niedziela, 18 listopada 2012

Dlaczego tak trudno być oszczędnym – dwa podstawowe problemy i dwa potężne rozwiązania




Gdyby ilość naszych oszczędności zależała od tego, jak często słyszymy lub czytamy, że powinniśmy oszczędzać, każdy z nas siedziałby dzisiaj na solidnym kapitale. Bez względu na to, ile zarabia. Gdyby ilość naszych oszczędności zależała od tego, ile razy mówiliśmy sobie czy innym, że od tego miesiąca zaczynamy odkładać (np. na emeryturę), moglibyśmy pewnie wkrótce wygodnie żyć z odsetek.

Niestety to, co myślimy, a nawet to, co mówimy, często nie ma najmniejszego przełożenia na rzeczywistość. Widać to bardzo wyraźnie w świecie finansów osobistych – przecież każdy chciałby czuć się bezpiecznie, nie martwić się o przyszłość, skutecznie oszczędzać i inwestować. Większość z nas tkwi jednak w jakiejś nierównowadze, jeśli chodzi o pieniądze.

Dlaczego nasze ambicje i plany w kwestiach finansowych tak trudno przekuć na rzeczywistość? Dlaczego tak trudno być oszczędnym?

Problem pierwszy: Potęga przyzwyczajeń

Dlaczego tak trudno być oszczędnym?
Powiedzmy, że podczas rozmowy z koleżanką, która ma bardzo podobne wykształcenie i pracę, zdaję sobie sprawę, że moje finanse są w ruinie. Ona potrafiła w kilka lat zbudować swoje bezpieczeństwo finansowe, a ja wciąż zależę od ostatniej pensji, miewam długi, nie mam pomysłu na swoje oszczędności. Pod wpływem chwili podejmuję decyzję o dramatycznej zmianie swojego podejścia do pieniędzy. Będę oszczędzał, będę wydawał z głową, będę się dokształcał, będę inwestował, żeby mój kapitał dodatkowo na mnie pracował.

W mojej głowie narodził się plan. Może nawet powiedziałem o nim kilku osobom. Może nawet zapisałem go gdzieś dla przypomnienia.

Badania pokazują, że tylko mniejszość z nas jest w stanie wykonać tego typu plany. Zdecydowana mniejszość. Im bardziej ambitny i dramatyczny plan, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że uda się go wprowadzić w życie.

Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że jesteśmy ukształtowani przez nasze przyzwyczajenia. Naszymi wyborami rządzą nawyki. Możemy powiedzieć, że będziemy oszczędzać, ale jeśli nasz mózg ma zakodowane inne zachowania jako domyśle dla nas, prawdopodobnie będą one silniejsze już po kilku godzinach czy dniach od uroczystej deklaracji o początku oszczędzania.

Zresztą dobrze to znamy choćby z innych prób zmienienia siebie – rzucenia palenia, odchudzania się, chodzenia na siłownię czy nauczenia się języka obcego. Z rzadkimi wyjątkami osób, którym się udało, są to zazwyczaj historie w stylu niedotrzymanych przyrzeczeń noworocznych.

Rozwiązanie: Metoda małych kroków

Nasze dominujące przyzwyczajenia w finansach osobistych (i każdej innej dziedzinie) ukształtowały się przez lata. Częste zachowania (np. radosna wizyta w centrum handlowym w dzień wypłaty) stały się stopniowo nawykami, bez których trochę trudniej nam żyć. Definiują one w dużym stopniu, kim jesteśmy, co robimy ze swoim czasem, jak wydajemy pieniądze, itp. Jest nam z nimi tak wygodnie, że często nie widzimy innych możliwości.

Dużo łatwiej zmieniać te twarde nawyki stopniowo. Krok po kroku. Żeby nie wywołać szoku i sprzeciwu. Nowe przyzwyczajenia też potrzebują czasu, żeby się zakorzenić w naszych zachowaniach. Warto stawiać na ewolucję a nie rewolucję.

Moja lepsza połowa przez lata żyła w totalnej nierównowadze, jeśli chodzi o finanse. Chodzi o kredyty konsumpcyjne, dług na karcie kredytowej, natychmiastowe wydawanie (wysokiej) pensji i – co naturalne – brak jakichkolwiek oszczędności czy inwestycji.

Zmiana o 180 stopni w przeciągu miesiąca była niemożliwa, mimo że ona zarzekała się wielokrotnie, że od dzisiaj zaczyna nowe życie. To nigdy się nie wydarzyło i nie mogło się wydarzyć.

Zmiana odbywa się stopniowo – na pierwszy ogień poszły karty kredytowe (zamknięte) oraz spłata wysokiego kredytu konsumpcyjnego (prawie koniec). Jesteśmy na etapie, kiedy można otworzyć dobre konto oszczędnościowe (np. BGŻ Optima – długi wniosek, ale warto) i przelewać na początku miesiąca stałą kwotę oszczędności, zanim będzie okazja ją wydać w centrum handlowym. Może później warto będzie wykonać kolejne kroki.

Innymi słowy: zmiana naszych przyzwyczajeń jest możliwa, ale dużo łatwiej ją osiągnąć rozkładając wysiłek na dłużej oraz identyfikując i atakując po drodze pojedyncze cele. Jaki mógłby być Twój pierwszy cel na drodze do lepszych finansów?

