oraz kompleksowy ranking IKZE i IKE.


Osobiście prowadzę IKZE od 2012 roku na rachunku inwestycyjnym DM BDMPod koniec 2015 podsumowałem wyniki tej inwestycjiIKE prowadzę w formie rejestru funduszy inwestycyjnych w NN TFI (moje szczegółowe wyniki do końca 2015), gdzie można założyć również dobre IKZE.

Czas, żeby wypracować nawyki i metody

Większość młodych osób nie dysponuje na starcie żadnym kapitałem i ich pierwsze zadanie to zgromadzenie jakichś nadwyżek finansowych. Żeby to się udało, niezbędny będzie nawyk odkładania części zarobków. To absolutna podstawa!

Znam dwie szkoły działania, jeśli chodzi o oszczędności i ludzi młodych. Pierwsza mówi, że najlepiej unikać na tym etapie ryzyka i odkładać pieniądze na najlepszych rachunkach oszczędnościowych oraz depozytach bankowych. Przyrost naszych oszczędności będzie jednak wtedy zależał przede wszystkim od wielkości kolejnych dopłat, a nie odsetek, które na tego typu lokatach są niskie.

Tutaj przegląd oferty banków na lokatach terminowych oraz kontach oszczędnościowych.

Druga szkoła mówi, że młode osoby mają przed sobą mnóstwo czasu, więc powinny wystawiać swoje oszczędności na ryzyko, które daje szansę na wyższe stopy zwrotu. Muszą się jednak wtedy liczyć z dużymi okresowymi wahaniami wartości kapitału i dodatkowymi emocjami.

W każdym razie i tak największe znaczenie ma systematyczne dokładanie gotówki do naszych oszczędności w kolejnych miesiącach, co warto ćwiczyć od momentu rozpoczęcia pracy.

Nie ma też chyba lepszego momentu na eksperymenty z instrumentami finansowymi i pogłębianie wiedzy. Wolę przejechać się na nietrafionych inwestycjach w akcje, kiedy stawką jest kilka tysięcy złotych, a nie kilkadziesiąt czy kilkaset tysięcy złotych, a ja mam przed sobą wiele lat na odrobienie strat i wyciągnięcie wniosków.

W ogóle inwestycja we własną wiedzę dotyczącą finansów ma prawdopodobnie najwyższą stopę zwrotu. Zaoszczędzamy w ten sposób grube tysiące na błędnych decyzjach, nieznajomości oferty różnych instytucji i zależności od doradców inwestycyjnych, których interes jest sprzeczny z naszym. Im szybciej wypracujemy własny warsztat poruszania się po świecie finansów, tym większy będzie skumulowany efekt mądrzejszych wyborów przez kilkadziesiąt kolejnych lat. Potraktujmy to jako procent składany z naszej wiedzy.

Czas, żeby obrać kierunek

Pamiętam rozmowę z kolegą, z którym mieszkałem w akademiku w Poznaniu na ostatnim roku studiów. Jakieś siedem lat temu twierdził, że byłby szczęśliwy, gdyby po studiach dostał pracę za 700zł miesięcznie na rękę. Kompletnie nie potrafił sobie wyobrazić, że jego koszty życia będą o wiele wyższe, bo dojdą nowe wydatki, znikną zniżki i zmienią się jego oczekiwania i oczekiwania wobec niego.

Młode osoby często niedoszacowują lub przeszacowują swoje potrzeby finansowe. Mają niewiele doświadczeń i potrzebują czasu, żeby bardziej realistycznie oceniać swoją sytuację. W większości przypadków dopiero klarują się ich status rodzinny i sprawy mieszkaniowe. Jeśli biorą kredyt hipoteczny, przez pierwsze kilka lat będzie ich mocno absorbować.

Skoro trudno im wyobrazić sobie najbliższe kilka lat, jeszcze trudniej będzie im wyobrazić sobie własną emeryturę i oszacować, jakie mogą potrzebować wtedy środki, żeby zapewnić sobie odpowiedni standard życia. Moim zdaniem nie ma co udawać, że da się to przeskoczyć. Ciekawym ćwiczeniem może być wtedy spojrzenie na swoją sytuację przez pryzmat cyklu zycia.

Warto wtedy jednak pamiętać, że emerytura będzie jakąś pochodną naszych decyzji finansowych (dotyczących pracy, wydawania, oszczędzania i inwestowania) na wcześniejszych etapach życia. Ale zanim się wydarzy, będziemy musieli przejść przez te wszystkie etapy.

Tutaj wszystkie artykuły o prywatnej emeryturze oraz o tym, jak oszczędzaćna emeryturę i jak inwestować na emeryturę.


