poniedziałek, 24 grudnia 2012

Stwórz z rodziną fundusz oszczędnościowo-pożyczkowy i pomachaj na do widzenia bankom




W świecie finansów nauczyliśmy się polegać na bankach, firmach ubezpieczeniowych i innych instytucjach wyspecjalizowanych w obsłudze pieniędzy. Ale przecież wiele z prostszych mechanizmów, które stosują banki (np. drobne pożyczki), moglibyśmy zorganizować sobie sami, na przykład w gronie rodziny czy znajomych.

Pomysł wydaje się oczywisty, a jednak raczej nie jest powszechnie praktykowany. A szkoda – odebranie instytucjom finansowym monopolu na obrót naszymi pieniędzmi mogłoby przynieść naszym rodzinom wielkie korzyści. Nie tylko finansowe.

Co ciekawe, takie domowe rozwiązania wracają do łask w Stanach Zjednoczonych w obliczu kłopotów dużej części amerykańskiego społeczeństwa z długami, a w wielu krajach Azji (np. Wietnam czy Chiny) są w różnych formach powszechnie stosowane.

O co dokładnie chodzi? Jak stworzyć z rodziną fundusz oszczędnościowo-pożyczkowy? Po co? Dlaczego warto? O czym trzeba pamiętać?

Rodzinny fundusz oszczędnościowo-pożyczkowy

rodzinny fundusz pożyczkowo - oszczędnościowy
Dlaczego jeśli potrzebujemy 15 tysięcy złotych na remont mieszkania maszerujemy najpierw do banku po pożyczkę, mimo tego, że zażąda on wysokiego oprocentowania oraz prowizji? Dlaczego po kapitał potrzebny do rozkręcenia drobnego interesu ruszamy najpierw do pośredników finansowych, a nie do swoich najbliższych?

Przecież tego typu potrzeby mogłyby załatwić pożyczki rodzinne, bardzo nisko oprocentowane (np. na poziomie lokat terminowych czy konta oszczędnościowego), które pochodziłyby z rodzinnego funduszu oszczędnościowego.

To niesamowite, jak tego typu fundusz mógłby zrewolucjonizować naszą sytuację oraz świadomość finansową.

Jak mógłby działać? Miałby dwie części – depozytową oraz pożyczkową (podobnie zresztą jak każdy bank). Wszyscy uczestnicy funduszu regularnie odkładaliby w nim pieniądze, powiedzmy 100zł miesięcznie. Byłyby zdeponowane w jakimś banku na dobrym koncie oszczędnościowym lub innej bezpiecznej formie lokowania pieniędzy.

To stąd pochodziłyby środki na pożyczki wewnątrz rodziny i to właściciele depozytu decydowaliby wspólnie, czy i ile przyznać kredytu członkom rodziny w finansowej potrzebie. Co znowu przypomina trochę zasadę działania banku, który w znany tylko sobie sposób decyduje, czy może nam przyznać pożyczkę, czy nie.

Oczywiście takie rodzinne pożyczki byłyby bardzo nisko oprocentowane (np. na poziomie lokat bankowych czy konta oszczędnościowego, na którym leżą wspólne depozyty).

Dzięki temu właściciele kapitału nic by nie tracili – otrzymywaliby takie same odsetki od swoich oszczędności jak w banku, tyle że od swoich najbliższych. Którzy z kolei nie musieliby płacić aż tak wysokich odsetek oraz prowizji od udzielenia pożyczki przez komercyjny bank.

Szczegóły konstrukcji rodzinnego funduszu oszczędnościowo-pożyczkowego

Na poziomie ogółów pomysł wydaje się prosty do wdrożenia, a korzyści dla wszystkich oczywiste. Dlaczego więc w praktyce prawie nikt czegoś takiego nie stosuje?

Diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach. Sporo wysiłku będzie nas kosztować zorganizowanie takiego systemu. Nie chodzi tutaj tylko o kwestie techniczne (np. otworzenie konta, itp.), ale również kwestie własnościowe (kto ile dokłada do wspólnej puli, kto ma jaki wpływ na decyzje, jak podejmowane są decyzje itp.) oraz – co chyba najważniejsze – kwestę zaufania do siebie członków takiego funduszu.