Wyjątkowa oferta! Lokata Bezkarna dla nowych klientów z promocyjnym oprocentowaniem 4% w skali roku

Problem drugi: Domyślne ustawienia

To naprawdę szokujące, jak bardzo wpływa na nas otoczenie, w którym się poruszamy. Często to jego kształt ma większy wpływ na nasze decyzje niż my sami.

Weźmy głośny przykład kwestionariuszy dotyczących naszej zgody na bycie dawcą organów do przeszczepu. Okazuje się, że odpowiedź, czy chcemy oddać swoje organy innym po śmierci czy nie chcemy wcale nie zależy od naszych poglądów, religii czy tego, jak miłymi ludźmi jesteśmy. Zależy praktycznie wyłącznie od jednej rzeczy. Od tego, czy domyślnie w kwestionariuszu ustawiona jest nasza zgoda czy niezgoda na bycie dawcą.

Jeśli musimy zaznaczyć, że zgadzamy się (czyli domyślnie ustawiona jest niezgoda) zdecydowana większość ludzi się nie zgadza. Jeśli musimy zaznaczyć, że nie zgadzamy się (czyli domyślnie ustawiona jest zgoda), większość ludzi się zgadza. Robimy po prostu to, co jest łatwiejsze. Podejmujemy decyzję, która wymaga od nas mniej wysiłku. Decyzję domyślną.

Czy to ma związek z finansami osobistymi? I to jaki! Weźmy na przykład karty kredytowe – jeśli nasz limit wynosi 3 tysiące złotych, ale zgodzimy się na limit w wysokości 10 tysięcy złotych, natychmiast wzrośnie nasza gotowość do używania karty powyżej 3 tysięcy złotych.

Albo zwykłe konta osobiste – jeśli bank pobiera drobne opłaty za prowadzenie rachunku czy przelewy, zazwyczaj zaakceptujemy to jako stan domyślny. Nie chce nam się podejmować wysiłku, żeby zmieniać takie drobnostki. A są przecież miejsca, gdzie takich kosztów moglibyśmy uniknąć.

Tego typu domyślnych ustawień w finansach osobistych, które w mniejszym lub większym stopniu działają na naszą niekorzyść, są wokół nas dziesiątki. Wiele z nich dotyczy oszczędzania. Większość z nich zniechęca nas do oszczędzania pieniędzy.

Rozwiązanie: Zaprojektuj swoje finanse

Lubię myśleć o finansach osobistych jako czymś, co możemy zaprojektować tylko i wyłącznie my sami. Doceniam rolę edukacyjną doradców finansowych, ale nie zgadzam się często z ich diagnozami i z całym przekonaniem mówię nie, jeśli coś mi się nie podoba.

Mówiąc zaprojektować finanse osobiste mam na myśli dwie rzeczy. Po pierwsze takie dobranie narzędzi finansowych (od konta osobistego po inwestycje), żeby nasze pieniądze na nas pracowały, a my czuli się z wybranymi narzędziami komfortowo. Jednym w zupełności wystarczy jeden uniwersalny bank (np. PKO BP Inteligo czy mBank), dla innych korzystniejsze będzie korzystanie z usług kilku instytucji. Najważniejsze, żeby wiedzieć, czego nam potrzeba, i dobierać do naszych potrzeb usługi finansowe. A nie odwrotnie.

Po drugie chodzi o zaprogramowanie tych domyślnych ustawień, które tak wpływają na nasze zachowania. Najprostsze co możemy zrobić to ustawienie w dzień wypłaty stałego przelewu na konto oszczędnościowe. Domyślnie i automatycznie będziemy co miesiąc oszczędzać, zanim cokolwiek wydamy.

W przestawieniu się na tory oszczędzania mogą też pomóc instytucje finansowe. Na zasadzie takiego przemyślanego przymusu działają np. polisy inwestycyjne czy systemy automatycznego oszczędzania, choćby mSaver. Nie jestem ich jakimś wielkim zwolennikiem, bo wiem, że można inaczej, ale dla wszystkich, którzy nie mogą zacząć oszczędzać, to mechanizmy warte rozważenia.

2 komentarze:

  1. na szczęście nigdy nie musiałem walczyć z omawianymi problemami - chyba dzięki wychowaniu.... ja również zamierzam wpoić mojemu synowi zasady dobrego/zdrowego oszczędzania... tak będzie najłatwiej....

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki za komentarz. Zgadzam się, że bardzo dużo wynosi się z domu - to kwestia świadomego wychowania i nieświadomego podchwytywania wzorców. W sumie to dopiero teraz się nad tym zastanowiłem - mimo że żyliśmy bardzo skromnie moi rodzice nigdy nie mieli długów i brak własnych pieniędzy to było coś wstydliwego. Bardzo ważna była też zawsze praca.

    Myślę, że połączenie tego typu nastawienia z edukacją finansową (w sensie znajomości podstawowych narzędzi i mechanizmów) daje bardzo dobre efekty. Pieniądze nie kontrolują nas, tylko my je.

    OdpowiedzUsuń

A co Ty sądzisz?