8 komentarzy:

  1. Pozwolę sobie nie zgodzić się z Tobą, że młodzi ludzie nie odczuwają potrzeby zbierania na emeryturę. Zobacz, ile blogów powstało w sieci, tworzonych najczęściej przez młodych ludzi, często małolatów, którzy piszą, że odkładają to po 50 PLN, czy więcej. Ale zaczynają, uczą się i obawiają o przyszłość.

    Zresztą nie da się być całkowitym ignorantem w kwestii ZUS. I chyba każdemu się obiło, że wcześniej czy później (ze wskazaniem na wcześniej) ta instytucja w końcu padnie.

    Oczywiście, problemem jest brak edukacji w szkołach (czy to podstawowej czy średniej, gdzie wmawia się idź na studia, znajdź dobrą pracę i takie tam pierdoły), a nie mówi się o najważniejszej sprawie: pieniądzach.

    Sam chodziłem do Liceum Ekonomicznego wieki temu i tam, zamiast mi nawijać o konkretnych sprawach, uczono mnie regułek, itp.

    Co do młodych, to oczywiście mam na myśli tych kumatych, a nie tych, których celem jest imprezowanie lub stanie z piwem pod blokiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, dzięki za super komentarz. Na pewno jest grupa młodych ludzi bardzo świadomych swoich finansowych potrzeb i planów, w tym niewydolności ZUS. A blogi finansowe to naprawdę genialny sposób, żeby jakoś tam porządkować swoje podejście do takich spraw jak bezpieczeństwo finansowe, itp.

      Zgadzam się z Tobą w kwestii nieadekwatności edukacji i jest to na pewno ciężki orzech do zgryzienia.

      W sumie uważam, że największym wyzwaniem dla 20-30-latków jest zdefiniowanie dla siebie, co to oznacza oszczędzanie na emeryturę. Świadomość takiej potrzeby jest coraz większa. Pozostaje jednak pytanie, jak osiągnąć ten bardzo odległy cel. Moja odpowiedź jest trochę przewrotna - nie skupiając się w pierwszych etapach na zabezpieczaniu emerytury, tylko rozkręcaniu swojej drogi zawodowej, dobieraniu narzędzi do oszczędzania i inwestowania oraz stopniowym budowaniu majątku. Po kilkunastu latach ten odległy cel-emerytura stanie się bardziej precyzyjny, a my będziemy mieli zasoby, żeby na spokojnie ją sobie organizować - najlepiej na wiele lat przed osiągnięciem jakiegoś tam państwowego wieku emerytalnego.

      Pozdrawiam i proszę wracać!

      Usuń
    2. Tak naprawdę, to problem jest bardzo złożony, bo w rzeczywistości trudno patrzeć w tak odległą przyszłość. Najważniejsze na początku, moim zdaniem, to myślenie o zabezpieczeniu na najbliższą przyszłość (kilku, kilkunastu miesięcy). To jest kluczowe w mojej ocenie.

      Niektórzy ten żmudny proces ciułania kasy nazywają w różny sposób, ale chodzi o to, żeby po prostu zbierać pieniądze, by np. utrzymać się kilka-, kilkanaście miesięcy bez pracy.

      Jeśli już ten stan osiągniemy (często zajmuje nam to nawet z 5 lat), to potem możemy myśleć o czymś więcej. Tutaj jednak w grę wchodzi ilość nadwyżek, jakie posiadamy, jeśli są one duże, to możemy próbować inwestować. Jeśli małe, to raczej ciułamy je w obligacjach czy na lokatach, nie ryzykując za wiele.

      Nie pomylę się za wiele, jeśli powiem, że cel wcześniejszej emerytury pojawi się nam na horyzoncie w momencie, kiedy na koncie będziemy mieli już powiedzmy z pół miliona. Wówczas już zysk z lokat czy obligacji będzie dla nas w miarę zauważalny, a poza tym, liczę, że mając już w miarę duże doświadczenie zawodowe, nasza pensja nie będzie na granicy najniższej krajowej, co pozwoli na generowanie dodatkowych, większych nadwyżek (no chyba, że wyższa pensja będzie powodowała w nas chęć do życia na wyższym standardzie, to wówczas cel nam się oddali). A więc to wszystko powinno się ładnie nakręcać i z kwoty 500.000 PLN będą tworzyły się już kolejne dziesiątki tysięcy.

      Co do odwiedzania Twojego blogu, to oczywiście wpadam tutaj w miarę możliwości, niemniej jednak czasami nie daję rady doczytać postu do końca. Wybacz, ale wiesz, dzisiaj człowiek jest szalenie zabiegany, a ponadto, będąc w pracy, ciężko się skoncentrować na całości materiału. A wieczorem to już się nie chce :).

      Przy okazji, świetny blog!