W idealnym świecie do wspólnej puli oszczędności dokładaliby się wszyscy, którzy chcą oraz mogą. Najlepiej kilka pokoleń – od najmłodszych do najstarszych. Raz w roku lub z jakąś inną regularnością fundusz przyjmowałby wnioski o pożyczkę od członków rodziny. Decyzję podejmowaliby wspólnie właściciele depozytu, który wędrowałby na określonych zasadach do wybranego kandydata.

Taki kandydat musiałby przedstawić cel swojej pożyczki, uzasadnić, dlaczego warto mu zaufać i w jaki sposób ją spłaci. Nie inaczej jest w większości banków. Jeśli nie byłoby chętnych na pożyczkę, depozyt leżałby sobie nadal (np. na rachunku oszczędnościowym w BGŻ Optima lub innym) i akumulował bezpieczne, bankowe odsetki.

Szczegóły takiego funduszu rodzinnego mogą się różnić – jest to tak naprawdę kwestia porozumienia się jego członków, w jaki sposób będą dzielić swoje zasoby, czy będą preferować kredyty inwestycyjne czy konsumpcyjne, itp.

W minimalnej skali na fundusz składać się może każdy członek trzy- lub czteroosobowej rodziny. A może da się w to wciągnąć babcię i dziadka? Może kogoś jeszcze?

Dlaczego warto wspólnie oszczędzać i pożyczać?

Nie znam wszystkich rodzin w Polsce, ale w żadnej, którą znam, nigdy nie funkcjonował taki mechanizm ani inny systematyczny sposób pożyczania sobie pieniędzy w gronie najbliższych. Jeśli już pożyczamy sobie nawzajem pieniądze, dzieje się to z ręki do ręki.

Zamożniejszy wujek lub ciocia, która akurat dysponuje nadwyżką pieniędzy, bierze na siebie udzielenie całej pożyczki i zazwyczaj nie najlepiej się z tym czuje. Szczególnie, jeśli nie ustalili z pożyczkobiorcą zasad jej spłaty, np. wysokości odsetek, i najzwyczajniej tracą na całej operacji. Na podobnej zasadzie działają pożyczki koleżeńskie.

Dobrze zorganizowany fundusz rodzinny to bez porównania lepsze podejście do pożyczania pieniędzy najbliższym osobom. Dlaczego?

1. ryzyko i stres związany z pożyczaniem własnego kapitału rozkłada się na wszystkich właścicieli kapitału,

2. wspólne podejmowanie decyzji zdejmuje z jednej osoby presję, a na dodatek jest okazją do rozmowy, dyskusji, konstruktywnego sporu o rzeczy ważne dla rodziny, a może nawet integracji wokół bardzo praktycznego, codziennego tematu – finansów,

3. taki fundusz ma olbrzymi potencjał edukacyjny praktycznie dla każdego członka – właściciele oszczędności muszą ocenić zasadność pożyczania innym pieniędzy, wybrać najlepszy wniosek, ustalić inne reguły, itp., a pożyczający muszą nauczyć się przekonywać innych, że są wiarygodni i mają pomysł, jak oddać pożyczone pieniądze

4. szczególnie dla biorących pożyczki fundusz rodzinny to zdecydowanie korzystniejsza forma zdobywania środków niż pożyczki bankowe czy tzw. chwilówki.

Dlaczego to się nie dzieje?

Nie ma co się oszukiwać – pomysł wydaje się oczywisty, ale w praktyce niewiele rodzin stosuje choćby namiastkę takiego podejścia do swoich potrzeb finansowych. Dlaczego?

- oddaliśmy obszar finansów osobistych bankom, firmom ubezpieczeniowym i innym tego typu instytucjom; godzimy się na to, żeby to one za nas oszczędzały (mSaver), inwestowały (polisy inwestycyjne) i pożyczały, mimo że takie pośrednictwo drogo kosztuje, także pod względem odpowiedzialności, którą z siebie zrzucamy,

- brakuje nam zdolności organizacyjnych, żeby stworzyć sobie tego typu fundusz, a potem skutecznie go utrzymywać; cóż – nie od razu Rzym zbudowano, zacznijmy od czegoś małego i prostego jak konstrukcja młotka, a potem wyciągajmy wnioski i ulepszajmy,