      Usuń
    3. Dzięki za komentarz i dobre słowo. Myślę bardzo, bardzo podobnie o zabezpieczaniu przyszłości. Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Witam:) odkryłam Twój blog pare dni temu i nie moge się od niego oderwać:)piszesz bardzo ciekawe rzeczy i to w sposób bardzo przyswajalny...super świetny blog!!!
    Mam pytanie odnośnie tematu ZUS, a mianowicie jak takie obowiązkowe składki wygladaja na zachodzie, np Niemcy, Anglia, chodzi mi o ich strukture czy jest podobna do "naszej", jeżeli nie to jakie są różnice?
    pozdrawiam
    monika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam i dzięki za dobre słowo. Ciekawe pytanie, na które nie znam niestety dokładnej odpowiedzi. Warto to sprawdzić, bo lubimy się negatywnie porównywać do bogatszych krajów niewiele o nich wiedząc. Jakich to ja już rzeczy nie słyszałem o tym, jakie to życie jest piękne w Anglii czy USA - szkoda tylko, że przeciętni mieszkańcy tych krajów tak tego nie widzą. Temat wskakuje do (długiej) koleji i może w przyszłości się pojawi - najpierw konieczny duży research.

      Pozdrawiam, proszę wracać!

      Usuń
  3. Prawda jest tak, że jak by nie było ludzie zawsze będa na coś narzekać:)...zawsze jest ktoś "w gorszym położeniu" do kogo możemy się porównać oraz jakis "inny lepszy okres" do którego możemy się odnieść... wniosek z tego taki, że powinniśmy cieszyć się z tego co mamy:)...wracając do tematu ZUSu to właśnie dlatego zaczęło mnie to zastanawiać, ciągle jesteśmy porównywani do zachodu, w kwestii oszczęności i standardu życia na emeryturze...tylko nie wiem czy to porównanie jest do końca uczciwe biorąc pod uwage historię i struktury poszczegółnych państw...nasz kraj jest jak by nie było fizycznie i mentalnie "trochę pomiędzy wschodem a zachodem":)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ciekawy wątek, daje do myślenia, tym bardziej że jako trzydziestolatek jestem jakby jego tematem. Przyznam z praktyki własnej, że wiedza na temat oszczędzania i świadomość emerytury jest niewielka nie tylko w naszym pokoleniu, co w naszym społeczeństwie ogólnie. Owszem, jest mnóstwo blogów w których na części pierwsze rozkładane są pojęcia oszczędzania, inwestowania czy sposobów zarządzania życiem. Jednak są to przypadki pojedyncze. Nawet jeśli je czytam i się z nimi zgadzam, to niekoniecznie ich zagadnienia wprowadzam we własne życie. A bez tego ani rusz.
    Czy o emeryturze i oszczędzaniu na nią warto myśleć tak wcześnie jak mój wiek? Zdecydowanie tak. Choćby z tego powodu że do 35. roku życia się rozwijamy. Zdobywamy wiedzę, mamy chęć i potrzebę walki, rozważamy możliwość zmiany własnej pozycji o 180 stopni. Później już osiadamy na laurach a tworzące się wokół nas obowiązki (rodzina i tzw. pełne dorosłe życie) powodują ograniczanie wolnego czasu i mogą się stać przyczynkiem do ogólnego zakurzenia wątku emerytalnego do momentu kiedy będzie za późno. W jaki sposób i kiedy należy walczyć o zabezpieczenie swojej przyszłości? Szczerze na przykładzie własnym nie jestem w stanie udzielić jasnej odpowiedzi zgodnej z moimi wewnętrznymi przemyśleniami. Jak dotąd podejrzewałem że moja ścieżka umiarkowanego rozwoju w danym etapie życia jest pozytywnie optymalna - mam dużo większą wiedzę oraz zaradność niż osoby starsze o kilka lat i mam nadzieję że niedługo zacznie to realnie procentować. Niemniej ostatnio zauważam kilka nowych możliwości sprawiających że w pewnych sprzyjających warunkach można a nawet należy na samym początku wsiąść do ekspresu dającego ogromne przyspieszenie już na dzień dobry. Tylko tutaj oprócz świadomości inwestycyjnej trzeba mieć świadomość co do sposobu pracy, miejsca w społeczeństwie i zwłaszcza formy lub stałości zatrudnienia. Niestety jest to zagadnienie skomplikowane, na co nasze pokolenie nie ma zbyt dużo czasu. Zwłaszcza że tak naprawdę powinien to być dla nas wątek poboczny. Najważniejsze teraz jest bowiem inwestycja w wiedzę i rozwój co za kilka lat powinno zwracać się w odpowiedniej wypłacie. Bez której - jak wiadomo - o odkładaniu na emeryturę nawet nie ma co myśleć.

    OdpowiedzUsuń

A co Ty sądzisz?