- wolimy poświęcić czas i uwagę na coś innego, bo umówmy się – taki fundusz nie powstaje z niczego, nie powstaje przypadkiem, trzeba o nim porozmawiać, trzeba go zaprojektować, trzeba go utrzymywać; szacuję jednak pi razy drzwi, że jedna godzina oglądania telewizji tygodniowo mniej powinna wystarczyć, żeby taki system z powodzeniem uruchomić,

- problem może też tkwić w relacjach wewnątrz rodziny – nie zawsze sobie ufamy, nie zawsze chcemy dla siebie jak najlepiej, bracia potrafią ze sobą konkurować, a nie współpracować, itp.; może nie od razu, ale w dłuższej perspektywie taki rodzinny fundusz może nawet pozytywnie wpływać na związki między członkami rodziny,

- pieniądze w rodzinach to trochę temat tabu oraz temat, który dzieli, a nie łączy („ten ma więcej”, „temu to się powodzi”), pogodzić poglądy rzutkiego przedsiębiorcy z kimś roszczeniowym, niezaradnym, narzekającym na wszystko dookoła, itp. może być trudno, a przecież i jednych, i drugich mamy w bliższych lub dalszych rodzinach; tym bardziej trudno, że nawet przy wspólnym decydowaniu o losie oszczędności i pożyczek ktoś musi pełnić role przywódcze.

Wygląda na to, że problemów może być co najmniej tak samo dużo jak korzyści z prowadzenia rodzinnego funduszu oszczędnościowo-pożczykowego, a jednak warto spróbować. Może najpierw na małą skalę, może najpierw w bardzo ścisłym gronie. Przede wszystkim po to, żeby uniezależnić się choć trochę od banków i całej branży finansowej. Żeby sprawdzić, czy można inaczej. Żeby pomóc sobie i innym. Może wyniknie z tego coś pozytywnego.


4 komentarze:

  1. Pomysł pewnie i świetny, ale nasz naród to jedyny którego nie trzeba pilnować w piekle. Gdy jeden próbuje wyjść z kotła inni go zaraz tam wepchną z powrotem :D

    Więc póki co to raczej mało realne ze względu na nasze "polactwo". Może jak wymrą ze 3 pokolenia to będzie to bardziej realne.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki za komentarz. Nie wiem, co to znaczy "polactwo", ale cokolwiek by to nie było, nie powinno stać na przeszkodzie, żeby ulepaszać swoje życie codzienne, w tym finanse. Pozdrawiam i życzę więcej optymizmu na święta i nowy rok.

    PS. Ambitny blog!

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam, pomysł fajny, praktyczny i edukacyjny zarazem.
    W bardzo małym gronie - myślę, że wykonalny niemal od ręki. Ale problemy mogą się pojawić przy okazji "windykacji". Czyli to o czym wspominałeś - zaufanie do członków rodzinnego banku.
    Niestety zdarza się nazbyt często (przynajmniej u mnie w rodzinie - na szczęscie tej dalszej), że ktos chce pożyczyć ale potem nie ma jak oddać/nie chce oddać/woli nie oddawać (bo to tylko rodzina) itp. Jak tu skutecznie sobie radzić?
    Ja też nie spotkałem się dotychczas z takim rodzinnym bankiem - ale chyba własnie dlatego, że w świadomości mamy zakodowane, że bank to powazna instytucja, która ma mechanizmy obronne i z którą trzeba się liczyć a rodzina to jakby "zaufani ludzie", którzy powinni pomagać a potem bezkarnie można udawać, że nic się nie stało...
    Reasumując - moja opinia raczej negatywna - oparta na własnych doświadczeniach - ale pomysł fajny i zobaczę może w gronie najbliższych 2-3 osób spróbuję coś takiego zorganizować :-)
    Pozdrawiam
    Arek

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki za komentarz, na pewno jest to ryzyko niespłacenia pożyczki czy nawet konfliktu w rodzinie wokół pieniędzy. Cóż - w ten sposób możemy na własnej skórze doświadczyć, jak myśli bank chcąć się zabezpieczyć przed ryzykiem. Łatwych odpowiedzi na pewno nie ma.

    Zgadzam się, że w małym gronie to może być hit - przede wszystkim ze względu na korzyści edukacyjne dla nas, dzieci, itp. Jest to jakaś droga do zrozumienia istoty obiegu pieniądza, odpowiedzialności, itp. To super ważne. Ja też planuję to w jakiejś formie wdrożyć.

    OdpowiedzUsuń

A co Ty sądzisz?